Udałem się do pobliskiej Biedronki by zakupić owoce i herbatę. Widok, który przywitał mnie na wejściu był taki sam jak dwa dni wcześniej. Szyby w drzwiach wejściowych były pomazane i brudne. Na schodach w dół do sklepu przywitał mnie walający się po nich brud. Już na wejściu na dole zobaczyłem, że znów po podłodze walają się różne kawałki papierków i folii. Zaraz za bramką w moje oczy rzuciła się leżąca pod ścianą klatka deratyzacyjna, która wyglądała jak rozwalona. Przeszedłszy połowę sklepów doszedłem do działu z owocami. Na stole stały w kilku kartonach mandarynki. Wyglądały ładnie, więc zdecydowałem się na ich zakup. Zacząłem rozglądać się w poszukiwaniu foliowych torebek. Nie zauważyłem żadnego stojaka z nimi, obszedłem więc dookoła stół. W kartonie z pomidorami znalazłem włożony w nie rulon torebek. Podniosłem go i urwałem jedną z nich. Wróciłem do mandarynek i zacząłem wkładać je do torebki. Była ona zrobiona z grubszej folii, przez co była porządna i nie rozrywała się. Owoce wyglądały świeżo i apetycznie. Cena umieszczona była w widocznym miejscu. Obok znajdowała się waga, na której zważyłem owoce. Następnie udałem się po herbatę. Idąc koło lodówek z mrożonkami zobaczyłem, że pokrywy są dość porysowane a lodówki nieco brudne z zewnątrz. W dziale z herbatami szybko wybrałem jeden spośród leżących na palecie kartoników i udałem się do kasy. Przede mną w kolejce stały 2 osoby, ale obsługa szła szybko. Nagle przez kolejkę do kasy zaczęły przeciskać się w stronę wyjścia dwie młode dziewczyny. Zwróciły moją uwagę, gdyż wcześniej widziałem je przed sklepem jak rozmawiały. Pośpiesznie wskoczyły na schody i w dziwny sposób z uśmiechem się na siebie spojrzały. Wydało mi się to nieco dziwne. Przyszła moja kolej na kasie. Położyłem zakupy na nieco porysowanej i brudnej taśmie. Przywitałem się ze starszą kasjęrką, a ona zamiast odpowiedzieć spojrzała w moją stronę i zapytała „siateczkę podać?”. Powiedziałem, że poproszę. Skasowała towary i podała sumę do zapłaty. Zapłaciłem i zacząłem pakować zakupy. W międzyczasie kasjerka zaczęła obsługiwać kolejnego klienta. Przywitała go słowami „siateczkę potrzeba? dzień dobry!”, co zabrzmiało trochę śmiesznie. Musiała być już mocno przepracowana. Udałem się po schodach do wyjścia. Ich wygląd(czystość) skojarzył mi się trochę z dworcem kolejowym... Po wyjściu ze sklepu zauważyłem za rogiem dwie dziewczyny, które wcześniej z pośpiechem wychodziły. Jedna z nich miała otwartą torebkę i wyciągała z niej sporo batoników. Czyżby zostały wyniesione ze sklepu? Nie wiem, raczej nie ja to powinienem zauważyć, a ochrona...
