Salon Swiss w centrum handlowym Manufaktura mieści się w średniej wielkości lokalu, mimo to jest bardzo dobrze zaopatrzony. Swiss oferuje eleganckie i modne zegarki znanych producentów, takich jak: Machael Kors, Tissot, Citizen, Hugo Boss, CK, Dolce & Gabbana, Diesel, Swatch, Timex i Tommy Hilfiger.Firmy świadcząo jakości zegarków. Mimo,że sklep mieści ze w malutkim:)lokaliku jest starannie utrzymany, szyby czyste. Towar łądnie poukladany. Nie ma oznak,że ktoś kiedyś coś przesuwał ogladał. Obslugiwała młoda dziewczyna,ktra na moje oko miała 25-29 lat. Uprzejma i życzliwa dlaklientów. zauważyłam zjakwielką starannościa i życzliwościa obsługiwałą młodego chlopaka,który jest z serii fura skóra i komóra. Przyszedł zaszpanowac! Aledziewzyna sobi eporadziłą. Pewnie gdyby w sklepei nie było wiecej klientów chlopak mialby odwagena brutalniejsze gezty/
Sklepznanej firmy Jubilerskiej. Ze takpowiem wszedzie APART, nawert jak sie otworzy lodówkę widzi sie APART. Ale poniewaz moje dziecie to dziewczynak ,lubi świecidełak poogladalyśmy wystawę zkażdej strony i weszłyśmy do środka.Obsługa ładnie ubrana, w sklepie czysto, jedna pani właśnie przecierała wszystkie szklane powierzchnie. zaraz po wejściu zostałem miło przywitany przez inną Panią i zapytany czego poszukuję.... oczytwiści epowiedizalyśmy ze szukamy piersciona zaręczynowego dla młodej damy... PAnmi uśmiechnela sie życzliwie... i poszladalej- wiedział,że to żart.Przygladałm sie obsłudze jednego z klientów. Zostal obsluzony perfekcyjnie.Wybral piersionek,zapłaci.Po zaplaceniu oprócz opakowania mógl jeszcze raz sprawdzić czy zapłącił za to co wybrał. mega pozytyw!! Eh... mam nadzieję,że moja córkabędzie maial możliwośc kunabizuterii właśnie tu!
Sklep firmowy oferujący odzież, buty i dodatki marki Zara. Asortyment oferowany w sklepie: Dział Damski, Dział Męski - dla mężczyzn ubierających się zarówno sportowo, jak i klasycznie. Dział Dziecięcy. Dział damski podzielony jest na trzy pododdziały: Woman - kolekcja skierowana do kobiet lubiących szyk i elegancje za dobrą cenę, Basic, TRF ( młodzieżowy ) - gama różnych stylów skierowana dla energicznych dziewcząt lubiących bawić się modą i kolorami.. Aleltowie kazdy, ktokiedyt kolwiek tam sie zjawił. Dodam ,że w zarze imponuje mifaktiż wszystkie ubrania pouklądane są nie tylko rozmiarówkąale i kolorami. Co do obsługi-jedna z najlpeszych jaką spotkała. Nie natrętna ale obserwujaca kiedy może podejśc z pomocą..... Umieją doradzić podejść klienta tak aby czuł sie naprawdę ważny i wyjątkowy.
Endo jest polską marką dla dzieci. W ofercie ubranka dla dzieci i niemowlaków orazi książki dla dzieci.
