Spojrzałam przez dużą szybę drzwi do wnętrza tego lokalu i zobaczyłam gabloty chłodnicze.
Trudne to nie było gdyż w środku jest jasno a i asortyment w tych że gablotach jest potraktowany mocnymi lampami i dodatkowo staranie i planowo wyeksponowany.
To sprawia że nawet nie wchodząc do środka wiemy chociażby pobieżnie co jest w ofercie.
Fajne choć niekonwencjonalne polaczenie sklepu rybnego gdzie kupimy ryby świeże, wędzone czy też już jako gotowe dania jak również owoce morza np. małże za 5 zł sztuka oraz baru z menu kartą również z darów rzek i mórz.
Przypomniałam sobie też że koleżanka prosiła mnie o poszukanie surowych szprotek na patelnie i choć szukam ich jż jakiś czas to jak do tej pory bez skutku.
Tak więc po owe szprotki i by chwilkę się ogrzać wchodzę do tego jak napisałam na wstępie Bistro i marketu pod jednym dachem i jednym szyldem.
Wnętrze robi na mnie bardzo dobre wrażenie, urzeka czymś co trudno ubrać w słowa co sprawia jednakże że od progu czujemy się tu dobrze.
Fakt panuj tu dość ostry rybny zapach, ale jeżeli tak to mogę ująć, każdy inny był by w takim miejscu dziwny i zastanawiający.
Pani sprzedawczyni przywitała się ze mną z uśmiechem.
A potem bez zniecierpliwienia odpowiadała na poje pytania.
Bo jak już weszłam to chciałam już dokładnie poznać chociażby na przyszłość w czym mogę wybierać.
Towar ma cenowe tabliczki. Ceny może nie niskie ale dobra rybka do tanich nie należy przecież.
Porozmawiałam, skosztowałam kotleta rybnego pokrojonego na kawałeczki do degustacji , nadziane na wykałaczki i ułożone na talerzu który stał na górze gabloty chłodniczej. Także był w taki sam sposób przygotowany łosoś i karp na spróbowanie.
Zerknęłam też na część bistro .
Stoliki miałam za plecami, stanowisko z daniami z menu nie co w głębi lokalu .
Jednak możemy liczyć ze kelnerka podejdzie do stolika kiedy przy nim zasiądziemy.
Przypadkiem wypadkiem znalazłam bardzo fajne miejsce które na pewno jeszcze nie raz i nie dwa odwiedzę.
Zwłaszcza że lubimy z rodzinką rybki które często goszczą u nas na stole czy jako składnik obiadowy kolacyjny czy też przekąska.
Lokalizacja pozwala nawet na to by do sklepu baru przyjechać specjalnie a nie tylko spontanicznie będąc akurat w okolicy.
W dniu 03.02.2012r. pojawiłam się w sklepie Pepco, który mieści się w budynku sieci Kaufland. Wejście było uporządkowane. Natychmiast skierowałam się do stoiska przy którym zauważyłam zastonki w beżowo-brązowym kolorze. Były śliczne. Przy kasie była jedna pani, na sali sprzedaży kręciły się dwie pracownice. Cały personel ubrany był w firmowe stroje-bluzy z napisem Pepco. Artykuły do dekoracji wnętrza znajdowały się na lewej ścianie i były ułożone kolorystycznie. W związku z tym, iż uwielbiam pomarańczowy kolor, wybrałam dwie poszewki na poduszki w tym tonie. W pewnym momencie zorientowałam się, iż słyszę "Radio Pepco". Przeszłam wszystkie alejki w celu zapoznania się z ofertą. W Pepco jest wiele pięknych i niedrogich rzeczy, które mieszczą się pod pojęciem wyposażenia domu (kuchni, pokoju, sypianli, łazienki...). Gdy chodziłam między alejkami, w pewnym momencie zauważyłam stojący regał z akcesoriami dnia Świętego Walentego. Ekspozycja była pięknie przygotowana: misie, podusie, wszystko czerwone, romantyczne. Cały sklep był uporządkowany. Gdy podeszłam do kasy nie było klientów. Pracownik przywitał mnie serdecznie i rozpoczął proces kasowania. Zapytał również czy życzę sobie zapakowania poszewek w reklamówkę. Po wydaniu reszty i paragonu, pracownik pożegnał mnie i zaprosił ponownie. Na pewno niebawem wrócę do sklepu sieci Pepco.
