MAJA NAPRAWDĘ DOŻY WYBÓR ASORTYMENTU BO JEST TAM CHYBA WSZYSTKO :) CO DO SAMEGO MIEJSCA TO RACZEJ SPRAWIA NIE MIŁE WRAŻENIE GDYŻ JEST TAM NAWET W LECIE BARDZO ZIMNO I TO NIE ZASŁUGA KLIMATYZACJI TYLKO UMIEJSCOWIENIA . CO DO PORUSZANIA SIĘ PO HURTOWNI TO TEZ JEST CIĘŻKO BO NIE MA ŻADNYCH OPISÓW GDZIE CO JEST . NA SZCZĘŚCIE WSZYSTKIE NIEDOGODNOŚCI REKOMPENSUJĄ CENY KTÓRE SĄ DUŻO NIŻSZE NIŻ W FIRMOWYCH SKLEPACH TEJ MARKI
ŚWIETNY SKLEP Z RÓWNIE MIŁĄ OBSŁUGĄ GOTOWĄ SŁUŻYĆ POMOCĄ ALE NIE NARZUCAJĄCĄ SIĘ JAK TO BYWA W WIĘKSZOŚCI SKLEPÓW . TOWAR BARDZO PRZEJRZYŚCIE WYSTAWIONY NIE POŚCISKANY POSEGREGOWANE DZIAŁY MĘSKI I DAMSKI UŁATWIA PORUSZANIE SIĘ PO NIM. UBRANIA JAK I BUTY DOBREJ JAKOŚCI FIRMA UTRZYMUJE POZIOM OD LAT .
MIŁA I PROFESJONALNA OBSŁUGA DBAJĄCA O KLIENTA I UMIEJĄCA DORADZIĆ W ZAKUPIE, GDYŻ DOBRZE ZNA SIĘ NA ASORTYMENCIE OFEROWANYM W TYM SKLEPIE. SPRZEDAWCA NIE "RZUCIŁ" SIĘ NA NAS ZARAZ PO WEJŚCIU TYLKO DAŁ NAM CZAS NA OBEJRZENIE TEGO CO NA WIESZAKACH GDY ZAUWAŻYŁ ZE MAMY PROBLEM Z WYBOREM DOPIERO PODSZEDŁ . NIC NIE WIEM CO DO ZWROTÓW GDYŻ NA TYLE PARAGONU NIE MA TAKIEJ INFORMACJI A TO BY SIĘ PRZYDAŁO
Umówiłam się ze znajomymi na grila w Wipsowie,niestety o tej godzinie mogłam zapomnieć o pociągu. Zapytałam się Pani w okienku czy jakiś pociąg choćby rusza w tamtym kierunku,Pani z wielką łaską powiedziała że nie,że o 20.30 dopiero będzie odjazd w tamte strony.Zniechęcona pokręciłam się chwile po dworcu.Widok po prostu załamuje wszędzie bezdomni,chodzą i żebrzą,w powietrzu unosi się nie miły zapach,ogólnie nie zbyt czysto,mało ławek do siedzenia, a przede wszystkim drogie bilety i rzadko kursujące pociągi.
W przeciągu paru dni byłam w tym sklepie 3 razy,tak bardzo spodobała mi się biżuteria,po za tym były super promocje i można było kupić piękne pierścionki,kolczyki dosłownie za grosze.Sklep bardzo ładnie wyeksponowany ma asortyment,poukładany kolorami i rozmiarami.Aczkolwiek za każdym razem kiedy chciałam zapłacić Pani na kasie zajęta była czymś innym,trzeba było się upomnieć żeby zapłacić.Na plus dla Pani,że proponowała przy kasie promocyjne produkty.
Będąc ostatnio na zakupach postanowiłam po drodze wybrać się do Rossmanna.Oczywiście jest tam bardzo duży wybór kosmetyków i innych produktów,często są promocje więc można kupić coś w bardzo korzystnej cenie.Wadą są brudne i niekompletne testery.Ciężko było dobrać mi podkład,mogłam jedynie sprawdzić kolor na dłoni,niestety twarz zawsze ma inny kolor.Kompetencje pracowników też pozostawiają wiele do życzenia,Panie nie znają produktów,ich zastosowania,więc doradzić trzeba sobie samemu.
