Podczas wczorajszych zakupów w w/w sklepie, niestety kupiłam nieświeże mięso. I z przykrością stwierdzam ,że nie zdarzyło mi się po raz pierwszy kupić tam nieświeży towar. Przeterminowane jogurty w lodowkach, a nawet przeterminowane...mrożonki. Na sklepie panuje nieporządek, chłodnie są naprawdę brudne od tłuszzcu i powylewanych jogurtów. Rozumiem, że przewija się tam dużo klientów, ale sprzedawcy powinni dbać o towar który sprzedają i miejsce pracy. Niestety więcej tam zakupów już nie zrobię.
w 2007 r firma P4 zerwała ze mną umowę na dzień dzisiejszy zaległość jest uregulowana od listopada 2009 jednak nikt nie odblokował mojej osoby w dalszym ciągu widnieje tam jako osoba z nie uregulowaną zaległością. Tym bardziej że dział księgowości otrzymał fax z potwierdzeniem wpłaty i wpłata widnieje !!! Natomiast dział windykacji dalej ma mnie w ewidencji jako osobę z zaległością !!! Paranoja
Byłam na zakupach Bricomarche w celu zakupu paneli podłogowych. Chciałam doradzić się Opiekuna tego działu o listwy wykończeniowe. Niestey na miejscu nikogo nie było. Podeszłam do innego sprzedawcy, a ten zapewnl mnie że zaraz kolegę zawoła. Dopiero po kilkakrotnych nawoływaniach Pani z kasy przez mikrofon, Ekspedient się pojawił. Co prawda udzielił mi fachowej porady co do wyboru, ale byłam niezadoowolona ze straconego czasu, który tam spędziałam w oczekiwaniu na niego. Porządek na sklepie jest utrzymany, ale podejście do klienta mi się nie podoba.
Zostałem uprzejmie przywitany przez pracownika działu glazura. Kulturalnie mnie wysłuchał oraz zaproponował dwa produkty które mnie bardzo zainteresowały. A także szybko rozwiał moje wątpliwość związane z montażem owego produktu. Zaproponował do tego dodatkowe artykuły. Próbował sfinalizować transakcję. Uprzejmie mnie pożegnał.
Zakup kawy. Przez dłuższy czas zastanawiałam się z daleka którą kawę zamówić, jednocześnie zerkałam na obsługę - chichocząca "parka" za kas nie przejmowała się ilością klientów na około. Każde z nich miało swoje stanowisko pracy i swoją kasę - na dodatek obok siebie. Natomiast chęć zbliżenia się młodych ludzi była tak silna że na moje podejście zareagowali bardzo podobnie i zaskakująco w tym samym momencie - naturalnie stojąc we dwoje przy jednej kasie. Kawę podał mi ów chłopak, natomiast przykrywkę do kubka ów dziewczyna. I tak na zmianę podawali serwetki, mieszadełko, cukier. Proszę nie myśleć że z zapłatą było inaczej - pieniądze przyjęła ów Ona a ów On wręczył paragon. Uroczo można by rzec :) Natomiast stawiam 2+ za brak profesjonalizmu który powinien być obecny jaka by praca nie była.
Merlin to pierwsze miejsce gdzie kieruję swoje poszukiwania jeżeli chodzi o temat książek jak i płyt.
Od kilkunastu lat istnienia na rynku oferta sklepu znacznie została rozszerzona, by z księgarni stać się sklepem wielobranżowym.
Witryna jest czytelna. Nawigacja po niej bardzo prosta, bezproblemowa. Ważniejsze informacje wyróżnia kolor pomarańczowy. Precyzyjna wyszukiwarka rozgranicza nam znalezione towary na działy, możemy pogrupować je jak nam pasuje czy to według ceny czy np. daty wydania. Zalogowani możemy towary umieścić w tak zwanej przechowalni tworząc własną bazę produktów które być może kupimy w przyszłości.
Do tego jeżeli dodamy szeroki wachlarz możliwości odbioru, ceny często konkurencyjne w efekcie końcowym Merlin jest przeze mnie traktowany jako sklep sprawdzony z pozytywną oceną, która z każdym zmówieniem się umacnia.
