W weekend wybraliśmy się ze znajomymi do restauracji KOLIBA w Zawoji, gdyż chcieliśmy sprawdzić jak ona funkcjonuje. Już przy wejściu zaczepiło nas pięciu podejrzanie wyglądających ludzi żądając opłaty za wejście. Gdy udało nam się dostać do środka okazało się, że zarezerwowanie przez nas stolik jest zajęty. Po kilku minutach zjawiła się pani menedżer przepraszajac nas i tłumacząc, ze pracuje tam od niedawna. Ponadto poinformowała, że zarezerwowanie stolika kosztuje 100 zł, których nie da się wykorzystać. Wyszliśmy z restauracji zniechęceni i na pewno do niej nie wrócimy.
Decyzja o rezygnacji z usług Alior Banku i zamknięciu konta ROR zapadła.
Teraz tylko pozostaje wprowadzić ją w życie. A to nie będzie proste. Na pewno będzie czasochłonne, być może pojawią się inne kłopoty. Ale pokonam to.
Pierwsze to poinformowanie wszystkich zainteresowanych o zmianie banku i numeru konta. Druga rzecz to potwierdzenia przelewów i opłat z tytułów jakie były one dokonywane. Musze je zarchiwizować. Wyraziłam zgodzę by nie otrzymywać tzw. miesięcznych wyciągów w formie papierowej. Zarówno przelewy jak i tranzakcie kratowe są pod jednym tematem „obciążenia”. Na zestawieniach powoduje to chaos.
Wczoraj po 24 chcąc dokonać przelewu okazało się iż jak zwykle w przeciągu ostatnich kilkunastu tygodni konto o tej porze jest wyzerowane. Dla czego? Nie mam pojęcia. Lokatę nocną zlikwidowałam. Okazuje się jednak iż to nie była przyczyna takich działań. Mówiąc wprost- bank nadal kradnie moje pieniądze, bo jakże inaczej takie „samowolne pożyczki” nazwać. Co się dzieje z moimi środkami na koncie kiedy nie mam do nich dostępu? Rano saldo konta ponownie jest takie jakie było i być powinno. Czarę goryczy przelało wczoraj jeszcze jedno. Ostatniego dnia miesiąca są pobierane są opłaty za prowadzenie konta. Regulamin mówi (albo mówił jak znowu się zmienił) iż opłata za kartę wynosi 5 złotych miesięcznie i dodatkowo plus 4 złote, w wypadku gdy na nasze konto nie wpływa wynagrodzenie. Na mój ROR wypływa wynagrodzenie, i tak było też w miesiącu styczniu. Dodatkowo na to konto wpływają środki z umów dodatkowych. Pomimo to z konta zostało pobrane 9 złotych. Dlaczego?
Zmuszona jestem do wizyty w oddziale i podjęcia przynajmniej próby wyjaśnienia tych kwestii. Co do salda rozmawiałam na ten temat z Bankierem, ale ten odesłał mnie na infolinię. Co zaś do opłaty to spodziewam się iż będę proszona o złożenie reklamacji ,której czas rozpatrywania jak wiem z autopsji wynosi około miesiąca i nie wiele wnosi. Ja co do zasady sprawy tym razem nie odpuszczę. Gdy opadną nieco złe emocje podejdę do oddziału banku. A gdy uporam się z zapisem historii swojego ROR konto zamykam. Banków w Polsce jest ponad 30 .A na politykę wobec klienta jaką prezentuje Alior Bank mojej zgody nie ma.
Numerem jeden portali społecznościowych na tę chwilę wydaje się facebook. I choć ja nadal mam ostrożne podejście do tej witryny, to bezsprzecznie wiele firm i instytucji traktuje ja jako kanał komunikacji z klientem. Jest to również pewna forma promocji marki i budowanie jej wizerunku na rynku chociażby poprze opcję klikania w ikonkę „lubię to”.
Wczoraj weszłam na profil firmy telekomunikacyjnej Play. Jest to mój dostawca internetu i operator telefoniczny.