Zaraz przy wejściu wita nas Zapach wydobywający się z toalety, hm... Wentylacja szwankuje też na hali, poza tym wygląda na to, że część klientów wypróbowuje toalety i pisuary,dziwne, że nie ma tam kamery...
Generalnie jest dosyć brudno, brudniej niż w innych sklepach budowlanych, nawet LM w innych miastach.
Obsługa bardzo miła i kompetentna, naprawdę skora do pomocy, ale dosyć powolna, permanentny strajk włoski (poza paniami przy kasie, one są bardzo szybkie i wyjątkowo wyluzowane, ale jest ich za mało, szczególnie w weekendy). Gdyby nie było tak duszno, mogłoby być, a tak- chce się uciekać
Kupowałam bułeczki pieczone na miejscu w sklepie. Jak zwykle były spalone i twarde jak kamień. Z pośród w połowie napełnionego pojemnika na nie wybrałam dwie, które wydawały się być jadalne. Jakież było moje rozczarowanie, gdy jedna z nich podczas jedzenia okazała się być zapleśniała. Niestety nie mogłam pójść jej oddać do tego sklepu, a wierzcie mi Państwo, że gdyby nie to że mogłam zrobić to na drugi dzień a to już nie mogłoby być tak wiarygodne jak w dniu wydarzenia. Zostawiłam to tak, że nie poszłam tam. Ta bułka kosztowała parę groszy ale tu nie chodzi o pieniądze, tylko o to , że ktoś tą bułkę upiekł i już wkładając ją do pieca doskonale musiał wiedzieć, że wkłada tam produkt nienadający się do spożycia. Poza sytuacją z bułką to z przykrością stwierdzam że w tym sklepie panuje totalny bałagan i brud! A obsługa poza Paniami na kasie to po prostu nic nie wiedzący ludzie, którzy są tam chyba za karę.
Wizytę rozpoczęłam o godzinie 15.10. Sklep ma bardzo przestronny parking, więc nie ma problemów z zaparkowaniem. Przed wejściem wisiały plakaty reklamowe przedstawiające obecną ofertę. W strefie wejścia dostępne były ulotki reklamowe "Tygodniowe inspiracje". Na parkingi i w strefie wejścia zauważyłam leżące papierki. Sklep jest bardzo duży i jest w nim bardzo przestronnie. Alejki są szerokie, dwie osoby nie mają problemu, aby minąć się z wózkami. Towaru dużo, nie ma pustych miejsc po towarze, jest też bardzo ładnie wyeksponowany, dla każdego artykułu widoczna jest cena. Do wszystkich produktów był swobodny dostęp a ich cenówki umieszczone były w prawidłowych miejscach. Przy stoisku z pieczywem jak i z owocami i warzywami dostępne były woreczki foliowe a same stoiska wyglądały prawidłowo - owoce i warzywa wyglądały apetycznie, nie były zgniłe. Po sklepie krzątało się kilku pracowników, zajętych dokładaniem towaru i sprzątaniem. Do kasy stałem w kolejce trzyosobowej, co zajęło mi około 3 minut. Kasjerka była miła, powitała mnie, na końcu wydała prawidłową resztę i paragon do ręki. Zaprosiła mnie do ponownych zakupów.
jak dla mnie w sam raz :) i nawet smaczne w miare schludnie obsługa też może być , lokal malutki ale więcej nie potrzeba jak na te potrzeby cena w sam raz bo zjadając 3 sztuki po 1 zł nasyciłem sie lepiej niż w innych fasfudach zjadając jednego za 4-5 zł . ogólnie polecam te hod dogi jako dobrą przekąske w codziennej monotoni życia
Otoczenie sklepu jak i wejście było czyste.Stoisko z warzywami wyglądało bardzo estetycznie, asortyment był poukładany z czytelnymi oznaczeniami cen. Wokół regałów jak i na regałach panował porządek. Co jakiś czas wśród regałów można było spotkać obsługę sklepu wykładającą towar na półki. Przy kasach panował porządek. Czas oczekiwania przy kasach był krótki ze względu na wystarczającą ilość czynnych kas.
