Dość często robiłem zakupy w sklepach tej sieci. Duży wpływ na to ma podejście pracowników do klienta oraz konkurencyjne ceny. Podczas oglądania oferty można było zauważyć, że jeden z pracowników sprząta teren sklepu specjalną maszyną. Praca ta nie przeszkadzała w robieniu zakupów przez klientów. Podczas pobytu w sklepie zauważyłem klienta, który zapytał się o coś pracownicę. Ta bez żadnego problemu zaprowadziła pracownika do innego regału. Widać, że pracownicy starają się, aby klient był zadowolony z pobytu w sklepie.
W dniu dzisiejszym zadzwonił mi telefon komórkowy. Po odebraniu go, okazało się, że dzwoni przedstawiciel firmy ubezpieczeniowej. Po przedstawieniu się, zapytał się o panią X. Odpowiedziałem mu, że musiała wystąpić pomyłka, gdyż nie znam żadnej osoby o tym imieniu. Pracownik podał nazwisko, które okazało się inne, niż ja posiadam. Faktycznie pomyłka, jednakże pracownik wykorzystał sytuacje i zaproponował przejście z dotychczasowej firmy, gdzie posiadam II filar do swojej, informując mnie jednocześnie, że co 2 lata można zmienić fundusz bez żadnych kosztów. Podziękowałem za propozycje, lecz muszę się jeszcze zastanowić. Pracownik także mi podziękował i się pożegnał ze mną.
Z rana zajechałem do hurtowni, gdyż znalazłem w dobrej cenie proszek do prania. Pomimo poranka, hurtownia już była czynna. Przy wejściu przywitała się ze mną pracownica. W sklepie ruch był bardzo mały, dlatego też spokojnie mogłem pochodzić pomiędzy alejkami i obejrzeć ozdoby choinkowe. Tak jak zwykle, wybór był spory. Po kilkunastu minutach znalazłem się na dziele z chemią. Oczywiście, produkt promocyjny był wyraźnie oznaczony. Po wzięciu 2 opakowań, skierowałem się do kasy, gdzie nie zastałem żadnego klienta. Pracownica po przywitaniu zapytała się czy ma być faktura, czy tez paragon. Po zeskanowaniu produktu podała mi kwotę do zapłaty. I jak zwykle nastąpiło tradycyjne pożegnanie i zaproszenie. Jeszcze tylko dwie pieczątki i już opuszczałem hale. Podczas chodzenia po niej zauważyłem, że podłoga była czysta, pomimo brzydkiej aury. Widać, że często jest ona sprzątana
Byłem zainteresowany zrobieniem badań w zakresie cholesterolu z podziałem na frakcję. Jestem honorowym krwiodawcę od kilku lat, dlatego też po poinformowaniu o chęci zrobieniu dodatkowych płatnych badań, opłata została trochę zmniejszona. Oczywiście musiałem chwilkę poczekać w kolejce, aby zdać krew, jednakże nie trwało to zbyt długo. Po zdaniu krwi, pracownica poinformowała mnie, kiedy będę mógł odebrać wyniki. Wychodząc z gabinetu, zaszedłem jeszcze do recepcji z pytaniem, czy istnieje możliwość zlikwidowania opłaty za parking, gdyż parking jest płatny, a osoby zdające krew nie płacą za niego. Okazało się, że, pomimo, że dziś nie zdawałem honorowo krwi, to bezpłatny parking obowiązuje także mnie przez wszystkie dni tygodnia, nawet w weekendy.
Czasami zachodzę na siłownię, aby odpocząć psychicznie. Pomimo małej powierzchni, jest spory wybór urządzeń. Po wejściu do szatni, chce się z niej od razu wyjść powodem jest zapach – czuć pot. Wiadomo, że jak się przychodzi z Sali, gdzie się ćwiczy to człowiek jest spocony, natomiast w szatni brak jest mocniejszej wentylacji, która wyciągnęłaby zapachy. Na samej Sali można zauważyć pracowników, którzy doradzają i pomagają. Widać, że mają pojęcie, co mówią. Dla początkujących nie zalecają zbyt dużych ćwiczeń, gdyż dość szybko można się wypalić, a przez to klient będzie zniechęcony do dalszych ćwiczeń. Oczywiście można wykupić abonamenty, co jest tańsze niż same pojedyncze wejściówki.
