Super obsługa i zawsze miłe i uprzejme panie. Zawsze mozna o cos zapytac i nie widzi sie skwaszonej miny kasjerki gdy wymaga sie od niej czegos innego niz tylko kasowania. Zawsze gdy sie robi wieksza kolejka kasjerki daja znac do otwarcia kasy i zadko kiedy zdarza sie zeby kolejka byla wieksza niz 4 osoby
Wybrałam się dzisiaj do sklepu z obuwiem, żeby zobaczyć, czy może mają coś ciekawego. Najbardziej interesowały mnie wygodne, praktyczne buty sportowe. Sprawdzałam już w sklepie firmowej jednej z najlepszych firm, teraz zobaczę w typowym sklepie obuwniczym ze zróżnicowanym asortymentem.
Jest kilka osób w sklepie, sklep lekko przyciemniony, wchodząc bez obustronnego przywitania rozglądam się – po lewej stronie propozycje dla kobiet, po prawej dla mężczyzn. Kieruję się na lewo, oglądam ciekawe propozycje klasycznego obuwia dobrej jakości, przechodzę na część z obuwiem sportowym, zapoznając się z asortymentem.
Na wprost wejścia znajduje się lada z kasą i jedną ekspedientką oraz drugą, która pojawia się i znika na zaplecze.
Proszę Panią, która jest dostępna o lekkie, pełne obuwie bez pięty, słyszę w odpowiedzi „w naszej kolekcji takich nie było, może w firmowych sklepach sportowych szybciej Pani dostanie, my mamy tylko standardowe modele”.
Na tym kończę pobyt w tym sklepie, w którym słychać dosyć głośno
(dla mnie za głośno) rytmiczną, mocną muzykę.
Wychodzę ze zwykłego, przeciętnego sklepu bez przyjaznego klimatu.
Byłam na zakupach w RESERVED w galerii bałtyckiej. Na sali nie było nikogo kogo mogłabym się zapytać o cokolwiek. Poprosiłam chłopaka zza kasy aby mi wskazał gdzie się znajdują szaliki które są na manekinach na wystawie. Poszedł, pokazałam mu o który szalik chodzi, wróciliśmy i pokazał mi ale okazało się że to nie był ten szalik. Zrezygnowałm bo nie chciałam się pytać znów tego samego chłopaka, jak widać nie był kompetentny, również nie był zaangażowany w obsługę, jedynie starał się być uprzejmy. Poza tym na sklepie było w miarę czysto, ciiuchy ładnie poukładane, fajna relaksująca muzyka. Personel a raczej jeden Pan zza kasywyglądał schludnie, był gustownie ubrany i myślę że zgodnie ze stylem jaki reprezentują ciuchy w tym sklepie. Rozmieszczenie asortymentu na sklepie raczej słabe, ciężko odszukać to co nas interesuje. Asortyment dość atrakcyjny, sporo różnej odzieży a także galanterii i dodatków i w przystępnych cenach. Daję niską ocenę gdyż mimo że coś mi się spodobało nie miałam możliwości odnalezienia tego na sklepie a tym samym kupna.
Obsługa w aptece przebiega bardzo szybko, działają zwykle dwa okienka - tak też było dzisiaj. Od razu po wejściu zostałam obsłużona. Pani sprzedająca była miła i uśmiechnięta. Prosiłam o krem z filtrem 50 na małą partię ciała - pani szukała, ale największy dostępny filtr w kremie do ciała to było 30, był za to krem do twarzy z filtrem 50 i pani wraz z drugą panią zapewniały mnie, że można stosować i na ciało z takim samym efektem. Chwilkę potrwało, zanim znalazły jakiś kod tego kremu do nabicia na kasę, za co pani mnie przeprosiła. Obsługę oceniam bardzo dobrze i aptekę też, bo często można tam znaleźć specyfiki na receptę/bez recepty, które się szuka. Asortyment jest bogaty, choć nie idealny - tak jak dzisiaj, filtru 50 nie było. Ceny kształtują się na raczej średnim, akceptowalnym poziomie.