W sklepie była brudna podłoga. Po dojściu do stoiska mięsnego zakupiłam asortyment drobiowy. Który jak się później okazało był nie świeży i nadawał się do wyrzucenia. Na stoisku z owocami panował bałagan nie można było przyporządkować cen do towarów oraz brakowało torebek jedno razowych. Czynna była jedynie jedna kasa przy której utworzyła się długa kolejka, po interwencji i prośbie o uruchomienie drugiej kasy, pracownica poinformowała nas że nie ma takiej możliwości ponieważ wszyscy pracownicy są zajęci przyjmowaniem towaru i zdawaniem palet.
W dniu wczorajszym zadzwonił do mnie konsultant TP. Zawiadomił mnie że może mi pomóc obnizyć koszty połączen telefonicznych, bo ostatnie trzy rachunki były jego zdniem wysokie. Było w tym trochę przesady, bo licząc średnie koszty w ciągu 12 miesięcy wszystko mieściło się w moich oczekiwaniach. W lutym zmieniła się moja rodzinna sytuacja, "numer stacjonarny" przestał być potrzebny, zacząłem zabiegac o zmianę tego stanu. Przekazałem konsultantowi moje oczekiwania, neostrada 6MB lub 20Mb, i przeniesienie numeru stacjonarnego do systemu VOIP. Uważam, że taka usługa nie powinna kosztowac więcej niż 50zł miesięcznie. Konsultant "pouczył" mnie, że "misja" TP nie przewiduje "negocjacji z takim klientem jak ja. Problem polega na tym, zże TP w przypadku rezygnacji z telefonu stacjonarnego, ale z pozostawieniem Neostrady, kasuje 35zł "za utrzymanie linii". Ponieważ uważam że taka opłata jest wyłudzaniem, więc noie skorzystałem z dlaszych "konsultacji". Przyznaję, że konsultant bardzo się starał nie zadowolił mnie. Był uprzejmy, ale nie był przygotowany na realizację moich oczekiwań.
Moje doświadczenie pochodzi z ostatniego tygodnia czerwca. Szkoła językowa wysłała do mnie SMS-a. "Otrzymałeś dofinansowanie na kurs min. 2-poziomowy o wartości od 1225zł. Przyjdź do Speak UP, i odbierz dofinansowanie w ciągu 3 dni, okazując SMS! Limit miejsc!". Zadzwoniłem, i umówiłem sie na spotkanie w szkole językowej. Byłem ciekawy, jak mogę "odebrac" dofinansowanie. Biura szkoły, i jak się potem okazało nie tylko znajdowały się w centrum miasta. Po okazaniu SMS-a otrzymałem do wypełnienia mały druczek, i po chwili podszedł do mnie młodzieniec, przedstawił sie i zaprosił do swojego przeszklonego boksu. Okazało sie wówczas że szkoła jest jednym z projektów realizowanych w ramach firmy KMPiK. Najważniejsza różnica pomiedzy dotychczas prowadzonymi kursami polega na tym, że kursant nie jest sztywno przypisany do grupy, dnia tygodnia i godziny. Z uznaniem dla logistyki takiego przedsięwzięcia, zapytałem w jakim trybie ja mogę uzgadniać terminy zajęć. Konsultant odpowiedział, że oczekiwany przez organizatorów termin planowania zajęć to dwa tygodnie, ale nie widzą przeszkód aby kursant informował ich z ( tylko ) dwudniowym wyprzedzeniem. Taka organizacja mi się spodobała! Przekazałem Konsultantowi moje uznanie dla logistyki firmy. Młodzieniec uznał zatem, że może kontynuować. Zaproponował mi udział w krótkim teście, aby "ustalić" mój obecny poziom znajomości angielskiego. Siadłem do komputera, a program poprowadził mnie przez kolejne zadania testu. Wkleiłem kilka słów do angielskich zdań, przeczytałem z ekranu kilka