Uzupełniające zakupy robię w sklepie który najczęściej wybieram to jest w dyskoncie sieci Biedronka przy ulicy Kordeckiego. Przed wejściem do sklepu po jednej stronie jest gablota z ofertą tygodniową po drugiej ta obowiązującą za tydzień. Od dobrych kilku miesięcy drzwi po lewej stronie są zamknięte, tak więc wchodzący i wychodzący mają tylko jedną możliwość wejścia bądź wyjścia. Wejście na halę sprzedaży jest poprzez typowy kołowrotek przy którym są dostępne ulotki Inspiracje Tygodniowe(11.01-17.01). Nie potykam się o żadne puste opakowania ani o nierozpakowane palet więc myślę sobie jest ok. Niestety nie jest tak poprawnie jak bym sobie tego jako klient życzyła. Zatowarowanie jest nie pełne choć lepsze niż tydzień temu. Udaje mi się kupić Kaszkę Maną Mleczny Start, choć jest jej ostatni karton i jednostkowych torebek też jest już niewiele. Nie ma natomiast chleba tostowego z ziarnem który planowałam kupić. Został tylko zwykły pszenny na który się nie decyduję. Kupuję ostatecznie inny chleb- złocisty wielo zbożowy. Mandarynki są nadpsute i wyglądają mało apetycznie więc rezygnuję z ich zakupu i poprzestaję na jabłkach. Przed regałem z nabiałem stoi paleta na której w złożonej formie są komody. Ekspozycja ta utrudnia podejście do towaru który jest za nią w chłodni. W alejce z makaronem kupuję ravioli z serem La Collore, zauważam jednocześnie dodatkową paletę z ryżem stojącą przy filarze, obok tej ustawionej wzdłuż regału. Najwidoczniej tego produktu jest aż nadto (zajmuje w sumie dwie palety).Z drugiej strony słupa jest oparta o niego mała paleta (dlaczego nie została wyniesiona na magazyn?).Przy kasie pozytywne zaskoczenie –praktyczny brak kolejek. Wypatruję tabletek Be Power. Wariant który mnie interesuje jest tylko przy ostatniej kasie. Bardzo miła i naturalnie sympatyczna kasjerka ubrana w czerwony strój firmowy na który składa się fartuch i ocieplana kurtka z przypiętym identyfikatorem szybko skanuje produkty. Najpierw mówi dzień dobry na koniec zwraca się słowami ,,dziękuję i zapraszamy ponownie”.
Na podstawie obserwacji obsługi klienta który był przede mną mogę stwierdzić iż jest problem z bilonem do wydawania reszty. Sprzedawca-kasjer prosi Pana o drobne a gdy ten mimo dobrych chęci stwierdza że nie ma tak owych mówi szczerze zmartwiona iż to tragedia, ale do sytuacji podchodzi ze spokojem i dystansem.
I tak można powiedzieć że moje zakupy były satysfakcjonujące. Przy małej modyfikacji listy planowanych zakupów, kupiłam to co potrzebowałam. Szybka, profesjonalna i miła obsługa przy kasie plus jako taki ład na hali sprzedaży skutkują dzisiejszą pozytywną oceną obniżoną jednak za braki w towarze w standardowym asortymencie, który powinien co do zasady być w ciągłej sprzedaży i za wątpliwą jakość mandarynek.
Piwiarnia Warka to jeden z największych pubów w Zabrzu. Jest typowym miejscem, gdzie można spotkać się ze znajomymi i wypić piwo. Ma bardzo dobrą lokalizację, gdyż znajduje się przy deptaku w centrum miasta. Lokal znajduje się na piętrze, ma bardzo charakterystyczne szklane drzwi. Piwiarnia posiada ładnie udekorowane wnętrze. Lokal obsługiwany jest przez sympatyczne, młode barmanki. Organizowane są wieczory sportowe, podczas których transmitowane są najważniejsze wydarzenia sportowe. Lokal ogłasza dla swoich klientów wszelkiego rodzaju promocje. Ciekawą atrakcją jest piwo sprzedawane na metry. Oprócz piwa dostępne za barem też różnego rodzaju drinki oraz wszelkie zakąski. W środku jest dużo stolików, więc pomieści się naprawdę dużo ludzi. Polecam wszystkim sympatykom piłki nożnej, klimat podczas meczów jest niesamowity.
Biedronka a konkretnie sklep przy ulicy Wiatracznej .
Za każdym razem gdy dokonuję w nim zakupów stwierdzam, iż jego powierzchnia i rozkład całkowicie nie sprawdzają się jeżeli chodzi o prowadzenie działalność handlowej o spożywczo- przemysłowym charterze nawet z dyskontem w nazwie. Czy dyskont ma się równać dyskomfort?
