Podczas weekendowego spaceru postanowiłam wstąpić do sklepu spożywczego Bomi znajdującego się w CH Madison w Gdańsku przy ul. Rajskiej. Ponieważ było to weekendowe popołudnie, dało się zauważyć, że ruch był mniejszy niż w ciągu tygodnia, co pozwoliło na robienie luźnych i przemyślanych zakupów. Przy wejściu ładnie posegregowane koszyki na zakupy, na 1szy rzut oka towar na półkach i nie tylko starannie poukładany, choć jak na warunki tego sklepu trochę za ciasno w niektórych miejscach, jak choćby półki z chipsami czy przyprawami w torebkach. Ogólnie czysto, schludnie i przejrzyście, jednak metki z cenami nie w każdym miejscu przypisane do odpowiadających im pozycji. Udałam się do stoiska z wędlinami, gdzie zostałam natychmiast obsłużona, rzeczowo i konkretnie przez Panią ze spiętymi opaską z daszkiem włosami. Co prawda niektórzy z pracowników sprawiali wrażenie trochę znudzonych ogólnie panującą atmosferą w sklepie ale zwinnie zajmowali się uzupełnianiem towaru na półkach oraz dbaniem o czystość i porządek tam panujący. Ponieważ znalazłam wszystko to czego na tamten moment potrzebowałam, udałam się do kasy, gdzie zostałam wyjątkowo szybko obsłużona przez Panią w firmowej koszulce z przypiętym identyfikatorem. Zwykle muszę czekać w ciasnych i niezbyt komfortowych kolejkach w tej sieci spożywczej, gdzie często wiszące przy kasach torebeczki z gumami do żucia i innymi smakołykami sprawiają wrażenie, jakby za chwile miały spaść na głowę. Miejsce godne polecenia ale tylko na szybkie i małe zakupy. Wprawdzie asortyment duży do wyboru lecz ceny często bywają wygórowane, a personel jest chętny do pomocy, pod warunkiem, że akurat nie ma dużej liczby ludzi na terenie sklepu.
Kupując koszulę z wyprzedaży zapytałam czy istnieje możliwość zwrotu lub wymiany towaru. Uzyskałam informację, że towar przeceniony moża tylko wymienić. Po kilku dniach udałam się do sklepu w celu wymiany. W związku iż kupiłam koszulę w cenie 169 PLN a chciałam wymienić na koszulę za 149 PLN sprzedawczyni poinformowała mnie, że mogę wymienić na towar w tej samej cenie lub oczywiście droższy ( przy zakupie nie poinformowano mnie o tym ). Poprosiłam sprzedawczynie aby pokazała mi na jakiej podstawie muszę wybrać towar droższy lub w tej samej cenie ( wewnętrzne zasady, regulaminy, procedury itd ) ponieważ wiem, że zwrot lub wymiana towaru jest tylko dobrą wolą sprzedającego i skoro sklep ją posiada to proszę o wskazanie informacji na temat: co można wymieniać, w jakiej kwocie itd. ponieważ na *słowo* to się nie odbywa. Sprzedawczyni zadzwoniła do kierowniczki, która jedynie powiedziała, że nie mogę wymienić towaru na tańszą rzecz. I tu uwaga: oddałam koszule za 169 pln ( nie otrzymałam żadnego dokumentu zwrotu, wymiany ), dostałam koszule za 149 pln ( bez paragonu, nie została zafiskalizowana żadna sprzedaż ) natomiast o różnicy i pozostawieniu w kasie sklepu 20 pln poinformowałam sprzedawczynie. Tak się oszukuje klientów. Najgorszy jest także fakt, że kierowniczka sklepu jest osobą niekompetentną i pozostawiającą swoich pracowników w trudnych sytuacjach samych. Sprzedawczyni chciała rozwiązać tę sytuację pozytywnie jednak kierowniczka nie potrafiła nawet udzielić przez telefon swojemu pracownikowi informacji na jakiej podstawie nie mogę wymienić towaru.
