Klimatyczne miejsce w samym sercu Wrocławia. Pyszne hiszpańskie dania, świeżo przygotowywane, chwile trzeba poczekać, ale warto. Miła i kompetentna obsługa potrafi doradzić niezdecydowanemu klientowi. Ceny jak na Rynek i jakość jedzenia są odpowiednie. Z czystym sercem mogę polecić na zjedzenie obiadu lub kolacji.
Świetne jedzenie, świeże i szybko podane. Ceny odpowiednie do oferowanego standardu. Przyjemne miejsce, w którym można zjeść pyszny obiad lub kolację. Obsługa jest kompetentna i miła, obserwuje co dzieję się na sali, nie trzeba krzyczeć lub długo czekać. Po kilku wizytach zapamiętuje gości i ich upodobania co jest niesamowicie miłe.
Co do obsługi i czystości w lokalu nie mam zastrzeżeń. Jednak jakość serwowanego jedzenia mocno odbiega od apetycznych opisów zaprezentowanych w menu. Dania były byle jakie, wykonane bez dbałości o smak. Zamówiłam 2 dania - spaghetti carbonarę (proste danie na podstawie którego od razu można ocenić jakość kuchni) oraz kąski z karkówki (kawałki mięsa panierowane w sezamie). Oba nie były smaczne. Makaron rozgotowany, zamiast wina i ziół deklarowanych w menu - vegeta. Po prostu z carbonarą i włoską kuchnią niewile miało to danie wspólnego. Kąski z karkówki ze zwykłymi frytkami i surówką również nie zachwycały, a wręcz odrzucały. Kawałki mięsa suche i przesmażone, mięso marnej jakości - poprzerastane, surówki niezbyt apetyczne i wyjątkowo skromne. Ogólnie lokal godny polecenia tylko w celu wypicia piwa, absolutnie nie na kolację! Kolejnym minusem był zaduch panujący w toalecie, po powrocie z ubikacji ubranie tak przesiąka zapachem kuchni, że nie ma mowy o kontynuowaniu wieczoru w innym lokalu. Nie polecam.
Obsługa z góry założyła że to nie jest właściwe miejsce w którym mogę załatwić sprawę, brakowało również wiedzy z dziedziny sprawy którą chciałem załatwić. Brak przygotowania i niechęć w udzieleniu pomocy przez pracownika liniowego / frontowego. Konieczny był telefon do pracownika wyższego szczebla. Czas obsługi ok.1:15 h
Dziękujemy za zgłoszenie. Z każdej opinii i oceny wyciągniemy wnioski, aby poprawiać jakość obsługi Klientów.
Dzisiaj odwiedziłam sklep...
Dzisiaj odwiedziłam sklep Chinka przy ul.Piotrkowskiej 33 w Łodzi.
Jest to sklep z porcelaną, która pochodzi m.in. z Chin. Sklep z zewnątrz był czysty i zadbany. Okna i drzwi były czyste. Na drzwiach były widoczne godziny otwarcia sklepu.
Po wejściu do środka można było zastać dużą ekspozycję porcelany. Produkty były wyeksponowane w taki sposób, że każdy mógł je zobaczyć. Każdy produkt posiadał cenę, która nie była dobrze widoczna. Na pólkach panował porządek i ład. Oświetlenie działało poprawnie. Na podłodze panował porządek.
W sklepie była jedna pracownica. Po krótkiej rozmowie z nią widać było, że pracownica wie o czym mówi, miała wiedzę na temat produktów i uważnie słuchała. Pracownica była w średnim wieku, ubrana była schludnie i odpowiednio do pracy. Nie widziałam identyfikatora.
Po wyborze produktu poszłam do kasy. Rachunek został uregulowany poprawnie.
Dzisiaj odwiedziłam restaurację Sphinx mieszczący się przy ul. Piotrkowskiej 93 w Łodzi.
Przed restauracją panował porządek i ład. Przed restauracją były poukładane stoliki z krzesełkami. Okna restauracji były brudne. Drzwi były czyste, a na nich godziny otwarcia restauracji.
Po wejściu do środka zajęłam miejsce przy stoliku. Zaraz potem przyszedł kelner i podał mi menu, podkładkę na jedzenie oraz sztućce. Po ok. 5 minutach przyszedł ponownie kelner i zapytał się: „Czy mogę przyjąć zamówienie?”. Po złożeniu zamówienia, zapytałam się: „Czy można płacić kartą?”. W odpowiedzi usłyszałam: „Tak, ale minimalna kwota zapłaty to 20 zł”. Kelner cały czas był zainteresowany tym co mówię.
