Dostałam zniżkowe kupony na określony asortyment. Postanowiłam więc skorzystać z nich , tym bardziej że dotyczyły grilla, którego chcę niebawem zrobić dla znajomych. Kupon dotyczył sałaty krojonej w woreczkach do szybkiego przygotowania sałatki. Poszłam na dział z warzywami, co wydało mi się logiczne, ale nie było, a pracownice z tamtego działu przekierowały mnie na mięsny z pełnym przekonaniem, że tam na pewno będzie. Poszłam. Nie znalazłam, zapytałam więc pracownic na mięsnym, gdzie mogę to znaleźć, odesłano mnie z powrotem na warzywniak. I tak od Annasza do Kajfasza....
Ostatnio szukałam hurtowni z opakowaniami i wszelkimi akcesoriami w tym kierunku. Jest ich mnóstwo, ale ceny mają zabójcze. Miło mnie zaskoczyło gdy natknęłam się na sklep internetowy Magomet, gdzie ilość asortymentu mnie poraziła, a ceny były całkiem przystępne. Mało tego, miałam zapewnioną dostawę do domu, pomimo małych zakupów. Polecam zakupy i miłą, fachową obsługę!
Manekina w Łodzi odkryłam niedawno, chociaż to chyba jest sieć naleśnikarni. Brakowało czegoś takiego w Łodzi, są co prawda pseudo naleśnikarnie, ale ta jest z prawdziwego zdarzenia. Wybór naleśników dość duży, przez wytrawne, na ostro, zapiekane, słodkie, plus spaghetti naleśnikowe i placuszki ziemniaczane. O ile pamięć mnie nie myli najdroższy naleśnik kosztuje ok. 13 zł, a są bardzo sycące. Do naleśników są serwowane sosy na ciepło i na zimno. Do wyboru są również sałatki i różne desery. Wystrój wnętrza bardzo przyjemny i oryginalny. Inspiracją były łódzkie stare tramwaje. :) Szkoda że tramwaje w Łodzi śą tylko tam tak piękne i użyteczne
Stoisko firmowe piekarni „Adaś” znajduje się 15 metrów od mojego miejsca zamieszkania. Nic więc dziwnego że kilka razy w tygodniu robię tam zakupy. Na pochwałę zasługują sprzedawcy zatrudnieni na tym stoisku, są niezwykle mili i uprzejmi można śmiało stwierdzić, że zakupy robi się tam naprawdę miło. Faworyzować nikogo nie zamierzam, ale sprzedawca, który mnie dzisiaj obsługiwał poza obsługą podzielił się ze mną informacjami z wczorajszego dnia (?), co też niewątpliwie wpływa na moją ocenę. Miło jest z kimś obcym od czasu do czasu porozmawiać.
Wybór artykułów, które można tam kupić jest bogaty, począwszy oczywiście od różnego rodzaju pieczywa przez pączki, bułeczki, ciasta a na tortach okolicznościowych robionych na zamówienie skończywszy. Ceny są zdecydowanie niższe niż np. piekarni „Kłos”, której stoisko firmowe znajduje się około 400 metrów dalej.
Z uwagi na fakt, że stoisko to nie jest powierzchniowo duże, zajmuje około 30 m2 bardzo łatwo jest utrzymać tam porządek. Widać, że pracownik dba o swoje miejsce pracy oraz o wizerunek firmy.
Będąc w galerii na zakupach postanowiłam zajść do sklepu Yves Rocher w celu kupienia koleżance prezentu. Nie byłam zdecydowana na konkretny produkt, liczyłam na pomoc i dobrą radę sprzedawczyni.
Po wejściu do sklepu zauważyłam dwie klientki oglądające kosmetyki stojące na półkach. Z kolei sprzedawczyni stała przy otwartych drzwiach na zaplecze i rozmawiała z osobą siedzącą na zapleczu. Poszukując prezentu skupiłam się na błyszczykach do ust. Jednak nie mogłam zdecydować się na odpowiedni kolor, ponieważ nie byłam pewna który będzie pasować do typu urody mojej koleżanki. Liczyłam na fachową radę osoby sprzedającej, który niestety wyraźnie nie była zainteresowana klientkami znajdującymi się w sklepie. Czując się zlekceważona i zdana tylko na siebie, opuściłam sklep bez żadnego zakupu, co również uczyniła jedna z klientek.