Za poparcie i dołączenie do osób które lubią Play jest przewidziana promocja, polegająca na zwiększeniu kwoty doładowania o 30%.Fajna sprawa. Postanawiam skorzystać. Doładowanie kart pre paid obsługuje PayU S. A., też mi dość dobrze znany pośrednik chociażby dzięki transakcją na Allegro. Bez problemu, w kilku krokach wypełniam krótki formularz zamówienia, poczym jako iż w listingu banków nie ma banku Alior, decyduję się na opłatę przelewem. Zostają wygenerowane dane które należy wpisać w przelewie. Wszystko dobrze do tego momentu szło. Problemem jest Alior bank. Po zalogowaniu do systemu bankowości internetowej okazuje się iż moje saldo ponownie w nocy zostało wyzerowane. Ale to iż temat na kolejną obserwację.
Mam chwilę i jestem w pobliżu wiec pomimo iż jak rano wychodziłam z domu nie miałam jeszcze informacji e-mailowej z księgarni Merlin o dotarciu mojego zamówienia do wskazanego punktu odbioru, to popołudniu liczę na to iż już będzie. Wchodzę do owego punktu przy ulicy Waryńskiego. Chwilę się waham. Zastanawiam się czy skorzystać z dostępnego dla klientów komputera i sprawdzić status zamówienia czy od razu podejść do kasjera i jego się zapytać czy książki są do odbioru. Ponieważ nie ma klientów , podchodzę do Pana za ladą. Po wymianie słów powitania mówię mu w czym rzecz. Szybko sprawdza on iż zamówienie jest gotowe. Odchodzi na chwilę by mi je przynieść.
Płacę kartą. W między czasie rozmawiamy. Wyjaśnia się również kwestia nadpłaty na moim koncie. Okazuje się iż była to akcja firmy ku zachęcie aby ci klienci, co dawno nie składali zamówień zmotywowali się do skorzystania z oferty sklepu Merlin.
Sprzedawca , postawny mężczyzna około lat 30, jest schludnie ubrany, kulturalny, komunikatywny i miły.
Podtrzymywał konwersację przyjaźnie się uśmiechał.
Pozytywny efekt psuje zaschnięta warstewka błota na czerwonym linoleum którym jest pokryta podłoga. Nie za ciekawie wyglądają również puste gabloty sygnowane marką Sony. Nie zadziało się dziś nic co by spowodowało moje zniechęcenie do dokonywania kolejnych zakupów w Merlin. Czas dostawy taki jak podany na stronie przy produkcie, zgodny z opisem.
Odbiór bezproblemowy w sympatycznej atmosferze.
Dla zmęczonego wędrowca po górskiej, zimowej wycieczce nie ma nic lepszego aniżeli dobre jedzenie. Restauracja "Włoski Smak" usytuowana w Jarnołtówku serwuje pyszne dania kuchni włoskiej. Wygląd restauracji nie powala na nogi. Trochę tandetnych obrazków miast włoskich i innych dekoracji stylizowanych na to wszystko co ma się kojarzyć z Włochami. Miejsce jest czyste i schludne. Wystrój mógłby być lepszy, ale w restauracji w końcu nie o estetykę wnętrza chodzi, ale jedzenie... Jedzenie to poezja. Nie wiem co na to tzw. koneserzy kuchni, ale to generalnie mało i mnie i innych ludzi, którzy odwiedzają tę restaurację obchodzi. Dodam, że restauracja cieszy się powodzeniem wśród przyjezdnych z Wrocławia i innych miast dużym powodzeniem. Aczkolwiek nie należy spodziewać się tłumów i może dlatego klimat jest taki fajny. W menu serwowane są różnego rodzaju makarony oraz pizze. Teoretycznie tylko 2 rodzaje dań, ale ich urodzaj jest doprawdy wielki. Godne polecenia jest Gnochetti Broccoli czyli makaron w kształcie muszelek, z brokułami, szynką i sosem śmietanowym oraz QUATTROFORMAGGI - pizza z 4 rodzajami sera na cienkim cieście. Poezja smaku. Trochę gorzej przy rachunku, jednak tragedii nie ma. Uważam, że restauracja dla naprawdę każdego, kto lubi włoskie jedzenie.