Na swoje menu czekałam ok. 10 minut. W tym czasie sprawdziłam otoczenie restauracji. Na pierwszy rzut oka rzucały się brudne szyby. Na podłodze było czysto. Stoliki były również czyste. Na każdym z nich było krótkie menu restauracji. Krzesełka były dostawione do stolików. W restauracji były również kanapy, które były czyste, ale zniszczone – pojedyncze rozcięcia powierzchni kanapy. W pomieszczeniu panował lekki półmrok. Kelnerów było dwóch. Były momenty kiedy pracowali oraz był czas kiedy nic ie robili i rozmawiali między sobą.
Po otrzymaniu swojego zamówienia zaczęłam je konsumować. Jedzenie to smakowało jak kupne, a nie własnoręcznie robione. Frytki były lekko podgrzane, mało osolone i suche. Mięso z kurczaka było suche i lekko podgrzane. Surówka smakowała jak ze sklepu. Całe jedzenie nie smakowało mi . Sok pomarańczowy był smaczny, miał odpowiednią temperaturę.
Następnie poprosiłam o rachunek, który został poprawnie uregulowany. Do rachunku zostały dodane ulotki restauracji.
Kelner był ubrany na czarno. Był miły i uprzejmy. Nie widziałam identyfikatora.
Przybyłam, aby wysłać kupony totalizatora sportowego. Lokal bardzo skromny, ale w miarę czysty. Artykuły łatwo dostępne dla potencjalnych przybyszy. Ekspedientka pani Jola jest genaralnie bardzo miła i sprawnie obsługuje klientów, jednak ma wadę- łamie prawo - pali papierosy w miejscu pracy - tam gdzie przychodzą klienci. Wiele osób przez jej ogólnie znaną przypadłość omija to miejsce.
„Kebabowni „ jest ci u nas dostatek.
Warszawa nie stanowi wyjątku.
Dziś za sprawą przewagi głosów trafiamy na wczesno sobotnią kolację do takiego właśnie barku na Gocławiu.
Lokal mały, utrzymany w piaskowo żółtej kolorystyce.
Skromny, acz zadbany i czysty. Na stolikach ulotki i meny w plastikowych ramkach. Szybka decyzja co zjadamy. Składam zamówienie .
Pan ubrany w jaskrawą koszulkę pomarańczowego koloru, firmową z wyhaftowaną nazwą.
Siadamy przy wystawionych na zewnątrz stolikach.
Pod nim mocno zaschnięte resztki uciekinierów z dań poprzedników.
Po krótkiej chwili słychać iż wywoływane jest nasze jedno z dań.
Kebab ląduje na białym kwadratowym półmisku z informacją który jest z sosem łagodnym a który z ostrym.
I wcale nomen omen księżniczki nie udaję ale z uwagi na fakt iż klientów nie było wielu i fakt iż były jeszcze kręcące się tu gdzież chowające się za filarem i rozmawiające przez telefon dwie Panie z obsługi, miło by było gdyby zmówienie doniesiono nam do stolika.
No ale cóż. Tak jak nie dostaję paragonu tak i obsługa przeciwstawnie
do regionu serwowanych dań jest zimna, obojętna, rutynowa. Zero komunikatywności i ludzkiego potraktowania klienta.
Kebaby bez zarzutu. Na bogato i mięska i dodatków, lekko pod grillowane smaczne.
Cena rynkowa 10 zł za kebab w cienkim cieście.
Godziny otwarcia 9-23
7 dni w tygodniu
Oferta dostępna w lokalu i na wynos z dostawą na telefon.
Na ten konkretny sklep pod szyldem Biedronka zwłaszcza na tle innych narzekać nie mogę.
Klient ma odpowiednią przestrzeń by po sklepie się poruszać, nic na podłodze nie zawadza. Czysto, towar uporządkowany, cenowo prawidłowo oznaczony. Przed wejściem na halę sprzedażową broszury z promocyjną ofertą.
Tygodniowe Inspiracje oraz ogród.
Przy drzwiach na magazyn na ścianie trwa montownie jakiegoś panelu.
Kieruję swoje kroki do mrożonek. Wiem iż tam znajdę lody które i ugaszą pragnienie i które będą deserem.