Projekty plastyczne dla marki Endo przygotowują Jan Młodożeniec, Anna Ładecka, Monika Hanulak, Kacper Dudka. Projekty dopełnione niebanalnymi i wieloznacznymi tekstami m.in. Małgorzaty Strzałkowskiej są jednoznacznie identyfikowalnym elementem marki Endo.
sklep mały ale śliczniutki.Pzrypominaja mi sie od razu czasy keidy moje dziecie było malutkie.... Obsługa widać ze profesjonalnie przygotowana do obsługi klientów. Niestety rozmairówka jak dlamnie konczy sie na przedszkolakach? Zresztą moja prawie nastolatak chyba dziwnie by sie czulaw różowych ubrankach z misiem.Obsługa miło żegna i wita a raczej odwrotnie..polecam
SMYK jest unikalnym sklepem, w którym można znaleźć „wszystko dla dziecka pod jednym dachem”. Sklep SMYK oferuje szeroki wybór zabawek, artykułów szkolnych, książek, multimediów, akcesoriów dla niemowląt oraz odzieży i obuwia dla dzieci w wieku 0-14 lat. Aleto wiemy wszyscy.. reklama dziwgnią handlu. W Manufakturze sklep dziala na 2 poziomach. poziom pierwszy był kiedys tylko i wylacznie z odizeża, bieliezną i butami, dzis pojawiły sie tam też zabawki... eh nie fajnie. Widaćze szefostwo na czas gorączkowych zakupów świątecznych zwiększyło ilośćobsługi bo jest ich tam zdecyudowanie wiecej niż w zwykły dzień np w czerwcu. Mnóstwo oklientów, ale i też mnóstwo obsługi chcącej pomóc ,jak najlepiej doradzić. Jedyny minus... za waskie przejścia między regałami... idąc w zimowym stroju...zrzuca sie towar z pólek...
Przyszłam ze znajomym do tego muzeum w celu obejrzenia wystawy o Egipcie. W wejściu przywitała nas pani, która wskazala nam kierunek do szatni, z której każdy korzysta sam. Są tam szafki zamykane na kluczyki i toalety. Potem zaczynało się zwiedzanie. Każda sala miała inny temat. Było oczywiście o Egipcie, ale także o początkach państwa polskiego, gdzie można się było zaopatrzyć w kartę z informacjami. trzeba ją było oddać po obejrzeniu. Po ich ilości stwierdzilam, że nie każdy oddał. Dzieci miały frajdę, bo można było pobawić się dawnymi zabawkami i odkopać kościotrupa z piasku. Można wysłuchać informacji w formie audio, ale trzeba wrócić po nie do kasy. Nie każdemu się chce, więc dobrze, by taka informacja wisiała też na dole. Potem przeszliśmy do sali o szachach, gdzie można było zagrać partyjkę na trzech różnych modelach figur, np. dużych, które robiły także za doniczki z kwiatkami. Wspaniałe uczucie. Przy kasach zaopatrzyliśmy się w darmowe prospekty o Poznaniu, także w języku angielskim.
W salonie prasowym planowałam kupić rzeczony numer "Zakątka zwierzątek" tłum niemilosierny- aha dzisiaj jest kumulacja w DL i ten cały tłum skladał sie na wygraną. Rzoumiem. Zatem mialam czas aby się porozglądać po salonie. Prasa ladnie poukładana. osobno gazetki dla pań,panów,rodziców, dzieci. brukowce... itd. Połeczki koło lady sprzedażowej też wporzadku.Obnsługieały dwieosoby.... Przyznamżemimo tłoku i co poniektórych osóbb bardzo marudnych szłoszybnko i sprawnie. I za towielki plusik.
W sprzedaży znajduje się prasa, czasopisma, książki i inne wydawnictwa polskie i zagraniczne. Można również kupić płyty CD, gry i programy komputerowe, artykuły piśmiennicze, zabawki i inne. Sklep bardzo dobrze wyposażony. Posiada szeroki wybór książek zróżnicowanych tematycznie. Salon znajduje się na dwóch piętrach centrum Manufaktura. Na dole akcesoria papiernicze płyty ,gry, gadżety typu korlailki. Niestety zauważyłam brak obsługi na dole przy kasie a także potem na górze w biletowni. Ogólnie dziś był jakiś bałagan wszyscy biegali , jakby czegoś szukali. Szukałam gazetki dla córki „Zakątek zwierzątek ” ale w bałaganie jaki był w gazetkach dziecięcych niestety nie udało mi się jej znaleźć. Nie pomogły tez dwie osoby z obsługi… czyżby pracowały pierwszy dzień. A może to magia świat miesiac przed ogarnęła już na dobre wszystkich. W efekcie gazetkę kupiłam gdzie indziej.