W trakcie przygotowywania posiłku stwierdziłem, że potrzebne są do niego ziemniaki. Współlokatorka poleciła mi, że nieopodal w Chacie Polskiej kupię je w korzystnej cenie. Udałem się do sklepu. Przed drzwiami zostałem zaczepiony przez pana „menela”, którzy chciał na piwo. Uważam, że niezbyt zachęca to do wizyty w sklepie. Zignorowałem go i wszedłem do środka. Podłoga była trochę brudna od błota, ale poza tym panował „w miarę” porządek. Nie zagłębiałem się jednak w głąb sklepu, gdyż półka z warzywami była niedaleko wejścia. Znalazłem ziemniaki i zechciałem najpierw sprawdzić ich cenę. Karteczki z cenami były rozmieszczone trochę chaotycznie, ale udało mi się odczytać cenę. Okazała się nie najniższa - 1,80zł/kg. Ze stojaka wziąłem foliową torebkę. Ukucnąłem i zacząłem z dolnej półki wkładać do niej ziemniaki. Już po włożeniu kilku torebka rozerwała się. Zrobiona była z bardzo cienkiej folii. Urwałem się kolejną i włożyłem jedną w drugą. Jeden z ziemniaków, którego chciałem włożyć do torebki okazał się totalnie zgniły. Stwierdziłem, że wezmę go ze sobą i podam kasjerce zwracając uwagę na to, że sprzedają nieświeży towar. Wstałem do półki i ku mojemu zdziwieniu momentalnie podbiegła do mnie ekspedientka w firmowej czerwonej kamizelce. Wzięła ode mnie ziemniaka i powiedziała, że zajmie się tym. Zaczęła przeglądać znajdujące się na półce ziemniaki. Nie przeprosiła mnie jednak ani nie wytłumaczyła dlaczego zaczynają one gnić. Tym bardziej, że przy cenie pisało „ziemniaki młode”. Z zakupionym towarem podszedłem do kasy. Kasjerka przywitała mnie w odpowiedzi na moje „dzień dobry”. Kazała położyć mi ziemniaki na wadze, która znajdowała się na ladzie naprzeciwko kasy. Spojrzała na wynik i podała kwotę do zapłaty. Zapłaciłem i pożegnałem się, a kasjerka odpowiedziała słowami „do widzenia”. Nie wiem, czy prędko odwiedzę ten sklep ponownie. Na wejściu odstraszający menel a w środku nieświeży towar.
Na chwilę przed zamknięciem sklepu udałem się na zakupy by kupić wino i colę. Na wejściu do sklepu zwróciłem uwagę, że szklane drzwi były dość mocno umazane. Schody na dół prowadzące do sklepu też były nie najczystsze. Walało się po nich trochę paprochów i widać było niewielkie ilości błota. Sklep był już dość pusty, ale otwarte były dwie kasy, aby szybko obsłużyć ostatnich klientów. Idąc przez sklep momentalnie zwróciłem uwagę na duże ilości papierów i folii walające się po niezbyt czystej podłodze. Stan ten było można zauważyć praktycznie w całym sklepie. Po podłodze walały się najróżniejsze rzeczy. W pierwszej kolejności wziąłem z palety butelkę coli. Napój specjalnej produkcji dla biedronki był w bardzo atrakcyjnej cenie. 2L butelka kosztowała ok. 2,50zł. Idąc dalej minąłem puste pojemniki na pieczywo pełne okruchów. Udałem się na przeciwległy kraniec sklepu do półek z alkoholami. Podłoga cały czas była brudna. Wybór alkoholi był bardzo zadowalający. Butelki znajdowały się w kartonach poustawianych na półkach. Przy każdym w widoczny sposób umieszczona była cena. Szybko wybrałem interesujące mnie wino Kadarka w cenie niecałych 8zł. Z zakupami udałem się do kasy, która znajdowała się obok. Położyłem towary na taśmie. Była ona nie najczystsza, jakby brudna od mąki oraz znajdowały się na niej zaschnięte ślady. Młoda kasjerka uprzejmie mnie przywitała. Podczas kasowania towarów zapytała mnie czy chciałbym siatkę. Podziękowałem, po czym podała mi kwotę do zapłaty. Kasjerka sprawnie wydała mi resztę, podziękowała z uśmiechem za zakupy i zaprosiła ponownie. Wziąłem zakupy i pożegnałem się, na co kasjerka również powiedziała „do widzenia”. Byłem bardzo zadowolony z poziomu obsługi oraz cen i oferowanego asortymentu. Zniesmaczony byłem jedynie wyglądem sklepu, który po prostu był brudny. Myślę, że kiedy co jakiś czas ktoś by tam zamiótł to wyglądało by to dużo lepiej.