W sobotni ranek postanowiłem troszkę zadbać o kondycję. Postanowiłem więc zweryfikować w praktyce informacje zawarte na stronie internetowej wodnypark.com.plWodny Park,jak głosi strona internetowa, jest podobno najpopularniejszym polskim obiektem o charakterze sportowo - rekreacyjnym, którym zarządza Mokotowska Fundacja Warszawianka - Wodny Park. Obecnie jest jedyną pływalnią z basenem olimpijskim w Warszawie i jedną z niewielu w Polsce. Obiekt mieści się na warszawskim Mokotowie, przy ulicy Merliniego 4, obok Klubu Sportowego Warszawianka. Dogodna lokalizacja, łatwy dojazd, a także jakość oferowanych usług sprawiają, że Klientami Wodnego Parku są mieszkańcy wszystkich dzielnic stolicy. Tyle cytau ze strony, oto co stwierdziłem:Dojazd rzeczywiście jest dogodny, ale parking naziemny wokół obiektu jest mikroskopijny. Z niejakim trudem znalazłem właściwe wejście i udałem się w kierunku recepcji. Tamże uiściłem dosyć wysoką opłatę za wejście (24,-) i zapytałem gdzie dalej. Pracownicy spojrzeli się na mnie jak na idiotę, z pewnym ociąganiem, ale jednak udzielili potrzebnych informacji. Rozumiem, że inni klienci wyssali z mlekiem matki topografię tego obiektu, ale troszkę zrozumienia dla osobnika który pił niewłaściwe mleko. W przebieralni panuje ład, porządek, jest czysto. Udałem się do wybranej szafki, niestety nie poradziłem sobie z jej otwarciem (czyżby znów niewłaściwe mleko?). Widząc moje kłopoty jeden z klientów poinformował mnie, że to się czasem zdarza, trzeba odpowiednio przekręcić i „wuala”. Podziękowałem, rozebrałem i udałem się we wskazanym kierunku. Po wejściu do głównej sali stwierdziłem że pływalnia robi imponujące wrażenie. Jest to gigantyczny obiekt, aż chce się od razu wskoczyć do wody. Tory są długie, bardzo szerokie. Woda jest czysta, przezroczysta. Po przepłynięciu kilkunastu długości udałem się do części rekreacyjnej. Pomoczyłem się trochę w jacuzzi, zjechałem kilka razy z kilku zjeżdżalni i udałem się do wyjścia. Przy wyjściu znów miałem do czynienia z obsługą w recepcji. Oddałem pasek i musiałem dopłacić 8,- zł. Niestety pani nie wydała mi paragonu. Jest to niedopuszczalne i niezgodne z ustawą. Poprosiłem też o katalog, pracownica wydała mi. Zapytałem o najbliższy postój taksówek, pani (o dziwo) zaproponowała, że zamówi mi auto. Owszem zamówiła, ale nie taksówkę tylko podejrzane auto z napisem „Przewóz osób”. Mogę zrozumieć, że pani ma układ z panem z przewozów, ale powinna mnie wcześniej poinformować o swoim zamiarze. Podsumowując, uważam że ceny są zbyt wysokie jak za jakość usług. Obsługa pracowników na niskim, wręcz żenującym poziomie. Nie wydanie paragonu to przestępstwo podatkowe, za które można dostać mandat. Niestety nikomu nie polecam, długo tam się nie pojawię, mimo że pływało mi się nieźle.
w 5 sekund po podjechaniu do dystrybutora podszedł do mnie Pan z obsługi , grzecznie zapytał czy może pomóc , co i za ile wlać. Kiedy tankował , ja poszłam dokonać zapłaty , gdzie spotkałam się z równie miłą obsługą. W środku była niewielka kolejka, ale pracownicy szybko i sprawnie wszystkich obsługiwali , informując przy tym każdego klienta o istniejącej promocji i zachęcając do zakupu innych rzeczy. Zostałam grzecznie i sprawnie obsłużona, wyszłam zadowolona i napewno nie raz tam wrócę.