Dość często zachodzę z rana po bułki. Tak też było i tym razem. Już z daleka można było zauważyć kilkoro klientów w środku. Wchodząc do środka, znajdująca się tam pracownica przywitała się ze mną, pomimo, że obsługiwała klienta. Starała się jak najszybciej obsłużyć klientów, gdyż większość z nich zerkała przez szybę, czy nie jedzie autobus, gdyż budynek znajduje się w najbliższym sąsiedztwie przystanku. Po krótkiej chwili i ja zostałem obsłużony. Dość sprawnie zapakowała zamówione pieczywo do reklamówki i mówiąc mi kwotę do zapłaty, podała mi reklamówkę z pieczywem. Odchodząc od kasy pożegnała się ze mną i od razu przywitała się z kolejnym klientem
Zajechałem z rana do baru szybkiej obsługi. Myślałem, ze już będą hamburgery, jednakże jeszcze było oferowane śniadanie, na które się zdecydowałem. Zamówiłem zestaw powiększony, wręczając jednocześnie kartę kredytową. W tym momencie zostałem totalnie zaskoczony. Jak do tej pory, pracownica, która kiedyś mnie obsługiwała nie potrafiła użyć karty zbliżeniowej, jednakże w dniu dzisiejszym, od razu pracownica przyłożyła kartę do urządzenia i w tym momencie nastąpiła zapłata za zamówione produkty. Asortymenty były podane dość szybko, dlatego też usiadłem przy stoliku, aby je skonsumować. Niestety, ale tutaj się zawiodłem. Frytki były już zimne i niezbyt smaczne. Podobnie jak kanapka, która także była zimna. Nie chciało mi się już reklamować, ale następnym razem to chyba zrobię. Oprócz tego byłem świadkiem, jak na parkingu jeden mężczyzna zostawił samochód i skierował się w stronę Urzędu Marszałkowskiego. W tym tez momencie podszedł do niego pracownik restauracji i poinformował go, że jeżeli nie korzysta z niej to musi zapłacić za parkowanie. Od jakiegoś czasu jest tam zatrudniona osoba, która pobiera opłaty, gdyż Urząd nie posiada własnego darmowego parkingu, a mieści się w strefie płatnego parkowanie, więc klienci zostawiają samochody na terenie restauracji.
Znów musieliśmy skorzystać z pomocy lekarzy w tej przychodni i znów jesteśmy na plus zaskoczeni. Czyściutko od samego wejścia . Panie miłe , przyjazne i chętne do pomocy. Pani pielęgniarka robiąca testy miała super podejście do dziecka. Wszystko wytłumaczyła tak żeby córka zrozumiała . Pani doktor profesjonalne podejscie ale i bardzo miłe . Uśmiechnięta i miła dla dziecka . W gabinecie czysto i przyjemnie. Godzina zapisu zgadzała się z godziną przyjęcia.
Poszukiwałem alarmu do swego telefonu, dlatego też, od kilku dni rozglądam się za ciekawą ofertą. W Internecie znalazłem adres firmy Alar. Po podjechaniu pod firmę, okazało się, że firma jest dobrze oznakowana. Po wejściu na teren salonu, zauważył mnie pracownik, który zapytał się, w czym mi może pomóc. Poinformowałem go, iż poszukuję alarmu do swego samochodu. Zaprosił mnie do biura, gdzie znajdowała się szefowa. Po zajęciu miejsca, otrzymałem propozycję, wytłumaczając jednocześnie, co w zamian otrzymam. Nie zdecydowałem się od razu na podjęcie decyzji, gdyż chciałem jeszcze zapoznać się z innymi ofertami innych firm. Minusem był bałagan w biurze. Można było zauważyć liczne pudełka porozstawiane w środku.