Podczas dzisiejszych zakupów dokonałam obserwacji w supermarkecie Biedronka. Już od wejścia rzucał się w oczy porządek i czystość na stoisku z warzywami oraz pieczywem. Koszyki dla klientów były dostępne przy wejściu. Jedynym problemem był Pan dostawca pieczywa który ustawił wózek towarowy na środku przejścia co uniemożliwiało swobodę ruchu. W dalszej części sklepu stały palety z towarem i porozwalanymi wokół kartonami którymi nikt się nie zajmował. Po za tym wszystko było w porządku, na pułkach panował ład i porządek. Po ukończonych zakupach podeszłam do kasy gdzie przede mną znajdowały się 3 osoby. Pani kasjerka szybko i sprawnie obsługiwała klientów. Zostałam mile przywitana, towar został szybko skasowany, głośno i wyraźnie usłyszałam kwotę do zapłaty po czym odebrałam resztę i równie miło zostałam pożegnana z zaproszeniem na kolejne zakupy. Sądzę, że mimo przeszkód panujących na sklepie całość rekompensowała Pani Kasjerka na kasie nr 4.
W niedzielne popołudnie wybrałam się do Galerii Dominikańskiej we Wrocławiu w celu zakupu Jeansów. Jednym ze sklepów który odwiedziłam był Big Star. Niestety na miejscu byłam bardzo zdziwiona zachowaniem pewnego pracownika pana R. Oczywiście zaraz po wejściu do sklepu zostałam napadnięta i zalana setkami pytań , jakich spodni szukam , jaki rozmiar, krój. Pomimo tego, że chciałam sama znaleźć coś dla siebie, odpowiedziałam i zaczekałam na propozycje od pana R. Dostałam kilka par Jeansów do przymiarki które kompletnie mi się nie podobały, przymierzyłam je i oddałam Panu, który zaczął szukać innych . Rozglądając się po sklepie w oko wpadły mi Jeansy najnowszej kolekcji które były dosyć drogie.Poprosiłam pana aby podał mi ten model Jeansów w moim rozmiarze na co on odparł: TE JEANSY TO NAJNOWSZA KOLEKCJA KTÓRA JEST BARDZO DROGA. Zamiast powiedzieć panu co o tym myślę, byłam tak zdenerwowana że musiałam opuścić ten sklep.Wydawało mi się że powinno im zależeć na jak największej sprzedaży a nie na sprawianiu przykrości klientom, oceniając ich możliwości finansowe.Mam bardzo negatywne odczucie po wizycie w tym sklepie.
Wizyta na firmowej stacji paliw sieci Lotos.
Cel: zatankowanie auta.
Na stacji jest dobudowywana myjnia, co oczywiście wiąże się z niekorzystnym wyglądem placu budowy, ale jest to teren oznakowany, zabezpieczony i nie powinien być przedmiotem negatywnej oceny.
Wystrój stacji oraz ceny atrakcyjne. Panuje ład i porządek.
Obiekt doskonale oświetlony. Towary bardzo dobrze wyeksponowane.
Stroje pracowników ładne i czyste.
Po wejściu jestem błyskawicznie zauważony i powitany.
Trafiam do Pani Asi i jestem bardzo mile obsługiwany.
Pani ta z uśmiechem odpowiada na wszelkie moje zapytania.
Nie widać jakiegokolwiek zniecierpliwienia czy znudzenia.
Uśmiech i chęć pomocy są ewidentnie widoczne.
Żadne z moich pytań nie pozostaje bez odpowiedzi.
Nawet chęci wykraczają poza moje oczekiwania.
Przyrządzenie przekąski również nie sprawia trudności i jest wykonywane nadal z chęcią i uśmiechem.
Dużo jeżdżę po kraju, dużo tankuję i o tak późnej porze taki poziom obsługi to jednak nie tylko nie codzienność, ale nawet zaskoczenie. Pozytywne zaskoczenie.