Znajduję je bez trudu. Kieruję się do kasy. Czynnych jest dwie ale ni ma dramatu. Przede mną jeden klient.
I on i ja jesteśmy szybko obsłużeni. Kasjerka uśmiechnięta, przywitała się, pożegnała zaprosiła ponownie. Pani ubrana była w koszulkę polo firmową w mocno zielonym intensywnym kolorze zieleni.
Dostaję paragon i czytam na nim:
Lody wodne 105ml
Jaka marka? Jaki smak?
Ach te paragony i ich nie prawidłowości.
Wnękę przed halą zajmuje kawiarnia , nowy projekt jak mi się zdaje JMD.
Ściana frontowa przeszklona i nawet nawet czysta. Przy rozsuwanych drzwiach prowadzących do wiatrołapu plakaty z promocyjną ofertą.
Zastrzeżenie budzą wózki i kosze w nieładzie gdzie ich miejsce jest za linią kas w holu.
W holu stoją również palety z drzwiami i towarem sezonowym, dużo gabarytowym dla którego zabrakło miejsca na hali.
Chciałem napisać o restauracji " Pieprz i Wanilia" w Poznaniu.Już na wejściu może spodobać wystrój restauracji.
Obsługa jest na prawdę miła,na co zwracam dość szczególną uwagę.
Jeśli chodzi o serwowane jedzenie jest ono bardzo smaczne,ze względu na to że jestem smakoszem makaronu-polecam makaron wstążki w sosie grzybowym i śmietanie !.
W podsumowaniu mogę napisać,że jeśli odwiedzacie okolice Starego Rynku w Poznaniu,zachęcam do odwiedzenia tej restauracji !
Obsługa nieprofesjonalna, brak umiejętności dotarcia do klienta, strój obsługi nieadekwatny do prezentowanego przez hotel i restauracje poziomu (t-shirt i zapaska:), sala restauracyjna, która ma funkcjonować jako restauracja w hotelu 2* przypomina kawiarnię , bądź pizzerię...brak stylu i elegancji, standardu jakości.
Sklep znalazłam na portalu Allegro na którym to chciałam zakupić kabel USB.
Najbardziej atrakcyjną ofertę miał właśnie M system.
Nie dość że cena była nie do pogardzenia to jeszcze mogłam zakupu dokonać z odbiorem osobistym.
Więcej mi nie było trzeba.
Skontaktowałam się ze sprzedawcą, ustaliłam szczegóły i kilka dni potem zjawiłam się w sklepie. Łatwo trafić. Szyld nad wspólnym drzwiami wraz ze przychodnią stomatologiczną prowadzącymi do małego przedsionka, gdzie na lewo mamy kolejnie drzwi już bezpośrednio do samego sklepu. Jego wnętrze przypomina nieco antykwariat, może dla tego że gdzie nie spojrzę widzę radia w masywnych drewnianych obudowach.
Nieco zagracone, lekki nieład.
W głębi biuro a za nim sprzedawca.
Błyskawiczna finalizacja i pełna moja satysfakcja.
Celem wizyty była wpłata gotówkowa oraz uzyskanie informacji dot. procedur związanych z uzyskaniem kredytu w rachunku bieżącym.
Po wejściu do placówki zająłem miejsce siedzące, oba z dwóch czynnych stanowisk były zajęte. Po ok. trzech minutach, gdy jedno się zwolniło, zostałem słowami "dzień dobry, zapraszam" do niego zaproszony. Zainicjowałem rozmowę, powiedziałem że chcę dokonać wpłaty gotówkowej. Poproszono mnie kolejno o dowód osobisty, pin oraz gotówkę. Po podpisaniu potwierdzenia pracownik spytał się, czy może w czymś jeszcze pomóc. Zapytałem o zasady uruchamiania kredytów w rachunku bieżącym, co zostało mi ustnie szczegółowo opisane. Pracownik nie proponował drukowania listy wymaganych dokumentów. Uzyskawszy niezbędne informacje, opuściłem placówkę, pracownik pożegnał mnie słowami "do widzenia".
Pracownik był uprzejmy i posiadał czytelny identyfikator z imieniem i nazwiskiem.
W placówce było czysto, zarówno na podłodze jak i na ladach nie było żadnych śmieci. Przy stanowisku znajdował się szereg ulotek dot. aktualnych ofert (m.in. dot. opieki medycznej oraz kredytu samochodowego).
Uważam się za świadomego konsumenta.