Od pewnego czasu przymierzam się do zakupu bezprzewodowej myszy Magic Mouse do iMaca. Będąc akurat w Starym Browarze postanowiłem zajść do iSpotu i pobawić się przyszłym zakupem. Sklep już z daleka wyróżnia się spośród innych charakterystycznym wyglądem. Duże szklane witryny były niezwykle czyste. W środku też bez zarzutów. Sklep był akurat pusty a za ladą stał tylko jeden sprzedawca, który od razu przywitał się ze mną. Podszedłem do stojącego na stole iMaca i zacząłem oglądać mysz. Po ok. 30 sekundach podszedł do mnie sprzedawca. Zapytał czy może mi w czymś pomóc. Powiedziałem, że planuje zakup takiej myszy i chciałem ją trochę przetestować. Sprzedawca stwierdził „w takim razie proszę bardzo” i oddalił się za ladę. Przetestowałem funkcje myszy. Przypomniałem sobie o programie, który zwiększa jej możliwości. Podszedłem więc do sprzedawcy i zapytałem się jak mysz sprawuje się z tym dodatkowym programem. Sprzedawca zrobił nieco zdziwioną minę i stwierdził, że nie wie i nie zna tego programu. Podszedł do komputera, przełączył użytkownika i wpisał w google nazwę podanego przeze mnie programu. Zobaczyliśmy zawarte na stronie informacje i stwierdziłem, że sprawdzę to sobie dokładnie w domu. Następnie zapytałem się o ceną oferowanej myszy. Sprzedawca poszukał szybko na półce i przeczytał kwotę z pudełka, nie znał jej na pamięć. Spytał czy może pomóc w czymś jeszcze. Podziękowałem i pożegnałem się. Sprzedawca również się pożegnał słowami „do widzenia” i wyszedłem ze sklepu.
Będąc w Starym Browarze poczułem potrzebę skorzystania z toalety. Byłem akurat na parterze i tam też odnalazłem ją na końcu korytarza. Otwierając drzwi zobaczyłem, że są uszkodzone i nie mają zamka. Włożona była tylko sama klamka. Wszedłem dalej do środka. Bardzo zdziwiłem się, gdy znalazłem się w kabinie. Była ogromna, wielka jak co najmniej 4 zwykłe kabin. Na ścianie znajdował się wieszak do powieszenia kurtki, co było bardzo praktyczne i wygodne. Papieru toaletowego było pod dostatkiem a zapach był neutralny. Po zrobieniu co trzeba, wyszedłem z kabiny i przyjrzałem się wiszącym na przeciwko pisuarom. Dwa z nich miały uszkodzone spłuczki na ścianie. Tak jakby urwane były całe przyciski. Podszedłem do umywalki. Lustro było nieco brudne, lecz sama umywalka była czysta. Na ścianie wisiała suszarka do rąk, która działała bardzo szybko. Widać było, że łazienka ma już swoje lata, ale czystość była na wystarczającym poziomie.
Kiedy wjechałam na plac parkingowy marketu musiałam trochę pojeździć nim znalazłam miejsce. Bramki przy wjeździe do parkingu były otwarte i dlatego na placu zaparkowane są nie tylko samochody klientów, ale i osób, które chcą uniknąć opłat za parkowanie. Na placu wydzielone są miejsca dla niepełnosprawnych osób, ale przydałoby się także kilka miejsc dla osób z dziećmi, gdyż jest bezpieczniej gdy nie przechodzi się daleko z dziećmi i zakupami. Poza tym z tyłu mam 2 foteliki, aby zapiąć dzieci drzwi muszą być szeroko otwarte, a samochody są ciasno zaparkowane i trzeba bardzo uważać, aby nie obić sąsiadujących pojazdów. Dużym plusem są dla mnie wózki, ponieważ są plastikowe i lekkie, koła dobrze w nich pracują, a dzieci łatwo się do nich mieszczą. Są też koszyki i jeżdżące podstawy do nich więc można robić wygodnie również małe zakupy. Na terenie sklepu można się z łatwością poruszać, ale można się też natknąć na tarasującą przejście paletę. W sklepie często są zamieniane lokalizacje poszczególnych produktów więc trzeba czasami trochę poszukać gdy dany produkt nie jest na miejscu, w którym był wcześniej. Gdy już zrobiłam zakupy i udałam się do kasy, okazało się, że czynne są 4 stanowiska, a przy każdym około 8-10 osób w kolejce. Po dłuższym czasie oczekiwania otwarto jeszcze jedną kasę, ale wśród klientów panowało niezadowolenie bo każdy jest ciepło ubrany i 10 minut minimum stania w kolejce jest nieprzyjemne. Przy kasie nie ma systemu wagowego, więc klienci często zapominają o zważeniu jakiegoś produktu na stanowisku z warzywami i wydłuża się przez to obsługa. Przy kasie obsługa bez zarzutu pod warunkiem, że już się do niej dotrwa. Ogólnie uważam, że sklep jest raczej przyjazny dla klientów, ale czas przedświąteczny rządzi się swoimi prawami i sklep powinien wyjść na przeciw swoim klientom.