W moim przekonaniu Klient wychodzi w pełni zadowolony.
Udałem się na zakupy do hipermarketu Auchan mieszczącego się na obrzeżach Szczecina.
Do sklepu wszedłem około 21:40.
Zarówno przed sklepem, jak i w środku panuje ład i porządek.
Przed hipermarketem duży, pojemny i oczywiście darmowy parking.
Do marketu można dojechać linią 61B.
W samym sklepie towar jest ładnie wyeksponowany, czytelnie oznaczony cenami. Obiekt posiada monitoring, co wyklucza bezpośrednie śledzenie przez agentów ochrony.
Część artykułów jest oznaczona etykietą skarbonka, co oznacza, że na dodatkowe konto wpływają wirtualne pieniądze które można potem wykorzystać na dowolne zakupy w hipermarkecie.
Oferta towarów bardzo ciekawa i ceny zazwyczaj atrakcyjne.
Na zawiadomienie personelu o kończącym się terminie ważności następuje natychmiastowa reakcja i podziękowanie.
Niestety teraz pora na negatywne opinie:
1. Oznaczenie towarów podlegających programowi Skarbonka bardzo nieczytelne. Niemal za każdym razem należy sprawdzić za pomocą czytnika czy to na pewno ten produkt, czy też ten obok.
2. Od około godziny 21:45 pracownicy zakrywają roletami lodówki co wyklucza w zasadzie dokonywanie zakupów na tych działach.
3. Jeszcze wcześniej usuwane jest pieczywo i zbierane do wielkich worków To również wyklucza zakup tego asortymentu i aż żal patrzeć ile pieczywa idzie na zmarnowanie, a ja jeszcze coś bym wybrał.
4. Na około 10 minut przed zamknięciem pracownicy grupują się w głównych alejkach. Stoją śmiejąc się głośno, żartując między sobą i z nieukrywaną złością patrzą na klientów, którzy jeszcze dokonują zakupów.
5. Jakiś pracownik (kierownik kas?) stoi w alejce przed ich linią i demonstracyjnie patrzy na zegarek co jasno sugeruje, że jesteśmy już niepożądanym gościem.
O godz. 21:56 udaję się do kasy gdzie jestem miło obsłużony przez Panią kasjerkę, Pani grzecznie mnie wita i jeszcze bardziej miło żegna zapraszając ponownie.
I znów czar pryska... (jest godzina 21:57)
Biegnie alejką za kasami Pani w firmowym stroju Auchan i krzyczy na cały głos cytat: "Ściągajcie rolety! Kierować ludzi tam! Biegiem!"
Nie umiem jednocześnie powiedzieć czy był to krzyk w moim kierunku, czy też ochrony, ale poczułem się naprawdę podle.
Podsumowanie:
Towar, ceny i wystrój sklepu atrakcyjny, obsługa przy kasach miła i jednocześnie okoliczności, które dyskwalifikują totalnie. Czyli miks pozytywów i negatywów z przewagą tych drugich.
Niestety chamstwo, którego tam doświadczyłem zatarło pozytywy, których ten sklep ma również bardzo wiele. Szkoda.