Sklep ten mieści się blisko mojej ulicy, to dosłownie minuta drogi na nogach. Są tu artykuły papiernicze i inne (typu baterie itp.), kosmetyki, a także kolektura Lotto. Będąc młodsza chodziłam tam bardzo często, ponieważ w Jaworze nie było wtedy dużo sklepów, nie zawsze po szkole był czas iść przez pół miasta do centrum po kilka drobiazgów, no i nie miałam żadnego środka lokomocji. Zmuszona więc byłam chodzić do tego sklepiku położonego blisko mojego domu. Teraz już tego nie robię (tylko ostatnio raz weszłam puścić Lotto i zobaczyć, czy coś się zmieniło), bo obsługa w tym sklepie jest okropna. Właściciele sklepu to małżeństwo, tylko oni tam sprzedają. Pani robiła na mnie zawsze lepsze wrażenie niż jej mąż (ale do ideału też jej daleko). Wchodząc do sklepu najczęściej było pusto - osoba sprzedająca spędzała czas na zapleczu i słyszała, że ktoś przyszedł, ale przychodziła, kiedy jej się chciało. Czasem trzeba było czekać kilka minut, aż ktoś łaskawie się zjawi. Kiedy zaś w sklepie byli inni klienci, obsługiwani byli w takiej kolejności, w jakiej właścicielom się podobało (najczęściej obsługiwali tych w kolejce do kolektury, a jak np. przyszłam po artykuły papiernicze to mogłam sobie stać i 15-20 minut, podczas gdy now klienci, którzy wchodzili i puszczali zakłady Lotto, byli obsługiwani - jednym z powodów dyskryminacji pewnie był mój młody wiek). Sprzedawcy ruszali/ruszają się jak muchy w smole, każdy ruch jest powolny i flegmatyczny. Pan nie zna dobrze całego asortymentu (np. kosmetyki), żona ma większą wiedzę na temat sprzedawanych produktów. Pan ponadto jest bardzo niemiły. Kiedy jako licealistki weszłyśmy tam z koleżanką, jak zwykle długo czekałyśmy w kolejce, a na koniec pan na nas nakrzyczał, że nabrudziłyśmy podłogę: "W domu też tak błocicie?! Mama nie jest zła?!" (wytarłyśmy obuwie w wycieraczkę, ale pogoda była taka a nie inna, tym bardziej, że musiałyśmy tam długo stać i śnieg z butów się roztopił... inni klienci też zabłocili podłogę, a nam się dostało). Zawsze okazywał niezadowolenie, kiedy płaciło się zbyt drobnymi lub zbyt grubymi pieniędzmi - ciężko było trafić w jego gust. W tym sklepie nie ma "dzień dobry", ani "do widzenia", są tylko mruknięcia i czasem zdarzy się usłyszeć "dzięki" (od pana) lub "dziękuję" (od pani). Obsługa w sklepie jest wyjątkowo odpychająca. Bardzo się cieszę, że już nie muszę być tam gościem, a po interesujące mnie artykuły mogę podejść/podjechać gdzie indziej, odkąd w okolicy powstało dużo lepszych sklepów/mini-marketów i mam auto. Podczas mojej niedawnej wizyty kiedy weszłam do środka, scenariusz był podobny jak sprzed lat - pan był na zapleczu, niespiesznie z niego wyszedł (choć tempo miał bardzo dobre jak na siebie - niecała minuta), coś odburknął na moje "dzień dobry", skasował zakład, kiedy zapłaciłam i podziękowałam, usłyszałam "dzięki" i opuściłam sklep (już bez "do widzenia" z żadnej strony).
Wchodzę do sklepu ADIDAS zobaczyć co ciekawego jest z nowości tej popularnej, bardzo dobrej jakości marki.