Alejki w tym sklepie są bardzo wąskie. Zatrzymanie się przy regale nawet tylko w celu wzięcia konkretnego produktu, nie wspominając o przyjrzeniu się i rozeznaniu co na półce jest powoduje zablokowanie osób które są za nami. Z drugiej strony regału sytuacja jest podobna. Często właśnie z tamtej strony, już od jego połowy zaczyna się kolejka do kas.
I tu kolejny problem. Zawsze jest czekanie na kumulację dużej liczby ,,kolejkowiczów” by przyszedł pracownik i otworzył kasę. I w zależności który to jest boks, ludzie z końca kolejki próbują dostać się na jej początek.
Kolejną atrakcją są nieprzewidywalne ustalenia odnośnie zasad oczekiwania. Raz jest tak iż po moim zapytaniu dowiaduję się że kolejka jest jedna i się rozgałęzia. Tuż przed samym podliczeniem naszych zakupów podchodzimy tam gdzie właśnie obsłużony klient odchodzi. Zasada numer dwa - kolejek jest tyle ile czynnych kas.
Podczas tych zakupów kolejki są dwie i czynne są dwie kasy. Gdy tradycyjnie przed kasami utworzyła się już odpowiedniej długości kolejka pojawia się pracownik który wcześniej zajmował się towarem na sklepie i nieśpiesznie przymierza się do zasiądnięcia przy kasie. Zdąży jeszcze popatrzeć na padający za oknem śnieg i skomentować to słowami do swojej koleżanki –notabene tej która mnie obsługuje, iż tak się zapatrzyła iż by na słup weszła, poczym dodaje iż po pracy idą razem na śnieżki….
Kasjerka jednak tylko coś je odmrukuje i ze znużeniem kontynuuje swoją pracę.
Wyjątkowa Biedronka niestety wyjątkowość jej ma wymiar w moim odczuciu negatywny. Ciasno, gorąco i długie oczekiwanie do kasy.
Brak parkingu.
Plusy:
asortyment który zazwyczaj jest w ofercie i podczas moich zakupów jest dostępny
Przy kołowrotku ulotki z ofertą tygodniową ( Inspiracje Tygodniowe) obowiązującą od 04-01 do 10.01/2010.
Zaskakująco przestronna powierzchnia za linią kas. Stoją tam wózki zakupowe, a w załamaniu ustawiono dwa wysokie stoły do pakowania zakupów.
Tuż przy wejściu znalazło się miejsce na szafki dla klientów.
Klasyka to połączenie restauracji z hotelem. Restauracja organizuje wszelkie przyjęcia okolicznościowe. Bez problemu zorganizujemy w niej przyjęcie weselne, bankiety, czy też wszelkiego rodzaju inne uroczystości. Obiekt jest bardzo duży, więc może pomieścić dużo osób. Przy okazji można wynająć pokoje dla gości. Hotel dysponuje 12 pokojami. Jednak oferta cenowa nienależny do taniej. Za pokój 1 osobowy, trzeba zapłacić około 130 zł. Chlubą restauracji są dania klasycznej kuchni polskiej. W menu znajdziemy takie specjały jak dania z dziczyzny czy cielęciny. Oczywiście jest też szeroki wybór wszelkiego rodzaju przystawek, dodatków, napojów. W restauracji można też najzwyczajniej przyjść i wypić sobie piwo.Personel wykwalifikowany i uprzejmy. Obiekt posiada duży, ogrodzony i objęty monitoringiem parking. Jeżeli chodzi o standard to jest on naprawdę na wysokim poziomie. Sam budynek został oddany do użytku w 2006 roku. Jest, więc nowy, zbudowany na najwyższym standardzie. Restauracja znajduję się tuż obok głównej ulicy miasta- ul. Wolności w dzielnicy Zaborze. Polecam wszystkim tym, których stać na takie standardy. Do każdego klienta jest indywidualne podejście. Radzę dużo wcześniej rezerwować terminy, bo jest bardzo duże zainteresowanie i obłożenie.
VIP to lokal umiejscowiony przy ulicy 3 Maja, która jest jedną głównych ulic miasta. Dzięki temu do lokalu można bez problemu podjechać autobusem lub tramwajem. Lokal stanowi połączenie pubu, klubu muzycznego i klubu bilardowego. Sala ze stołami jest umiejscowiona na parterze. Na górze odbywają się różne imprezy, np. karaoke. Lokal ma ciekawy wystrój. Są standardowe stoliki oraz loże kanapowe. Na ścianach przymocowane duże telewizory, można poprosić o włączenie np. meczu. Obsługa za barem miła. W piątki i soboty organizowane są większe imprezy. Można napotkać wiele plakatów reklamowych na mieście. Widać, że właściciele dbają o dobrą reklamę. Podczas imprez zapraszani są dobrzy Dj-e, a dodając do tego wysokiej klasy sprzęt oraz bardzo ciekawe efekty specjalne, impreza staję się bardzo ciekawa. Bar jest stosunkowo niedrogi, bilard również. Minusem lokalu są bijatyki. Ma to związek z towarzystwem, które głownie odwiedza lokal. Są to z reguły ludzie młodzi. Na szczęście ochrona czuwa. Jeśli ktoś nie lubi imprez, zawsze pozostaje mu możliwość gry w bilard w ciągu tygodnia. Stołów bilardowych jest dużo, więc nie będzie problemu z brakiem miejsc. Ogólnie lokal warty polecenia. Zbliżają się 7 urodziny lokalu, w związku z tym impreza urodzinowa odbędzie się 15 stycznia. Na pewno nie zabranie wielu atrakcji !