Staram się być na bieżąco z wszelakimi nowościami .
Lubię wiedzieć co nie co o marce którą wybieram.
Nie zależnie czy chodzi o producenta czy też o sprzedawcę.
Ten mój głód informacji zaspakaja adres www.dlahandlu.pl
Bardzo prosta nawigacja, czytelność treści które łatwo odnaleźć i zrozumieć .
Aktualizowana na bieżąco.
Tak skonstruowana że i laik i przedsiębiorca z satysfakcją morze witrynę odwiedzać.
Nie głupi choć traktowany przeze mnie jako ciekawostka a nie kierunkowskaz na zakupy jest projekt koszyk cenowy, który daje nam obraz która sieć jest najbardziej cenowo atrakcja. Mając chwilę możemy stworzyć koszyk pod nasze parametry bądź bazując na szablonie.
Sprawdzona ciekawa strona którą polecam.
Zjawiłam się w tej okolicy przede wszystkim z powodu konieczności nie jakiej zakupu kabla USB.
To właśnie tu sklep ma swoją siedzibę stacjonarną.
Moją uwagę zwraca jednak duży balon reklam stylizowany na charakterystyczny kawiarniany sieciowy kubek w brązowo zielonych kolorach z zaproszeniem na „ kawę i ciepłą przekąskę”
Kropka Relaks-Czas dla Ciebie
Cóż to za novum myślę sobie i się zastanawiam.
Kawiarenka ta znajduje się zaraz za sporym przedsionkiem przez który wchodzimy do dyskontu Biedronka. W nim są dwie reklamy.. z oferty….Na czarnej tablicy wypisane kredą tortilla i zapiekanki w cenie 3,99 sztuka. Drugi ustawiony w kącie potykacz to oferta lodów „kulkowych” Zielonej Budki 1,50 za porcję.
Lokali oddzielony jest od holu dużymi donicami z liściastymi kaktusami.
W tle z głośników płynie lekko swingująca muzyka.
Na lewo nieco wgłębi stoliki i kanapy oddzielone od sąsiada przepierzeniem, jeszcze dalej blat z stołkami typu barowego.
Przy wspomnianych donicach tradycyjne stoliki .
Całość utrzymana w tonacji ciepłego brązu przełamana zielenią .W tym kolarze są chociażby abażury z nisko zwieszonych lamp sufitowych.
Na wprost wejścia punkt obsługi. Gablota z menu.
I wytrawną jak i deserową ofertą.
Okazuje się iż tortilli nie ma. Jedna która jest na ekspozycji jest wybrakowana, pozbawiona sosu. Jednak bardzo apetycznie wygląda zapiekanka. Może dla tego iż jest kolorowa, a taki efekt daje dodatek żółtej, zielonej i czerwonej papryki.
W smaku również w pełni zadawala podniebienie, zaspakaja głód i łakomstwo.
Pracownica ubrana jest w zieloną koszulkę polo z haftem logo kawiarni.
Lokal jest jak na takie miejsce bardzo bym nawet rzekła przytulny, czyściutki i zachęcający do odwiedzin. W ofercie dodatkowej są wybrane tytuły prasowe, lotto.
Największa niespodzianka to to, iż kawiarnia ta to propozycja Jeronimo Martins Dystrybucja co wyczytuję z paragonu.
Super sprawa.
Dobre ceny, dobra jakość i kompetentna obsługa.
Czekam na więcej lokalizacji życząc powodzenia na rynku gastronomicznym.
Bardzo lubię to miejsce.
Choć wydawać by się mogło iż jest to galeria jakich wiele to ma ona w sobie to „coś” ciężkiego do ubrania w słowa, co jednak mnie do niej przyciąga.
Spójny dość dobór najemców, i sieciowych i tych bardziej luksusowych małych butików.
Ociepla to miejsce niewątpliwie pas wodny, ni to fontanna ni to taka sztuczna rzeczka. Aranżacja jest lekka, przestronna.
Komunikacja we wnętrz spacerowa, prosta.
Choć kilkakrotna rozbudowa centrum, trochę ten ład i prostotę zaburzyła.
Mamy tu ofertę handlową jak i rozrywkową.
Numer jeden to całoroczne sztuczne lodowisko.
Dla stałych klientów jest również program lojalnościowy.
Jak na firmę nowoczesną i na czasie zarządca placówki przewidział stronę internetową.
Warto to miejsce przy okazji chociażby odwiedzić i osobiście się przekonać o jego walorach.