Plus dla sklepu za ciekawe kosmetyki, natomiast obsługa bez większego zainteresowania klientem.
Moja mama kiedyś ubezpieczała praktycznie wszystko w PZU. Ale w pewnym momencie zdecydowała, że zmieni ubezpieczyciela na tańszego. Napisała wypowiedzenie umowy, podając wszelkie wymagane dane, podpisała a ja miałam tylko przy okazji dostarczyć je i poprosić o potwierdzenie zgłoszenia. weszłam do jakiejś agencji w centrum Lublina gdzie chciałam złożyc to wypowiedzenie. Okazało się, że pomimo tego że agent chętnie sprzedaje ich polisy to przyjąć wypowiedzenia nie może. Pojechałam do siedziby na Walenroda, weszłam do działąu obsługi i.....nic nie załatwiłam bo podobno nie mogę złożyć wypowiedzenia za kogoś. Nic nie znaczyło, że mam dokument na takie samo nazwisko i adres, nie i kropka. To samo pismo włożyłam do koperty nadałam na sąsiadującej poczcie i wysłałam za potwierdzeniem odbioru. To samo pismo które przecież też pracownik nie odebrał z rąk osoby mojej mamy zostało przyjęte. Głupota urzędników nie ma jednak granic.....
ZNAJOMEJ MĄŻ ZGINĄŁ W WYPADKU KOMUNIKACYJNYM Z WINY KIEROWCY TIRA,KTÓRY NAJECHAŁ NA SAMOCHÓD KTÓRYM WRACAŁ DO DOMU.PONIEWAŻ BYŁ TO WYPADEK Z WINY KIEROWCY TIRA ZNAJOMA WYSTĄPIŁA DO PZU O ODSZKODOWANIE I ZADOŚĆUCZYNIENIE ZA ŚMIERĆ BLISKIEJ OSOBY, PO OKOŁO DWÓCH MIESIĄCACH OTRZYMAŁA ODPOWIEDŹ, ŻE NIE PRZYSŁUGUJE JEJ ODSZKODOWANIE PONIEWAŻ ,JAK PZU UJĘŁO W UZASADNIENIU DECYZJI,JEST OSOBĄ BEZROBOTNĄ.DECYZJA CHYBA NIE WYMAGA KOMENTARZA.
Dzisiaj wracając z pracy wstąpiłem po zakupy do sklepu Biedronka w Bieczu. Asortyment tam jest bardzo duży . Wrzuciłem do wózka wszystko czego potrzebowałem i udałem sie do kasy. Obsługa sklepu była bardzo miła . Jedyna rzecz która zawiodła mnie to duża kolejka do kasy . Dopiero po kilku m,inutach pani kasjerka zawołała kogos do pomocy. Ogólnie obsługa i personel bardzo miły
Dzisiaj ok godziny 17:40 robiłem zakupy w nowo otwartym sklepie carefour express w Bieczu. Wchodząc do sklepu nikt nie raczył mi odpowiedzieć dzień dobry. Nie zwracając na to dużej uwagi udałem się na dział mięsny to co tam zobaczyłem przeraziło mnie. Pani z działu mięsno-wędliniarskiego właśnie w jakiejś miednicy myła udka z kurczaka. Nie zrażając sie podeszła i obsłużyła mnie polecajać także właśnie udka. Niestety po tym co zobaczyłem udałem sie do kasy. Tam pani o imieniu R. ( miała taka tabliczkę) nie miłym spojrzeniem popatrzyła na mnie i zapytała czy coś kupuję czy nie. Chciałem kupić jakiś dobry alkohol. Jednak nie umiałem zbyt szybko wybrać więc pani ta surowym wzrokiem popatrzyła i zapytała czy kupuję coś czy nie ponieważ musi iść wyłożyć towar. Zbulwersowało mnie to i poprostu wyszedłem stamtąd
W Auchan robię zakupy od 6 lat. Najbardziej odpowiadają mi działy z wędlinami i serami, zawsze bogato zaopatrzone w świeży asortyment. Sprawne załatwianie spraw przy kasie przy pomocy "wrotek" pozwala uniknąć biegania po sklepie w poszukiwaniu innego produktu, od którego odkleił się kod kreskowy.