Podeszłam według przewodnika do muzeum od ulicy Mostowej, a tam wisiała kartka, że wejście jest od drugiej strony. Dobrze, że była otwarta brama, bo naokoło by było daleko. Hol wejściowy był bardzo duży i z posterami informującymi o ekspozycjach tymczasowych. Tym razem była wystawa o Rapa Nui - Wyspach Wielkanocnych. W szatni zostawiliśmy odzież i dostaliśmy bilety wejścia - w soboty zwiedza się za darmo. Toaleta była daleka od komfortowej. Nadawała się tylko do muzeum, a nie do użytku publicznego. W placówce zwiedzało się dwa piętra. Oprócz wystawy tymczasowej była też ekspozycja o wioskach wielkopolskich i strojach. Te ostatnie były ciekawie przedstawione na manekinach, które ustawiono w ciemnym pokoju i gdy się podchodziło do konkretnej włączało się w niej światło, a manekin obracał się wokół własnej osi. Do tego telebim w ulokowaniem miejscowości, z których pochodziły. W części opowiadały panie pilnujące. Można było sobie z nimi porozmawiać o ekspozycji. Ogólnie było bardzo mało do oglądania.
Przejrzałam recenzje wrocławskich suszarni i jakoś nic do mnie nie przemówiło... wobec tego postanowiłam odwiedzić faworyta i udałam się do Sakany. Wystrój podobny jak w Warszawie, dwie wyspy dla sushi masterów, oszczędne, ale bardzo ładne wnętrze sprawiły, że poczuam się bardzo swojsko. Ostatnio się dość mocno rozpuściłam i w zasadzie całkowicie odeszdłam od karty żądając od masterów kreatywności. Tak było i tym razem. I po raz kolejny się nie zawiodłam - wariacje na temat shitake, węgorza były bardzo udane i mój zmysł smaku został zaspokojony w 100%. Drobnym zgrzytem jest co prawda butelka sauvignon blanc za 160 PLN - tutaj właściciele mogliby się zbliżyć nieco realiami w stronę ziemi, ale jakość sushi to rekompensuje. Jeżeli chodzi o obsługę - bardzo miła. Wrócę. Bo jak się nie wie kto jest w stawce to warto postawić na faworyta.
Tally Weijl w galerii handlowej Solaris jest sklepem małym i by przejść między ubraniami trzeba uważać, by czegoś nie zrzucić lub nie przesunąć, bo nie ma miejsca na robienie porządnych przejść. Zaraz po prawej stronie wiszą przecenione ubrania z wielkimi cenówkami, gdzie stoi najwięcej klientek. Kasjerki akurat wypakowywały towar. Wyrzucily wszystko z pudła na ladę i wyciągały z folii. Dwa inne pudła czekały koło lady. Wszystko na widoku klientów. Do tego bardzo radośnie sobie plotkowały. Ja z mamą przymierzałyśmy ubrania. Przymierzalnie były trzy. Dosyć duże, by swobodnie się obracać. Lustra są w środku i przy wyjściu z nich. Postanowiłam kupić sweterek i podeszlam z nim do lady, gdzie oczywiście nie było jak położyć zakupu, bo leżała rozpakowywana biżuteria. Pani wzięla ubranie i spytała, czy pasuje, czy mi się podoba itp. Zapakowała i skasowała. Wręczyła mi potem paragon wyjaśniając, że moja cena jest na dole, a ta druga jest po poprzedniej klinetce, która nie zabrała paragonu. To nie można go było przedrzeć?
