Gdy kilka miesięcy temu trafiłam do "Cefe pod Atlasami" poczułam, że to magiczne miejsce. Do tego wspominam je z sentymentem, bowiem świętowałam tutaj z siostrą obronę pracy magisterskiej. Wiedziałam, że jeszcze tu wrócę i wróciłam dzisiaj. Kawiarenka jest mała, bo mieści się w niej tylko kilka stolików, ale bardzo przytulna. Wybór kaw jest naprawdę duży, choć ceny jak na studencką kieszeń są trochę za wysokie. Od czasu do czasu można sobie jednak pozwolić. Skusiłam się na dużą kawę z czekoladą i bitą śmietaną - przepyszny napój i zarazem deser. Oprócz kaw można napić się tu także czekolady, koktajlu, zjeść domowe ciasto (poprzednio widziałam, że właścicielka przyniosła je jeszcze ciepłe w brytfannie), sałatkę lub pieczonego banana. Jak na kawiarnię, wybór jest duży. Pracownica była uprzejma, chociaż momentami za bardzo zajmowała się rozmową z koleżanką. Mimo wszystko była zaangażowana w swoją pracę i po wyjściu klientów od razu sprzątała brudne naczynia. "Cafe pod Atlasami" to naprawdę świetne miejsce na pogaduchy z kumpelą. Na pewno jeszcze tu wrócę.
Podłoga w całej stołówce była czysta. Wszystkie stoliki były umyte a krzesła równo ustawione. Kiedy podeszłam do lady, pracownica właśnie wykładała gorące dania na wagę. Miała rękawiczki ochronne. Nad każdym daniem ustawiała stojak z jego nazwą w języku polskim i angielskim. Wzięłam talerz i nałożyłam sobie porcję jedzenia. Podeszłam do kasy. Pani wytarowała wagę i poprosiła, abym położyła na niej talerz. Po skasowaniu pani zapytała czy chciałabym coś do picia. Podziękowałam i zapłaciłam kartą. Zajęłam miejsce przy stoliku. Jedzenie było gorące i smaczne. Warzywa były bardzo dobrze ugotowane a mięso świetnie przyprawione.
Wybrałem się do Lidla na zakupy, miałem dosyć spora listę. Muszę pochwalić szeroki asortyment produktów ale najbardziej obsługę, dokładnie jednego chłopaka, który wskazał mi bez zastanowienia trzy szukane produkt i jeszcze polecił dwa inne (bardzo dobre). Gdy podszedłem do kasy zrobiła się spora kolejka, obsługa bardzo szybko zareagował otwierając kolejne dwie kasy i obsługiwała klientów w szybkim tempie, muszę przyznać, że pracują tam bardzo mili ludzi.
Kiedy weszłam do księgarni na ul. Oławskiej we Wrocławiu dwie miłe ekspedientki powitały mnie słowami "dzień dobry". Odpowiedziałam i zaczęłam przeglądać kalendarze, książki i naklejki dla dzieci. Panie w tym czasie prowadziły rozmowę na prywatny temat. Chodząc po sali zauważyłam, że wszystkie książki są równo poukładane na półkach. Wszystkie półki były tematycznie podpisane tak, że nie było problemu z odnalezieniem interesującej rzeczy. Kiedy wybrałam naklejki BEN10, podeszłam do kasy. Panie mimo to dalej ze sobą rozmawiały. Zostałam szybko obsłużona. Podałam pieniądze a kasjerka po chwili wydała mi paragon.