3 miesiące temu kupiłam w tym sklepie buty ( kozaki zimowe) zapłaciłam za nie ponad 200zł. Podczas ich kupowania Pani ekspedientka w sklepie była bardzo miła i pomocna. Mimo,że przymierzyłam ok. 12 par butów ( w tym 5 razy tę samą parę;)) wykazała się niezwykłą cierpliwością i biegała z poszczególnymi pudełkami w tą i z powrotem,zachowując dzielnie uśmiech na twarzy. Sytuacja wyglądała zupełnie inaczej , kiedy po 3 miesiącach wróciłam z reklamacją , ponieważ buty całkowicie się rozleciały. Tym razem Pani nie poświęciła mi już tyle uwagi, na "odczep się" spisała reklamację przekazując mi przy tym szczątkową informację na temat sposobu i terminu jej rozpatrzenia. Zdążyłam się jednak dowiedzieć,ze o rozpatrzeniu zostanę poinformowana telefonicznie. Niestety tak się nie stało. Buty zostały wysłane na adres spisany z mojego dowodu (który wcale nie jest mim adresem do korespondencji- a o to Pani też nie zapytała). Ja niepokojąc się ,że reklamacja trwa tak długo wybrałam się do sklepu by uzyskać jakiekolwiek informacje , gdzie usłyszałam, że buty firma już wysłała (pod adres znajdujący się 60km od mojego obecnego miejsca zamieszkania) i że reklamacja nie została rozpatrzona pozytywnie.
Nie wiem co bardziej mnie poirytowało, czy to ,że w butach za ponad 200zł chodziłam zaledwie 3 miesiące ( nie codziennie) a firma Dobre Buty całkowicie zignorowała klienta pisząc ,że są to naturalne wady związane ze zwyczajną eksploatacją (co wydaje mi się totalnym absurdem), czy to ,że Pani ekspedientka była dla mnie nie miła, nie miała czasu mnie obsłużyć , a na pytanie :"czy powinnam zgłosić sprawę do rzecznika praw konsumenta" usłyszałam , rzucone od niechcenia: "nie radzę, nie ma sensu " ...
Nie rozumiem jak można tak traktować klienta. Wiem,że to czy reklamacja zostanie rozpatrzona pozytywnie czy negatywnie nie zależy od Pań sprzedających, ale podejście do klienta typu: "aby tylko sprzedać ,a potem niech spada" nie wydaje mi się odpowiednie. Buty są do wyrzucenia , nigdy nie zrobię już zakupów w tym sklepie.
W dniu dzisiejszym miałem przyjemność skorzystać z usług firmy kurierskiej OPEK. Pierwsze zaskoczenie – kurier pojawił się wcześnie rano. Pan przyjechał oznakowanym samochodem, był ubrany w strój firmowy. Po wejściu przedstawił się i przyniósł paczkę. Niestety firma OPEK ma anachroniczny system odbierania przesyłek. Aby odebrać jedną paczkę muszę podpisać się trzy razy. Jest to dosyć denerwujące, gdy przyjeżdża kurier z konkurencyjnej firmy to wymaga tylko jednego podpisu do całości dostawy. Po odebraniu stwierdziłem, że przesyłka była w stanie nienaruszonym, poza tym pracownik OPEK poinformował mnie że jak mam życzenie to mogę ją sprawdzić, a on poczeka. Na szczęście nie było takiej potrzeby, kurier więc kulturalnie się ze mną pożegnał. Po rozpakowaniu przesyłki stwierdziłem z zadowoleniem, że dodana przez nadawcę cena za transport był bardzo niska. Ogólnie oceniając to bardzo duży plus za kulturę osobistą pracowników, jeszcze większy za za błyskawiczne dostawy, plusik także za ceny. Natomiast polecam zmienić system potwierdzeń za przesyłki, jeden podpis w zupełności wystarczy, czasy biurokracj i produkcji ton papierui niech odejdą do lamusa.