Znajomy Włoch zaprosił mnie tu na obiad. A jak Włosi zapraszają na włoską kuchnię, to znaczy, że jest dobra, bo przynajmniej ci, których znam, stawiają sobie to za punkt honoru. I faktycznie - sałatka z tuńczykiem z menu dnia bardzo smaczna, do tego penne aglio, olio e pepperoncino - znakomite, a jest to dla mnie probierz jakości restauracji, bo mimo pozornej prostoty trzeba je umieć zrobić. Tiramisu również rewelacyjne, podawane w pucharkach - tak, jak lubię najbardziej. Ceny bardzo przyzwoite, jak na bardzo bliskie sąsiedztwo Starówki. Win nie próbowałem, ale karta wygląda bardzo obiecująco - widać, że pozycje są raczej przemyślane. Obsługa nader sympatyczna, uśmiechnięta i pomocna. Wystrój, jak na sąsiedztwo Instytutu Wzornictwa przystało, bardzo 'dizajnerski' - na szczęście jest pastelowo, jasno i przestronnie. Po prostu przyjemnie.
Przechodząc obok zauważyłem plakaty o aktualnych promocjach. Postanowiłem więc skorzystać z oferty. Nie było zbyt wielkiej kolejki, więc dość szybko zbliżyłem się do kasy. Pracownica przywitała się ze mną i zapytała, w czym mi może pomóc. Poprosiłem o kilka produktów, które w chwili obecnej były w cenie promocyjnej. Podczas ich przygotowywania miałem czas, aby rozejrzeć się po sklepie. Sklep był podobny do innych, w których już bywałem. Najbliższe otoczenie miejsca pracy były czyste. Podobnie jak i sami pracownicy. Posiadali na sobie czyste stroje firmowe. Po krótkiej chwili, pracownica wręczyła mi zamówione produkty, pytając się jednocześnie, czy coś jeszcze sobie życzę. Podziękowałem i poinformowałem, że to będzie już wszystko. W związku z powyższym, pracownica powiedziała mi kwotę do zapłaty. Wręczając mi resztę i paragon, pracownica patrząc mi się w oczy podziękowała za zakupy i zaprosiła ponownie. Odchodząc od lady, usłyszałem, jak pracownica mile wita się z klientem i też się pyta, w czym mu może pomóc.
Zaszliśmy do tego sklepu, gdyż wcześniej w nim była moja małżonka i wypatrzyła ciekawą firankę. Chciała zapoznać się z moją opinią, dlatego też poprosiła, abym zaszedł i zobaczył. Po wejściu do środka nie wiedziałem o co się dokładnie rozchodzi mojej małżonce. Jednakże od czego jest uczynna obsługa. Po krótkiej chwili podeszła do mnie pracownica i zapytała się, czy mi w czymś pomóc. Poinformowałem ją, iż w sklepie była moja małżonka i wypatrzyła jakąś firankę, lecz chciała, abym także ją zobaczyć, lecz ja nie wiem o którą się rozchodziło. Okazało się, że małżonka wspominała pracownicy, że wyśle męża, aby obejrzał propozycję. Dlatego też, pracownica pokazała mi odpowiednią firankę. Niestety, ale nie spodobała mi się ona, dlatego też podziękowałem i wyszedłem z maluchami ze sklepu. Minuesm napewno jest bałagan na ziemi - liczne śmieci.