Duża powierzchnia sklepu, bogaty asortyment, przestronny parking to dodatkowe atuty.
Największy minus to kolejki przy kasach, ostatnio nie ma nawet znaczenia dzień tygodnia ani godzina.
Stojąc w kolejce nie wiadomo kiedy się zostanie obsłużony. Panie najpierw szepczą sobie na ucho i chichoczą. Nie wiem czy z klientów czy może z czegoś innego. Nawet podczas wybierania i rozmowy z klientem Panie odwracają się do siebie i po cichutku na ucho sobie rozmawiają. Do samej cukierni przyciągają jedynie dobre produkty.
Opisuję zakup, który miał miejsce kilka miesięcy temu, jednak uważam, że ta opinia będzie przydatna nawet po tak znaczącym czasie. Tak więc za cel zakupu obrałam sobie buty sportowe. Bo dłuższym spacerze po Galerii Krakowskiej zwróciłam uwagę na firmowy sklep sportowy-Nike. Od razu byłam zachęcona by wejść do środka bo już z daleka zobaczyłam, że sprzedawcy nie siedzą przy komputerach ze znudzoną miną, tylko zajmują się utrzymywaniem czystości na terenie sklepu lub doradzają klientom w zakupie najlepszego dla nich obuwia. Po wejściu od razu przywitała mnie mila Pani, zapytała czego szukam, dzięki niej bardzo szybko znalazłam, b. ładne i wygodne buty, nie musiałam sama prosić się o podanie większego numeru czy podobne sprawy. Wszystkim polecam ten sklep.
Fajna obsługa. Dziewczyny bardzo miłe, zawsze uśmiechnięte i skore do pomocy. Poświęcają dużo czasu dla klienta, nie robią tego na odczepnego. Pokazują ciekawe modele, których zbytnio nie widać, a są na prawdę ciekawe. Lubię tam przychodzić, bo zawsze umieją fajnie doradzić. Swobodna, fajna atmosfera. Zawsze zauważą klienta. Fajna ekipa i fajny sklep.
Ocena dotyczy zachowania kierowcy autobusu miejskiego numer 23, jak i bezsensownych przepisów panujących w kzkgop. Kierowca podjechał pod przystanek na dworcu. Na przystanku oczekiwało bardzo dużo ludzi, w większości były to osoby starsze. Kierowca otworzył tylko przednie drzwi, które są bardzo wąskie. Ma on bowiem uprawnienia do kontroli biletów, a naklejki na drzwiach autobusu informują, że tylko przednie drzwi są do wsiadania, a reszta służy do wysiadania. Przypomina mi się skecz Kabaretu Moralnego Niepokoju o nazwie „Drzwi”… . Ideę zarządu kzkgop teoretycznie rozumiem. Po co płacić kontrolerom biletów, skoro można obciążyć tym kierowcę. Kierowcy i tak właściwie w ogóle nie sprawdzają biletów. Widać po nich ewidentnie, że cała sytuacją są zażenowani. Wystarczy machnąć przed oczami obojętnie czym i problem biletu rozwiązany. Tak naprawdę w praktyce utrudnienia dotyczą jedynie pasażerów. Osoby starsze poruszają się wolno, a wejście przez wąskie drzwi wymusza wchodzenie do autobusu pojedynczo. Więc kolejka przy wsiadaniu podobna jest jak przy stanowisku w urzędzie. Tam również podchodzi się pojedynczo i każdy czeka na swoją kolej. Wielu jest kierowców co w podobnej sytuacji otwierają wszystkie drzwi. Trzeba się chyba przyzwyczaić, że historia lubi się powtarzać i czasy PRL-u wracają, a ludzie znów będą czekać w kolejkach.