Tankowanie samochodu.
Brak kolejki do dystrybutora.
Gdy wysiadłem z samochodu pracownik stacji obsługi zaproponował pomoc(tankowanie). Czas oczekiwania ok. 20s. Pracownik nie zastosował cros-selling. Brak pytań o dodatkowe produkty(np. płyn do spryskiwaczy). Woda w wiadrach do mycia szyb-zamarznięta. Brak możliwości umycia szyb zewnętrznych, Warunki atmosferyczne -3,5C padający śnieg, Stacja nie zaśnieżona. Po wejściu do środka zalegająca woda na posadzce. Towary na pułkach wyeksponowane, zachowany porządek. Czynna jedna kasa. Słychać pracowników na zapleczu- tylko jedna osoba obsługuje. Obsługa miła rzeczowa. Pracownik uśmiechnięty, w stroju spełniającym obowiązujące standardy Shell (jestem klientem od 02r) Brak cross-sell.. Zapytanie o rodzaj płatności, f-ra paragon, karta smart. Powitanie i pożegnanie klienta bez zarzutów. Ceny nie odbiegające od rynku.
Dzisiaj otrzymałam przesyłkę dostarczoną firmą kurierską UPS.
Profesjonalizm i miła obsługa ,to ich ogromny plus.
Kurier przedzwonił do mnie, aby ustalić godzinę dostarczenia paczki.
Był dokładnie o wyznaczonej godzinie.
Przesyłka nieuszkodzona ,zapakowana w firmowy papier UPS.
Kurier schludny i miły.
Polecam.
Do sklepu udałem się kupić warzywa na zupę. Już na wejściu miłe zaskoczenie, podłoga w sklepie czysta, mimo zimowych warunków. Na środku przejścia w dziale z napojami, który mijałem stała paleta z bananami. Było one w promocji -2,99 kg. Cena bardzo dobra, więc kupiłem kilka. Udałem się dalej w stronę warzyw. Potrzebowałem marchewkę. Była ona dostępna w dwóch wersjach. Były młode marchewki pakowane w pęczki z natką, oraz pakowane w paczki. Te „zielone” bardzo ładnie wyglądały, ale ja kupiłem większą paczkę. Kupiłem jeszcze parę innych warzyw. Wszystkie świeżo wyglądały. Potrzebowałem jeszcze seler. Były niestety same olbrzymie selery. Pomyślałem, że poproszę kogoś z obsługi, żeby mi przekroił te kolosy na mniejsze części. Tutaj pojawił się problem. Nikogo z personelu w tym czasie nie było na sklepie. W Lidu alkohol kasuje się przy specjalnej kasie, przy stoisku alkoholowym. W tym celu należy zadzwonić dzwonkiem, aby podszedł ktoś z obsługi. Słyszałem wielokrotne dzwonki klientów, lecz nikt nie reagował. Utworzyła się nawet kolejka wewnątrz sklepu. Dopiero po kilku minutach bezczynnego chodzenia po sklepie, pani wyszła z biura i obsłużyła stoisko alkoholowe. Zaczepiłem ją, pytając czy może mi podzielić seler. Usłyszałem w odpowiedzi, że nie jest to możliwie, bo są one sprzedawane w całości. Zastanawiam się, po co komuś ponad 1 kg seler. Zdecydowanie widać tutaj brak procedur, ułatwiających klientowi zakupy. Zapytałem tej pani jeszcze, gdzie znajdę fasolę-jasia. Pani wskazała na drugą stronę stoiska z puszkami. Problem w tym, że po drugiej stronie były soki a fasolka była obok puszek. Widać ewidentnie, że dzwoniło, ale nie wiadomo gdzie. Przy kasie płaciłem kartą. Znów kolejne szykany dla klientów. Płacić kartą można o ile pamiętam od kwoty 20 zł. Tak się złożyło, że zapomniałem gotówki i musiałem dokupić zestaw żyletek żeby zakupy przekroczyły limit. Osobiście nie lubię płacić gotówką, a Lidl mi tylko to utrudnia. Ciekawe, że większości sklepów nie ma żadnych limitów, albo są one znacząco mniejsze. Obsługiwała mnie młoda dziewczyna, ubrana w koszulkę Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Przy kasie stoi orkiestrowa puszka. Jedyne, co od niej usłyszałem to kwota do zapłaty i prośba o pin. Miło, że Lidl włącza się w tą akcję, ale to nie zmieni mojej negatywnej oceny.