W dniu 02.02.2012r. postanowiłam odpocząć w Gdyni w hotelu Antares. Po dniu pracy pełnym emocji i stresu udałam się na ulicę Komandorską 59. Na parkingu było wolne miejsce, usytuowane najblizej wejścia do hotelu. Parking i chodnik był odsnieżony, natomiast tereny zielone pokryły się lekkim puchem. Wejście hotelu oraz wiatrołap był czysty. Drzwi i podłoga lśniła. Gdy pojawiłam się w drzwiach, recepcjonistka natychmiast wstała i ze szczerym uśmiechem powitała mnie serdecznie. Pracownik był ubrany w niebieską koszulę i posiadał identyfikator (Pani Dagmara). Podczas obsługi recepcjonistka zachowywała się profesjonalnie, pokazując wysoką kulturę osobistą, modelowała głosem, swoją postawą wskazywała pozytywne nastawienie do klienta. Podałam imię i nazwisko, po czym pracownik zapytał/stwierdził, że wcześniej korzystałam z usług hotelu. Otrzymałam klucz do pokoju numer 202. Pracownik zapytał czy bedę korzystała z internetu. Zapytałam od której godziny serwowane jest śniadanie. Pracownik odpowiedział, iż od godziny 6:30, życzył miłego pobytu i dobrej nocy. Hol, teren koło recepcji, podłoga, pulpit był uporzadkowany. Podeszłam do windy, która natychmiast otworzyła drzwi przede mną. Wewnątrz było bardzo czysto: wykładzina, lustro, ściany. Na holu drugiego pietra również było niemalże sterylnie. Weszłam do środka. W pokoju było zbyt zimno jak na pogodę panujacą na zewnątrz. Rozkręciłam grzejnik mieszczący się pod oknem na ścianie i w łazience. Dość szybko zrobiło się ciepło. W łazience był dostępny papier toaletowy, dwa mydełka i dwie małe buteleczki szamponu do włosów oraz suszarka do włosów i dwa ręczniki do ciała, a także jeden pod nogi. Pod prysznicem była ciepła woda. W pokoju i łazience panował porzadek i było czysto. Na biurku znajdowały się dwie butelki wody mineralnej: gazowanej i niegazowanej. Wchodząc rano do łazienki poczułam nieprzyjemny chłód-grzejnik był prawie zimny. Szybko się ubrałam i postanowiłam iść na śniadanie. Aby wejść do restauracji trzeba przejść obok recepcji. Tam znajdowały się diwe pracownice, które rozmawiały na tematy służbowe i były ubrane w stroje firmowe. Na mój widok, niemalże chórkiem powiedziały: dzień dobry. W restauracji były dwie pracownice ubrane w różowe bluzki polo na krótki rękaw oraz długie brązowe fartuszki (krótkie, ciemne włosy). Obie panie były zajęte rozmową na temat innej pracownicy. Rozmowa była w tonie negatywnym i wywoływała u Pań wiele emocji. Zostałam zauważona po kilku minutach, gdy zapytałam czy będzie jajecznica. Pani dość oschle, w niezbyt miłym tonie odpowiedziaa mi: zaraz! Podałam numer mojego pokoju i zaczełam konpletować śniadanie. Produkty były ułożone na zasadzie stołu szwedzkiego. Wszystko było bardzo smaczne i świeże. Panie były tak zajęte kontynuacją rozmowy, że na salę wyszła pani kucharka, w celu uzupełnienia wędlin i serów. Gdy pojawiłam się w recepcji z powodu wyjazdu, pracownik (Pani Agnieszka) sprawdziła, iż płatność zostanie uiszczona na zasadzie przelewu, podziekowała mi za pobyt i życzyła miłego dnia. Uważam, iż kierownictwo hotelu powinno zastanowić się nad obcinaniem kosztów ciepła, co raczej jest kosztem zdrowia gości. Poza tym Panie z restauracji powinny zaliczyć kurs profesjonalnej obsługi klienta. Cena za dobę jest przystępna, ponieważ hotel nie pobiera opłaty za parking.