Robiąc zakupy w Stokrotce, często mam mieszane uczucia. Zwłaszcza, jeśli muszę coś kupić ze stoiska z mięsem, wędlinami i serem. Zwykle robi się tam kolejka, a czekanie wyjątkowo wprawia - mnie przynajmniej - w zniecierpliwienie. Lubię w tym markecie to, że wiem, co gdzie mam znaleźć. Duży wybór asortymentu, promocje na część produktów , samoobsługowa waga do warzyw i owoców. Minusem jest mała ilość miejsca w przejściach między półkami, a "zatory" tworzą się przeważnie przy: warzywach, pieczywie, no i oczywiście wędlinach. Zdarzyło się kilka razy, że poszukiwanego przeze mnie produktu nie było, np. mrożonych ryb czy nawet piersi z kurczaka (po prostu się skończyły...). Panie kasjerki zwykle uprzejme i sprawnie obsługujące klientów, czasem jednak nie czekają nawet, aż zapakuję swoje zakupy - już obsługiwany jest kolejny klinet, a zakupione przez niego produkty są przesuwane w moim kierunku. To chyba znak, że czas, jaki został mi poświęcony, właśnie minął. Do widzenia.
Dewocjonalia U Marka cieszą się niesłabnącym powodzeniem, bowiem ilekroć tam jestem, w sklepie kręci się co najmniej kilka osób. W oczekiwaniu na swoją kolej można się rozejrzeć w asortymencie, wystawionym na półkach, w gablotach za szkłem, na szafkach, ścianach, a nawet na podłodze. Szukałam jakiegoś drobnego prezentu z okazji chrzin córki brata. Zapytałam o obrazki i figurki do konkretnej kwoty, a miły pan za ladą cierpliwie pokazywał mi kolejne przedmioty, omawiał różnice między nimi, słowem - był bardzo pomocny. Pokazał mi wszystko, o co poprosiłam, a nawet sam z własnej inicjatywy podsuwał kolejne pomysły. Po dokonaniu wyboru zapłaciłam rachunek i wychodząc zostałam w miły sposób pożegnana. Mimo sporej ilości ludzi, można zauważyć, że panowie obsługujący, a zwykle jest ich dwóch, nie wykazują oznak zniecierpliwienia czy pośpiechu. Dają czas do namysłu, służą radą, są uprzejmi. Wizyta u nich pozostawia pozytywne wrażenie.
Lodziarnio- kawiarnia( chociaz trudno nawaz to kawiarną bo dysponuje tylko dwoma maleńkimi stoliczkami wciśniętymi między dwa filary a ścianę lodziarnii) Mieści sie w łódzkiej Manufakturze. Oferuje lody w kilkudziesięciu smakach, napoje z sokow - świeżo wyciskane a tkażelody w pudełkach na wynos. Dostępne są tez desery ale.... nie ma gdzie ich zjeśc. Lodziarnia znajduje sie w miejscu często uczeszczanym przez klientow Manufaktury stąd ruch jest ogromny.
Najpierw trzeba odstać swoje w kolejce do kasy. Potem w kolejce po dobiór lodów. Denerwujące jest to ze od razu mam dac paragon i powiedzieć jakie samki lodow chce. W momencie kiedy jest szczyt "komunikacjny " w Manufakturze , nie ma nawet mozliwości zeby podejśc do lay chlodniczej i coz sobie juz wybrać. I sytuacjia wygląda nieciekawie. Osoba nakladająca lody do wafelkow chce abym szybko cos wybrala - bo kolejka, ja sie denerwuje ze juz sie musze na cos zdecydować... i kóleczko sie zamyka. wydaje mi sie ze jakoś inaczej trzeba to wszystko zorganizować.
Jesli chodzi o smaki lodów i ich c ene to 6+. Najlepsze są sorbety owocowe. pycha,. Nie są za słodki , za kwaśne. Rewelacja.