Postanowiłam pójść do biblioteki, bo akurat były dostępne książki, na które od dawna czekałam. Najpierw sprawdziłam w domu w wyszukiwarce internetowej biblioteki sygnaturę książki, aby nie obciążać tym obowiązkiem pani w bibliotece,a poza tym skrócić sobie stanie w kolejce. Po wejściu do biblioteki zastałam oczywiście bardzo przyjemną atmosferę, cieplutko, czyściutko i bardzo cicho. Nie zauważyłam śladu kurzu na półkach z książkami czy błota na podłodze. W bibliotece można było skorzystać z komputera i internetowej wyszukiwarki, było także kilka stolików i krzeseł przy których można było przeglądać prenumerowaną przez bibliotekę prasę, jak i książki. Wszystkie te udogodnienia były oczywiście bezpłatne, tak samo jak wypożyczanie książek. Można było także w razie potrzeby skorzystać z usługi ksero, odkserowanie jednej strony kosztowało 40 groszy. Bardzo ciekawym pomysłem jest też stworzony przez personel biblioteki kącik dla najmłodszych, w których jest kilka małych, kolorowych krzesełek i stoliczków przeznaczonych specjalnie dla maluchów. Dzieci mogą tam na spokojnie czytać sobie książki, bez obawy, że ktoś starszy będzie im przeszkadzał. Przy stanowisku przeznaczonym dla wypożyczających, na ladzie leżało mnóstwo książek, zarówno nowości, jak i starszych wydań. Można tam było znaleźć zarówno kryminał, jak i romans, ale biblioteka jest wyposażona także w książki z innych dziedzin, nie tylko powieści. Wszystkie książki były równiutko poukładane jedna na drugiej, ale można było je spokojnie przekładać, a jak się później przekonałam można było liczyć w tej kwestii na pomoc pani bibliotekarki. Była przede mną jedna pani, więc chwilę musiałam poczekać. W tym czasie pani bibliotekarka szukała książek dla pani stojącej przede mną w kolejce, była bardzo miła, starała się doradzić bardzo dobrze i trafić w gusta czytelnicze klientki. Pokazywała po kolei najciekawsze jej zdaniem książki, omawiając przy okazji bardzo krótko treść książki. Była bardzo zaangażowana w swoje obowiązki i widać było, że jest to jej pasja, którą w dodatku potrafi zarażać. Kiedy pani przede mną przeglądała książki zaproponowane przez bibliotekarkę, to bibliotekarka obsługiwała mnie. Bardzo szybko znalazła na suto zastawionych półkach moje książki wypisane wcześniej na karteczce i podała mi je równie szybko. W rezultacie moja wizyta w bibliotece trwała około 4 minut.
Podczas moich ostatnich zakupów poznałam Biedronkę od zupełnie innej strony, nie tylko jako market spożywczy, ale także jako sklep oferujący ciekawe rzeczy w promocyjnych cenach. W czasie mojej wizyty w sklepie, przechadzając się między półkami natrafiłam na kosze, w których znajdowały się „atrakcje Biedronki”, a wśród nich mnóstwo artykułów przemysłowych bardzo przydatnych w kuchni. Znalazłam między innymi bardzo fajny zestaw pojemniczków plastikowych, składający się z pięciu sztuk pojemników o rożnej pojemności. Największy z nich miał pojemność 2 litry, a najmniejszy 0,4 litra. Były to pojemniki hermetycznie zamykane, posiadające szczelne zamknięcie podciśnieniowe, a przede wszystkim nadające się do przechowywania zarówno żywności gorącej, jak i żywności przechowywanej w zamrażalniku. Oczywiście nie mogłam przepuścić takiej okazji, bo nie dość, że fajne to jeszcze tanie. Cały zestaw kosztował tylko 12,99 zł. Drugą fajną rzeczą, która wpadła mi w oko były super zestawy filiżanek z małymi talerzykami na ciasto. Zestaw obejmował 6 filiżanek i 6 talerzyków, a kosztował 29,99 zł. Zarówno talerzyki, jak i filiżanki