Wczoraj późnym popołudniem zajechałem do sklepu Kaufland w Łomży. Ten hipermarket ma doskonałą lokalizację, praktycznie w centrum łomżyńskiego blokowiska. Przy markecie jest gigantyczny parking. Na parkingu są wydzielone miejsca dla rodziców z dzieckiem, skwapliwie więc skorzystałem z tego miejsca. Niestety przy wejściu pojawił się nowe „coś” czyli paczkomat. Urządzenie takie jest zapewne potrzebne, ale niestety lokalizacja wybrana nader nieszczęśliwie, gdyż zajmuje dużą część i tak wąskiego w tym miejscu chodnika. Przed wejściem wózki na zakupy, niestety nie ma małych ręcznych koszyków. Jest to bardzo uciążliwe, gdyż czasem ktoś chce wpaść na drobne zakupy więc nie musiałby ciągnąć ogromnego kontenera ze sobą. Zaraz za wejściem znajduje się informacja, gdzie miła pani chętnie rozmienia pieniądze, aby można było włożyć drobną monetę do wózka. Po wejściu udałem się w kierunku interesującego mnie stoiska z warzywami. Niestety, było mało atrakcyjnych promocji, ale warzywa i owoce świeże, dorodne, zachęcały do zakupów. Przy stoisku kilka dyspenserów z jednorazowymi torbami, szkoda tylko że jednego rozmiaru. Zdecydowałem się na kilka produktów i skierowałem swe kroki ku stoisku z produktami na wagę. Tam poprosiłem miłą panią o zważenie mi pomidorów suszonych. Pani bardzo zręcznie i szybko wykonała życzenie. Następnie udałem się w kierunku kas. W ostatniej alejce stwierdziłem że kilka palet z napojami stało dosłownie pod nogami, towar na nich był porozrzucany, poprzewracany, nie zachęcał do zakupów. Przy kasach były otwarte dwa boksy, ale momentalnie został otwarty także trzeci. Kasjerka bardzo sprawnie policzyła moje zakupy, szkoda tylko że zanim zdążyłem je spakować już były pomieszane z zakupami następnego kupującego. Przydałyby się drewniane rozgraniczniki porządkujące zakupy i pozwalające spokojnie się spakować. Otrzymany paragon był w zasadzie zgodny ze sztuką, ale denerwuje mnie po raz kolejny jak kupuję sałatę, a na paragonie mam dosłownie ”SałaRzymMini”. Myślę, że w dzisiejszych czasach stać firmę Kaufland na urządzenia fiskalne drukujące więcej znaków nazwy. Ogólnie ocena na dwa z plusem.
Dużo można by pisać na temat tych delikatesów, zarówno pozytywów jak i niestety negatywów. Aby zrównoważyć kiedyś już zamieszczona na portalu jakoscobslugi.pl obserwacji skupię się na negatywach, które niestety od dłuższego czasu mnie drażnią.
Otóż w delikatesach panuje trudny do opisania nastrój, który udziela się TYLKO pracownikom. Zachowują się on tak jakby byli nie w pracy, lecz na imprezie czy też wręcz w swoim domu. Oczywiście niesprawiedliwym było by gdybym swoje spostrzeżenie odniósł do całego personelu. Zachowanie, które opisuję charakterystyczne jest dla pracowników działu z pieczywem oraz kas, słowem pracowników, których wiek moim zdaniem nie przekracza 25-30 lat.
Pewnego razu, gdy wybierałem pieczywo, tuż po otwarciu sklepu, pracownicy wspominali, dość głośno, zanosząc się przy tym śmiechem, swoje nocne przeżycia. Nie wspomnę, o jakie przeżycia tu chodzi, lecz napomnę, iż rozmawiały w sposób niesmaczny używając niejednokrotnie słów wulgarnych. Niestety nie był to tylko incydent, gdyż podobne zachowanie zauważam już od dłuższego czasu. Pracownicy nic sobie nie robią z obecności klientów czy też z obecności liderki na sali sprzedaży. Czy takie zachowanie należy tolerować? Odpowiedzmy sobie sami.
Inna sprawą jest ilość pracowników. Zauważyć można, iż niekiedy na jednego klienta przypada aż 2-3 pracowników. Czy jest to ekonomicznie opłacalne? Ale to jet wewnętrzna decyzja sklepu i nie zamierzam jej podważać.
Robiłem robię i będę robił zakupy w tym sklepie gdyż w nim, jako jedynym w okolicy można płacić kartą, co jest niezaprzeczalną zaletą. Jednak odwiedziny w tych delikatesach to dla mnie ciekawe doznanie.