01.02.2012r. po całym dniu pracy, wróciłam do hotelu. To była druga doba pobytu w Meduzie. W recepcji była pracownica, która rano przyjmowała ode mnie klucz. Powitała mnie słowami: Dzień dobry i natychmiast podała klucz z numerem 17. Na holu hotelu paliło się w kominku, co stwarzało cudowną atmosferę. Usiadłam na chwilę na kanapie usytuowanej przy palenisku, skierowałam twarz do kominka i zamknęłam oczy. To była najprzyjemniejsza chwila tego dnia. Weszłam do pokoju, w którym było bardzo ciepło. Zauważyłam, iż pokój został posprzątany podczas mojej nieobecności: pościelone łóżko, złożona koszulka do spania, brak śmieci, nowe ręczniki. Przypomniałam sobie, iż rano wyjeżdżam koło godziny 7:00. Postanowiłam zamówić suchy prowiant, gdyż śniadanie miało być podane od 7:30. Zadzwoniłam do recepcji. Pracownik bardzo uprzejmie potwierdził, że złoży zamówienie w kuchni oraz życzył dobrej nocy. Rano wstałam o 6:00. Gdy pojawiłam się w recepcji, znajdował się tam inny pracownik. Pani była ubrana w białą bluzkę i marynarkę. Powiedziała uprzejmie : dzień dobry i zapytała czy ja jestem z pokoju numer 17, ponieważ czeka na mnie suchy prowiant. Oddałam klucz, otrzymałam pakunek od pracownika, który podziękował mi za pobyt i życzył miłego dnia. Zapytałam recepcjonistkę o pogodę i wyszłam do samochodu. Jadąc otworzyłam pakunek w celu sprawdzenia zawartości. Okazało się, iż w reklamówce były: trzy kanapki z szynką i serem żółtym, jabłko, pomidor, pomarańcza, jogurt naturalny i jogurt truskawkowy. Jedzonko było dobre, ale reklamówka nie wygladała estetycznie. Proponuję aby hotel zaopatrzył się w papierowe pudełka, w które można zapakować prowiant dla gości, którzy wyjeżdżają wcześnie rano (może być z nadrukiem reklamy hotelu). Cały pobyt oceniam pozytywnie. Wśród niewielu hoteli, w których czuję się wspaniale, bezpiecznie i odpoczywam jest właśnie hotel Meduza, który w lato, wiosnę, jesień czy zimę jest zawsze zadbany i ma wielki urok. Poza tym cena za pokój jest bardzo przystępna (jak na tak piękny hotel).
Generalnie ok. Ale od strony zaplecza dość pora ilość drobnych śmieci. Artykuły łatwo dostępne. Brak jednak reklamówek na stosiku z pieczywem i warzywami i owocami. Rażąca ilość kartonów zaraz przy stosiku z pieczywem. Dodam że do magazynu były dosłownie, sprawdzone przeze mnie, dwa kroki. Co najbardziej mnie zirytowało to długa kolejka do kasy. Byłem 5 a dodatkowa kasa została uruchomiona dopiero gdy za mną pojawiło się kolejne kilka osób.
Zrobiłam wielkie zakupy w markecie i miałam w obu rękach dwie wielkie torby, a musiałam jeszcze kupić gazetę codzienną z programem telewizyjnym i najnowszymi informacjami z regionu. Weszłam do kiosku, na szczęście potrzebna mi gazeta znajdowała się przy samym wejściu. Był tam zresztą ułożony cały stos gazet i to w taki sposób, że nie spadała reszta, gdy jedną z góry się zdjęło. Miałam wrażenie, że to specjalnie dla mnie, bo naprawdę nie miałam już trzeciej ręki, by je złapać w razie czego. W ogóle na pozostałych półkach było podobnie, ładnie, równo ułożone gazety, zero jakiegoś kurzu czy innych podobnych rzeczy. No i bardzo duże zaopatrzenie, nie tylko w prasę codzienną, ale też w czasopisma różnego rodzaju. Wyjątkowo miła była dla mnie ekspedientka, która nie żądała podania gazety, tylko nachyliła się nad ladą i zeskanowała gazetę, którą ja trzymałam niemal pod pachą, bo nie miałam innej możliwości. Poczekała nawet cierpliwie, podczas gdy ja starałam się uwolnić mój portfel z torebki i znaleźć jakieś drobne. Trwało to trochę, ale wyszperałam z portfela całe 2,20 zł i zapłaciłam za gazetę. Pani ekspedientka była bardzo zadowolona, że zapłaciłam jej drobnym, bo zawsze ma problem z wydawaniem, a w ten sposób udało mi się jej trochę pomóc. Podziękowała mi szczerze za te drobniaki, tzn. kilka dziesięciogroszówek i dwudziestogroszówek i bardzo miło mnie pożegnała.