Kiedy wracałam od lekarza była to pierwsza napotkana przeze mnie apteka. Postanowiłam do niej wstąpić i zrealizować receptę. Gdy weszłam do środka powitała mnie sympatyczna i życzliwa farmaceutka. Jak to często bywa nie mogłam odnaleźć w swojej torebce recepty, więc musiałam wyjąć niemal wszystkie znajdujące się w niej przedmioty. Farmaceutka była bardzo cierpliwa i wyrozumiała. Kiedy podałam jej receptę, farmaceutka zapytała mnie czy znam swój numer PESEL bo wydaje jej się, że został on źle wpisany na recepcie. Rzeczywiście tak było. Farmaceutka podała mi leki. Zapytała czy już stosowałam jeden z leków. Po mojej twierdzącej odpowiedzi farmaceutka powiedziała, że lek ma inne opakowanie ponieważ jest z innego źródła, jednak sam lek jest ten sam. Farmaceutka zapytała mnie również czy nie chciałabym założyć sobie karty stałego klienta w tejże aptece. Rzadko korzystam z usług tej apteki więc podziękowałam jej za tą propozycję.
Wraz z grupą znajomych w pierwszy dzień świąt wybraliśmy się na piwo do Warki. Aby mieć pewne miejsce siedzące, wcześniej zarezerwowaliśmy stolik na godzinę 19. Spóźniliśmy się około pół godziny, jednak stolik nadal na nas czekał.
Lokal bardzo sprytnie obszedł przepisy dotyczące zakazu palenie i przed wejściem na górną salę zainstalował drewniane drzwi, które i tak ciągle były otwarte. W związku z tym na górnej sali była kumulacja dymu papierosowego.
Obsługa w Warce była w pełnej gotowości. Było sporo barmanów, więc bez trudu można było złożyć zamówienie na sali. Czas oczekiwania na realizację zamówień nie był zbyt długi.
Była nas spora grupa i ledwo mieściliśmy się przy stoliku. Zauważyłam również pewną zależność. Uważam, że stoliki są źle zaprojektowane. Kiedy osoba siedząca przy ścianie chce wyjść np. do toalety, wszystkie osoby siedzące obok niej muszą wstać. Robi się przy tym niemałe zamieszanie. Podobny niuans zauważyłam w toalecie. W momencie gdy drzwi w męskiej toalecie są otwarte, wyjście z toalety damskiej jest niemożliwe i odwrotnie. Wychodząc można się stuknąć drzwiami lub wpaść na kogoś z impetem. Efekt chyba nie miał na celu integracji klientów, tylko był raczej nieprzemyślany przez projektantów.
Wybrałam się na przedświąteczne zakupy. Brakowało mi jedynie kilku rzeczy i wszystko miałam spisane na liście, wiec sądziłam że nie zajmie mi to zbyt wiele czasu. Niestety myliłam się. W sklepie było bardzo dużo klientów. Alejki między regałami są bardzo wąskie i dwa wózki mijają się tam z wielką trudnością.
Jestem częstą klientką tego sklepu, więc nie sądziłam że będę miała problem ze znalezieniem jakiegoś produktu. Byłam zaskoczona gdy bezowocnie poszukiwałam ananasa w puszcze. Z prośbą o pomoc zwróciłam się do pracownicy znajdującej się na sali sprzedaży. Pracownica poinformowała mnie, że od dłuższego czasu nie przysyłają im ananasa w puszcze i nie mam go w sprzedaży.
Kiedy podeszłam do kas, wszystkie stanowiska kasowe były czynne. Widać było, że kasjerzy pracują na najwyższych obrotach i starają się jak najszybciej rozładować kolejką. Obsługujące mnie kasjerka była życzliwa i mimo panującego ruchu uśmiechała się do mnie i używała zwrotów grzecznościowych.
Nie miałam jeszcze okazji odwiedzić sklepu Tesco, który jakiś czas temu powstał w Terespolu. Przy okazji przedświątecznych zakupów postanowiłam wstąpić do tego sklepu i zapoznać się z jego ofertą. Przyznam, że sklep jest bardzo dobrze zaopatrzony, zaś jego produkty są dobre jakościowo. W ofercie sklepu było sporo promocji. Na przykład przy zakupie puszki kukurydzy za 2 zł drugą otrzymywało się gratis. Innym przykładem była promocja na Coca-Colę. Przy zakupie dwóch 2l butelek Coca-Coli za 9,99 trzecią butelkę można było kupić za 1 grosz. Skorzystałam z obu wspomnianych promocji.