były dostępne w różnych kolorach i naprawdę ciekawych wzorach. Ponadto były bardzo poręczne i wcale nie takie malutkie jak na filiżanki. Wszystkie opisane zestawy, zarówno filiżanek, jak i pojemników plastikowych wyłożone były ładnie jeden obok drugiego na dużym stoliku przypominającym metalowy kosz. Ekspozycja wystawiona była na środku hali, ale jednocześnie bardzo blisko kasy, tak że nie można było przejść obojętnie obok takiej wystawy. Wszystkie produkty były szczelnie zapakowane, ale jednocześnie miały przezroczyste opakowania, więc można było je oglądać, ale bez zostawiania śladów palców, itp. Żadne z pudełek nie nosiło śladów otwierania, a produkty w pudełkach wyglądały jakby zdjęto je przed chwilą z taśmy produkcyjnej. Bardzo spodobał mi się sposób wyeksponowania tych produktów, żaden produkt nie był podniszczony, produkty nie leżały też jeden na drugim lub co gorsza w jakimś ciasnym koszyku na „kupce”. Obok koszy panował porządek taki sam jak wewnątrz nich, wszystkie towary były ładnie poukładane, wszędzie było czysto. Zauważyłam tylko jeden taki mało istotny defekt, na jednym z produktów umieszczonych w koszu stał sobie jogurt... Najwidoczniej ktoś po drodze do kasy zrezygnował z niego i odstawił na bok, a obsługa zwyczajnie nie zauważyła tego faktu. Zresztą przechadzając się po sklepie nie zauważyłam żadnej osoby z obsługi sklepu, jedną jedyną osobą pracującą w tym markecie była pani przy kasie. Pani kasjerka była wyjątkowo operatywna, bo pomimo ciągle napływających do kasy klientów bardzo sprawnie wszystkich obsługiwała. Poza tym bardzo bardzo miła dla wszystkich klientów i z zadowoleniem wykonywała swoje obowiązki. Moje stanie w kolejce ograniczyło się do max jednej minuty, a ponadto płacąc za zakupy wysokim nominałem banknotu kasjerka bardzo szybko wydała mi resztę. Bardzo często spotykałam się z sytuacją, że w kasie nie mieli drobnych, a pani nie miała jak mi wydać reszty i biegała po innych kasach, a tu proszę... Niespodzianka! I za to właśnie lubię Biedronkę, zawsze potrafi mnie zaskoczyć.
Udałam się do Centrum Handlowego w celu zakupu papieru fotograficznego do drukarki atramentowej. Bez problemu znalazłam regał na którym powinien się znajdować towar - ku swojemu osłupieniu stwierdziłam właściwie pustą półkę. na której leżały rozrzucone 4 "paczki" z papierem - wszystkie były porozrywane, uszkodzone, w jednej zamiast 20 arkuszy były tylko dwa! Opuściłam salę ogólną w nadziei, że dokonam zakupu albo w sklepie Kodaka (dysponowali jedynie papierem dla profesjonalistów w cenie 120 zł za paczkę), w sklepie Vobis (nie prowdzą takiej sprzedaży), a wreszcie w sklepie RTViAGD (chwilowy brak towaru). Z hipermarketu wyszłam z przysłowiowym kwitkiem.
W ciągu ostatnich dni korzystałem z usług firmy kurierskiej K-EX dwukrotnie. Najpierw musiałem wysłać przesyłkę do Łodzi i z wyliczeń w porównywarce internetowej okazało się, ze mają jedną z lepszych ofert. Bałem się jednak, że niska cena usługi niesie za sobą niską jakość obsługi. Na szczęście wszystko zostało załatwione na najwyższym poziomie. Jednego dnia wybrałem firmę K-EX i zapłaciłem on-line za przesyłkę. Drugiego dnia był u mnie kurier a trzeciego odbiorca otrzymał przesyłkę! Dlatego też, przy zakupie towaru przez internet i mając do wyboru kilka firm kurierskich znów wybrałem K-EX. Scenariusz był identyczny bo w czwartek zrobiłem zakup przez internet a w poniedziałek około południa towar miałem w domu. Z czystym sumieniem polecam wszystkim usługi firmy kurierskiej K-EX!