Do PZU wykonałam telefon ponieważ interesowała mnie oferta dotycząca ubezpieczenia mieszkania. Telefon odebrała pani, szybko zbadała w jakiej sprawie dzwonię. Poprosiłam aby pani wyliczyła mi wysokość składki i automatyczniepani nie mogła rozmawiać. W bardzo życzliwy sposób wytłumaczyła mi, że siedzi przed nią agent i nie może mi wyliczyć ale bardzo chętnie przełączy mnie do koleżanki, która mi pomoże. Po chwili pani nie odkładając, ani nie zaslaniając słuchawki przekazała koleżance dotyczcasowy przebieg rozmowy po czym w słuchawce odezwał się mężczyzna. Pan bardzo miłym i spokojnym głosem wyjaśnił mi wszystko czego i w jakim zakresie dotyczy ubezpieczenie miedzy innymi od kradzierzy, przepiecia, rzeczy ruchome i elementy stałe. Usłyszałam również wysokość raty licząc od górnej kwoty wartości. Pan byl bardzo cierpliwy i odpowiadal na wszystkie pytania z czego byłam bardzo zadowolna, chociaż nie użwyał fachowego języka tylko potozne słowa.
Jestem, a raczej byłam w miarę częstym klientem Sephory, ze względu na to, że mają szeroki zakres akcesorii kosmetycznych, a także specjalistyczne kosmetyki m.in. pędzle do makijażu. Zwykle do Plazy chodzę po pracy, dlatego jestem elegancko ubrana i umalowana, więc wyglądam na klienta godnego uwagi. Sprzedawczyni przy kasie zawsze była miła, co wydawało mi się normalne,bo w profesjonalnym i ekskluzywnym sklepie tak obsługa powinna się zachowywać,a właściwie to w każdym sklepie, któremu zależy na klientach. Raz zdarzyła mi się wpadka! W sobotę po zajęciach z jogi po drodze podskoczyłam do Plazy poszukać perfum na prezent gwiazdkowy. Ubrana w dżinsy i bluzę z kapturem ruszyłam do Sephory. Podeszłam do długowłosej pani sprzedawczyni która była zajęta wyginaniem się w pół do klientki w "mundurku biurowy" czyli do klienta pożądanego. Stanęłam obok czekając na swoją kolej. Kiedy klientka podziękowała i wyszła, spytałam tą samą sprzedawczynię gdzie mogłabym znaleźć Miracle Lancome i Idole Armaniego i które bardziej nadają się na prezent dla mamy. Sprzedawczyni spojrzała na mnie jak na bezdomnego psa który pomylił śmietnik z ekskluzywną restauracją, machnęła niedbale ręką na szafę ciągnącą się w kierunku drzwi, rzuciła cos w stylu "to kwestia gustu" odwróciła i poszła sobie nawet na mnie nie patrząc. No cóż są jeszcze inne sklepy perfumeryjne np. Douglas
Rodząc dziecko w Pruszkowie byłam świadoma tego, iż rejestrować dziecko będę również tam. 10 dni po narodzinach wraz z ojcem dziecka- prawnikiem- udałam się do USC. Czekaliśmy w bardzo długiej kolejce, ponieważ wszyscy mieli przed nami pierwszeństwo. Gdy udało nam się po godzinie dostać do urzędniczki, zostalismy poinformowani, że do tego to będą potrzebne nasze dowody osobiste i akty urodzenia. Nie robiło ta na nas zbytniego wrażenia ponieważ takie odpisy mieliśmy przy sobie. Dzień wczesniej dzwoniłam tam i upewniłam się ,co mamy mieć ze sobą "dowody osobiste i akty urodzenia obojga rodziców". Biorąc ode mnie mój akt urodzenia Pani obejrzała go dokładnie z przodu i z tyłu, wstała i poszła z nim do koleżanki. Myslę sobie" co jest?". Wróciła wraz z koleżanką i obie nam zakomunikowały, że mam nieważny akt urodzenia. Tak, nieważny akt urodzenia. To akt urodzenia może być nieważny? Otóż wg Pań akt urodzenia ważny jest tylko parę lat. A potem co? coś się zmienia na akcie urodzenia? Panie nie były w stanie nam odpowiedzieć na pytania, szczególnie zirytowanego ojca dziecka. Zostaliśmy przekierowani do kierowniczki. Miła Pani zajęta, zajadała się czekoladową bombonierką. Poinformowałą nas, iż jesteśmy niedoinformowani i że mam sobie jechać do Warszawy po aktualny akt urodzenia. Nie chciała słuchać, że nie ma racji. Udaliśmy się z powrotem na górę i spytałam, czy jest możliwość rejestracji