Sklep mały, wszystko i wszystkich od razu widać i słychać.
2 ekspedientów, Pani konwersująca z zaprzyjaźnioną osobą oraz Pan stojący obok, bez zajęcia i pomysłu na przepytanie w czym może doradzić. Oglądam 4 minuty i dalej nic, jedynie kolega Pani już zniknął – teraz oboje mają czas. Przerywam ich obojętność i pytam o gatunek obuwia Adidas z odkrytą piętą, wsuwane. Odzywa się Pan i fatyguje się w moją stronę z odpowiedzią, że nie ma takich butów i nigdy nie było. Szkoda, kupiłam kilka lat temu tego rodzaju obuwie dobrej innej marki w USA, szukam teraz tego rodzaju butów w różnych sklepach – ale niestety i tym razem nie mogę kupić moich ulubionych butów.
Oglądam inne typowe propozycje butów sportowych dla kobiet, jeden z nich nawet spodobał mi się, ale był tylko w biało-czarnym kolorze, wolałabym bardziej w czarno-białym, z przewagą czarnego, odwrotnej kompozycji kolorystycznej. Niestety też nie ma – szkoda, korzystna promocyjna cena. Pytam o promocje mikołajkowe, świąteczne – na razie nie ma, może w przyszłym tygodniu, jak szef będzie, na razie go nie ma, jest na wyjeździe.
Na koniec pożegnanie przyjazne „ zapraszam”, moje „ do widzenia”
Wchodzę do estetycznego sklepy VOBIS, ładna muzyczka, przy ladzie z kasą 2 pogodnych ekspedientów, czysto, schludnie ubranych.
Zostaję przywitana, zaczyna się pobyt w tym sklepie bardzo obiecująco. Obsługa obserwuje klientów i czeka na pytania, po 2 minutach mojego oglądania ciekawego towaru, pani decyduje się do mnie podejść z zapytaniem:
„ czy może coś zaproponować, czy na prezent ?”. podaję informacje, ze szukam edukacyjnej, bez przemocy gry komputerowej dla 5 letniego i dla 11 letniego chłopca.
Dostaję propozycję dla młodszego 2 gry: Wyścigi terenowe i Stworki na planecie wraz z przenośną konsolą oraz dla starszego konsola z grą piłki nożnej FIFA – każdy zestaw za ponad 600 zł. Drogo, ale warto kupić wnukom, może na gwiazdkę, jeszcze się zastanowię. Pytam o promocję mikołajkową i świąteczną – w odpowiedzi dowiaduję się, że mogę dowiadywać się pod koniec przyszłego tygodnia, na razie jest tylko promocja Cyfry +.
Otrzymuję od przemiłej pani gazetkę i zszywaczem przypina mi wizytówkę sklepu z zaznaczonym tam swoim imieniem Ania. Dodaje „ gdyby Pani chciała coś jeszcze zamówić, służę pomocą, dziękuję, do widzenia.
Jestem w sklepie Saturn pierwszy raz , szukam zestawu kina domowego, pytam przy wejściu, czy jest informator z rozkładem stoisk. Pan odpowiada niestety wyzywająco „ nie ma, a czego Pani szuka”, informuję, że kina domowego – dowiaduję się, że jest na końcu sali po prawej stronie. Przechodzę tam i oglądam zestawy kina domowego i telewizory. Oglądam szczegółowo patrząc na efekt wizualny obrazu, na ceny, opisane techniczne właściwości.