Wstąpiłam dziś do Rossmanna, chciałam przede wszystkim kupić sobie puder do twarzy w kamieniu. Po wejściu zauważyłam, że jak zawsze jest tu pusto, tzn. bardzo mało klientów albo wcale, pracowników kręciło się za to sporo. Oglądałam pudry i zauważyłam jeden, który wizualnie bardzo mi się spodobał, a na grafice pod nim było napisane, że to puder "z wygodnym lusterkiem i gąbeczką". Nie widać było jednak tej gąbeczki - tylko puder pod szkiełkiem. Nie chciałam sama tego otwierać. Akurat w tym momencie za moimi plecami "wyrosła" pracownica Rossmana, zapytałam się ją więc, czy ten puder ma gąbeczkę i lusterko. Pani była bardzo sympatyczna i uśmiechnięta, ale niestety nie miała wiedzy na temat sprzedawanego asortymentu. Spojrzała na puder trzymany przeze mnie w ręce i powiedziała, że nie ma on gąbeczki i lusterka. Ja powiedziałam, że pod pudrem jest napisane, że tak i wskazałam ten napis. Pani otworzyła wieczko i powiedziała, że nie ma i że ten napis jest widocznie od czegoś innego. Zauważyłam, że pudełko jest grube i że jest tam element, który wygląda jak kolejne wieczko. Zapytałam, czy gąbeczka nie jest może schowana pod pudrem razem z lusterkiem. Pani powiedziała, że nie. Zapytałam, czy nie może sprawdzić. Odpowiedziała, że niestety nie, bo nie mogą tych kosmetyków otwierać, bo mogliby coś uszkodzić. Odłożyła puder na miejsce. Zapytałam, czy w takim razie jest do kupienia jakiś puder z gąbeczką i lusterkiem, ale nie z tych najtańszych, tylko trochę lepszy. Pani nie wiedziała - omiotła wzrokiem półeczki z towarem i powiedziała, że kiedyś widziała coś takiego, ale teraz chyba nie ma. Podziękowałam i zaczęłam się oddalać, ale nadeszła nagle młodsza pracownica i pani, która przed chwilą ze mną rozmawiała, zaczepiła ją i powiedziała, że ja twierdzę, że w tym pudrze jest gąbeczka i lusterko, i czy to prawda. Jej koleżanka powiedziała, że nie. Wskazałam napis głoszący, że jest gąbeczka i lusterko. Pracownica wzięła puder do ręki, otworzyła i początkowo powiedziała, że lusterka i gąbeczki nie ma, ale za chwilę jednak otworzyła drugie wieczko i okazało się, że obie rzeczy są. Powiedziała, że to opakowanie wyglądało jej na grube, więc zorientowała się, że coś musi być. Postanowiłam go zakupić. Powiedziałam, że podoba mi się najjaśniejszy odcień i zapytałam, czy nie będzie on jednak za jasny do mojej cery. Młodsza pracownica chciała pokazać mi tester, ale po wysunięciu szufladki okazało się, że niestety nie ma testerów z tej serii (wcześniej patrzyłam na różne testery pudrów - ok. połowa była zapełniona, reszta pusta). Pani więc przyłożyła puder do mojej twarzy i powiedziała, że jest w sam raz. Powiedziała, że ciemniejszy odcień byłby dla mnie za ciemny, w czym przyznałam jej rację. Kiedy odchodziłam, starsza pracownica powiedziała, żebym przy kasie upewniła się, czy cena pudru jest właściwa, bo wygląda jej na droższy, a ma cenę 30 zł. Obie panie były bardzo sympatyczne, ale niewiele brakowało, a nic bym nie kupiła. Po podejściu do kasy podeszła do mnie od razu kasjerka i szybko skasowała towar. Okazało się, że cena pudru była właściwa - 29,90 zł.