dziecka w Warszawie, owszem jest ale to bardzo długo trwa. Ok. Wsiedliśmy w samochód i pędem pojechaliśmy do Warszawy Ursus po mój akt- niestety opłata wynosiła 20 zł a na akt będę musiała czekać tydzień. Żeby upewni się, pokazuję mój stary akt i tłumaczę sytuację- pani urzędniczka z niedowierzaniem patrzyła na mnie. Mówi, że mam aktualny akt urodzenia i że muszą mi zarejestrować w Pruszkowie dziecko. Obiecała, że w ciągu 3 dni będzie mój nowy akt urodzenia, po 3 dniach pojechaliśmy do warszawy ursus po akt, następnie pojechaliśmy do Pruszkowa zarejestrować w końcu moją córkę. Weszliśmy do USC w Pruszkowie- pani urzędniczka niezwykle miła zadzwoniła do kierowniczki ze słowami "są już Ci Państwo" i bez słowa wytłumaczenia kazała nam zejść do kierowniczki po tym jak zarejestruje nam już córkę. Zeszliśmy na dół- Pani kierowniczka przeprosiła nas za swoją niewiedzę, dała jakąś okładkę na akt urodzenia. Niby przeprosiny były, ale niesmak pozostał. Ciekawe ile osób tak ganiali tam i z powrotem.
Cany biletów wciąż uważam za wysokie. Mało miejsc do siedzenia dla oczekujących na seans, doliczyłam 3 kanapy! Można byłoby wykorzystać jeszcze jakąś przestrzeń na ławki, np.na dole pod ruchomymi schodami. Obsługa kina raczej niewyróżniająca się, uprzejma, kieruje do sali, mówi po której stronie jest sala. Sale czyste, wygodne fotele,wszystko o czasie. Jednak co mnie drażniło, w nowym roku czyli 3 stycznia, zanim zaczęły się reklamy, kiedy ekran był jeszcze "czarny" puszczono KOLĘDY!!! Dla mnie niedopuszczalne, to jakby obsługa spała. Nie każdy widz musi też być osobą wierzącą i mieć ochotę na słuchanie kolęd. A jeśli ktoś wymyśli argument że to było przed świętem 6 króli i że można jeszcze puszczać kolędy, to gratulacje! Otwórzcie oczy!
Cerrefour to dość specyficzny sklep w Grodzisku Mazowieckim ponieważ... w tym sklepie śmierdzi. A dokładnie przy samym wejściu, jeszcze zanim znajdzie sie koszyk, który i tak nie stoi na swoim miejscu. Oczwyiście najpierw trzeba przejść koło ochroniarza, który zajęty jest podrywaniem kasjerki na kasie do 5 artykułów. Zatykam nos i szybkim krokiem wchodze na dział warzywny- o tu już dużo lepiej. A może i nos się przyzwyczaja? Planuję zrobić szybkie zakupy- mleko dla dziecka, herbatę, napój i kaszkę. 4 towary. Zmierzam do kasy- jest przecież wczesna godzina- na pewno są pustki. Nic bardziej mylnego. Wszystkie kasy pozamykane. Więc zmierzam do kasy z alkoholami. Jest owszem otwarta, ale Pani zajęta rozmową z ochroniarzem bardzo powoli obsługuje klientów. Około 8 osób było przede mną. Moje dziecko już senne zaczęło mi płakać. Z przemiłym uśmiechem podeszłam do Pani kasjerki- "przepraszam, czy mogłaby P[ani zawołać koleżankę i otworzyć kasę dla uprzywilejowanych, ponieważ z tego co widzę jest nieczynna?". Pani popatrzyła na mnie z pogardą-
"zaraz pania obsłużę, prosze stanąć za tym panem". Myslę sobie ok, może ma ciężki dzień, może Pan ochroniarz ją irytuje i staję.I nagle rozległ się tłu mza mną, że się wpycham, że nie powinnam zabierać bachora(?) do sklepu jak nie potrafi poczekać. Pani kasjerka stwierdziła że w sumie klienci mają racje a ja sie niepotrzebnie wpycham. No cóż taka Polska, ale ja jako matka swoje prawa mam, wzywam kierownika sklepu. Ochroniarz oderwał się od podrywania Pani kasjerki i poszedł po kierownika- miła kobieta bardzo młoda. Na oko 24 lata. Tłumaczy, że jest mało pracowników, że nie ma kogo posadzić na kasie. Ok, ale co mnie to interesuje? Tłumaczę Pani miło, że jest to kasa alkoholowa do 5 towarów ja mam 4, jestem z dzieckiem i że wydaje mi si, że mam pierwszeństwo, i że Pani kasjerka nie powinna rzucać jakichkolwiek uwag pod moim adresem. Kierowniczka powiedziała zbywającą, że najwyżej może przeprosić. Najwyżej.