Jestem już 15 minut w jednej okolicy i NIKT nie podchodzi i o nic mnie nie pyta. Obsługa przy 2 kasach zajęta jest wyłącznie własną konwersacją, zastanawianiem się, kto zamówił pizzę, kto kogo pozdrawia, kto nie przyszedł na spotkanie – dosyć głośna rozmowa. Dobrze, że słyszę dobrą muzykę, z przyjemnością oglądam nowoczesne rozwiązania, może zobaczę coś ciekawego i pomyślę nad zakupem nowości lub wymienię kilkuletni telewizor. W 4 punktach sprawdzam ofertę 3 D - najciekawsza propozycja SONY. Porównuję małe radia, mam w planie kupić do kuchni. Nadal nikt o nic mnie nie pyta, obsługa z napisem na koszulkach Saturn nadal głównie zajęta konwersacją we własnym gronie, jedna z Pań stała zamyślona przy regale sama i znudzona czekała, najprawdopodobniej, żeby ktoś podszedł, jak już musi i spytał ją o coś.
Mija 20 minut i już rezygnuję z dalszego oglądania, nikt mnie do niczego nie namówił, a być może na coś bym się zdecydowała. Nie podeszłam sama do obsługi, czekałam aż obsługa w tym sklepie podejdzie do mnie.
Mówi się trudno, może w innym sklepie będzie obsługa bardziej zaangażowana i zainteresowana klientem.
Z niecierpliwością oczekiwałem w dniu wczorajszym na wynik wyborów. Jak się okazało, taką ofertę przygotowła telewizja publiczna. Muszę przyznać, że wystrój programy był powiązany z wyborami, zwłaszcza słupki z wynikami. Widać, że telewizja postarała się, aby widz bez problemu mógł wszystko zrozumieć. Nawet osoby prowadzące stanęli wg mnie na wysokości zadania. Natomiast wielkim minusem było przeciąganie w nieskończoność pokazywanie rozmów, Zamiast skrócić komentarza do min, to rozmowy przeciągały się i osoby, biorące udział w wyborach musieli uzbroić się w wielką, anielską cierpliwość. Nie wspominając oczywiście o widzach, którzy z zniecierpliwością oczekiwali kolejnych danych.
Wstąpiłam do tego sklepu, aby zapoznać się z ich ofertą na zimowe obuwie. Sklep zlokalizowany jest w C. H. Rywal i posiada dosyć sporą powierzchnię. Oprócz obuwia w swojej ofercie posiada torebki, plecaki, portfele, skarpety i akcesoria do butów typu pasty.
W sklepie było bardzo czysto. Obuwie była bardzo dobrze wyeksponowane i estetycznie ułożone. Ceny znajdowały się widocznych miejscach i jednoznacznie odnosiły się do konkretnych artykułów.
Na sali sprzedaży zauważyłam dwóch pracowników. Byli oni zajęci obsługą klientów przy kasie.
Jeśli chodzi o ceny to obuwie Deichmanna jest stosunkowo tanie. Nie są to wyroby skórzane, dlatego ich jakość jest adekwatna do ceny. Niedaleko witryn sklepowych umieszczone było obuwie w promocyjnych cenach. Widoczne były napisy super cen 99, 129 zł.
Dużym atutem sklepów Deichmann jest dostęp obuwia w nietypowych numerach. W przypadku obuwia damskiego można tam znaleźć zarówno numer 35 jak i 41 czy 42. Sądzę, że wiele osób mających problem z zakupem butów cieszy się z obecności tego sklepu w Białej Podlaskiej.
Będąc na zakupach w C. H. Rywal odwiedzałam poszczególne sklepy, aby dokonać w nich obserwacji. Jednym z tych sklepów był salon obuwniczy Aspent.
W sklepie oferowane są głównie wyroby skórzane renomowanych firm np. Tamaris. Kiedy spacerowałam po sklepie podeszła do mnie jedna z dwóch pracownic i zapytała czy mogłaby mi w czymś pomóc. Odpowiedziałam jej, że na razie dziękuję.
Asortyment sklepu składa się z obuwia damskiego i męskiego oraz torebek. Część butów, z poprzednich sezonów, była przeceniona. Na podeszwach butów znajdowały się informacje jakie rozmiary wybranego modelu są jeszcze dostępne. Promocyjna cena dotyczyła również gumowych kaloszy, które kosztowały 59,90.