W listopadowy wieczór postanowiliśmy zawalczyć z wszechogarniającą listopadową melancholią i przenieść się w słoneczniejsze przynajmniej kulinarnie klimaty. Przyzwoity tapas bar wydał się dość przyjemną opcją ocieplenia klimatu. I tak oto trafiliśmy do Złota Hiszpanii. Pierwszym mankamentem przybytku jest jego lilipuci rozmiar - trzy stoliki i brak typowego baru sprawia, że w weekend lepiej nie zaglądać bez rezerwacji. Kolejny minus za brak sprawnej klimatyzacji, a raczej za jej brak w ogóle. Mimo dość niesprzyjającej aury w środku było dość duszno... Wybór win jest dość dobry. Kilkanaście pozycji + wina domowe. Przekąski również bez zarzutu - sery, szynki, sałatki. Wszystko bardzo smaczne. Obsługa ok, ale bez rewelacji. Osoby nie zaznajomione z kulinariami iberyjskimi raczej nie mogą liczyć na wprowadzenie w ich meandry. Zdaję sobie sprawę, że jakość musi kosztować, ale ceny proponowane w Złocie Hiszpanii są żywcem wyjęte z najbardziej prestiżowych lokalizacji hiszpańskich metropolii. Reasumując: 430 złotych za cztery osoby w barze przekąskowym to lekka przesada.
Spacer w piękną listopadową niedzielę zaprowadził nas na Nowy Świat. W zasadzie była już postanowiona Kamanda Lwowska, ale niespodziewanie tuż za Sketchem wyrosła księgarnia PIW, w której zainstalował się Opasły Tom. Niespecjalnie przepadam za prasą kolorową, w której owo bistro zostało opisane, tak więc pewnie dlatego z tak karygodnym opóźnieniem trafiliśmy doń.
Karta krótka, acz bardzo treściwa. Nie sposób również pominąć waloru estetycznego jej samej - klasyczna czcionka z lat 70-tych ubiegłego stulecia przypomina 'Szpilki' czy ówczesny 'Przekrój'. W samej karcie zaś kilka pozycji, każda obiecująca interesujące doznania kulinarne, plus wkładka z menu specjalnym. Wybraliśmy mix menu stałego i pozycji specjalnych, jako że Polacy nie gęsi i swoją gęsinę mają. Zarówno zupa, jak i drugie danie były idealne, a wino dobrane do gęsiny pasowało doskonale. Chapeau bas!
Obsługa bardzo miła i kompetentna. Pani kelnerka doskonale wiedziała, kiedy podejść i o co zapytać. Również brawa i podziękowanie za stworzenie bardzo uroczej atmosfery. Bardzo mi przypadło do gustu hasło 'u nas wypada czytać', zwłaszcza że w salce restauracyjnej jest mnóstwo książek na temat szeroko rozumianych kulinariów, których lektura doskonale zaostrza apetyt. Wnętrze tej części jest bardzo lekkie, bez żadnych zbędnych elementów dodatkowych.
Reasumując - miał być zwykły niedzielny lunch, a wyszło dość niezwykłe doznanie kulinarne i kolejne miejsce, które z przyjemnością i czystym sumieniem dodaję do najulubieńszych miejsc kulinarnych na mapie tego miasta
Zaszedłem do sklepu, gdyż wcześniej zobaczyłem w gazetce ciekawy produkt w dość atrakcyjnej cenie. Po wejściu na teren sklepu od razu skierowałem się do miejsca, gdzie ten produkt powinien się znajdować. Nie mogłem go znaleźć, więc rozpocząłem poszukiwanie pracownika. Spotkałem go w sąsiedniej alejce i zapytałem się o interesujący mnie produkt. Niestety, ale produkt ten został już sprzedany i nie będzie już go w dostawie. Jednakże pracownik zaproponował, abym zajechał do innych sklepów, lub tez abym do nich zadzwonił, a na pewno otrzymam odpowiedź na interesujący mnie asortyment. Podziękowałem za informację i opuściłem sklep. Musze nadmienić, że pracownik z chęcią odpowiadał na moje pytania. Posiadał na sobie firmowe ubrania i identyfikator.