Towar w sklepie nieświeży, obsługa niemiła, kierownicy niekompetentni, zapach nieprzyjemny, brak zasad i regulaminu wśród pracowników. Jedyny plus, że jest dużo i tanio. Chociaż zawsze trzeba sprawdzić cenę na paragonie.
w wyżej wymionionym dniu udałam się do placówki Lukas Banku. Po otwarciu drzwi pierwsze co rzuciło się w oczy- kolejka. Z dzieckiem na ręku pytam Pana stojącego w pobliżu- "Pan ostatni?", i ustawiłam się za Panem. Przede mną było 7 osób- byli to ludzie głównie starsi. Niestety bank nie jest w stanie zrozumieć, że osoby starsze nie potrafią spłacić raty w wpłatomacie i że powinna być osoba, która pomagała by obsługiwać "szatańską maszynę" jak usłyszałam od klientów. Mimo iż stałam z dzieckiem, która ma 8 miesięcy nikt nie zwracał na mnie uwagi. Podeszłam do doradcy- "przepraszam, jestem z dzieckiem czy jest gdzies uprzywilejowane okienko?". Pani podniosła się od razu i powiedziała, że oczywiście obsłuży mnie za chwilę. I tak też zrobiła- nie przepraszając pozostałych klientów. Zaproponowała kawę- miło. Ogólnie stosowała się do standardów, kulturalna, zadbana. Mimo, iż kolejka była długa za mną zaproponowała mi ofertę jaką bank przygotował dla mnie. Niestety na pytania zadawane przeze mnie o strukturę banku i o szczegóły ofert Pani niekoniecznie znała odpowiedzi- wszystko czytała na ulotkach, bądź pytała się kolezanek.Po załatwieniu wszystkich formalności podziękowałam i udałam się do wyjścia.
Obsługę oceniam bardzo dobrze- ale niestety jeśli sama bym sięnie upomniała, stałabym z dzieckiem dalej. Wpłatomaty- wielki plus dla osób młodych- bez kolejek, szybka wpłata na konto, ale wielki minus dla osob starszych, którzy nie chcą się tym posługiwać a doradcy ich do tego zmuszają.
Każdy klient traktowany jako proklient- wielki plus.
Niska ocena za czas, który trzeba poświęcić w tym banku, ponieważ na zmianie jest tylko 2 doradców, max 3. A miejsc siedzących dla czekających bardzo mało.
Duży plus za ciepła kawę.
Do sklepu udałem się na codziennie zakupy. Już na pierwszy rzut oka widać, że półki z towarami znacznie są zapełnione. Myślę, że znaczenie ma zbliżający się weekend. Zobaczyłem promocję na mandarynki. Gdy podszedłem do owoców mogłem się im bliżej przyjrzeć, bo chciałem kupić. Mandarynki miały na sobie czarne plamy. Wszystkie wyglądały tak samo, jakby były zmarznięte. Gdy chciałem kilka wybrać natrafiłem na popsute, pognite sztuki. Nikt wyraźnie ich nie przebiera. Po drugiej stronie stoiska stała pani, która miała czytnik. Najwyraźniej sprawdza same ceny a nie stan owoców czy warzyw. Po obejrzeniu mandarynek pojąłem, czemu są w promocji. Idąc dalej zauważyłem pewną niespotykaną dotychczas rzecz. Artykuły przemysłowe były w wyprzedaży. Zostały pogrupowane na poszczególne grupy, i każda grupa miała jedną cenę. Wyglądało to dokładnie jak w sklepach typu „Wszystko po … zł”. Pierwszy raz widziałem tego typu wyprzedaż w Biedronce. Zrobiłem resztę zakupów i udałem się do kasy. W sklepie było dość dużo osób. Czynne były dwie kasy. Słyszałem dzwonek, aby ktoś pomógł kasować, ale nikt nie przyszedł na kasę. O tyle to ciekawe, że na sklepie widziałem oprócz pani z czytaniem, jeszcze jednego pracownika. Byłem szósty w kolejce. Czekałem ponad 7 minut na obsłużenie. Pozytywnie oceniam kasjerkę oraz strefę kasowania. Taśma czysta, pani ubrana w fartuch z identyfikatorem. Dodatkowo była uprzejma, a resztę w postaci dużej ilości drobnych podała na rękę, nie musiałem zbierać z tacy. Podsumowując, czas obsługi był długi, sama obsługa dobra. Jeśli chodzi o promocyjne mandarynki, to źle wypadły. Klienci zwracają uwagę na promocję, więc, lepiej dla sklepu, gdy towar nią objęty dobrze się prezentuje.