W poszukiwaniu stroi karnawałowych trafiłem aż do Myszkowa. Aż, ponieważ Myszków jest oddalony od aglomeracji, w której mieszkam o ok. 50 kilometrów.
Odwiedziłem w tym mieście wiele sklepów z artykułami dla dzieci i gdy już zrezygnowany chciałem wracać jeden z przechodniów, którego poprosiłem o radę, wskazał mi opisywany sklep. Pełen optymizmu postanowiłem odwiedzić polecamy sklep.
Powiem szczerze, że gdyby nie szczegółowy opis podany przez przechodnia nigdy bym tego sklepu nie zauważył, ale i tak mimo opisu za pierwszym razem przeleciałem obok niego nie zauważając go. Gdy już go znalazłem i do niego wszedłem w pierwszej chwili przytłoczyła mnie masa zabawek i różnego rodzaju produktów niekoniecznie człowiekowi potrzebnych, ale doskonale nadających się na spóźniony prezent. Ogarnął mnie również przeszywający chłód, pomieszczenie, bowiem nie było ogrzewane, czego dowodem był fakt, iż pracownicy, a może właściciele, byli w płaszczach! Jednak dało się przeżyć.
Aby nie tracić czasu od razu poprosiłem pracownika o pomoc. Przedstawiłem mu problem a on pokazał mi chyba z 20 rodzajów stroi dodam, że w interesującym nie rozmiarze! Jeden przypadł mi od razu go gustu, natomiast miałem problem, ponieważ potrzebowałem dwóch stroi a z zaprezentowanych nic już mi nie odpowiadało. Wówczas drogi pracownik zaproponował, że z dostępnych w sklepie produktów, napewno uda się coś złożyć. I oczywiście zaczął prezentować różne wersje stroi. Zaciekawiła mnie jedna w nich - wróżka. Co ciekawe strój skomponowany przez pracownika (20 zł) wyszedł taniej niż gotowy strój (36 zł)! Zadowolony, że udało mi się wszystko kupić zapłaciłem i pożegnałem się w pracownikami. Podsumowując, pracownicy byli bardzo uprzejmi i mili, cały czas się uśmiechali, widać, że zależało im na rozwiązaniu mojego problemu a nie tylko sprzedaniu byle, czego.
Polecam!
Kiedyś córce udało się wygrać konkurs, w którym jedną z nagród była wejściówka do sali zabaw "Kangurek". Postanowiłem, więc odebrać nagrodę i wybrać się tam ze swoimi dziećmi w dogodnym czasie. Wcześniej w Internecie sprawdziłem czy są jakieś informacje o tej sali. Okazało się, że "Kangurek" posiada również własną stronę internetową, brakuje na niej jedynie forum dla użytkowników, z którego można wyciągnąć niejednokrotnie ciekawe wnioski.
Udałem się do "Kangurka" w południe we wtorek. Spodziewałem się, że sala będzie pusta jednak się, że się myliłem. Oprócz nas było tam jeszcze sześcioro dzieci oczywiście z rodzicami.
Sama sala jest największą salą zabaw tego typu, jaką do tej pory widziałem. Piętrowa, dość duża konstrukcja „małpiego gaju” sprawia, że dzieci mają naprawdę pole do popisu. Masa labiryntów, przeszkód, ruchomych mostów, drabinka, trzy zjeżdżanie do basenu z kuleczkami, słowem to, co dzieci lubią najbardziej. Dodatkowym atutem niespotykanym w innych tego typu salach jest możliwość zabawy opiekuna razem z dzieckiem również na drugim poziomie oczywiście jak dana osoba przeciśnie się przez labirynt. Byłem świadkiem jak niektórzy rodzice próbowali przez niego przejść, niektórym się udało. Poza wspomnianym "małpim gajem" jest również "zwykła" sala z zabawkami oraz wydzielone miejsce dla najmłodszych klientów, ponieważ z sali mogą korzystać również dzieci poniżej 3 roku co jest również niespotykane. Czas szybko zleciał i ani się obejrzałem jak przekroczyłem limit czasu. Trzeba było dopłacić. I to jedyny, lecz malutki minus tej sali, bowiem ceny są o 2 złote wyższe od cen w podobnych bawilandach choćby w centrach handlowych. Jednak wielkością nie ma ich co porównywać do opisywanej sali, która oferuje dodatkowo słodkie przekąski i napoje.