Duży parking i przystanek autobusowy tuż przy obiekcie również stanowią atut tego miejsca, jak wspomniałam dobrego i na zakupy i na spotkanie.
Najmłodsze centrum handlowe, dla którego określenie miasto w mieście wydaje się jak najbardziej trafne.
Ogromna i różnorodna oferta handlowa i rozrywkowa na kilku poziomach.
Większość sklepów tam zlokalizowanych to szyldy sieciowe.
Tłoczno i gwarno. Centrum Warszawy, tuż obok Dworzec Centralny z którym Złote Tarasy są połączone.
Najwyższy poziom to FOOD COURT z kuchnią oferującą fast food.
Mc donald’s jako jeden z nielicznych posiada własny lokal.
Pozostałe bary są rozdysponowane w formie okrągłej wyspy ze sprzedażą za lady.
Na minus jeden jakoś nie pasujący do całości supermarket Carrefour.
Kino siłownia i kultowa już klubo kawiarni Hard Rock Cafe
Miejsce dobre i na zakupy i na spotkanie.
Jedno z wielu takich miejsc, choć rozmiarowo nie porównywalne do konkurencji.
Wszystko zależy od naszych preferencji.
Ja osobiście Złote tarasy odwiedzam rzadko.
Ich ogrom mnie przytłacza i męczy.
Wole miejsca bardziej spokojne, kameralne.
Choć nie neguję to również daleka jestem od pełnego zachwytu .
Są takie miejsca gdzie nasz żołądek narażamy na poważne ryzyko.
No ale cóż do odważnych świat należy.
Ponieważ już od jakiegoś czasu miałam chętkę na „chińszczyznę” ale jakoś się tak nie składało by apetyt w tej sferze zaspokoić .
Niby strata mała bo wiadomo jeżeli chodzi o jakość i warunki sanitarne w barach wietnamskich i im podobnych bywa różnie .
Jednak łakomstwo to łakomstwo.
Plus sprzyjające ku temu warunki jak mijany bar i głodek sprawiają iż przychodzi pora by stan rzeczy zmienić
Klientów nie ma.
Wita mnie specyficzny zapach słodko tłusty.
W głębi za ladą siedzi czarnowłosy taj w średnim wieku.
Na moje wejście reaguje uśmiechem. Łamaną polszczyzną mówi dzień dobry.
Za nim pod sufitem całe menu. Typowe. Mięsiwa w różnych konfiguracjach, regionalne zupy, sajgonki….Wszystko to wyklejone jest samoprzylepnymi literkami .Czytelne.
Ja nie zagłębiając się w lekturę proszę o cielęcinę w pięciu smakach. Sos łagodny. Na wynos. Zamówienie zostaje przyjęte. Podane do kuchni.
Pan pogrąża się w lekturze listu, można domniemywać iż treść jego jest miła i pozytywna gdyż co jakiś czas na jego twarzy pojawia się wielce mówiący uśmiech.
Ja prześlizguję wzrokiem po wnętrzu.
Przecieka sufit. Listwy przypodłogowe brudne. Krzesełka przy stolikach wypłowiałe, kiedyś chyba czerwone.
Umeblowanie przypadkowe, bez pomysłu na cieplejszy wystrój.
Na ścianach pojemniki z jednorazowymi sztucami. Na blacie paragony.
Czytam obco brzmiącą nazwę baru na nich napisaną. Na szyldzie jej nie ma.
Przybytek ów jest określony po prostu jako bar azjatycki.
Dość szybko moje jadełko jest gotowe. Pan się podnosi , otwiera ”laptopa” czyli styropianowy pojemnik do pakowania dań na wynoś.
Ok .Pakuje, zawiązuje .Życzy smacznego i zaprasza ponownie.
W domu czas na ocenę kunsztu kucharskiego.
Ryż prima gusto.
Idealnie sypki, nie rozgotowany.
Do tego biała kapusta.
No i moja cielęcina z warzywami.
Mięso twarde. Warzywa takie jak być powinny i jakie lubię.
Chrupiące w dużej ilości i różnorodności.
Sosu w sam raz.
Całość psuje nie zjadliwe mięso.
I dziwny posmak ,najprawdopodobniej sosu.
Na długo długo będę miała wyczerpany temat jeżeli chodzi o ten typ kuchni.
Jeżeli ktoś chce zjeść dużo za niską (11 zł ) cenę to się nie rozczaruje.