Przy kasie wisiała również informacja o innej promocji. Polegała ona na 20% rabacie na torebkę przy zakupie obuwia.
W sklepie było bardzo czysto. Buty były ładnie wyeksponowane i estetycznie ułożone. Na półkach nie dostrzegłam śladów kurzu.
Jakiś czas temu opisywałem sytuację, gdzie pomimo wyszczególnionego okresu, nie otrzymałem zamówionego talonu. Nie sądziłem, że go otrzymam, gdyż pomimo, że otrzymałem meilem informację, że są kłopoty to podpisano go tylko imieniem. Niespodziewanie, w ubiegłym tygodniu znalzałem w skrzynce list z zagranicy, gdzie jak się okazało był talon. Oczywiście, było także pismo przewodnie, gdzie przeproszono mnie za opóźnienie i oczywiście podpisano tylko imieniem. Zastanawiam się, czy osoba o takim imieniu istnieje. Ale grunt, że powrócił mi optymizm, że jednak firma spełnia swoje obietnice i wywiązuje się z umowy.
Będąc w pobliżu postanowiłem zajść do sklepu i kupić kilka potrzebnych mi artykułów spożywczych. Pomimo porannych godzin, było nawet sporo klientów. Podczas wybierania asortymentów, zauważyłem pracownicę na terenie sklepu, któa wykładała towar na półki oraz pracownika ochrony. Pracownik ochrony chodził po całym sklepie i patrzył, czy ktoś nie chce czegoś schować pod kurtkę. Natomiast wcześniej wspomniana pracownica, układała towar na półkach. Akurat w tym miejscu, z którego miałem wziąć produkt. Po podejściu do regału przystanąłem, aby dać czas pracownicy, na ułożenie towaru. W pewnym momencie zauważyła mnie i się zapytała, czy coś mi podać. Po uzyskaniu informacji, otrzymałem interesujący mnie produkt. Przy kasie, kasjerka przywitała się i zaoferowała reklamówkę. Odchodząc pożegnała się i zaprosiła ponownie.
Przechodząc obok kiosku postanowiłam zaopatrzyć się w bilety komunikacji miejskiej. Kiedy nachyliłam się do okienka musiałam czekać około 20 sekund zanim zostało ono otwarte. W kiosku siedziała starsza pani rozmawiająca przez telefon komórkowy. Powitałam się z nią jako pierwsza mówiąc" Dzień dobry". Kobieta nie przerywając rozmowy odpowiedziała mi na powitanie. Poprosiłam o pięć całych biletów dziesięciominutowych. Kobieta podała mi bilety, ale nie powiedziała na głos kwoty do zapłaty tylko nadal prowadziła rozmowę telefoniczną. Musiałam sama zrobić szybkie podsumowanie w myślach i podałam kobiecie kwotę, która mi wyszła. Poczekałam chwilę, aż kobieta policzy pieniądze. Usłyszałam zdawkowe zdanie "Zgadza się", po czym odeszłam do kiosku.
Uważam, że zachowanie kioskarki było niedopuszczalne. Poczułam się zignorowana. Prywatna rozmowa telefoniczna powinna być zakończona w momencie gdy pochyliłam się w okienku. Pracownica nie zważając na moją obecność kontynuowała dotychczasowe zajęcie i nie wywiązała się z prawidłowej obsługi, ponieważ potraktowała mnie przedmiotowo. Dużym uchybieniem z jej strony było również to, że nie podała mi kwoty do zapłaty tylko musiałam ją sama policzyć.
Stołówka mieści się wewnątrz budynku uczelni PSW. Uważam, że stołówka jest bardzo przydatnym miejscem, szczególnie wówczas gdy cały dzień spędza się na uczelni.