Przy okazji odwiedzania sklepu odzieżowego wpadłam też do sąsiadującego obok sklepu z torebkami. Sklep wyraźnie zachęcał do wejścia, bo już przed wejściem do niego ustawionych było kilka wieszaków z torbami i torbeczkami. Kiedy weszłam do sklepu poczułam się jak w eleganckiej i wytwornej galerii. Wszędzie unosił się zapach skórzanych torebek, co nie oznacza oczywiście, że tylko takie tam były dostępne. Sklep jest jak najbardziej dla normalnych ludzi, to znaczy z normalnymi, przystępnymi cenami. Muszę przyznać, że sklep jest bardzo zaopatrzony. W asortymencie sklepu dostępne były malutkie torebeczki wieczorowe, z długim paskiem lub z łańcuszkiem, większe torebki, zarówno eleganckie z materiału imitującego skórę, jak i sportowe w różnych rozmiarach i fasonach. Dostępne też były wspomniane torebki z prawdziwej skóry, ich cena była zdecydowanie najwyższa z wszystkich dostępnych. Bardzo spodobał mi się sposób ułożenia towarów, wszystkie torebki były podzielone kategoriami na małe, większe, największe, ale też ze względu na materiał z jakiego uszyto torebkę. Dodatkowo każda z nich była ustawiona na półce tak, że prawie nie dotykała sąsiadujących z nią toreb. Każdą można było bez problemu obejrzeć bez obaw, że którąś się strąci lub przewróci. Każda półka lśniła czystością, podobnie jak cały sklep, nawet podłoga była czysta. W ofercie sklepu dostępne były też torby podróżne, bagażowe i małe plecaki. Takie torby kosztowały około 100 zł, w zależności od rozmiaru czy użyto materiału. Ale oczywiście za 300 zł też można było kupić torbę podróżną. Najmniejsze dostępne torebeczki były w cenach 30 zł i wyżej, zależało to od tego jak bardzo fikuśna i z jakiego materiału była zrobiona. Większe, normalne torebki były w cenach 45 zł- 120 zł. Moim zdaniem każdy coś by tam znalazł dla siebie odpowiedniego. Niestety ekspedientka była osobą, która wyraźnie psuła wizerunek sklepu. Kiedy weszłam w ogóle nie zwróciła na mnie uwagi, czytała sobie gazetę przez cały czas jak oglądałam torebki. Nie miła najmniejszego zamiaru zachęcić mnie do zakupu, czy pomóc w wyborze jakiegoś towaru. I to był główny powód mojego szybkiego wyjścia z tego sklepu.
W Lotto była akurat kumulacja 21 milionów, więc i ja postanowiłam spróbować swojego szczęścia. Wybrałam się akurat na zakupy, a kiosk lotka znajduje się w pasażu marketu, więc miałam bardzo po drodze. Od razu po wejściu do marketu zauważyłam długą kolejkę ustawiającą się do kasy przy toto lotku, ale wcale mnie to nie zraziło. Gdy podeszłam bliżej zobaczyłam, że każdy obstawia swoją „szczęśliwą szóstkę”, a w miejscu, gdzie ułożone były kupony losowe po prostu nie było gdzie nawet igły wetknąć. Kuponów co prawda było bardzo dużo, wszystkie były ładnie ułożone w pudełeczku, ale niestety nie było już dostępnych ołóweczków do wypełniania tychże kuponów. Klienci jeden od drugiego wydzierali sobie pisaki i własnoręcznie wypełniali kupony totka. Zdecydowałam, że nie chcę brać udziału w wojnie o ołówki i postanowiłam zagrać na „chybił-trafił”. Ustawiłam się w kolejce do kasy, co też nie było proste, bo pomieszczenie totka jest bardzo małe, a klientów jak już wcześniej wspomniałam było wielu. Jednak nawet się nie obejrzałam, a już ekspedientka poprosiła mnie do kasy. Stałam w kolejce maksymalnie minutę, po prostu byłam w szoku. Pani obsługująca klientów była już wyraźnie zmęczona tym nagłym nawałem maniaków lotto, ale nie dawała tego po sobie poznać. Bardzo chętnie obsługiwała wszystkich klientów po kolei, co więcej robiła to zdecydowanie i szybko. Zadziwiała mnie swoją sprawnością i szybkością obsługiwania maszyny lotto, miała już taką wprawę, że nawet nie patrzyła na maszynę. Po prostu obsługiwała ją na pamięć. W bardzo miły sposób podała mi mój kupon, ja zaś zapłaciłam za niego 3 zł, z równoczesną nadzieją, że maszyna wylosowała mi szczęśliwą szóstkę!
Udałam się do sklepu Zara w nowo otwartym C.H. Kaskada w celu reklamacji butów, problem polegał na tym że nie posiałam za nie paragonu ani żadnego innego dowodu zapłaty, jednak wcześniej słyszałam że w sieci inditex jest możliwość reklamacji produktu na który nie ma się paragonu bez możliwości zwrotu gotówki.
Kiedy podeszłam do kasy to też właśnie potwierdziła mi ekspedientka
i po chwili podeszła do mnie druga równie miła pani i wytłumaczyła całkowicie zasady takiej reklamacji,po czym zaczęła wypełniać formularz "Zgłoszenia niezgodności towaru z umową".