Wielki plus dla tej stacji. Zawsze na bieżąco, rzetelnie i niezwykle ciekawie. Stacja ta jest rozwojowa, ma szereg ciekawych propozycji i nowych podgrup takich jak tvn turbo, tvn style, tvn meteo i inne. Bardzo lubię oglądać stację tvn a w szczególności fakty ponieważ oprócz rzetelnych i ciekawych informacji politycznych, gospodarczych kulturalnych zawierają też informacje polityczne przedstawione humorystycznie, co trafia w szczególności do młodych widzów. Bardzo lubię także wieczorne kino. Mankamentem jest niewątpliwie i bardzo denerwuje mnie ogromna ilośc reklam oraz ich długość...traci się wówczas wątek filmu. Duży plus za program poranny DDTVN, szczególne pochwały w kierunku prowadzących Wellman i Prokop - są cudowni.
Prezenterzy wiadomości są schludnie ubrani i dobrze przygotowani. Polecam!
Jest to sklep Merkury znajdujący się w sieci sklepów Społem. Można tu znaleźć wiele drobnych artykułów gospodarstwa domowego. Artykułów tych jest naprawdę wiele. Lubię tu przychodzić i oglądać te wszystkie rzeczy i zawsze znajdę coś drobnego co ułatwia pracę w kuchni. Prócz drobnych artykułów AGD, można tu również zakupić środki czystości, chemię oraz artykuły dekoracyjne. Wybór jest naprawdę wielki i chyba dlatego tak bardzo lubię ten sklep. Tym razem przyszłam w konkretnym celu po zakup papieru do pieczenia. Przy wejściu stała jedna z ekspedientek. Spytałam się czy jest dostępny. Pani wyraźnie się uśmiechnęła i powiedziała, że akurat papier jest w promocyjnej niskiej cenie i skierowała mnie do odpowiedniego regału. Włożyłam promocyjny papier do koszyka i postanowiłam rozejrzeć się po sklepie. Chodząc między regałami zauważyłam, że klienci bacznie obserwowani są przez obsługę. Na początku każdej alejki stał pracownik, który miał na oku każdego z klientów. Pracownicy obserwowali cały sklep a od czasu do czasu dla zmyłki poprawiali towar na półkach. Obserwacje te były conajmniej trochę kłopotliwe. Nie lubię jak ktoś patrzy mi na ręce gdy robię zakupy. Dlatego też po chwili skierowałam się do kasy tylko z papierem do pieczenia, który zamierzałam kupić. Kasjerka stała przy pierwszej alejce więc widząc, że stoję przy kasie, zakończyła obserwację i podeszła do kasy. Kasjerka po prostu skasowała produkt, powiedziała ile mam zapłacić i podziękowała wydając resztę. Czyli taki standard obsługi. Po tym, jak wydała mi paragon od razu wróciła do obserwowania klientów... hmmm może monitoring przestał działać na sklepie?
Obserwacja dotyczy konkursu pod hasłem "Rewolucja! Nagrody należą się każdemu!". Zgodnie z jego warunkami, każdy, kto w oznaczonym w regulaminie czasie doda do serwisu określoną liczbę obserwacji, nabędzie prawo do otrzymania nagrody. Jej rodzaj uzależniony jest wprost od ilości wprowadzonych, nowych obserwacji. Ogólnie rzecz biorąc - godna uznania inicjatywa, choć nie można nie zauważyć, że ustalenie progów uprawniających do odebrania prezentów w oparciu o ilość obserwacji, nie zaś o uzyskane za nie punkty, promuje nie jakość formułowanych przez użytkowników ocen, a tylko ich ilość. Nietrudno stwierdzić, że ktoś, kto uzupełni swe konto o nowych 30 obserwacji, z których każda oceniona zostanie na 1 pkt zyska więcej (np. bilet do kina) aniżeli osoba, która dodałaby ich tylko 10, z których każda 'zapunktowałaby' na poziomie '3'. Moim zdaniem kryterium powinny stanowić punkty, organizator niestety uznał inaczej.
mnk, dziękujemy za informację i jednocześnie musimy sprostować informacje w niej zawarte. Otóż faktycznie ustaliliśmy progi wymagające uzyskania określonej ilości obserwacji, ale jak najbardziej zwracamy szczególną uwagę na jakość obserwacji, które są uwzględniane w Promocji. Wpisanie obserwacji nie gwarantuje wliczenia jej do puli obserwacji biorących udział w Rewolucji. Liczy się to, czy spełnia ona ustalone przez nas kryteria jakości. Obserwacje ocenione na 1 punkt nie biorą udziału w Promocji, a zatem sytuacji opisana przez Ciebie nie może mieć miejsca. Z pozdrowieniami – zespół portalu.