Słowem z przyjemnością zapisuję duży plus, choć liczę pieniądze, w końcu chodzę tam z trójką dzieci.
Kurczak. Pieczony z chrupiącą skórką, łagodnie przyprawiony, nie za tłusty. Taki obraz miałem przed oczyma w ostatni niedzielny poranek, gdy głodny stwierdziłem że nic nie ma w lodówce. Niewiele myśląc wsiadłem do auta i pojechałem na poszukiwania. Po odwiedzeniu dwóch miejsc, gdzie było akurat zamknięte zajechałem do sklepu LUX należącego do PSS Społem w Łomży. Sklep jest dobrze usytuowany, przy sklepie obszerny parking. W środku czysto, całość sprawia schludne wrażenie. Przy wejściu znajdują się zarówno koszyki ręczne jak i wózki zakupowe. W niedzielny ranek nie było tłoku, ale w sklepie i tak dało się zauważyć kilka pań z obsługi. Udałem się do stoiska z mięsem i wędlinami. Pani obsługująca była bardzo miła, w stroju służbowym. Poinformowała mnie że pieczone kurczaki są tylko wczorajsze, ale jak sobie życzę to może mi podgrzać w mikrofalówce. Prócz zimnych pieczonych ptaszków były też udka, które akurat piekły się na rożnie. Zdecydowałem się na same udka. Pani dosyć sprawnie wyjęła kilka udek i zapakowała to torby termoizolacyjnej. Następnie całość włożyła do reklamówki plastikowej, zważyła i podała. Niestety torba termiczna nie była zamknięta szczelnie i nieco tłuszczu wylało się. Przy kasie nie było kolejki, ale za to zauważyłem coś niedopuszczalnego. Pani kasjerka akurat spożywała posiłek. Jest to nieprofesjonalne i nie świadczy dobrze o jakości obsługi w tym sklepie. Na szczęście kanapka nie przeszkodziła w obsłudze. Zapłaciłem, otrzymałem paragon. Niestety na paragonie nie jest jasno napisane co kupiłem. Zgodnie z ustawą nazwa na paragonie powinna w jednoznaczny sposób określać co kupiłem. Na dokumencie fiskalnym widnieje natomiast: „PSS UDKA Z R000677”. Na szczęście kwoty na paragonie się zgadzały. Nie polecam zakupów w tym sklepie, a kierownictwu polecam zwrócenie uwagi kasjerkom, aby posiłki spożywały w miejscach do tego przeznaczonych.
Podszedłem do taksówki stojącej nieopodal Placu Trzech Krzyży w Warszawie. Była to taksówka prywatna, należąca jednak do Stowarzyszenia Indywidualnych Przewoźników Miasta Stołecznego Warszawy "EXPRESS TAXI". Zamówiłem kurs do kompleksu basenów Warszawianka. Kierowca jechał trasą optymalną. Po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu. Na liczniku było 15,- i tyle zapłaciłem. Jednak nie otrzymałem paragonu za wykonaną usługę. Jest to wykroczenie podatkowe, zagrożone mandatem i nie świadczy to dobrze o przewoźniku. Niestety nie zdążyłem zanotować numeru rejestracyjnego. W związku z tym nie polecam taksówek należących do tego Stowarzyszenia.