Do tego lokalu wybrałam się ze znajomymi, którzy odwiedzili mnie w moim miejscu zamieszkania. Znając poziom siostrzanych lokali (Anatewki) oczekiwałam dobrego jedzenia, wspaniałej atmosfery i oryginalnego wnętrza. Niestety na miejscu zastałam czy raczej zastaliśmy tylko to ostatnie. Rzeczywiście wystrój bardzo przypadł wszystkim do gustu, zwłaszcza możliwość konsumowania w 3 różnych salach. Wybraliśmy salę żydowską, ale dokładnie obejrzeliśmy też pozostałe dwie i wszystkie bardzo się spodobały. Niestety nie wiem czy kiedykolwiek wybiorę się do tego lokalu, żeby zjeść w sali rosyjskiej albo polsko-niemieckiej gdyż jedzenie bardzo głownie mnie rozczarowało. Lokal odwiedziłem z liczną grupą znajomych i bodaj tylko jedna osoba była całkowicie zadowolona ze swojego wyboru.
Zacznijmy ode mnie - ja wybrałam kotlet górski z kaparami i sałatką z ziemniaków z kuchni niemieckiej za bardzo przyzwoite pieniądze, ale niestety ładnie zapowiadające się danie okazało sie być tylko zwykłym kotletem schabowym z kilkoma kaparami, a sałatka ziemniaczana w ich rozumieniu to ziemniaki z boczkiem - trochę za mało... Moi współbiesiadnicy nie mieli lepiej, ale kucharz przeszedł sam siebie przygotowując danie dla mojej koleżanki, która po długim namyśle wybrała najdroższe danie z karty, czyli marynowaną polędwice wołową. To co wylądowało na talerzu przed nią wyglądało raczej jak spalony kapeć, no ale nie zrażając się, moja znajoma, wzięła się do krojenia... i tu zaczęły się schody, gdyż była wstanie odkroić tylko kilka małych kawałków, a potem nie szło już tak dobrze, więc przekazała sprzęt innym a na końcu mnie i nijak nikt z nas nie był w stanie jej pokroić. Poddaliśmy się i oddaliśmy polędwicę kelnerce, aby poprosiła kucharza o pokrojenie naszego zamówienia, ale i ona nie miała dla nas dobrych wieści, gdyż po kilku chwilach wróciła z kuchni i oznajmiła, że kucharz też poległ. ale jeść nie polecam.
Sama lokalizacja fajowa, wyrazy uznania za odwagę w umiejscowieniu restauracji poza Piotrkowską, uważam, że są niedocenione rejony Łodzi.Ale jeść tam nie polecam.
Tylko czyż restauracja nie służy pożywieniu ciala a nie tylko ducha?
Do Galerii poszlam z córką w celu obejrzenia wystawy zwiżanaej z Egiptem: piramidy, rydwany, Sfinksy.
W in- medio zamierzałam kupić baterie. W końcu - ponieważ przeszlam cała Piotrkowska od placu Wolności do Mickiewicza i jakos nie udało mi sie tego dokonac.
W In-medio znajdują sie głownie polki z prasą. Równo poukladane. Nie wiem czy po każdym kliencie , który zrobi artystyczny nieład robią porzadek, ale bylam swiadkiem ,że pod 3 klientach , którzy porrzucali prase pracowanica zrobila należyty porzadek. Na środku saloniku stand- LOTTO. przy ladzie stoisko ze słodyczami: gumy do żucia . lizaki i inne słodkości. Na ścianie : baterie i inne podręczne akcesoria. obsługa odbywa sie szybko i sprawnei. Kupilam dwie baterie paluszki i od razu po wyjściu z saloniki włożylam do aparatu fotograficznego. okazało sie,że sa wyczerpane. poszlam wieć je wymienić. pani wzięla odemnie aparat kilka razy przekladała baterie i właczała aparat celem sprawdzenia jakości bateri. Druga z pracowanic zaproponowała wymiane bateri co tez i zrobila. Sama włozyla baterie z nowej paczki i sprawdzila czy i te nie sa felerne:) przerosily obie za zaistniala sytuację. iI milo sie ze mna pozegnałay. polecam takią obsługę każdemu.
brak odpowiedniej ilosci ludzi do obslugi klientow; dlugie oczekiwanie na pracownika firmy, w celu uzyskania informacji, porady, a potem i sprzetu; znajomosc sprzetu przez personel bardzo slaba; nieumiejetnosc doradzenia niezdecydowanemu klientowi; poza tym bardzo mila obsluga, nie natretna, ale tez niestety slabo zainteresowana klientem
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.