Przy wejściu przywitał nas uśmiechem pan ochroniarz . Córka skorzystała z darmowego placu zabaw dla dzieci i mogliśmy w spokoju zrobić zakupy . Towar ładnie poustawiany tematycznie choć czasem cieżko coś znaleźć bo różnorodość ogromna ale niestety też dość cieżko było znaleźć pracownika na dziale kuchennym . Ale jak się pan już odnalazł to nam wszystko super wytłumaczył i bez problemu znaleźliśmy to czego potrzebowaliśmy.Na pólkach witrynach i innych powierzchniach czysto. Ogólnie przyjaźnie i przyjemnie. Super również funkcjonuje tamtejsza restauracja. Tanie i dobre posiłki dla dzieci ,plac zabaw na terenie restauracji . Darmowe śliniaczki . Super czyste i ładne są również toalety. Specjalny pokój dla matki i dziecka w którym jest miło przyjemnie i ładnie pachnie. dodatkowe łazienki dla mamy i dzieci i również dla taty i dziecka gdzie są mniejsze ubikacje dla dzieciaków. poprostu super :)
Pojechaliśmy na zakupy. Duży parking przed sklepem , nowe czyściutkie wózki z dodatkowym zabezpieczeniem dla dzieci. W sklepie czysto i przyjemnie. pracownicy widoczni w formowym uniformach. Na stoiskach poukładany towar czyste półki. Jedyny nie chlubny wyjątek to dział nabiałowy gdzie wszystkie jogurty ustawione na środku na paletach a jedna pracownica nie nadążała z wystawianiem towaru i przyklejaniem promocji przez co np nie wiedziałam że kupując jeden jogurt mam drugi za połowę ceny. Natomiast na dziale warzyw towar ładnie oznakowany który jest w danej chwili w promocji. Ceny w porównaniu z innymi sklepami różne. Na rybach wielkich promocji nie ma łosoś wędzony bardzo drogi ale za to warzywa , nabiał mają bardzo dobre promocje. Obsługa przy kasie miła rzetelna . Pani uśmiechnięta stanowisko czyściutkie sporo kas czynnych wiec nie długo czekałam.
Odwiedziłam dzisiaj sklep Pepco na ulicy Schumana. Przed świętami jest dużo nowego towaru, jest on ładnie, estetycznie porozkładany i dobrze widoczny. Panie pracujące (widziałam trzy) zresztą cały czas dbały o dobre ułożenie, bo ciągle coś poprawiały na półkach. Podoba mi się, że można sobie oglądać różne rzeczy, samemu ściągać z półki itp. (sklep jest samoobsługowy), jednak dziś oglądając ozdobne pudełka chciałam poprosić o drobną pomoc (pokazanie jednego pudełka, które jest położone wysoko, poza zasięgiem ręki), jednak panie zajęte były rozkładaniem towaru i rozmową między sobą (dwie z nich znajdowały się tuż obok mnie), tak, że nie zauważyły mojego wyczekującego wzroku i za chwilę odeszły. Postanowiłam więc poprosić je o te pudełko, ale w ostatniej chwili zrezygnowałam - zauważyłam, że z jednej strony jest obite. Wzięłam za to kilka innych przedmiotów. Ceny są bardzo atrakcyjne jak dla mnie (np. szklana - nie plexi - antyrama 20x30 cm za 9,99 zł). Po podejściu do kasy od razu zostałam obsłużona. Kasjerka była miła, proponowała też doładowanie telefonu.
Obsługa w pełni świadoma tego, co jest w ofercie restauracji. Kelner był w stanie opisać każde z wyszczególnionych dań. Kelner bardzo przystojny ;) o miłej aparycji, bez wad wymowy. Wysławiał się w sposób nienaganny. Ubranie kelnera delikatnie nawiązywało do stylistyki całego lokalu. Lokal posiada szeroką ofertę, która powinna zaspokoić wymagających klientów. Asortyment szeroki, ceny akceptowalne dla osób także mniej zamożnych. Korzystna relacja ceny do jakości. Jedzenie smaczne i ładnie podane w ilości wystarczającej aby zaspokoić głód. Realizacja zamówienia następowała sukcesynie w miarę konsumpcji kolejnych dań. Czas realizacji wynosił od 15 do 30 minut.Co można uznać za dobry wynik.
Wygląd miejsca obsługi nawiązuje stylistyką do okresu świetności Rzeczypospolitej XVI-XVII wieku.
Lokal zadbany pod każdym względem w każdym szczególe. Polecam.
