Poszukuję obrazu ślubnego dla młodej pary. Mama poprosiła, abym sama wybrała ów obraz dlatego postanowiłam zorientować się w ofercie bialskich dewocjonaliów. Gdy weszłam do sklepu przywitała mnie miła pracownica mająca około 50 lat. Kobieta obsługiwała inną kletkę więc postanowiłam rozejrzeć się sama. Wybór obrazów był dosyć spory. Wśród nich były obrazy olejne, na płótnie, srebrne pamiątki, płaskorzeźby drewniane. Mnie interesowały te ostatnie. szczególnie do gustu przypadł mi obraz w drewnie z elementami metaloplastyki. Obraz kosztował 80 zł i był o 10 zł niż w Christianie (innych bialskich dewocjonaliach). Pracownica pozwoliła mi zrobić zdjęcie. Powiedziała, że gdy się zdecyduje na zakup jestem mile widziana w sklepie. Chyba rzeczywiście tam wrócę.
Dodam jeszcze, że lokal tego sklepu jest niewielki i jako klientka czułam się nieco przytłoczona nadmiarem znajdującego się tam towaru.
Otrzymałam kupon rabatowy -20% na całą kolekcję Orsay. Postanowiłam wybrać się do tego sklepu i być może skorzystać z promocji.
Od razu po wejściu zauważyłam nową kolekcję Glamour. Przyznam, że przypadła mi do gustu. Zestawienie głębokiego róży i nasyconego koloru chabrowego świetnie ze sobą współgra.
Od mojej ostatniej wizyty w sklepie zaszły małe zmiany. Zniknęły ubrania z przecen i pojawiły się nowe kolekcje. Mimo szczerych chęci nic konkretnego nie przypadło mi do gustu, więc opuściłam sklep bez zakupu.
Gdy spacerowałam po sklepie jedna z pracownic uśmiechnęła się do mnie i przywitała słowami :dzień dobry. Cenię sobie personel z Orsaya ponieważ pracownice indywidualnie podchodzą do każdego klienta i stwarzają atmosferę w której czuję się jak ceniona stała klientka.
Zawsze gdy brakuje mi pomysłu na prezent decyduje się na zakup płyty. Przecież muyki lubi słuchać prawie każdy z nas. Akurat ukazał się nowy album Kazika więc pomyślałam, że będzie to doskonały prezent mikołajkowy dla mojego chłopaka. Bez problemu odnalazłam płytę, bowiem znajdowała się ona na froncie regału przy nowościach. Płyta miała z góry narzuconą cenę więc Empik nie miał szans na ingerencję w jej cenę.
Pomyślałam, że przy okazji rzucę okiem na inne płyty. Z założenia płyty powinny być uporządkowane w kolejności alfabetycznej. Niestety tak nie było i płyty były wymieszane.
Gdy podeszłam do punktu kasowego powitała mnie pracownica mająca około 30 lat. Była życzliwa i uprzejma. Płyta kosztowała 39,99, wręczyłam,pracownicy 50 zł a ta wydała mi 10 zł. Zapytała mnie czy może być bez grosika. Oczywiście nie przeszkadzało mi to i cieszę się że pracownica mnie o tym poinformowała.
Gdy przebywała w C. H. Rywal otrzymałam sms z clubu Esotiq z informację, że na bieliznę męską jest aż 70% zniżki. Postanowiłam wstąpić do tego sklepu i być może skorzystać z promocji.
Gdy weszłam do sklepu przebywały w nim dwie pracownice. Obie kobiety stały za ladą i rozmawiały ze sobą. Nie przywitały się jako pierwsze, tylko odpowiedziały na moje powitanie.
Właściwie nie wiedziałam czy promocja dotyczy wszystkich artykułów i nie znałam jej dokładnych szczegółów. Postanowiłam rozejrzeć się po sklepie i o ewentualną pomoc poprosić którąś z pracownic. Przebywałam w sklepie około 5 minut. Niestety podczas mojej wizyty żadna z pracownic nie zainteresowała się moją obsługę. Pracownice przez cały czas toczyły rozmowę na prywatne tematy. Pomyślałam, że nie warto przeszkadzać im w dyskusji i opuściłam sklep. Dodam tylko, że wielokrotnie byłam ignorowana w tymże sklepie. Pracownice są leniwy i najchętniej spędzały by czas na pogaduszkach a nie na handlu.