Na jednej z przerw między zajęciami wybrałam się tam, aby zapoznać się z jej ofertą i zamówić coś smacznego.
Wystrój stołówki jest elegancki i estetyczny. W niektóre soboty odbywają się tam wesela, dlatego nie zdziwiła mnie ślubna dekoracja na suficie i ozdobiona kolumna. Na stołówce jest sporo miejsca i dużo stolików. Spokojnie zmieściłoby się tam około 100 osób.
Jeśli chodzi o menu to jest ono dosyć bogate. W ofercie znajdują się bardzo tanie zestawy obiadowe, pierogi, gołąbki oraz różne zupy. Serwowane są również dania typu fast-food. Oprócz stołówki jest tam również sklepik, w którym można kupić: napoje, słodycze, słodkie bułki oraz bardzo smaczne kanapki.
Kiedy kupowałam kanapkę obsługująca mnie pracownica zapytała czy nie potrzebuję nic do picia. Tym samym namówiła mnie na gorącą herbatę. Kobieta była bardzo miła i życzliwa.
Z czystym sumieniem mogę polecić tą uczelnianą stołówkę. Można tam tanio i smacznie zjeść.
W ten weekend odbyły się moje pierwsze zajęcia na bialskiej uczelni PSW. Chciałabym podzielić się swoją refleksją na temat tej uczelni.
Na ogromną pochwalę zasługuje wyposażenie oraz ogólny wygląd uczelni. Wygląd budynku PSW zarówno na zewnątrz jak i wewnątrz jest na bardzo wysokim poziomie. W środku budynku znajduje się nawet fontanna. Uważam, że o wiele przyjemniej studiuje się w tak nowocześnie urządzonym budynku niż w otoczeniu odrapanych ścian.
Kadra w PSW jest dosyć zróżnicowana. Pracownicy z tytułami wyższymi od magisterskich dojeżdżają do Białej Podlaskiej i są "wypożyczani" od innych uczelni. Większość kadry posiada jedynie wykształcenie magisterskie. Pracownicy są młodymi osobami, a co się z tym wiąże niektórzy nie posiadają doświadczenie w pracy ze studentami. Zdarza się, że zajęcia są prowadzone nieudolnie i nieciekawie. Uważam, że każdy z nas mógłby poradzić sobie z czytaniem książki na głos i dyktowaniem z niej regułek, których prowadzący nie potrafi zinterpretować na bardziej przystępny język. Mając porównanie ze swoją poprzednią uczelnią, zauważam dużą przepaść pod tym względem.
Sklep Reserved jest bezpośrednio połączony z działem dziecięcym Re-Kids. Kiedy przebywałam w dziale damskim postanowiłam zajrzeć również do Re-kids.
W Re-Kids również były ciekawe oferty cenowe. Część ubrań była tańsza o -30 zł, -50 zł, -70 zł, a nawet -100 zł. Była również promocja skarpetek dziecięcych, płacąc za dwie pary trzecią otrzymuje się gratis.
W sklepie panował porządek. Ubrania zarówno na wieszakach jak i półkach były estetycznie ułożone. Ciekawym rozwiązaniem w sklepie jest kącik dla dzieci. Znajdują się tam małe krzesełka i telewizor, w którym lecą bajki. Uważam, że jest to bardzo fajna opcja, aby zająć czymś dzieci podczas zakupów.
Zauważyłam, że pracownicy Re-Kids mają bardzo dobre podejście do dzieci i życzliwie odnoszą się do klientów. Byłam świadkiem kiedy pracownica wraz z matką starała się przekonać dziewczynkę, że kurtka którą mierzy jest bardzo ładna i świetnie jej pasuje.
W sklepie panował spory ruch. Sądzę, że na zainteresowanie klientów duży wpływ miały obniżki. Ciekawa oferta dotyczyła płaszczy i kurtek zimowych. Ich ceny były obniżone o 30 zł, 50 zł, 70 zł a nawet o 100 zł.