Jak to turyści, należy spróbować lokalnych przysmaków, czyli rogala marcińskiego. Była to pierwsza napotkana cukiernia, zaraz przy Rynku, gdzie na szybie wołała nas ich reklama i cena za kilogram. Za szybą stosy rogali. Weszliśmy i trochę nas przygniotło, bo bardzo ciasno było w trzy osoby. Lada z tortami i innymi ciastkami była wąska, ale nie było wrażenia zbytniej obfitości. Poprosiliśmy o rogale. Pani zważyła i podała cenę bliską dziesięciu złotych. Sądziliśmy, że to za trzy, a pani, że to za jeden. Przeraziliśmy się i natychmiast postanowiliśmy wziąć dwa, a nie trzy. \na to pani opadły ręce i kazała się zdecydować w końcu. Dziwnie się na nas przy tym popatrzyła, ale w końcu turystom można chyba wybaczyć niewiedzę? Sądziliśmy, że cena będzie jak w okolicach pączka lub drożdżówki.
Wybrałam się tylko po potwierdzenie notarialne podpisu pod pewnym dokumentem. W kancelarii było biuro, gdzie młoda kobieta nas przywitała, spytała w jakim celu przyszłyśmy i czy byłyśmy umówione. Mimo, że dzwoniłyśmy rano, by potwierdzić wizytę, nie było nas na liście oczekujących. Przyjęło się nas jednak. Poczekałyśmy chwilę na sofie i zaproszono nas do osobnego gabinetu, który wyglądał jak miejsce na konferncję. Pokazałyśmy odpowiednie doukumenty i wypytałyśmy o to, jak je uzupełnić i do czego nas zobowiązują. Pani mecenas wszystko nam dokładnie wytłumaczyła i powiedziała, co i gdzie wpisać. Przy czym kilka razy wychodziła na dłużej, co nas drażniło. W końcu udało się wszystko podpisać, pani mecenas poszła sprawdzić dane i porobić odpisy. Wszystko nam wręczono pięknie poukładane do teczki. Wręczono też rachunek. Wizyta była udana, a pani mecenas była bardzo pomocna, choć zalatana między dwoma pokojami i biurem.
Jak co drugi dzień chodzę do Kauflandu na zakupy jadąc z pracy do domu. Dzień wcześniej wyczytałam w gazetce, że w promocji będą mandarynki, a że je pochłaniamy tonami więc postanowiłam skorzystać z okazji, ale... będąc po 16 w sklepie zastałam już same resztki, a na dodatek skrzynki były porozstawiane na innych owocach co wyglądało bardzo nieestetycznie. Moim zdaniem towar powinien być wykładany kilka razy na dzień, aby klient który pracuje do godz. 16-17 mógł kupić również świeży i ładny towar. Przebolałam te mandarynki i poszłam dalej robić zakupy, na pasażu zobaczyłam świąteczne ozdoby a w śród nich kubki z motywem świątecznym, postanowiłam kupić 6 szt. (o dziwo znalazłam odpowiednią ilość w całości) gdyż większość kubków było uszkodzonych. Zobaczyłam pracownika wykładającego towar i podeszłam do niego aby poprosić o pusty kartonik na kubki. Pani była tak miła, że zapakowała mi te kubeczki w torebki na pieczywo i ułożyła w kartoniku, byłam bardzo wdzięczna za tak dużą pomoc (dzięki temu kubki bezpiecznie dojechałaby do domu). Uradowana tak miłą obsługą zapomniałam już o mandarynkach, resztę zakupów również zrobiłam bez. problemów
Sklep C&A mieszczący się na ulicy Schumana jest duży, jednopiętrowy. Oferta jest bogata - są ubrania dla mężczyzn, kobiet oraz dziecięce, różne wzory i fasony, a oprócz tego dodatki. Większość rzeczy wygodnie się oglądało - jedynie na kilku losowych wieszakach ubrania były na tyle stłoczone, że utrudniało to ich oglądanie. Ceny nie są moim zdaniem wygórowane, jak na sklep sieciowy, oczywiście. Poza tym niektóre rzeczy miały obniżone ceny, np. spodnie bojówki damskie za 29 zł. Prz przymierzalniach było dość dużo ubrań odwieszonych przez klientki - ok. 30 sztuk, na oko. Zwracam uwagę na takie rzeczy, gdyż często jest tak, że będąc na sali sprzedaży szukamy jakiegoś rozmiaru i go nie ma, a może on być w pobliżu przymierzalni, odwieszony przez kogoś innego i niezauważony przez nas. Początkowo widziałam tylko klientów i nikogo z personelu, jednak w pobliżu przymierzalni wypatrzyłam panią (poznałam po smyczy firmowej C&A), która jednak zajmowała się czymś innym niż odwieszanie ubrań, porządkowała towar na półkach. W rejonie kas były dwie pracownice oraz mężczyzna rozglądający się po sklepie (być może ochroniarz, ale był ubrany jak przeciętny klient). Kiedy podeszłam do kasy, pani przywitała mnie nie werbalnie, lecz uśmiechem. Zapakowała wybraną przeze mnie biżuterię w woreczek i szybko skasowała towar, po czym podziękowała. Jestem zadowolona z szybkich i bezproblemowych zakupów.