Nie byłam w stanie przejść obojętnie obok stoiska Fornetti, bowiem roztaczający się tam zapach ciasteczek złamałby nawet najtrwalsze sumienie.
Przy kasie nie było kolejki więc zostałam obsłużona automatycznie. Obsługująca mnie pracownica była uprzejma i sympatyczna. Wybrała kilka smaków ciasteczek a kobieta zapakowała mi je do firmowej torebki i zważyła. Czas mojej obsługi był błyskawiczny.
Jeśli chodzi o ofertę to oprócz ciasteczek z ciasta francuskiego można zjeść tam kanapkę czy zapiekankę. Smak ciastek był wyśmienity, choć wolałabym żeby były one ciepłe.
Stoisko było czyste i schludne. Również stolik przeznaczony dla klientów nie budził moich zastrzeżeń.
Sklepik mały, wyraźnie brakuje przestrzeni. Trzeba się przeciskać między regałami. Ten brak swobody naprawdę przeszkadza.
Bogaty asortyment. Można tu kupić wszystko na dobre, świeże na śniadanie do pracy. Ceny wyższe niż w supermarkecie.
Bardzo miła obsługa, dwie panie schludnie ubrane. Śmieją się nie tylko do klientów, ale również do siebie i widać sympatię między nimi. Chce się tu przychodzić i pośmiać z nimi z rana. Czuję się prawie jak wśród znajomych. Pakują klientowi zakupy do siatki.
Byłem na spotkaniu w Expanderze,
doradca podszedł punktualnie, spotkanie dotyczyło lokaty bankowej. Zostałem profesjonalnie obsłużony a doradca zaskoczył mnie swoim profesjonalizmem. Spotkanie mnie zaciekawiło i zainspirowało do szerszego spojrzenia na swoje finanse osobiste. Zrobiłem lokatę i inwestycje długoterminową. Generalnie polecam wszystkim. Pozdrawiam Wojtek
Jest to market bardzo dobrze zaopatrzony, w towary różnych firm i w różnych cenach, zazwyczaj jednak jest drogo.Być może jest to cena za bardzo dobrze rozwinięty asortyment. Co nie znaczy, że nie ma żadnych promocji, bo od razu przy samym wejściu wrzuciłam do koszyczka zakupowego pyszne pierniczki w super cenie (7 zł za kg), skusiłam się też na owoce w prmocyjnych cenach (m.in. mandarynki za 2,5 zł/kg). Lubię chodzić do tego sklepu, bo tam zawsze jest taki extra porządek na półkach i ogólnie bardzo czysto. Zawsze jakiś pracownik znajduje się "na sklepie", więc w razie czego można zapytać o cokolwiek. Przy kasie też pracują bardzo miłe kasjerki, które bardzo sprawnie obsługują klientów. Jednak w czasie ostatniej mojej wizyty w tym sklepie udało mi się wykryć jedno niedociągnięcie personelu: na półce stała butelka soku (między tymi pozakręcanymi), która była już otworzona i nie zakręcona dobrze ponownie, więc mało co się nie polałam sokiem, przekręcając ją w celu przeczytania zawartości butelki...
Poszłam do apteki w celu zrealizowania recepty na antybiotyk. Apteka rodzinna jest kawałek drogi ode mnie z domu ale za to jest najtańsza. Kiedy tam weszłam od razu rzuciła mi się w oczy brudna podłoga i ulotki porozrzucane na stoiku dostępnym dla klientów. Można usprawiedliwić tą brudną podłogę ponieważ wejście jest prosto z ulicy. Przede mną było 4 osoby w kolejce oraz 3 okienka na 5 dostępnych. Panie obsługujące miały takie same białe fartuszki. Witały wszystkich klientów z uśmiechem. Przy jednym okienku kłóciła się klientka, że produkt jaki zamówiła za zebrane punkty nie spełnia jej oczekiwań i ona chce go wymienić na inny. Pani za okienkiem była spokojna i delikatnie jej wszystko tłumaczyła. Kiedy przyszła moja kolej przywitała mnie pani która miała na identyfikatorze napisane technik farmacji Dominika P. Zrealizowała moją receptę zapytałam ją również czy mogę wyrobić duplikat karty stałego klienta ponieważ zgubiłam, chciała mi to zrobić od ręki ale niestety okazało się że musiałabym chociaż raz użyć tej karty w tej aptece aby mieć jej potrzebny numer. Poradziła mi abym poszła do tego punktu gdzie ją wyrabiałam i żebym to zrobiła jak najszybciej bo do 15 grudnia mogę wykorzystać punkty, później już przepadają. Po tym wszystkim zapytała czy coś jeszcze ma podać. Podziękowałam i się pożegnałam.