Zaszliśmy z maluchami do sklepu obuwniczego, aby obejrzeć ofertę kapci, gdyż już trzeba wymienić w przedszkolu. Od razu udaliśmy się w miejsce, gdzie były wystawione. Spodobały nam się 3 pary, więc postanowiłem je przymierzyć. Nie znalazłem interesujących mnie rozmiarów, dlatego też poprosiłem pracownicę o pomoc. Ta, po usłyszeniu numeracji, znalazła dla nas poszukiwane produkty. Jedna z mierzonych par pasowała na nogę córki, więc zdecydowałem się na ich kupno, informując jednocześnie o tym fakcje pracownicę. Ta zapakowała obydwa kapcie do pudełka i zaprosiła do kasy. Cała transakcja przebiegła dość sprawnie i szybko. Wręczając mi zakupione kapcie, zostałem poinformowany, że paragon znajduje się w pudełku. Wychodząc zostaliśmy zaproszeni ponownie. Wychodząc zauważyłem, że pracownica od razu przystąpiła do porządkowania zostawionych przez nas kapci.
Sklep oferując ubrania znanych marek: Wrangler, Lee, Nike, Mexx. Poszukiwałem spodni, więc widząc ten sklep, od razu do niego zaszedłem. W środku wybór był spory, więc od razu skierowałem się do miejsca, gdzie znajdowały się spodnie. Podczas ich oglądania, podeszła do mnie pracownica, która zaoferowała mi pomoc. Poinformowałem ją, iż poszukuję spodni. Pracownica zapytała się o rozmiar w pasie. Nie byłem do końca pewien, więc pracownica wzięła centymetr i zmierzyła mnie. Po krótkiej chwili zaproponowała mi kilka pozycji i zaprosiła do przymierzalni. Podczas przymiarki, pracownica znajdowała się obok, aby w każdej chwili doradzić, lub też aby donieść inne. Po przymierzeniu kilku sztuk, wybrałem jedną parę, informując jednocześnie o tym pracownicę. Sama procedura płatności trwała bardzo krótko i po krótkiej chwili wychodziłem ze sklepu żegnany przez pracownicę, która zaprosiła mnie ponownie.
Z informacji od restauracji najprawdziwsze jest zdanie:"nieliczne, kulinarne propozycje Belugi". Tak krótka karta to jakiś żart - nie było z czego wybierać. Jedzenie przeciętne, nie wystarczy przygotowywać potrawy z drogich składników żeby powstało ekskluzywne danie. Solianka fatalna, niewyrazista, z zaledwie jednym rodzajem mięsa (w skład prawdziwej powinno wejść więcej). Podana na śmiesznym talerzu wielkości kapelusza kardynalskiego - przy czym zagłębienie na zupę maleńkie. Bliny z łososiem i kawiorem nie porażały, podobnie kopytka z kawiorem (choć kawior sam w sobie najwyższej jakości). Ponadto bliny zostały udekorowane solą kamienną. Efekt? Elka cudem nie złamała zęba... Zwłaszcza że do blinów dają drobno siekaną cebulkę którą trudno odróżnić od kryształków soli (jest dość ciemno). Obsługa była miła dopóki nie zgłosiliśmy uwag do dań - wtedy się obrazili. Stwierdziliśmy więc, że dań głównych już nie zamówimy (zwłaszcza, że nie było co wybrać... może wołowina Kobe by mnie interesowała, ale za 180 zł!?) Ponieważ nie pialiśmy z zachwytu nad daniami i oczywiście nie zostawiliśmy napiwku, obsługa kompletnie nas zignorowała przy wyjściu (nawet nie podali nam płaszczy, choć kelner odebrał je od nas jak wchodziliśmy... Co do wystroju, to faktycznie jest bardzo elegancko, całość urządzona ze smakiem. Jednak ma się wrażenie oglądania dzieła dekoratora wnętrz, wszystko to zbyt "pod linijkę" i nieco nadęte. Brak intymności i mało przytulnie. Tym niemniej i tak robi większe wrażenie od kuchni... Ceny bardzo wysokie - nie przystają do tego co dostaje się w zamian. Nie polecam.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.