Cały proces przebiegł bardzo sprawnie,obydwie panie były bardzo miłe, żadna z nich nie próbowała mnie zniechęcić do reklamacji ani też nie szukała "dziury w całym", a zasady zostały jasno przedstawione na samym początku.
Polecam
Sklep znajduje się w pasażu marketu Kaufland, a dokładnie naprzeciwko kas marketu. Dla sklepu jest to zdecydowany plus, gdyż klienci odchodzący od kasy mają na wprost swojego wzroku wystawę sklepu, która zachęca do wejścia. Na witrynie sklepowej ustawione są manekiny, ubrane w najnowsze i najmodniejsze ubrania w tym sezonie. Poza tym jest kilka plakatów informujących o aktualnych promocjach i wyprzedażach. I właśnie ta witryna i informacje w niej zawarte skłoniły mnie do wejścia i przejrzenia towarów. Sklepik ma małą powierzchnię, ale za to dość duży asortyment. Na pierwszy rzut oka wydaje się całkiem przyjemny i przystępny, wieszaki z ubraniami umieszczone są na trzech ścianach bocznych, zaś pośrodku pomieszczenia ustawione są dwa wielkie kosze z torebkami. Jeśli chodzi o czystość w sklepie, to nie było z tym większego problemu, podłoga była czysta, a szklana witryna też błyszczała z daleka. W wymienionych koszach znalazłam naprawdę duży wybór tych towarów, począwszy od malutkich torebeczek, przez większe materiałowe, na sztucznej skórze kończąc. Torebki były naprawdę fajne i w całkiem przystępnych cenach, od 35 zł do 45 zł. Była to oczywiście część sklepu z przecenami. Nie spodobał mi się tylko sposób ułożenia tych torebek, wszystkie były luźno wrzucone do koszy, wyraźnie było widać, że dawno nikt ich tam nie ustawiał. Moim zdaniem takie rozrzucenie ich po koszach było wyraźnym efektem działania klientów, po prostu podczas przeglądania każdy odkładał je nie tak jak było ustawione poprzednio i dlatego tak to wszystko wyglądało. Co do ubrań wyeksponowanych na wieszakach sytuacja wyglądała podobnie. Było ich przede wszystkim bardzo dużo, wieszaki z ubraniami wyraźnie nie mieściły się na drążkach i strasznie trudno było wyciągnąć pojedynczy wieszak z tego tłoku. Kolekcja ubrań wystawiona w witrynie sklepowej wyraźnie mówiła o najnowszych trendach, a tymczasem podczas przeglądania ubrań wywieszonych już w sklepie zauważyłam, że większość to cienkie bluzeczki i krótkie spodenki z tamtego sezonu. Co prawda były trochę po przeceniane, bo ceny tych ubrań wahały się w granicach 20 zł- 30 zł, no ale było to niejako okłamywanie klienta. Reszta rzeczy na wieszakach też nie wzbudziła we mnie jakiegoś wielkiego zachwytu. Najtańsza bluzka bawełniana czy to z krótkim czy z długim rękawem kosztowała 45 zł i jak dobrze zauważyłam były to najtańsze towary w tym sklepie, oczywiście z wyjątkiem tych letnich z przeceny. Jedyną rzeczą jaka mi się naprawdę spodobała i była w dość niskiej cenie według mnie, to były eleganckie spodnie z kantem. W ten produkt sklep był akurat bardzo dobrze zaopatrzony, na wieszaku znalazłam mnóstwo różnych fasonów spodni szytych z różnych materiałów. A przede wszystkim kosztowały 45 zł i moim zdaniem jest to naprawdę tanio, w porównaniu do innych sklepów, gdzie takie spodnie kupuje się za minimum 70 zł. Jeszcze jedna ważna uwaga dotycząca obsługi tego sklepu, a raczej jej braku. Kiedy weszłam pani stojąca za ladą spojrzała na mnie tylko kątem oka, bo akurat była zajęta rozmową ze znajomymi... Przez cały czas mojego pobytu w sklepie rozmawiała sobie, ale też przez cały czas obserwowała klientów. Nie wiem tylko czy sprawdzała, czy ktoś ma zamiar coś ukraść czy po prostu obserwowała, któremu klientowi może zaproponować pomoc w zakupach. Wyglądała na miłą i pomocną ekspedientkę, ale nigdy nic nie wiadomo. I jeszcze jedna istotna rzecz: ten sklep posiada tylko asortyment dla pań. Żaden mężczyzna ani dziecko nie znajdzie tam dla siebie ubrania.