Kiedy byłam obsługiwana przy kasie, kasjerka zapytała mnie czy posiadam kartę stałego klienta. Kiedy zaprzeczyłam, kasjerka zaproponowała mi jej założenie. W Tesco bywam bardzo rzadko, więc podziękowałam jej za propozycję. Jestem zadowolona z zakupów w tym sklepie. Zostałam życzliwie obsłużona i zakupiłam produkty w bardzo korzystnych cenach.
Obsługa w tym kolejnym molochu może być precyzyjna z dokładnością o 180 stopni... Każdy wie, że w innym kraju taniej korzystać z lokalnych sieci, a nie w roamingu. Przyjaźnię się z takim małżeństwem z Kaliningradu - przyjeżdżają czas od czasu. I kupiłem im startera w Orange. Jakiś czas ich nie było. W pewnym momencie zgłosili swój przyjazd, ale narzekali na sim-kartę - miała niby pracować w Rosji w roamingu, ale nie podaje znaku życia. Pomyślałem że po prostu wyczerpały się środki. Ale przed wrzuceniem kasy na kartę postanowiłem sprawdzić, czy ten numer i ta karta są jeszcze ważne/ Zadzwoniłem do biura obsługi klienta i usłyszałem pozytywną odpowiedź - tak, wszystko działa - trzeba tylko wrzucić pieniądze. Postanowiłem wrzucić 10 złotych - na sms-y z granicy powinno wystarczyć. Ale telefon uporczywie nie podawał znaku życia ani na granicy, ani później. Już pożegnałem moich przyjaciół i poszedłem sprawdzić tą kartę w Punkcie autoryzowanym Orange. Proszę wyobrazić moje zdumienie, kiedy konsultantka stwierdziła, że karta nie jest aktualna i nie działa już kilka miesięcy... Kiedy zadzwoniłem znów do konsultanta telefonicznego - nie usłyszałem nawet 'przepraszam'... Jedynie, że mogę dochodzić swoich roszczeń w drodze składania reklamacji w trybie poczty tradycyjnej. Olałem to... Za dużo zachodu dla 10 złotych.A jak bym tak doławował się za 200 złotych...
Z molochami nie wygrasz.
„Letnio „ polecam. Nowakowski. Jedna z wielu sieci firmowych piekarni. Lokalizacje to zarówno sklepy usytuowane w centrach handlowych jak i w ulicznych ciągach parterów budynków.
W ofercie posiadają pieczywo wytrawne, kanapkowe, z dodatkami i farszami oraz słodkie i ciasta. Ofertę uzupełniają kawa, herbata i koncern coca cola. Są i kanapki przygotowywane na miejscu. To one są dziś celem moich zakupów. Przede mną klient dokonywał poważnych i licznych sprawunków więc chwilę musiałam poczekać. Panie z personelu były dwie. Jedna ubrana w czerwoną koszulkę polo obsługiwała wspomnianego Pana przede mną, druga realizowała zamówienie na kawę którą przygotowywała. Gdy wyszła za lady i podeszła po mieszadełka i cukier które jej częściowo wypadły złorzeczyła że dziś wszystko jej „idzie nie tak”. Rzeczywiście prezentowała się nie ciekawie. Ubrana wydawać by się mogło w przydużą czerwoną bluzę z polaru i potargana.
Kupuję wybraną kanapkę, na ladzie leży kilka paragonów. Jedna z pan pakuje mi kanapkę druga przyjmuje należność za nią.
Wychodzę z mieszanym uczuciami, z wrażeniem iż Panie pracują machinalnie, bez specjalnego zainteresowania klientem.
Ceny umiarkowane. Akceptowalne. Ciasta choć sprzedawane na uprzednio przygotowane porcje są określone ceną za kilogram. Przy pozostałych produktach również są małe tabliczki z ceną.