Jestem klientką od 2004 roku korzystałam z karty kredytowej wielokrotnie ,spłaty przeprowadzane były na bierząco .W 2008 roku zakupiłam sprzęt RTV gdzie zapłaciłam kartą , po paru dniach dowiedziałam się że jestem opciążona podwujnie za zakup ,po rozmowie z pracownikiem banku okazało się że pracownik banku podwujnie zaliczył zakup i rzebym mogła to cofnąć musze spłacić całość zadłużenia i napisać reklamacje .Nie jestem majętną osobą i oświadczyłam że nie mam takich pieniędzy a reklamacje i tak napisze .
Całe wyjaśnienie trwało o koło 3 m-cy a między czasie zostałam wciągnięta do BIG-u A także moja reklamacja została uznana .Do dzisiaj jestem w BIG-u .
W czerwcu 2011 r spłaciłam całe zadłużenie i w lipcu napisałam w banku o rozwiązanie umowy .Po miesięcznym oczekiwaniu otrzymałam pismo że na moim koncie jest nadal zadł€żenie w wysokości 5 zł i nie mogą go zamknąć ,informuje że pismo było pisane w obecności pracownika który dzwonił do centrali i sprawdzał dokładnie jak zamnkąć konto i ile wpłacić .Po m-cu okazuje się że pismo do centrali nie doszło ,zadł€żenie jest w kwocie 3 grosze i dalej nie mogą zamnkąć .Po dużej i bużliwej rozmowie z pracownikami BPH napisaliśmy jeszcze raz pismo ktore zostało wysłane do centrali i tam wpłyneło w dn 29/10/2011 i od tego dnia bank ma 30 dn na zamknięcie konta .Na poczatku 11/2011 złorzyłam podanie w innym baku o kredyt który b potrzebuje na otworzenie działalności gospodarczej , tam mnie poinformowano że jestem nadal w BIG -u i Bank BPH mnie z niego nie wypisał ,przez to moja sytuacja staje się coraz gorsza bo nigdzie nie otrzymam kredytu inwestycyjnego .Po kontakcie z bankiem BPH poinformowano mnie że najwcześniej informacja do big-u zostanie wysłana po 20/12/2011 Po moim zdziwieniu i zapytaniu jak to jest możliwe że od pażdziernika tego roku bank nie zamnką mi konta nie wycofał z big-u wpisu w ciągu 30 dn od złorzenia .
Dlatego nie będe polecała usług banku BPH Iwona Piekarska nr umowy 2030312121
wczoraj wiedząc że mam lekcje do dosyć późna postanowiłam kupić sobie coś jeść do kiosku znajdującego się obok mojej szkoły. Jak zawsze kupiłam dużego kubusia i 2 słodkie bułki zapłaciłam aż ponad 7 zł. dzisiaj będąc w sklepie kupiłam dokładnie to samo co wczoraj ale zapłaciłam 5.20! kubuś w sklepie kosztuje 2.90 gdzie ten sam w kiosku kosztuje az 1zł więcej!
Sklep odwiedziłam w celu zrobienia zakupów spożywczych. Minusem było to że niektóre koszyki na zakupy były brudne. Poza tym sklep ma bardzo dobrze rozstawione regały. Bardzo łatwa dostępność pracowników. Łatwo można odnaleźć cenę produktu a jeśli nam się to nie uda możemy z łatwością odnaleźć czytnik cen.
Sklep jest dobrze zorganizowany. Personel dobrze wyglądający i pomocny, gdy zapytałam o czytnik cen momentalnie otrzymałam odpowiedz.Oferta jest jasna a gazetki łatwo dostępne .Gdy ruch się nasilił a jedna kasa była otwarta zaraz została uruchomiona druga. Jest czysto, a wszystkie artykuły leżą na swoim miejscu i są łatwo dostępne.
Sklep spozywczy "WIK" jest bardzo dobrze usytuowany ,znajduje sie przy dworcu PKS.Jest bardzo dobrze widoczny.Przy sklepie znajduje sie parking.Pomieszczenie sklepu jest po starych magazynach,przydałoby sie troche odnowienia i odświerzenia sklepu,gdyz wyglądem przypomina nam sklepy z czasów PRL.Sklep jest bardzo dobrze zaopatrzony ,jest duzo towaru,mozna tu kupić wszystko.Pieczywo jest zawsze świeże i starannie ułożone.Na widocznym miejscu sa dostepne woreczki foliowe,i rekawice jednorazowe.Stoisko z owocami i warzywami tez bez zastrzezeń.Personel sklepu miły i uśmiechniety ,służą radą i pomocą.Przy kasie obsługa sprawna ,brak duzych kolejek.