Postanowiłam pójść do Kauflandu, bo w reklamie, którą znalazłam w swojej skrzynce pocztowej było mnóstwo fajnych przecen. Szczególnie zainteresowały mnie produkty przemysłowe, więc postanowiłam, że pójdę, zobaczę, przeanalizuję no i może kupię coś ciekawego. Poszłam do sklepu dopiero koło południa, ale i tak natrafiłam na spory tłok w sklepie. Klientów było bardzo dużo, ale większość była skupiona na działach spożywczych. Z wielką radością ominęłam zatłoczone działy i skierowałam się od razu do działu z towarami przemysłowymi. Zaczęłam szukać zamieszczonego w reklamie kosza na bieliznę z pokrywą, ale niestety nie udało mi się go znaleźć. Kosz miał być w dwóch różnych rozmiarach i formach, jeden miał być normalnie ustawny, a drugi narożny. W dodatku miał być przeceniony z 29,99 zł na 23,99 zł. Nawet nie miałam się kogo zapytać czy w ogóle były te kosze czy są w jakimś innym miejscu, bo w tym rejonie sklepu nie było nikogo z obsługi sklepu. Raczej nie sądzę, by wszystkie były już wykupione, bo był to dopiero drugi dzień promocji. Zaczęłam szukać pozostałych produktów z reklamy, które mnie zainteresowały i nawet kilka z nich udało mi się znaleźć. Znalazłam na przykład bardzo fajną suszarkę na bieliznę, która miała składane części i trzy poziomy suszenia. Suszarka miała cztery kółeczka dzięki czemu można było przesuwać ją bez problemu w dowolne miejsce. Była dość wysoka bo miała aż 131 cm, a ponadto miała szerokość rzędu 70 cm. Ja na promocję była dość droga, bo kosztowała 69,90 zł, ale i tak był na nią spory popyt. Klinci bardzo często przechodząc przez ten dział oglądali suszarki i mniej więcej co drugi z nich decydował się na jej zakup. Ja się nie zdecydowałam na nią, mimo że bardzo mi przypadła do gustu, jednak oferowana cena była stanowczo za wysoka. Za to skierowałam swoją uwagę na stojące obok kosze wiklinowe w różnych rozmiarach, fasonach no i oczywiście cenach. Kosze były w cenach 24,99 zł i 14,99 zł, ale mnie najbardziej spodobał się kosz o wymiarach 48 cm/35 cm. Koszyczek ten świetnie nadawał się na szybkie zakupy, był dość pojemny i bardzo poręczny. W środku wyłożony był wkładką tekstylną, którą można było zdjąć i uprać w pralce, gdyby się zabrudziła. Pomyślałam sobie, że jeszcze się zastanowię nad tym koszykiem i poszłam dalej szukać kolejnych promocji. Traf chciał, że udało mi się znaleźć ekstra kubki termiczne świetnie nadające się na okres zimowy, a zwłaszcza na teraz, gdy panują wielkie mrozy. Kubki wykonane były ze stali nierdzewnej, miały pojemność 400 ml, więc wcale nie taka małą i były dostępne w co najmniej sześciu kolorach, m.in. fioletowym i zielonym. Kosztowały też dość dużo, bo 12,99 zł, ale popyt na nie wcale nie był mniejszy od tego na suszarki. Na półce zostało już bardzo mało sztuk, a tabliczka obok głosiła, że jest to produkt dostępny tylko do wyczerpania zapasów. Nie wiem jak to się stało, ale pomimo braku personelu na sklepie, na półkach z promocjami panował idealny porządek. Zazwyczaj w czasie takich promocji wśród produktów na półkach panuje chaos nie do ogarnięcia. Może klienci tym razem byli bardziej uważni i nie pozostawiali po sobie zbyt wielu śladów działalności... A odnośnie śladów, to nie dostrzegłam żadnych ani na półkach, ani na terenie całego sklepu. Mówię oczywiście o śladach kurzu, brudu i nieczystości. Stwierdziłam, że wystarczy tych zakupów promocyjnych, wróciłam do koszy wiklinowych, wzięłam ten, który spodobał mi się najbardziej i udałam się do kasy. Nie było łatwo trafić a kasę, przy której nie byłoby długiej kolejki, więc stanęłam w pierwszym lepszym ogonku. Ogólnie kas było otwartych około pięciu, ale moim zdaniem na tak ogromną liczbę klientów powinno być ich otwartych znacznie więcej, a najlepiej wszystkie. Co prawda miałam tylko jedną rzecz i mogłam wepchnąć się w kolejkę, ale nie jest to w moim stylu, a poza tym nie spieszyło mi się zbytnio. Spokojnie czekałam sobie między klientami, którzy mieli pełne wózki zakupów. Kiedy udało mi się w końcu podejść do kasy położyłam swój zakup na taśmie i czekałam, aż pani przede mną z wielkim stosem zakupów upora się z nimi. Za mną stał pan, który też miał bardzo dużo zakupów i już zaczął je wykładać na taśmę. Kiedy mój koszyk dojechała na taśmie do kasjerki, ta niewiele myśląc dosunęła go pozostałych zakupów tego pana, który stał za mną. Zdziwiło mnie strasznie to zachowanie kasjerki, ale odezwałam się dopiero gdy zaczęła nabijać na kasę wszystkie produkty po kolei. Pani kasjerka była pewna, że wszystkie te produkty są moje, choć wyraźnie było widać, że ja i ten pan stoimy osobno. Gdy się odezwałam spojrzała na mnie z dziwna miną, nieuprzejmie stwierdzając, że nie wiedziała o tym... Po jej aroganckim zachowaniu miałam wrażenie, że przychodząc do marketu trzeba kupić nie tylko jedną rzecz, ale zdecydowanie więcej produktów. Kasjerka już nie odpowiedziała na koniec do widzenia, powiedziała tylko niemile proszę podając mi resztę i na tym zakończyła się moja wizyta w tym sklepie.