Ponieważ moja wizyta w piekarni była umiarkowanie satysfakcjonująca w sferze obsługi i jej czasu stąd nie co przewrotny początek tej obserwacji. Nie gorąco, ale właśnie letnio polecam.
W ubiegły weekend miałem możliwość wcielenia się w skórę obrzydliwie bogatego snoba i skorzystania z noclegu w Hotelu Sheraton. Obiekt ten mieści się w Warszawie nieopodal Placu Trzech Krzyży. Po wejściu znajdujemy się w rozległym holu, naprzeciwko jest recepcja. Osoby w recepcji są bardzo miłe, uprzejme, uśmiechnięte jak przystało na standardy w hotelu kilkugwiazdkowym. Niestety przy meldunku otrzymałem do wypełnienia formularz w języku angielskim. Wiem co to „Name”, „City” i tym podobne, ale w Polsce chciałbym otrzymać karteczkę w języku ojczystym, zważywszy że do pani mówiłem po polsku. Nieopodal recepcji znajduje się kilka wind prowadzących na piętra. Są one duże, przestronne, ale miałem wrażenie że trzeba długo czekać na przyjazd. Być może było to związane z jakimś dużym spotkaniem, bo w hallu panował dosyć duży tłok. Na piętrze odnalazłem swój pokój. Była to mała, skromna dwójeczka, ale i tak sprawiała wrażenie przepychu. Wnętrze było piękne, zaprojektowane ze smakiem, oczywiście bez grama kurzu. Szkoda tylko, że nie było oświetlenia górnego, cały pokój był nieco mroczny. W łazience było także czyściutko, pięknie. Ale czego innego się nie spodziewałem, kilka gwiazdek zobowiązuje. Wieczorem udałem się na kolację i niestety się rozczarowałem. Obsługa oczywiście na najwyższym poziomie, kelnerzy sprawnie krążyli po sali. Ale kuchnia... Spodziewałem się himalajów kulinarnych, pornografii jedzeniowej, a tu posiłek był zaledwie przyzwoity. Oczywiście podane ładnie, wręcz z artyzmem, ale smak naprawdę nie powalał i nie był adekwatny do horrendalnych cen. Podsumowując taki hotel to nie moja bajka, jednym tchem mogę wyliczyć z tuzin miejsc z lepsza kuchnią za normalną cenę. Nocleg, jak nocleg, jak ktoś lubi luksus, lub jest snobem to proszę bardzo. Raz w życiu można, więcej jak kto chce. U mnie maleńki (prawie niewidoczny) plusik za całokształt.
w czasach kiedy ważny jest klient coś takiego jest nie do pomyślenia pani która tam pracuje młodsza czarne włosy ponoć kierownik właściciel sam bóg plejady to pozbawiona kultury osoba czas pracy spędza przed sklepem za nic ma klientów bo ważne są koleżanki jeśli ktoś zna szefa apeluję kogo on zatrudnia nie dziwię sie ze się zamykają nie ma fajnych butów może na początku jak się otworzyli dramat asortyment zerowy jakieś bezguście zamawia te buty
Od ostatniej mojej obserwacji minęło już trochę czasu, postanowiłem wybrać się jeszcze raz i prócz niewątpliwych korzyści dla mojej urody tudzież sprawności także ocenić czy coś się zmieniło od mojej ostatniej wizyty. Basen nadal czynny jest od szóstej rano, także i tym razem nie było tłoku. Recepcjonistką tym razem była inna pani, młoda osoba przed 30-tka. Pracownica, podobnie jak poprzedniczka była bardzo miła i rzeczowa. Poinformowała mnie że już są karnety. Było to miłe zaskoczenie, bo podczas poprzedniej wizyty karnet był towarem reglamentowanym. Ceny usług w 2011 się nie zmieniły, pozostają na przyzwoitym poziomie. Po zapłaceniu należności otrzymałem pasek basenowy. Udałem się do przebieralni i stwierdziłem, że bramka-kołowrotek jest w jednym miejscu ordynarnie sklejony taśmą. Myślę, że powinno być to szybko naprawione, bo wygląda to naprawdę niechlujnie i nie pasuje do sterylnej czystości panującej na basenie. W przebieralni nadal kilka szafek ma numery podwójne, jeden wygrawerowany na stałe, a drugi napisany flamastrem i nadal mi to się nie podoba. Podczas przebierania zdarzyło się coś niedopuszczalnego, mianowicie do pomieszczenia weszła sobie sprzątaczka, oczywiście płci żeńskiej i za bardzo się nie przejmując zajęła się myciem podłogi. Na szczęście byłem w tym momencie już przebrany w strój pływacki. Podobna sytuacja była po skończonej kąpieli, pani sprzątaczka usiłowała wejść pod prysznic męski. Gdy stwierdziła, że ktoś tam się kąpie czekała za rogiem co chwila nasłuchując czy już woda przestała lecieć. Trudno komentować takie standardy , bez używania brzydkich słów. Pewnie jeszcze wrócę popływać, ale kierownictwu basenu moje obserwacje daje pod rozwagę. Mimo wszystko malutki plusik, między innymi za to że to jedyna pływalnia w Łomży.