Witam.Dnia 07.01.2010 wybrałam się na zakupy do wyżej wymienionej placówki.Wybrałam szafeczkę nocną,która jest akurat w promocji...Oczywiście podeszłam do kasy ,zapłaciłam za towar po czym Pani kasjerka oznajmiła,że muszę poczekać na jej odbiór około 10 minut,ponieważ Pan magazynier ma przerwę śniadaniową i nie ma czasu teraz wydać towaru.Dobrze,zaczekałam ponieważ zależało mi na tej szafce:)Mija 15 minut,podchodzę do kasy,a Pani po raz drugi oznajmia,ze przerwa magazyniera się jeszcze nie skończyła.Spędziłam 30 minut,chodząc po sklepie i czekając ,aż ktoś będzie mógł wydać mi towar który zakupiłam.Wkońcu Panu skończyła się przerwa...Po kolejnych 10 minutach oznajmił mi,że nie może znależć tej szafki na magazynie ,ponieważ jest"nowy" i dpiero się uczy...Naprawdę nie wytrzymałam i poprosiłam o zwrot pieniędzy.Chciałabym może zalecić sklepowi "JYSK",aby wprowadził coś takiego jak "PRZERWA ŚNIADANIOWA",ponieważ w tym czasie i tak żaden klient nie otrzyma zakupionego towaru.A także chciałabym zauważyć, że jeżeli ktoś jest nowy,to powinien zostać wyszkolony,a także dostać osobę,która pomoże mu się odnaleźć na nowysm stanowisku.Pozdrawiam
Po przekroczeniu drzwi wejściowych i podejściu do witryny z laptopami podszedł do mnie sprzedawca i w miły sposób przywitał i zapytał czy może mi w czymś pomóc lub doradzić. Chciałam kupić laptopa o swoich parametrach a sprzedawca doradził mi nowocześniejszego za niewielką dopłatą do tego, którym byłam zainteresowana. Dokonałam zakupu i jestem bardzo zadowolona. Czas transakcji się nieco wydłużył, bo dokonywałam zakupu na raty i brakowało potwierdzenia z jednego z banków o moim nie zaleganiu, ale sprzedawca równocześnie sprawdzał w drugim, z którego szybko przyszło wymagane potwierdzenie. W sklepie było dwóch sprzedawców, którzy sympatycznie obsługiwali klientów. Oprócz mnie było jeszcze 3 klientów. W sklepie był porządek, delikatnie grała muzyka.
Moje drugie podejście do dokonania wpłaty gotówkowej celem zasilenia mojego rachunku ROR w Alior banku kończy się tym razem powodzeniem.
Od razu po wejściu do oddziału po lewej stronie zauważam stanowiska kasowe.Za ladą siedzi Bankier- kobieta w wieku na oko 30 lat, blondynka ze spiętymi w koński ogon włosami i w bardzo subtelnym makijażu. Górę jej stroju stanowi żakiet w drobną krateczkę w ciemnej tonacji z rękawem ¾ z pod którego wystaje biała koszula. Pani ma przypięty identyfikator.
Standardowo zostaję poproszona o dowód osobisty który po chwili podaję Pracownikowi następnie mówię kwotę do wpłaty, a ponieważ nie mam odliczonej gotówki jej równowartości podaję dwa banknoty o nominale po 100 zł. Pani przed wprowadzeniem kwoty upewnia się czy pierwotna kwota którą podałam jest kwotą którą chce wpłacić. Potwierdzam, zostaje mi wydana więc reszta. Zostaję poproszona o złożenie podpisu na monitorze, potwierdzającego akceptację transakcji. Pracownik nie pyta mnie czy ma mi wydrukować potwierdzenie, w niektórych placówkach kasjerzy się o to pytają ale coraz rzadziej, zakładając z góry iż jako klienci Alior Banku wspieramy jego proekologiczną politykę poprzez zminimalizowanie „niepotrzebnych” dokumentów.
A no właśnie. Również w tej placówce proszę w międzyczasie, gdy wpłacam pieniądze o wydrukowanie regulaminu, przede wszystkim zależy mi na tej części gdzie są opisane nowe opłaty za prowadzenie konta i warunki jakie trzeba spełnić aby ich nie ponosić. Pani wpierw odmawia tłumacząc się właśnie wspomnianym proekologicznym charakterem banku proponuje mi wysłanie dokumentu na adres e- meil. Po moich naleganiach tłumaczeniach iż zależy mi na formie papierowej a nie mam możliwości wydrukowania Pani deklaruje iż mi ten regulamin wydrukuje ale obu stronie, by nie marnować papieru. No i było by wszystko w porządku, gdyby nie to że drugie strony zostały wydrukowane do góry nogami w stosunku do tych pierwszych, a co najważniejsze nie doczytałam się tam informacji na których najbardziej mi zależało tj. o planowanych zmianach które od lutego mają zostać wprowadzone.