Zamówiłem taksówkę spod kompleksu basenów Warszawianki. Wyszedłem na zewnątrz i czekam. Podjechał jakiś dziwny bus z napisem: "Przewóz osób". A niech sobie stoi, i tak nie wsiądę, przecież czekam na zamówioną taksówkę. Czekam pięć minut, czekam dziesięć, taksówki jak nie było tak nie ma. Nagle człowiek z busa uchyla okienko i podaje moje nazwisko i pyta czy to ja zamawiałem taksówkę. No ładnie, stoję trzy kroki dalej a kierowca dopiero po dziesięciu minutach połapał się że ktoś nerwowo rozglądający się po ulicy czeka właśnie na niego. No nic, przed wejściem do samochodu ustalam cenę usługi, pomny ostrzeżeń, że „Usługi Transportowe” to nie taksówka i cena może być bardzo, bardzo różna. Dogadaliśmy się na cenę z taksometru, ale nie więcej niż 20 złotych. Po wejściu do środka stwierdziłem, że wnętrze auta było czyste.. Kierowca jechał trasą optymalną, praktycznie najkrótszą. Po dojechaniu na miejsce na liczniku było 18,- złotych. Dałem 20,- złotych a zamiast reszty otrzymałem... paragon. Pan nawet nie uznał za stosowne wydać dwóch złotych, lub przynajmniej się zająknąć że nie ma wydać czy coś w tym stylu. Otrzymany paragon to przykład niechlujstwa. Dane w nagłówku niekompletne, brak nazwiska właściciela lub opisu, że jest to jakaś spółka. Dwie z linii zawierają dziwne znaczki. Taki paragon nie dość że jest niechlujny to także niezgodny z ustawą. Niestety ocena za całokształt bardzo mierna. Nie polecam.
Należąc do Klubu Orsay zaczęłam moje łowy w Galerii Białej od tego sklepu. Zawsze tu można znaleźć coś oryginalnego, eleganckiego - nowe rozwiązania w modzie, ale zazwyczaj jest drogo. Teraz na wyprzedaży zobaczyłam żakiet kosztujący wcześniej ponad 100zł - ja kupiłam za 59zł, coś pod żakiet też bardzo tanio. Zmartwiłam się dopiero w domu bo dostałam maila mówiącego o 20% obniżce na te ubrania - kto poczekał kupił jeszcze taniej!
Wybrałam się na wyprzedaże do Galerii Białej a dużo czasu zmarnowałam na przymierzaniu źle oznakowanych dżinsów - były tanie i różnego kroju ale z kolorami to już gorzej. Na wielu nie było takiej jak w innych sklepach numeracji polskiej - ja kierowałam się angielską i w końcu kupiłam bardzo tanie i przy kasie jeszcze rękawiczki za 4 zł
Ostatnio wybrałam się ze znajomymi do kina. Przed seansem jak zwykle postanowiliśmy kupić napoje. Podeszłam od obsługi i zamówiłam jedną Colę i jedną Fantę. Ponieważ ostatnio naczytałam się o tym jak producenci oszukują na wielkości opakowań w stosunku do małej ilości zawartości produktu, mimochodem zerknęłam na kubki, by sprawdzić ile jest nalane. O ile z Colą było wszystko w porządku o tyle w kubku fanty napój był nalany do połowy. Grzecznie zwróciłam uwagę sprzedawcy i poprosiłam, żeby dolał. Zaskoczyło mnie, że mężczyzna nie przeprosił za zaistniałą sytuację tylko tłumaczył się faktem, że automat produkuje zbyt dużo piany. Szczerze mówiąc mało mnie to obchodzi co automat robi, jako klient chcę jedynie dostać pełnowartościowy produkt, za który przecież zapłaciłam.
daje +4, a nie 5, bo zawsze może być choć troszkę lepiej (do tego dąży widać portal NK :)) na temat kilku rzeczy wypowiedzieć się nie mogę, bo pomoc otrzymałem od BOKu NK, ale muszę przyznać, że nie spodziewałem się nawet w najkrótszej chwili, że odpowiedzi bęą tak szybkie! brawo dla pani Natalii M.! to na pewno nie był mój ostatni kontakt z BOKiem NK! :)
Dziękujemy za wyrażenie opinii na temat serwisu. Każda, opinia zgłoszona przez naszych Użytkowników, jest dla nas bardzo ważna i cenna. Wciąż dążymy do tego, aby świadczone przez nas usługi były na najwyższym poziomie. W przypadku dodatkowych pytań, zachęcamy do kontaktu z naszym Działem Obsługi Użytkownika, a także do dalszego aktywnego korzystania z serwisu. Pozdrawiamy, Alicja Wilczyńska zespół nk.pl
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.