Po zakupach wybrałam...
Po zakupach wybrałam się do Mc Donalda aby coś zjeść. Kolejki jak na tą sieć nie były spore, przy każdej kasie ( 2 kasy czynne) stało parę osób. Obsługa przebiegała sprawnie i szybko, całe zamówienie trwało najwyżej 2 minuty. Pracownicy są mili i uśmiechnięci, z wprawą przyjmują zamówienia i podają gotowe dania. Oferta jest różnorodna zaczynając od sytych dań przez przekąski, sałatki na deserach kończąc. Każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Ceny nie są wygórowane. Jedzenia jak na restaurację typu fast food jest dobre. Jedynie co mnie zaniepokoiło to stoliki, na których znajdowały się resztki jedzenia i zużyte chusteczki. Personel powinien się tym zająć.
Wczoraj w Mc Donaldzie kupowałam zestaw Happy Meal dla dziecka i stwierdzam, iż obsługa w tej restauracji w CH Korona znacznie się poprawiła. W restauracji panował porządek, wszystkie kasy były otwarte co znacznie zmniejszało kolejki. Pani, która mnie obługiwała była uśmiechnięta i miła. Na podkreślenie zasługuje wprowadzony w Mc Donaldzie liicznik czasu obslugi - polega to na tym, iż po przyjęciu zamówienia kasjer ma 1 minutę na obsłużenie klienta, w przypadku, gdy się z tego nie wywiąze restauracja daje klientowi puszkę Fanty. Mnie kasjerka obłużyła w 34 sek. więc jestem pod wrazeniem :)
Strona internetowa firmy Artfan jest fajnie, graficznie przygotowana. Latwo znalezc na niej dowolnz artykul. Obsluga jest mila i fachowa. Na biezaco klient jest informowanz o postepie w realiyacji zamowienia. Przesylka dotarla do mnie po dwoch dniach oczekiwania. Paczka byla nadana w kartoniku, aby zapobiec uszkodzeniom.
Wybrałam się do sklepu Leroy Merlin aby pooglądać wyposażenie łazienek. Sklep przy Manufakturze zajmuje bardzo dużą powierzchnie i ma dwa wejścia co jest bardzo dobrym rozwiązaniem, ponieważ możemy wejść zarówno od strony Manufaktury jak i od dworu. Na zewnątrz jest duży parking więc nie ma problemu z zaparkowaniem samochodu. W środku nie było dużo klientów, w spokoju można było spacerować po sklepie oglądając interesujące nas towary a w razie pytań poprosić o pomoc obsługę. Na każdym dziale możemy spotkać pracowników obsługi, ubranych w strój sklepu oraz mających odpowiednią wiedzę na temat swojego działu, którą możemy wykorzystać w razie jakichkolwiek wątpliwości. Oferta sklepu jest bardzo bogata, znajdziemy tutaj wyposażenie i produkty do kuchni , łazienki, salonu, ogrodu a także oświetlenie, podłogi, farby i lakiery i wiele wiele innych artykułów. Ceny towarów nie są wysokie. Ze względu na dużą liczbę czynnych kas, kolejki nie są długie i na obsługę czeka się około 5 minut.
Pasart jest sklepem internetowym. Oferuje akcesoria do wyrobu biżuterii. Strona internetowa sklepu jest bardzo ładna i funkcjonalna. Łatwo na niej odszukać wybrany artykuł. Ceny oferowane przez Pasart są bardzo dobre. Problemem, zwłaszcza w tej chwili jest wydłużony czas oczekiwania na przesyłkę. Miłe jest informowanie klienta na bieżąco na temat zaawansowania w realizacji zamówienia.