Jednak nic ponad to.
Świadoma wszystkiego czego mogłam bym się spodziewać po daniu nie jestem rozczarowana.
Duży plus za sympatyczną wręcz miejscami wzorową obsługę.
Wygląd baru jak i klasa dania jednak wymagało by nieco poprawy.
Nawet w kontekście klasy i jego specyfiki.
Nie dostaję paragonu, nawet moje zamówienie nie zostaje zarejestrowane na kasie.
Późne dość sobotnie popołudnie.
Z zakamarów pamięci usiłuję sobie przypomnieć gdzie, konkretnie w którym centrum handlowym jest sklep papierniczy.
Mam konkretnie sprecyzowany zakup wizytownika. Sprawa jest na cito.
Wiem. Najbliżej jest Centrum Handlowe Gocław. Tam zaś sklep Excellent Office oferujący asortyment dający nadzieję że kupię to czego potrzebuję.
Wchodzę od razu kieruję się do lady za którą widzę ekspedientkę.
Nie jest ona zajęta.
Dzień dobry.
Odpowiadam na powitanie i zapytuję o wizytowniki.
Pani sprzedawczyni zadaje konkretne pytanie :
Ma on być na wizytówki własne czy „obce, te otrzymywane”
Ha. Tego nie przewidziałam, choć powinnam. Proszę o pokazanie i takich i takich.
Przechodzimy na początek lady, pod którą jest gablota z towarem.
Jeżeli chodzi o wizytowniki na wizytówki własne tu wyboru za dużego nie mam.
W ofercie jest jeden model, metalowe pudełeczko, z dwoma przegródkami.
Cóż decyduję się że go kupię. Raz że potrzeba pilna, dwa że wygląda całkiem całkiem i zdaje się być funkcjonalne. Cena może i do niskich nie należy ale też nie jest na tyle wysoka by z zakupu zrezygnować.
Teraz jeszcze wizytownik na wizytówki otrzymywane.
Tu jest wybór nie co większy choć też może nie w pełni satysfakcjonujący.
Dwa rozmiary, kilka kolorów okładek. Ekspedientka mówi iż są one wykonane z wysokiej klasy skóry ekologicznej.
Cenę 33 złotych przełykam. Gdyby czas nie naglił to bym może jeszcze poszukała innych ofert ale że mi się spieszy to nie marudzę.
Ekspedientka z moimi wyborami wraca do kasy, ja jeszcze podchodzę do stojaka z torebkami prezentowymi.
Wracam do lady. Pani prosi mnie bym chwilę poczekała. Jej koleżanka obsługuje klienta , podsumowuje jego zakupy a urządzenie kasowe jest jedno.
Płacę kartą. Dostaję paragon.
Opuszczam sklep usatysfakcjonowana. Kupiłam to co chciałam, dzięki pomocy pracownika i jego przyjaznej postawie zakupy pozostaną miłym wspomnieniem.
Sklep w ofercie posiada asortyment z segmentu biuro szkoła i pokrewne.
Jest też ksero.
Warto zapisać sobie go w pamięci.
Ogólny wygląd: stoły, meble czyste, poustawiane, podłoga czysta, cicha muzyka. Po zajęciu miejsca czas oczekiwania na podejście kelnerki wynosił 2,5 minuty. Miała białą bluzkę z logo "Dominum", czarną, krótką spódnicę na którą założony był długi, czarny fartuch. Ubiór był nienagannie czysty. Podała kartę mówiąc "proszę" i odeszła. Powtórnie podeszła za niecałe 3 minuty, mówiąc: "czy mogę przyjąć zamówienie?" Po zamówieniu pizzy zapytała o rodzaj ciasta i czy życzę sobie coś do picia. Oczekaiwanie na zamówienie wynosiło 18 minut. Talerze były czyste, widać że myte w zmywarce. Sztućce nie nosiły śladów wysychającej wody (wytarte po umyciu). Pizza była dobrze upieczona, miała wystarczającą ilość dodatków. Na zakończenie rachunek przyniesiony był w etui.
Jednyne uwagi, zastrzeżenia można mieć do pizzera, który miał nieład na stole do przygotowywania pizzy i podczas całem wizyty sprzątał 1 raz, nie do końca dokładnie. Zachowywał się też bardzo swobodnie. Rozmawiał z kelnerkami, rozglądał się wokół, wychodził gdzieś i wracał po chwili.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.