Dzisiaj chciałem polecić sklep z artykułami papierniczymi, tytoniowymi oraz prasą. Minusem sklepu LUCAS położonego w centrum Nysy jest jego wielkość, stąd ograniczona wielkość asortymentu. Oprócz podstawowych artykułów papierniczych (papier, długopisów, teczek, ołówków, kopert itp.) można kupić tytoń i akcesoria z nim związane. Ponadto można skorzystać z usług ksero oraz drukowania. Ceny naprawdę przystępne. Obsługa szybka i fachowa. Dodatkowym plusem jest położenie sklepu, nie tylko w centrum, ale między ważnymi urzędami - Poczta, ZUS, Urząd Skarbowy. Polecam.
15 milionów! Wielka Kumulacja! Wszystko zaczyna się od marzeń! Od rana jestem faszerowany takimi hasłami, skoro i telewizor i radio od rana tak do mnie gadają więc,może... Wszak marzenia posiadam. Jadąc wczesnym wieczorem do znajomych zauważyłem niepozorną kolekturę Lotto mieszczącą się przy ulicy Kazańskiej w Łomży. Zaparkowałem na nieodległym parkingu i udałem się do drzwi, na których wielki napis głosił „Pchać mocno”. Pchnąłem dosyć energicznie i znalazłem się w miernie oświetlonym niewielkim pomieszczeniu. Część lokalu zajmowały lady i półki piekarnicze, najwyraźniej poprzedni lokator dopiero niedawno się wyprowadził, gdyż zanotowałem obecność dwóch kartek „Lokal do wynajęcia”. W pozostałej części znajdował się lottomat oraz telewizor, na którym wyświetlały się aktualne wyniki gier. Szybko poprosiłem o los z moimi przyszłymi 15 milionami. Pan, który mnie obsługiwał wydał kupon dosyć sprawnie, ale miał kłopoty z wydaniem reszty, musiał zawołać koleżankę, która była właścicielka tajemnego kluczyka do szuflady, dzięki czemu otrzymałem resztę. W sumie obsługa mi się podobała, bo za bardzo mi się nie spieszyło, a lubię pracowników uśmiechniętych i z dystansem do swojej osoby. W punkcie zmieniłbym tylko oświetlenie na nieco lepsze i wyniósłbym niepotrzebne elementy wyposażenia.