Już prawie już odchodzę od stanowiska, sąsiadującą kasę zajmuje drugi Bankier.Za plecami pracownic powstaje małe zamieszanie spowodowane prze Panią która czegoś szuka w szufladach i pyta się tej zasiadającej do pracy gdzie to znajdzie.
Na koniec już wychodząc zauważam kartkę na drzwiach wewnętrznych informującą o godzinach otwarcia w dniu 24.12 i 31.12.która już jest nie aktualna i nie potrzebna.
Ogólnie jestem zadowolona ponieważ udało mi się dokonać wpłaty i to na tym najbardziej mi zależało.
Z drugiej strony moje zdegustowanie budzi fakt ciągłych zmian w regulaminie przez co oferta staje się nie stabilna i skłania nas do myślenia z co raz większą rezerwą na otwartość i przyjazność Banku w stosunku do klienta. Nie rozumiem też oporów w spełnieniu mojej prośby o wydrukowanie regulaminu. Zbędne i mętne komentarze uważam za nie zabardzo pasujące do wizerunku jaki chce sobą reprezentować Alior Bank poprzez hasło „Wyższa Kultura Bankowość”.
Wychodząc z marketu przypomniało mi się, iż zapomniałem zakupić pieczywa. Z daleka rozpoznałem Piekarnię. Wyglądała na czystą, dobrze zatowarowaną. Oświetlenie oraz czystość nie budziła żadnych wątpliwości. Regały w witrynach były odpowiednio zatowarowane, przy wszystkich produktach były widoczne ceny. Pracownik ubraniu w czysty i schludny w strój służbowy. Podszedłem do stanowiska kasowego. Pracownik powiedział "Dzień dobry, w czym mogę pomóc?" Poprosiłem o pieczywo. Pracownik podając pieczywo od razu zapakował je od razu do reklamówki. Zapytał czy coś jeszcze. Podziękowałem. Ususzałem podaną kwotę do zapłaty oraz na wyświetlaczu kasy fiskalnej. Podałem banknot do zapłaty. Pracownik z uśmiechem, szybko i sprawnie wydał resztę wraz z paragonem. Na koniec transakcji pracownik zaprosił mnie do ponownej wizyty. Pracownik był bardzo uprzejmy, z uśmiechem i bardzo indywidualnie traktował klientów. Polecam zakupy w tej piekarni.
Pomimo faktu braku odpowiedzi na mojego e-maila i sms odnośnie możliwości odbioru zamówienia postanawiam pojechać do firmy z nadzieją iż mój zmówiony na aukcji Allegro produkt jest już do obioru. Docieram praktycznie bez kłopotu pod wskazany adres. Wejście jest bezpośrednio z ulicy, na drzwiach jest napis iż hurtownia nie prowadzi sprzedaży detalicznej. Aby dostać się do środka trzeba zadzwoń co też czynie. Wchodzę do sklepu i kieruję się do dwóch biurek które ustawione są w głębi lokalu, a zanim tam dojdę zerkam na wzorcowe produkty wyeksponowane między innymi na ścianach. Przedstawiam swoją sprawę z jaką przyszłam a Pani w odpowiedzi każe mi się skierować do biura które jest po prawej stronie. W tymże biurze jest kolejnych dwóch pracowników. Pani siedzi przy komputerze a pan najprawdopodobniej przygotowuje paczki do wysyłki. Mówię ponownie że przyszłam po odbiór zamówienia które złożyłam w sobotę. Poproszona zostaję o swój nic na portalu Allegro, zostaje potwierdzone iż faktycznie takie zmówienie było. Następnie Pani wraz zemną udaje się ponownie do części ,, z biurkami” za którym siedzi Pracownik odpowiedzialny za przyjmowanie należności. Po jej uiszczeniu dostaję paragon. Na koniec pada pytanie czy życzę sobie towar zapakować. Nie korzystam, mam torbę.
I choć obsługa zarówno w dniu dzisiejszym jak i ogólnie od momentu samego zmówienia była szybka a towar zgodny z opisem, to zbrakło mi bardziej przyjaznej i sympatycznej obsługi która jak odniosłam wrażenie była rutynowa, ze znamionami zniechęcenia. Trochę uśmiechu i zachęty klienta do ponownych zakupów było by jak najbardziej wskazane.
P. s
W myśl obowiązującego na serwisie Allegro regulaminie po zakończeniu transakcji wystawiłam komentarz, również strona sprzedająca tak owy wysławiła mi.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.