Gabinet dobrze oznakowany, łatwo trafić. Poczekalnia zmiejscami do siedzenia. W trakcie audytu - byłem jedynym czekającym w poczekalni (w gabinecie był pacjent). czas oczekiwania - minut. Po wyjsciu klienta Pan B. (w białym fartuchu) wyszedł do poczekalni, przywitał się ("dzień dobry") zaprosił do gabinetu. Zapytał, w czym może pomóc. Po przedstawieniu przeze mnie dolegliwości czworonoga, lekarz położył psa na stole. Rozpoczął badanie. Wyglądało to na badanie całościowe(fachowość). Badając mówił co sprawdza. Po badaniu postawił diagnozę. Powiedział, z czego ona wynika. zaproponował zrobienie zastrzyku. Zrobił to szybko i sprawnie. Zaprosił na kontrolna wizytyę za kilka dni. cena usługi-przystępna. Informacja o chorobie i sposobie leczenia (dieta)- pełna. Gabinet czysty, porządek, sprawna obsługa, Pan doktor kontaktowy.
Dużym minusem po wejściu do sklepu był brak koszyków "podręcznych". Dopiero po ok 3 minutach udało mi się zdobyć koszyk i mogłem przejść do zakupów. Pieczywo: trafiłem akurat na "donoszenie" pieczywa. Dwóch panów donosiło w koszach bułki/chleby, było ciasno, ale Panowie uprzejmie czekali aż klienci przejdą i z uśmiechem pracowali. Poproszono mnie, abym nie brał bułek ze standardowego miejsca, tylko pobrał z kosza. Pozostałe zakupy spokojnie przebiegły. Na koniec kolejka do kas, klientów było sporo, wszystkie kasy obsadzone, wszystko przebiegało sprawnie. W kasie uprzejmy Pan: (dzień dobry, dziękuję, zapraszam ponownie). Biorąc pod uwagę ilość ludzi - całość przebiegła szybko i bez zbędnych napięć. Końcowa ocena 5.
dobre oznakowanie gabinetu, łatwo tam trafić, poczekalnia z miejscami do siedzenia, byłej pierwszą osobą w kolejce ze swoim czworonogiem,
czkałem 5 minut na swoją kolejkę, Pan Jerzy B. po wyjsciu "pacjenta" wyszedł do poczekalni, powiedział "dzień dobry" poprosił nas go gabinetu, w gabiniecie zapytał w czym może pomóc. Po przedstawieniu przez mnie sprawy położył zwierzaka na stole i zaczął badać. Badanie wyglądało na fachowe. W trakcie badania poinformował mnie do przyczynie dolegliwości zwierzaka. Wykonał zastrzyk wyjasniając co podaje zwierzęciu i w jakim celu. Na kartce zapisał co podawać psu do jedzenia i kiedy stawic się na wiztytę kontrolną. Pan weterynarz ubrany jest w biały fartuch, do mnie zwracał się bardzo uprzejmie, z rozmowy i podejścia do zwierzęcia wywnioskowałem, że posiada wedzę w swojej dziedzinie. Wizyta przebiega szybki, cena usługi - przystąpn. Wygląd gabinetu - czysto, przyjazne miejsce.