Byliśmy w restauracji Wook z partnerem i 2,5 letnią córką w tygodniu, wieczorową porą. Wygląd lokalu z zewnątrz jak i wewnątrz naprawdę przyciąga oko. W środku wystrój jak i delikatna muzyka idealnie ze sobą współgrają, jednak po wejściu, a nawet odczekaniu chwili żaden z wolnych kelnerów (a było ich trzech opartych o bar) do nas nie podszedł. Ponieważ byłam w tej restauracji wcześniej wiedziałam gdzie znajduje się miejsce dla dzieci i tam udałam się z rodziną. Jednak ta część lokalu była "nieczynna" ( zgaszone światło i puste stoliki). Patrząc cały czas w stronę kelnerów zaczęliśmy sie rozbierać i usadawiać właśnie w tej części restauracji. Niestety bardzo długo czekaliśmy na zapalenie światła i podejście kelnera. Gdy już się zjawił obsłużył nas sprawnie i kompetentnie. Skasować jednak przyszedł nas inny kelner, który bardzo się spoufalał ( być może ze względu na mój młody wiek-przed 30) a na końcu gdy zapomniał przynieść terminal do płacenia kartą zaczął nawet przeklinać "Kurde kto nie ma w głowie ten ma w nogach" a przy wszystkim małe dziecko....tak jak lokal i jedzenie przypadło mi do gustu, tak obsługa zrobiła na mnie naprawdę średnie wrażenie.
Wracając z zakupów postanowiłam wstąpić do Biedronki i kupić sobie napój izotoniczny. Dział z napojami znajduje się przy samym wejściu więc nie musiałam spacerować po całym sklepie. Przy napojach zauważyłam folię po zgrzewce, która przewracała się na półce.
Od razu skierowałam się w kierunku kas. Czynne były trzy stanowiska kasowe. Ustawiłam się w najmniejszej kolejce. Przede mną stały trzy osoby. Kasjerka obsługiwała bardzo sprawnie więc mój czas oczekiwania nie był zbyt długi.
Kasjerka przywitała mnie z uśmiechem. Podczas obsługi używała zwrotów grzecznościowych. Na koniec wizyty podziękowała mi za zakupy i zaprosiła ponownie.
Sieć Wypożyczalni Samochodów Panek S.A. działa w 36 oddziałach, co daje najszersze pokrycie terytorialne wśród wypożyczalni działających w Polsce. Ma ugruntowaną pozycję na rynku i stabilną sytuację ekonomiczną. Szeroka gama i wysoka jakość świadczonych przez Panek S.A. usług sprawia, iż sukcesywnie zdobywa zaufanie coraz szerszej grupy klientów. Zespół wykwalifikowanych pracowników zapewnia pomoc na najwyższym poziomie. Aktualnie w swoim asortymencie firma posiada ponad 500 samochodów różnych klas, a wszystkie auta to pojazdy NOWE lub do dwóch lat. Oprócz obsługi klienta w punktach wynajmu dostarczamy auta również pod wskazany adres, do firm oraz na lotniska. Prowadzimy dodatkowo usługi transportu towarowego, przewozu osób(taxi), home assistance, relokacji pojazdów, door to door, zarządzania flotą oraz wynajmu długoterminowego.
W perfumerii Douglas w centrum handlowym Forum w Gliwicach czułem się bardzo niekomfortowo. By sprecyzować, miałem uczucie bycia postrzeganym jako potencjalny złodziej. Obsługa wciąż patrzyła mi na ręce, co skutecznie zniechęciło mnie do dłuższego przebywania w tym miejscu. Pomimo profesjonalnego wyglądu, a także doskonałej znajomości towaru, którym w tej akurat perfumerii się handluje, wrażenie bycia obserwowanym sprawiło, że nie było mowy o zadowoleniu z obsługi.