Sklep znajdujący w Galerii Konstantynów jest zaopatrzony ciekawe artykuły wyposażenia wnętrz, domowe oraz odzież. W jednym miejscu, w korzystnych cenach można kupić coś dla domu i dla rodziny. Obsługa jest dyskretna i miła. Chętnie udziela informacji. Zakupy można zrobić naprawdę szybko i sprawnie. Sklpe urządzony bardzo funkcjonalnie.
Sklep Bomi znajdujący się w Galerii Konstantynów Łódzki, zajmuje część nowoczesnej hali. Jego wystrój jest ładny i stylowy. Obsługa jest sprawna i fachowa. Pracownicy zawsze noszą ubrania firmowe, co sprawia bardzo dobre wrażenie. Sklep oferuje szeroki asrotyment produktów. Fajną sprawą jest oferta artykułów delikatesowych i tradycyjnych kuchni południowoeuropejskich i azjatyckich.
Wybrałam się do sklepu Levi's zainteresowana ich najnowszą reklamą spodni idealnie dopasowanych do kobiecych sylwetek. Sklep w Galerii Łódzkiej nie zajmuje dużej powierzchni lecz jest umiejętnie urządzony i dobrze zaopatrzony. Asortyment był ładnie wyeksponowany a w sklepie panował porządek. Przy samym wejściu zostałam przywitana ( na sklepie z obsługi obecna była dziewczyna i chłopak, nie było klientów). Udałam się do wieszaków z interesującymi mnie spodniami, po krótkiej chwili zostałam zaczepiona przez dziewczynę z personelu, która zaoferowała pomoc. Opowiedziałam jej o spodniach, które wybrałam z reklamy, od razu wiedziała o które chodzi. Pokazała mi parę modeli, jednak widząc moje zdezorientowanie zaproponowała pomiar moich wymiarów i na podstawie tego wybór odpowiedniego dla mnie modelu. W końcu dostałam parę jeansów do przymierzalni, w trakcie mierzenia obsługa była bardzo miła, ciągle przynosiła mi nowe rozmiary czy modele jeśli coś mi nie pasowało. Do sklepu poszłam sama więc byłam zadowolona z profesjonalnego doradztwa personelu. Jakość sprzedawanych tam wyrobów jest naprawdę rewelacyjna, spodnie nie niszczą się po praniu, można je nosić parę lat. Jestem bardzo zadowolona z wizyty w tym sklepie ze względy na fachową obsługę oraz zakupy, które są na najwyższym poziomie. Gorąco polecam.
Delikatesy same w sobie oceniam pozytywnie. Dużo miejsca, ciekawe promocje, korzystne ceny, ilość towaru zadowalająca, ale.... Jakość obsługi tragiczna !!!! Nie dość, że do stoiska mięso/sery są zawsze "kilometrowe" kolejki, panie z obsługi ruszają się jak przysłowiowe muchy w smole, to jeszcze obsługa na kasach jest godna pozałowania ! Ostatnio w kolejce przed godz.21ą spędziłam 15 minut, bo na 6 kas w sklepie, czynne były dwie przy czym kasjerzy nie zajmowali się klientami z kolejki, ale pewnym panem któremu nie potrafili zrobić podliczenia a chcial zapłacić kartą. Fachowość personelu-zerowa !
Restauracja o milym wystroju - lecz obsluga oraz potrawy mniej niz dobre.
Dlugi czas oczekiwania na zamowione potrawy obsluga niemila,potrawy nie za bardzo smaczne (geste - maczne, zawiesiste
sosy, srednio czysto podawane niskiej jakosci wino oklejone logo restauracji, ceny wysokie - zdecydowanie nie polecam
Coś niesamowitego. Tak zdezorganizowanego sklepu daaawno nie widziałam. Tona walącego się wszędzie towaru. Wszystko rzucone na "kupę". Byle więcej. Sklep olbrzymi (stare wielickie Sukiennice) a miejsca? Zero ! Jako matka dwójki dzieci na zakupy mogłam iść tam tylko sama. Bez dzieci. Przez to, że półek, szafek były setki, nie sposób było wjechać z wózkiem. Płatność kartą tylko w jednej kasie (w sumie kas-5). Wybór towaru ogromny, ale nawet poza starającą się być miłą obsługą, sklep nie wzbudza sympatii.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.