słów, i Konsultant podał mi wydrukowany "wyrok". Ja byk napisano w nim że powinienem zacząć na drugim poziomie. Konsultant zaczął mi zatem przedstawiać perspektywy mojego studiowania. Jak przypuszczałem doszliśmy do kosztów. Usłyszałem, że zależnie od mojej decyzji, nauka angielskiego bedzie mnie kosztować wiecej niż 250zł, i nie mniej niż 380zł miesięcznie. W tym momencie zapytałem gdzie jest dofinansowanie, i dlaczego razem z informacją o dofinansowaniu, nie otrzymałem informacji o "wkładzie własnym". Konsultant z kamienną miną odpowiedział, że nie mogą takiej informacji podać, bo nie znają wówczas stanu mojej wiedzy, oraz nie wiedzą jaką ścieżkę wybiorę. Zapomniał widac o magicznym słowie "od", które robi karierę w reklamie różnych komercyjnych przedsięwzięć. Podziękowałem, mówiąc że w ciągu najbliższych trzech miesięcy trudno mi będzie organizować mój czas tak abym mógł uczestniczyć w zajęciach przynajmniej dwa razy w tygodniu. I na tym się rozstaliśmy. Biura firmy są urządzone przestronnie i funkcjonalnie. Wszystkie formalności mozna załatwiać w jednym miejscu, personek jest miły, kompetentny i zaangażowany. Zajęcia odbywają się w tym samym miejscu a wszystko działa od 07.30 do 21.30! Prospekt jest graficznie dobrze przygotowany, lecz konsultant na bieżąco, podczas prezentacji odręcznie mi go opisał. Był dobrze przygotowany do rozmowy, trzymał się palnu i tylko nie potrafił wyjasnić dlaczego firma nie informuje o "wkładzie własnym" kursanta.
KAŻDY KRYTYKUJE A JAK JESTEM ZA KAŻDYM RAZEM ZADOWOLONA I GENERALNIE NIE MAM SIĘ CZEGO CZEPIĆ GDYŻ PRZYCHODZĘ NA FILM A NIE SPRAWDZAĆ CZY NA PODŁODZE LEZĄ OKRUSZKI POPCORNU KTÓRY MY SAMI ROZRZUCAMY I NIE POMYŚLIMY CO OBSŁUGA KINA O TYM MYŚLI I JAKIE MA O NAS ZDANIE :) CO JEDYNIE CENY BILETU MOGŁY BY BYĆ MNIEJSZE . POLECAM WSZYSTKIM
Odkąd Warka pojawiła się w Białej Podlaskiej zaczęła być moim ulubionym lokalem. A co się z tym wiąże jestem jej często klientką. Wraz ze sporą grupą znajomych wybraliśmy się tam w piątkowe popołudnie. Było nas około 15 osób, więc potrzebowaliśmy mega dużego stolika. Na dworze był upał zaś wewnątrz lokalu również nie było czym oddychać. W związku z tym postanowiliśmy usiąść na zewnątrz w ogródku piwnym znajdującym się na tyłach lokalu.
Warka jest zlokalizowana przy dosyć niechlubnej ulicy Moniuszki. Sąsiedztwo lokalu określiłabym mianem patologii. Siedząc w of\gródku piwnym mieliśmy właśnie bezpośrednie sąsiedztwo owej patologii. Przyznam szczerze, że to niezbyt miły widok.
Nasz stolik obsługiwała pracownica mająca około 25 lat. Miała krótko przystrzyżone na jeżyka włosy. Kelnerka była naprawdę bardzo sympatyczna. Obsługując naszą grupę wykazała się anielską cierpliwością podczas przyjmowania zamówień. naprawdę bardzo się starała i świetnie obsługiwała nasz stolik. Puste kufle po piwie były na bieżąco zabierane, zaś popielniczki wymieniane. Naprawdę świetnie się bawiliśmy i wpłynęła na to również obsługa lokalu.
Kiedy w moim ulubionym lokalu zabrakło mięsa z kurczaka na kebaba postanowiłam z grupą koleżanek udać się do Osjanna.
W lokalu nie było żadnej kolejki więc od razu złożyłyśmy zamówienie. Ja zdecydowałam się na tortillę z gyrosem za 7 zł.