Reserved wprowadziło świetną kolekcję ubrań sylwestrowo- karnawałowych. Jest tam bardzo duży wybór wystrzałowych, zdobionych brokatem bluzek.
Na sali sprzedaży panował porządek. Wszystkie ubrania, zarówno na wieszakach jak i półkach były estetycznie ułożone. Nie zauważyłam żadnych niedociągnięć w tym zakresie.
Pracownicy mieli na sobie firmowe ubrania i zajmowali się obsługą klienta. Nie miałam bezpośredniej styczności z żadnym z pracowników dlatego trudno mi ocenić ich kompetencje. Jednak na podstawie wyglądu sklepu, do którego nie mam najmniejszych zarzutów można śmiało rzec, że obsługa pracowała bardzo sprawnie.
Będąc w C. H. Rywal nie mogę przejść obojętnie obok Empiku i do niego nie zajrzeć. Tak było i tym razem. Przed wejściem wzięłam ze stojaka gazetkę świąteczną przygotowaną przez Empik, w której są zaprezentowane różne pomysły na prezent dostępne w tejże księgarni.
Po lewej stronie wejścia znajduje się stojak z kartkami świątecznymi, papierem ozdobnym i torebkami. Na wysepce znajdującej nie na środku salony również panuje klimat świąteczny. W ofercie są różne bożonarodzeniowe świeczki, stroiki czy ozdoby choinkowe. Są też różne upominki idealne na prezent mikołajkowy. Uważam, że Empik jest bardzo dobrze przygotowany na zbliżające się święta.
W Empiku było bardzo przyjemnie i mimo, że mamy dopiero koniec listopada panowała tam iście świąteczna atmosfera.
Nie spodziewałabym się, że w sobotnie popołudnie może zdarzyć się kontrola biletów. Oczywiście miałam skasowany bilet, więc nie stanowiło to dla mnie problemu. Byli jednak tacy pasażerowie, którym zrobiło się gorąco na widok kontrolera.
Kiedy kontroler wsiadł do autobusu, drzwi zamknęły się automatycznie. Jednak jeden z gapowiczów zdążył wybiec z autobusu. Reszta jego znajomych około 6 osób została w autobusie. Kontroler kazał im przejść na początek autobusu. Kiedy chciał ich wylegitymować okazało się, że dziwnym trafem nikt z nich nie ma dokumentów. Podczas rozmowy padało wiele niecenzuralnych słów. Kontroler zagroził im, że za chwilę pojadą na komisariat. Ta groźba jedynie rozśmieszyła grupę wyrostków. Po chwili chłopak, któremu udało się uciec otworzył od zewnątrz drzwi i tym samym uwolnił resztę ekipy. Uciekając jeden z chłopaków mocno kopnął w drzwi. Kiedy próbowaliśmy odjechać z przystanku okazało się, że drzwi są uszkodzone i nie mogą się zamknąć. Kierowca musiał wysiąść z autobusu. Razem z kontrolerem próbowali zaradzić problemowi. Problem został rozwiązany dopiero po upływie około 5 minut. W ten sposób autobus miał łączne opóźnienie około 10 minut.
Cała ta sytuacja dowodzi bezradności kontrolerów wobec większej ilości gapowiczów. Kontroler straszył wyrostków, ale nic konkretnego nie zrobił. Kiedy uciekali nie próbował złapać nawet jednej osoby. Może kontrolerzy powinni jeździć w podwójnych składach i w ten sposób będą budzić większy respekt. System kontroli biletów jest dosyć kulawy i efektywny jest tylko w przypadku gdy gapowiczem jest pojedyncza osoba, która bez biletu jedzie pierwszy raz lub zapomniała go skasować.
Przez tego typu sytuacje nie powinni cierpieć pasażerowie. Całe zajście wpłynęło na dosyć spore opóźnienie autobusu.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.