Sklep chiński ma duży wybór asortymentu jednak obsługa gapi się na ciebie jak byś był potencalnym złodziejem od tamtej pory zniechęciłam się do tego sklepu i tam nie kupuje, jest to bardzo nieprzyjemne . Nikt nie podejdzie nie zapyta się czy w czymś pomóc . Zero zainteresowania,pewnie taka kadra się trafiła nie we wszystkich sklepach tak jest:)
Sklep na ogół przyjemny tylko ceny są koszmarnie drogie, chodzę tam sporadycznie tylko wtedy gdy mam jakiś rabat do wykorzystania. Odzież dobra jakościowo i pewnie też z tąd tak droga cena. Duży wybór zabawek. Obsługa profesjonalna i miła. Coraz częściej spotykam się z opinią iż Smyk jest zbyt drogi.
W tym dniu udałam się do Lidl zobaczyć jakie są oferty. Przyznam że rzdko jestem w tym sklepie bo mi nie po drodze jednak jak juz jestem to kupuje ubranka dla dzieci bo naprawdę są bardzo dobre jakościowo miękkie w dotyku żadna tam chińszczyzna tylko 100% bawełny. Naprawdę polecam ten sklep gdyż podobają mi się akcje takie jak np. dania włoskie i wszystko wtedy jest z tej dziedziny a makarony rewelacja:) I obsługa miła, kiedy bym nie weszła do sklepu to tłum ludzi polecam, zasługuje na miano JAKOŚi :)
Byłem ostatnio z Mamą w tym sklepie na zakupach, jako że oferują wyłącznie odzież damską to miałem sporo czasu, by obejrzeć jak funkcjonuje ten salon. Na zmianie była tylko jedna osoba, co wg mnie jest to za mało. Ekspedientka w czasie naszego pobytu przeceniała i układała biżuterię, lecz gdy moja Mama ją zapytała o cenę, ta od razu oderwała się od zajęcia i sprawdziła cenę, a następnie zaproponowała kilka innych produktów w niższej cenie. Zauważyłem też, że innym również z zaangażowaniem pomagała. Klientce, która zapytała o długie kolczyki, pokazała 3 różne produkty, a innej, która się wahała nad zakupem, powiedziała, że może kupić teraz spodnie, a w domu przemyśleć czy jej odpowiadają i jakby się rozmyśliła to może zwrócić towar.
W sklepie panował porządek, ubrania były równo poukładane na meblach, podłogi i przymierzalnie były czyste.
Lubię w kawiarni Pikawa oryginalny wystrój oraz to, że stolików w środku jest aż tyle, że nawet w godzinie szczytu jest szansa na znalezienie wolnego miejsca - moje ulubione znajduje się przy akwarium z rybkami. Kawy i herbaty rozśmieszają fikuśnymi nazwami, są w przystępnych cenach i wyśmienicie smakują.
W sobotę byłem na zakupach w bydgoskim Leroy Merlin. Sklep jest bardzo dobrze oznaczony, więc bez problemów znalazłem poszukiwane produkty. Wszędzie panował porządek, ceny na półkach były aktualne, a promocje dobrze wyeksponowane. Na sali widoczna była też obsługa, zauważyłem też, że pracownik działu art. sanitarne bardzo fachowo pomagał klientom. Używał zwrotów grzecznościowych, szukał alternatywnych rozwiązań i był pewny siebie, widać było, że jest specjalistą w tym temacie. Przy kasie powitała mnie młoda kasjerka, zapytała się czy chcę fakturę czy paragon, na pytanie odnośnie zwrotów poprawnie i z chęcią odpowiedziała (później zauważyłem dużą tablicę dot. zwrotów). Na zakończeniu transakcji podziękowała mi za zakupy i pożegnała.
Do restauracji przybyliśmy przed godzią 13. Odrazu dostrzegł nas kelner i zaproponował stolik. Na menu również nie musieliśmy długo czekać. Zamówione pozycje otrzymaliśmy szybko ( napoje ) , synek swój lunch też otrzymał bez zbędnej zwłoki , danie bardzo mu smakowało . Sok dla dziecka, zgodnie z umową był ciepły . W restauracji panowała przyjemna atmosfera, kelner panował sprawnie nad obsługą wszystkich stolików. Dzięki temu zdążyliśmy na film w Multikinie, na który mielismy wykupione bilety. Jedyne co raziło , to pani za barem ostentacyjnie memłająca jakieś jedzenie i wypinająca się . Ogólnie wrażenia pozytywne. Jakośc restauracji, szybkość fastfoodu.