Usiadłyśmy przy stoliku i czekałyśmy na realizację zamówienia, która trwała około 7 minut. Przez cały czas obserwowałyśmy kucharza, który przygotowywał tortillę na naszych oczach. Uważam,że jest to fajna rozwiązanie. kucharz nie znika w czeluściach zaplecza i nie dodaje do tortilli sałatki zebranej z podłogi, tylko wszystko odbywa się na oczach klienta.
minusem jest to,że nie zapytano mnie jaki sos preferuje ponieważ do wyboru jest tylko jeden.W związku z tym tortilla była zdecydowanie zbyt łagodna, bowiem jak lubię ostre potrawy.
Około godziny 16.30 postanowiłyśmy z koleżankami wrzucić coś na ząb. Nasz wybór padł na lokal American Chicken. Oprócz kurczaka można tam zjeść pyszne kebaby i właśnie z takim zamiarem tam poszłyśmy. W lokalu nie było zbyt wielu klientów. Przy ladzie nikt nie stał, więc zostałyśmy błyskawicznie obsłużone. Owa szybkość obsługi polegała również na szybkim opuszczeniu lokalu, bowiem okazało się że w chwili obecnej nie ma kurczaka do kebaba i trzeba poczekać około 40 minut,. Aż tak nam nie zależało na stołowaniu się w tym lokalu, więc zrezygnowane postanowiłyśmy udać się gdzie indziej.
Uważam, że lokal gastronomiczny powinien na bieżąco mieć dostępną ofertę,. tym bardziej że składa się ona tylko z kilku pozycji.
Jako plus dodam, że w lokalu było czysto. Na stolikach nie było widać śladów jedzenia, co często spotyka się w lokalach serwujących fast food.
Kiedy wybrałam się odebrać zdjęcia od fotografa, koleżanka poprosiła mnie abym po drodze kupiła jej papierosy. jestem jedynie biernym palaczem więc poprosiłam, aby podała mi dokładną nazwę papierosów. Były to LM slim czerwone. Powtarzałam to jak mantrę.
Kiedy weszłam do sklepu od razu wzrokiem zaczęłam poszukiwać stosika z papierosami. Domyślałam się, że tak jak w innych marketach jest przy kasie. Tak był i tym razem. Kasa nad którą wisiała ekspozycja z papierosami była nieczynna. Stanęłam w kolejce przy drugiej kasie. Kiedy poprosiłam o papierosy ekspedientka powiedziała, żebym poszła i wybrała sobie te które potrzebuje. Nie raczyła nawet podnieść się z siedzenia. Podeszłam więc do drugiej kasy i wzięłam papierosy. Po czym z powrotem wróciłam do "leniwej" kasjerki. w sklepie nie było tłumów więc pracownica miała czas mnie należycie obsłużyć. Niestety zupełnie mnie zignorowała.
Wybierałam się do PSW mieszczącej się na końcu ulicy Sidorskiej więc postanowiłam zaoszczędzić nogi i pojechać tam autobusem. Kiedy dotarłam na przystanek okazało się, że za minutę mam autobus linii H. W wakacje rozkład MZK uległ zmianie i autobusy jeżdżą rzadziej niż zwykle. Autobus nie nadjeżdżał. Dopiero po około 7 minutach po czasie, pojawił się na horyzoncie.Uważa, że to sporo jak na Białą Podlaską, która o godzinie 12 jest raczej przejezdna.
Miałam do przejechania kawałek i chciałam usiąść. Okazało się jednak, że jedyne wolne miejsce ma podejrzanie brudną tapicerkę, więc postanowiłam nie ryzykować.
W autobusie byłoby jeszcze kilka wolnych miejsc gdyby nie reklamówki, starszych pań, które podobnie jak ich właścicielki są bardzo zmęczone. Wielki absurd, bowiem to ja kupując cały bilet utrzymuje te jeżdżące za darmo emerytki. Nie mam nic przeciwko starszym ludziom, ale ich zakupy nie muszą zajmować uprzywilejowanych miejsc na siedzeniach.
Nie podba mi się również to, że u kierowcy można kupić jedynie bilet całodobowy. Rozumiem,że kierowca nie powinien być obciążony sprzedażą biletów. Ale w takim razie miasto powinno pomyśleć o automatach do biletów w autobusach. Często w okolicy przystanków nie ma kiosków w biletami i pasażerowie są zmuszeni do kupna biletu całodobowego u kierowcy. Chyba że chcą jechać na gapę.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.