Na początku był chaos… Później było trochę lepiej, ale po kolei.
Firma w której pracuję wysłała mnie na badania okresowe. Badania te zostały zlecone firmie Unimed mieszczącej się w pobliżu mojego zakładu.
Na badania zgłosiłem się o godzinie 7:10, zauważyłem że poza mną jest jeszcze około 20 pacjentów którzy przyszli w tych samym celu co ja.
Po zarejestrowaniu się zostałem skierowany do jednego z pokoi, w którym znajdowały się dwie pielęgniarki. One bowiem decydowały o rodzaju i ilości badań w zależności od zajmowanego stanowiska czy uprawnień. Ja, podobnie jak wszyscy pacjenci zostałem w pierwszej kolejności skierowany do laboratorium celem pobrania materiału do badań.
Do tego momentu wszystko przebiegało bez zakłóceń.
Wróciłem do rejestracji. Jedna z pielęgniarek skierował mnie na badanie EKG, podobnie jak wszystkich pacjentów. To nic że do laryngologa i okulisty nie było nikogo i lekarze czekali na pacjentów. Widać pielęgniarki uznały, że w kupie siła i po kolei kierowała każdego z pacjentów do konkretnego specjalisty, czyli najpierw EKG potem wszyscy do laryngologa a dopiero na końcu do okulisty. Żadnej logistyki, a przecież można było część osób skierować do okulisty a część do laryngologa czy innego specjalisty w zależności, kto, na jakie badania został skierowany. Kilku pacjentów zwróciło uwagę na ten stan pielęgniarkom lecz efekt był taki że atmosfera stała się jeszcze bardziej napięta.
Powiem szczerze, że nie rozumiem takiego zachowania, byłem bowiem na podobnych badaniach dwa lata wcześniej w tej samej firmie i zupełnie inaczej przebiegała ta część logistyczna. Jedna z pielęgniarek na bieżąco sprawdzała stan kolejek do poszczególnych specjalistów i kierowała pacjentów tam gdzie akurat była mniejsza kolejka. Całość przebiegała sprawnie i szybko, nie to co teraz. Firma zamiast poprawić obsługę i swój wizerunek działa zupełnie odwrotnie. Jestem rozczarowany.
Na pochwałę zasługuje jednak fachowość specjalistów, tzn. nie ograniczali się oni tylko do pobieżnego sprawdzania stanu zdrowia lecz naprawdę porządnie i szczegółowo sprawdzali poszczególne części mojego ciała :).
Szłam w kierunku basenu i musiałam kupić sobie coś do jedzenia. Napotkałam ten sklepik, który sytuuje się zaraz przy pasach. W środku spory tłok, ale koszyki dsostępne. Są nawet wózki, choć nie wiem, gdzie w środku mają się zmieścić. Jest pewien wybór produktów. Pieczywo nawet świeże. W drugiej części sklepu jest lada w wędlinami, alkohol i słodycze. Tam przejść jest najtrudniej. Przy dwóch otwartych kasach stała grupa osób i nie wiadomo było, gdzie się właściwie ustawić, bo ludzie stali też z obu stron. Kilku klientów wręcz się pchało, ale kasjerka zdyscyplinowała ich. Trochę się zdenerwowała i potem podrażniona mnie obsługiwała. Paragonu w ogóle nie wydała, tylko rzuciła pod ladę. Zapewne do kosza.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.