Dziękujemy za przekazanie obserwacji dotyczącej wizyty w restauracji Sphinx. Zadowolony Gość to cel naszego działania, dlatego jest nam niezmiernie miło, że udało nam się sprostać Państwa oczekiwaniom zarówno pod względem jakości serwowanych dań i jak poziomu obsługi.
Jednocześnie Pani opinia sprawi, że nadal będziemy dokładali wszelkich starań, aby zagwarantować naszym Gościom pyszne danie, profesjonalną obsługę oraz niepowtarzalny podczas wizyt w naszych restauracjach. Serdecznie zapraszamy do sieci restauracji Sphinx i liczymy, że kolejna wizyta pozostawi równie miłe wspomnienia jak ta poprzednia. Pozdrawiam, Sfinks Polska S.A.
Po raz drugi...
Po raz drugi udałem się do tej wietnamskiej restauracji w przeciągu miesiąca. Restauracja położona jest przy obwodnicy miasta. Nie jest zbyt widoczna z trasy, nie ma praktycznie żadnego plakatu reklamowego. Sam budynek jest bardzo słabo oświetlony. Wieczorem przypomina raczej zamknięty lokal. Przed budynkiem znajduje się dość obszerny parking. Po wejściu do budynku znajdujemy się w pierwszej sali restauracji, w której znajduje się bar. Zazwyczaj przy barze można spotkać kilku klientów oraz personel. Sala ta jest dość dobrze oświetlnoa. Druga sala jest bardziej przestronna. Oświetlenie jest już nieco skromniejsze. Między niektórymi stolikami ustawione zostały parawany, dzięki czemu możla liczyć na więcej intymności. Z głośnika sączy się muzyka azjatycka. Karta dań jest dość rozbudowana. Na początek nowości, następnie specjalności zakładu, ale to są raczej zestawy dla minimum dwóch gości. Karta zawiera sporą liczbę dań z drobiu, wieprzowiny, wołowiny i ryb. Dziś zdecydowałem się na rybę. Wybrałem nowość - halibut z imbirem. Według kelnerki, halibot miał być w postaci filetu. Wszystkie ryby są wcześniej smażone i są to ryby z ośćmi. Do wyboru miałem również Doradę w warzywach, ale według informacji kelnerki, dorada miała być smażona w całości. Ostatecznie zdecydowałem się na rybę z imbirem. Kiedy podano mi danie, okazało się, że ryba podana została w naczyniu z pokrywką, tak jak podaje się zupy. W środku, w gęstej cieczy wypełnionej zielonymi warzywami, znajdowały się dzwonka halibuta. To co dostałem, zupełnie mijało się z opisem kelnerki. Filet, to nie dzwonko z kręgiem w środku. Spożywanie dania było bardzo uciążliwe, ponieważ mięso ryby rozpadało się, wpadało do wywaru. Do dyspozycji miałem tylko widelec i nóż. Niech ktoś próbuje jeść zupę z wkładką za pomocą takiego zestawu sztućców. Nie byłem pewny, czy z wywaru udało mi się wyłowić fragment mięsa, czy ość. Danie zupełnie nieudane, choć w smaku bardzo dobre. W restauracji ktoś powinien nauczyć się jak przygotowywać bezpieczne posiłki. Do tego oświetlenie na sali nie pozwalało mi do końca widzieć co jest tak naprawdę w daniu. Przy drugiej wizytcie spotkała mnie przykra niespodzianka. Obsługa kelnerska dostateczna. Kelnerkę nie interesowało za bardzo jak mi danie smakuje, bo pewnie wiedziała, że nie do końca danie było udane. Moja pierwsza wizyta w tej restauracji była zupełnie inna. Kelnerka była bardziej otwarta, danie bardziej udane. Potwierdziła się obiegowa opinia, że standard obsługi i jakość dań nie jest wyrównana. Ktoś pownien nauczyć się, ze do zupy nie daje się ryby z ością, tym bardziej dzwonka. Rozumiem, być może tak jada się w Wietnamie, ale to restauracja w Polsce i obowiązują standardy bezpieczeństwa żywności europejskie. Raczej już nie zamierzam próbować żadnejgo dania w tej restauracji.