Od dawna, znajomi polecali mi aptekę ,, Kwiaty Polskie", ze względu na niskie ceny i dobre zaopatrzenie. Dzisiaj postanowiłem się przekonać sam i aby wykupić recepty, specjalnie pojechałem ok. 2 km, omijając po drodze inne apteki. Apteka mieści się przy Pl. Wolności 5, w odnowionym budynku. Na zewnątrz wyeksponowane logo, kolorowe, zachęcające do odwiedzenia. Po wejściu, wrażenie robi duża przestrzeń, lada ok. 15 metrowa, w kształcie litery L, a za nią kilka stanowisk z kasami. Byłem jednym z dwóch klientów, ale można by przypuszczać, że nawet w przypadku dużego ruchu, liczny personel, nie dopuści do długiej kolejki. Celowo użyłem zwrotu ,,można by", ponieważ za chwilę nie byłem już tego taki pewien. Miałem do wykupienia pięć opakowań leków, na dwie recepty i spodziewałem się w miarę szybko je zrealizować, zwłaszcza, że od razu po wejściu, zostałem grzecznie i z uśmiechem zaproszony do wolnego stanowiska. Podałem recepty i czekam, i czekam ,bo Pani magister udała się na zaplecze, wróciła po pięciu minutach bez jednego leku, aby przeprosić za zwłokę i poinformować, że lek jest wysoko w magazynie i za chwilę go dostanę. Po następnych pięciu minutach, miałem już wszystkie leki i dowiedziałem się, że producenci często zmieniają opakowania i czasami są trudności z ich szybkim rozpoznaniem(jest w tym trochę racji, wiem to). Dostałem rachunek i z zadowoleniem zauważyłem, że faktycznie,w tej aptece, ceny są znacznie niższe (mam porównanie, bo trzy z tych leków kupuję od dawna i zawsze płaciłem o ok. 10 PLN więcej,a to jest średnio 25% całej sumy). Jeżeli dodamy do tego, miłą i kompetentną obsługę, to można wybaczyć, te kilka minut opóźnienia i przyjąć to, jako przypadek odosobniony. Ale, to będę mógł łatwo sprawdzić,bo jeszcze wiele recept przede mną i zamierzam je realizować w ,,Kwiatach Polskich".
Do city sport udałam się zachęcona przecenami obuwia sportowego. Po wejściu do sklepu od razu zostałam powitana przez pracownika stojącego obok drzwi. Sklep jest bardzo przestronny. Towar ładnie poukładany, dobrze widoczne poszczególne działy sklepu. Po podejściu do stoiska z obuwiem podszedł do mnie kierownik sklepu i pomógł w wyborze towaru. Skorzystałam z dużego rabatu, co bardzo mnie ucieszyło. Cała transakcja przebiegała bardzo sprawnie, a obsługujący mnie Pan był bardzo miły i pomocny. Profesjonalnie wypowiadał się na temat produktów, które mnie interesowały. Rzadko bywam w sklepach sportowych, ale ta wizyta zachęciła mnie do częstszych odwiedzin. Śmiało mogę polecić ten sklep.
Obserwacja dotyczy działania infolinii Hewlett-Packard. W dniu dzisiejszym usiłowałem bezskutecznie zgłosić notebooka do naprawy gwarancyjnej. W tym celu należy zadzwonić na infolinię serwisową HP pod numer (22) 5666-000. Parę minut przed godziną 17:00 zadzwoniłem pod wskazany na karcie gwarancyjnej numer. Przywitała mnie automatyczna zapowiedź słowna, która była długa i zawierała zbyt wiele opcji wyboru. Wybrałem cyfrę „2” zgodnie z potrzebą. Następnie usłyszałem kolejną zapowiedź słowną znów z kilkoma innymi opcjami. Ponownie wybrałem cyfrę „2”. Po wybraniu usłyszałem melodię, dosyć przyjemną, ale jak się okazało po kilku minutach uciążliwą, gdy ma jej się słuchać przez kilka minut. Zapowiedź była przerywana trzykrotnie przez damski głos, który informował, że mogę zamówić części na stronie HP. Około godziny 17:04 nareszcie usłyszałem zgłoszenie centrali i ucieszyłem się że za chwilę porozmawiam z konsultantem. Niestety, znów w słuchawce pojawiła się melodyjka, następnie damski głos ponownie namawiał do zamawiania części i nagle połączenie zostało przerwane.
Spojrzałem na zegarek, była 17:08. Momentalnie wybrałem ponownie numer infolinii i dowiedziałem się, że infolinia jest nieczynna. Niestety nie mogę być zadowolony z takiego poziomu usług. Jeżeli zostałem wpuszczony na infolinię przed godziną 17:00 to powinienem być też i obsłużony. Przez analogię dodam że przecież nikogo przecież nie wyrzuca się ze sklepu jeżeli wszedł tam przed godzina zamknięcia. No cóż... jutro też jest dzień, notebooka muszę zgłosić do serwisu więc zweryfikuję dzisiejszą obserwację. Na dzisiaj ogromne minusy za źle dobrane menu, konieczność dwukrotnego wyboru tematu, długi czas oczekiwania i w końcu za brutalne przerwanie połączenia.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.