Będąc przez kilka lat klientem BOŚ banku mogłem przyjrzeć się obsłudze klienta i zapoznać się z jego ofertą.Pracownicy tego banku bardzo chętnie otworzą nam nawet kilka rachunków bankowych:konto indywidualne,konto dewizowe itd.Przy okazji wcisną nam jakiś dodatkowy produkt np. ubezpieczenie na życie,ewentualnie wątpliwie oprocentowaną lokatę.W czasach gdy inne banki uciekają od wysokich kosztów obsługi klienta BOŚ trzyma się swojego kursu.Prowadzenie ROR-u jest drogie,nie ma dostępu do konta przez internet,prowizje za przelewy są wysokie.W sytuacji, gdy porównamy ofertę tego banku do innych i zdecydujemy się na likwidację naszych rachunków zaczynają się schody.Mimo, iż rachunek otworzyliśmy w BOŚ w 5 minut zamkniemy go jak się nam poszczęści w 4m-c od złożenia wniosku o zamknięcie.W tym czasie bank będzie nas dalej kasował za jego prowadzenie i naliczał opłaty.Żeby zamknąć rachunek dewizowy musiałem pisać do centrali reklamację, ponieważ okazało się,że bank zmieniła tabelę prowizji i opłat, i rachunek, którego prowadzenie było nieodpłatne,po kilku latach w czasie których nie dokonałem na nim żadnej operacji,został obciążony przez bank kosztami za prowadzenie.Pracownicy nie potrafią skutecznie i szybko zamknąć rachunku bankowego, za to nie dostaną prowizji.
Mimo,iż jest kilka stanowisk obsługi klienta,nigdy nie udało mi się uniknąć kolejki.Personel dobrze znosi zniecierpliwienie rosnącej kolejki klientów i pracuje spokojnie.Przecież to nie ich nogi!
Oceniam negatywnie.
Dzisiaj po południu odwiedziłem lubelskiego 'Aviatora' z moją dziewczyną. Na zewnątrz przywitał nas nie uprzątnięty letni 'ogródek', ogromny baner z reklamą promocji i naklejone na drzwiach kartki z ręcznie zapisanymi zmianami godzin otwarcia. Drzwi i okna były czyste.
Wewnątrz również było czysto: podłoga, bar, stoliki – nigdzie nie zauważyłem śmieci. Zajęliśmy miejsca i jedyny na sali pracownik (ubrany 'firmowo' na czarno) podał nam karty menu. Później poszedł do baru, przy którym siedzieli jego znajomi. Rozmowa z przyjaciółmi zajęła go na tyle, że podszedł do nas przyjąć zamówienie po 14 minutach. Słuchając nas pracownik nie notował. Zamówione napoje dostaliśmy po minucie, jedzenie po 4. Kawa i herbata były smaczne i ciepłe. Natomiast dostaliśmy jeden posiłek inny niż zamawialiśmy – pracownik zaoferował wymianę, ale ze względu na brak czasu przyjąłem już to, co dostałem. Zapiekanki były przygotowane inaczej niż zazwyczaj: na jednym talerzu dwa 'spody', na drugim 'góry' (na każdym talerzu inny rodzaj mięsa na zapiekance). Mięso na zapiekankach ciągle było zimne, ale wydawało się być świeże. Jedna z bułek była przypalona ('na czarno').
Kiedy spożywaliśmy swój posiłek do restauracji przychodzili kolejni przyjaciele pracownika, absorbując go zupełnie – wyszedł zza baru i rozmawiał z nimi głośno na tematy prywatne. Około godziny 16.00 przyszła kolejna pracownica, jednak w zachowaniu pracownika nic się nie zmieniło z tego powodu.
W międzyczasie odwiedziłem łazienkę: jest tak ciasna, że dwie osoby wewnątrz wyrządziłyby sobie drzwiami krzywdę chcąc się wyminąć wewnątrz. Toaleta była czysta, poza zapisanymi markerami od środka drzwiami.
Jako, że nie było okazji poprosić pracowników o przyniesienie rachunku upomniałem się o niego wychodząc. Najpierw płatność kartą obsługiwała miła pracownica – niestety terminal się zawiesił, transakcja została odrzucona. Drugą próbę obsługiwał pracownik, nie przerywając wesołych konwersacji z przyjaciółmi (których z minuty na minutę przybywało). Cała operacja trwała kolejne 4 minuty. Na moje pożegnanie nikt nie odpowiedział.
Aviator to typowa tania jadłodajnia na studencką przerwę między zajęciami – niewykwintne menu, niskie ceny i niezbyt zaangażowana obsługa. W dzisiejszej wizycie przeszkadzał szczególnie ten ostatni element.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.