Wybrałam akurat tą aptekę, gdyż mam do niej najbliżej. Musiałam kupić tylko jeden lek i miałam nadzieję, że ten zakup nie zajmie mi zbyt dużo czasu. Apteka znajduje się w pasażu popularnego marketu, więc liczyłam się z taką ewentualnością, że będzie długa kolejka. Jednak zaraz po wejściu do apteki zostałam miło zaskoczona. Otwarte były dwa stanowiska obsługi, przy każdym znajdował się tylko jeden klient. Podeszłam do jednego z nich i zaraz pan siedzący za ladą poprosił mnie do kasy. Okazało się, że tabletki, które kupuję notorycznie zdrożały o kilka złotych. Albo ta apteka oferowała produkty o zawyżonych cenach. Otóż przedtem płaciłam za nie 38 zł, natomiast dzisiaj zapłaciłam 42,99 zł. Wiem, że tabletki antykoncepcyjne nie są refundowane i trzeba trochę zainwestować, ale nie aż taką cenę... Jak się później okazało w innej aptece były o wiele tańsze. Ale wracając do tej apteki, to nie tylko cena leku mi się w niej nie spodobała. Za ladą siedział farmaceuta, który był wyraźnym przeciwnikiem klientów. Patrzył na wszystkich dziwnym wzrokiem, nie odpowiadał na pytania w normalny sposób tylko półsłówkami, coś tam mruczał pod nosem. Nie był zbyt miły, nie utrzymywał kontaktu wzrokowego z klientem i ogólnie nie sprawiał wrażenia zachęcającego do zakupów. Na szczęście mogłam szybko opuścić stanowisko obsługi i nie musiałam dłużej tolerować tej atmosfery pełnej napięcia, jaka utrzymywała się przy nim. Poza tymi nieprzyjemnościami zauważyłam w aptece także przyjemne rzeczy. Wszędzie było bardzo czysto, wszystkie leki na półkach były ułożone bardzo równo. Na podłodze nie zauważyłam śladu kurzu, błota czy choćby wody, a na dworze była nieznośna chlapa i padał deszcz. Ponadto na terenie apteki było kilka krzesełek dla klientów i mały stoliczek, na którym leżały i ulotki informujące o aktualnych promocjach w aptece. Na wyposażeniu apteki znajdował się też aparat do pomiaru ciśnienia, z którego mogli korzystać klienci, oczywiście bezpłatnie. Znalazłam jeszcze jeden pozytywny aspekt tej apteki: była czynna przez cały dzień, od 8-ej rano do 21-ej. No i może jeszcze to, że przy okazji wizyty w aptece można tez zrobić zakupy w pobliskim markecie.
I znów na tapetę trafiają, pożal się Boże, "delikatesy" Piotr i Paweł. Zaczyna się kolejna wojna o butelki. Przez ostatnie kilkanaście tygodni na automacie do odkupu butelek wisiała kartka informujaca, że DZIŚ automat nieczynny. I zmiana - automat zniknął, natomiast ekspedientka odbierająca butelki w dziale monopolowym (na którą trzeba było czekać) zażądała paragonu!!! Na jakiej podstawie? - Kierownik kazał!!!
Kierownika nie było. na mocy postanowienia Kierownika musimy teraz kolekcjonowac paragony. To juz chyba było?
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.