Śpieszyłam się dziś rano potwornie, więc kiedy zapaliła się kontrolka braku benzyny, ręce mi opadły, głównie dlatego, że mam spory problem z otwieraniem i zamykaniem baku. Trafiłam na szczęście na stacje pełna pomocnych i bardzo uprzejmych ludzi. Kiedy weszłam na stacje na szczęście był tylko jeden klient obsługiwany przez panią za ladą, zwróciłam się więc o pomoc w tankowaniu do pana. Bez problemu ubrał kurtkę i poszedł zatankować moje auto za kwotę, którą mu podałam a następnie przyniósł mi klucze. W tym czasie pani ekspedientka mnie skasowała, pytając się standardowo o fakturę i kartę na punkty. Kiedy powiedziałam, że się spieszę bez zbędnych ceregieli podała mi kartę i paragon. NA stacji jak i w jej okolicy jest bardzo czysto. Pomijając gigantyczne w ostatnim czasie ceny benzyny polecam tę stację.
Po wizycie w Warce mam mieszane uczucia. Z jednej strony przesympatyczna kelnerka, która z uśmiechem podchodzi do klienta i koncentruje swoją uwagę tylko na nim, dobre zimne piwo i fajny klimat na spotkanie z kolegami. Z drugiej strony dość długi czas przygotowywania jedzenia, które mimo pozytywnych ocen przez obsługę wcale nie jest takie fantastyczne. Z poleconych żeberek bardzo zadowolony był mój kolega, jednak zamówiona przeze mnie golonka wcale nie była rewelacyjna, dość przeciętna jak na jej cenę. Zdecydowanie lepsze od jedzenia jest zimne piwo serwowane w lokalu. W pubie jest dość dużo telewizorów, na których wyświetlane są kanały sportowe. Warka to fajny lokal dla grupy znajomych, którzy chcą obejrzeć we wspólnym gronie mecz, napić się piwa i coś przekąsić. W lokalu panuje porządek, stoliki są czyste a toaleta pachnąca. Ogólnie lokal godny polecenia.
Od mojej ostatniej wizyty w Fermencie niewiele się tam zmieniło. Poza nowymi pracownikami nie zauważyłem żadnej innej zmiany. Pracownicy nadal częściej przebywają na zapleczu a klienci nadal muszą łaskawie czekać aż ktoś pojawi się za barem. Nalewanie piwa przeciąga się niemiłosiernie ponieważ panie barmanki mają ogromne problemy z obsługą nalewaka. W lokalu panuje dość specyficzny klimat, jest potwornie głośno i dość zimno. Ceny produktów jak na centrum miasta nie należą do najwyższych jednak atrakcyjnymi nazwać ich nie można. Poprzepalane sofy i niezbyt czyste toalety nie sprawiają dobrego wrażenia. Lokal nie nadaje się na dłuższe spotkanie a raczej na "jedną kolejkę na rozgrzewkę" a następnie zmianę lokalu.
Matras to dwupiętrowa księgarnia z ogromnym wyborem książek. Znajdziemy tutaj literaturę z każdej dziedziny. Zaczynając od książek dla dzieci i komiksów po albumach i książkach dla specjalistów kończąc. Wiele książek jest do kupienia w atrakcyjnych i dobrze oznaczonych promocjach. Przemiły personel potrafi doradzić, ciekawie opowiedzieć o książce i zachęcić do zakupu. Panie w księgarni są uśmiechnięte i bardzo miłe. Za zakupy można zapłacić kartą płatniczą, jest także czytnik na płatności bezdotykowe co znacznie przyśpiesza obsługę klientów, która i tak idzie sprawnie. Poza książkami znajdziemy tutaj gry planszowe dla każdej z grup wiekowych. W księgarni panuje porządek i ład. Mimo ogromnej przestrzeni nigdzie nie widać niepotrzebnych papierków czy kurzu. Świetne miejsce dla miłośników czytania.
W komisie sympatyczny starszy człowiek. Byłem mile zaskoczony, bo przy temperaturze -18 stopni nie robił problemów z uruchomieniem oglądanego auta. Nawet pomimo wyładowanego akumulatora. auto uruchomił na kable, pozwolił na jazdę testową. Cierpliwie odpowiadał na pytania. Zadeklarował udostępnienie nr VIN w celu sprawdzenia historii samochodu. Jak w każdym komisie słabe warunki i wygląd zabudowań.
Wizyta w sprawie uzgodnienia naprawy pokolizyjnej samochodu. Pracownicy niezwłocznie obejrzeli auto, udzielili wszelkich informacji. Zaproponowali, że załatwią wszystkie formalności związane z likwidacją szkody w towarzystwie ubezpieczeniowym. Jedyny mankament to zaproponowany zbyt długi termin naprawy uszkodzeń - tydzień roboczy. Sam wygląd stacji obsługi także mógłby być lepszy.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.