Dziś wybrałam się do galerii a w szczególności do sklepu CCC w celu zakupienia butów wiosennych. Zdecydowałam się na salon CCC mieszczący się w C.H. Carrefour,gdyż korzystam z tego sklepu bo uważam, że jest spory wybór . Sklep był bardzo przepełniony było sporo klientów i w sklepie było bardzo ciepło,co nie umożliwiało skupić się na zakupach. Personel był zajęty obsługą, tak więc mojego wejścia nikt nie zauważył, podobnie jak moich późniejszych problemów ze znalezieniem odpowiedniego rozmiaru i koloru. Zrezygnowana poszukiwaniami odpowiedniego rozmiaru obuwia rozglądałam się po sklepie w poszukiwaniu ekspedientki,żeby poprosić ją o pomoc wypatrzyłam ją w tłumie, bo miała na sobie pomarańczową firmową koszulkę i spotkałam się z miłą obsługą z jej strony, wysłuchała mojej prośby i udała się na poszukiwania interesującego mnie rozmiaru. Rozmiar się odnalazł,ale na moje nieszczęście nie było takiego koloru jaki mnie interesował.Sprzedawczyni zaproponowała że jeszcze sprawdzi na magazynie bo może jeszcze jakaś para została. Co bardzo mnie ucieszyła jej reakcja i pomoc w dalszym poszukiwaniu. No ale jednak z interesującego mnie modelu i odpowiedniego koloru w salonie nie było. Sprzedawczyni zasugerowała,żeby odwiedzać ich sklep bo może w najbliższej dostawie znajdzie się odpowiedni kolor z interesującego mnie obuwia, co przyjęłam z wdzięcznością. Więc podziękowałam pani serdecznie za jej zaangażowanie i powiedziałam, że na pewno będę odwiedzać ich sklep w poszukiwaniu swojego wymarzonego koloru Dodam tylko, że na sali sprzedaży były dwie ekspedientki,ogólnie pudła z butami ułożone w z dłuż sklepu bardzo utrudniały przejście i wymijanie się z innymi klientami jak również obejrzenie dokładnie obuwia . Moje ogóle wrażenie jest pozytywne, na pewno odwiedzę jeszcze ten sklep
Często tankuje paliwo na stacji Shella, która w swojej ofercie posiada również automatyczną myjnie. Postanowiłem umyć samochód w drodze powrotnej z pracy, kupiłem bilet w kasie, wsiadłem do samochodu i podjechałem na tor do myjni przed drzwi, w której zablokowany był samochód, ponieważ drzwi wyjazdowe zamarzły. Przez minusowe temperatury myjnia została wyłączona i nie mogłem zrealizować mojego kuponu na mycie. Udałem się do obsługi aby odzyskać pieniądze i tu właśnie się zaczęło, kasjerka nie chciała oddać mi pieniędzy z nie wykonaną usługę i nie potrafiła mi wytłumaczyć dlaczego. Jedyne co powiedziała to to, że mam 7 dni na wykorzystanie kuponu. Odpuściłem i przyjechałem następnego dnia, myjnia nadal była nieczynna, tym razem nie odpuściłem i zażądałem zwroty pieniędzy albo wykonania usługi. Obsługa przy kasie tym razem była miła i uruchomiła myjnie. Podjechałem do drzwi gdzie był postawiony znak blokujący wjazd, musiałem sam go odsunąć bo pracownik się nie pojawił. Jak wjechałem do hali mycia wyskoczył do mnie pracownik, który sypał piach na pasy, nagle zaczął na mnie krzyczeć, że wjechałem do myjni, zbrukał mnie jakbym był jego podwładnym. Wytłumaczyłem mu dosadnie na o co chodzi i odszedł mrucząc coś pod nosem na mój temat. Pierwszy raz się z czymś takim spotkałem.
W przerwie podczas pracy postanowiłam pójść na obiad. Kiedy weszłam do stołówki zauważyłam brudne stoliki i porozstawiane krzesła. Na stolikach były jeszcze talarze z resztami jedzenia, które pozostawili klienci. Podeszłam do kasy, aby złożyć zamówienie. Kasjerka powitała mnie miłym uśmiechem i słowami:"Dzień dobry, co podać?" Poprosiłam o pół porcji pierogów ze szpinakiem. Zapłaciłam i poszłam usiąść przy jednym ze stolików. Niestety nikt przez całą moją wizytę nie wyszedł na salę, aby posprzątać. Na obiad nie musiałam długo czekać. Był smaczny i gorący.
Tak się ostatnio składa że dość często jestem w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego .Budynek to nie tylko sama biblioteka ale też miejsce gdzie mamy kilka kawiarenek, salę wystawienniczą, pocztę. Jest też księgarnia Liber i Weltbild Oraz sala zabaw.To wszystko jest dostępne w dobudowanej na ten cel części frontowej połączonej z BUW’ em szklanym dachem co tworzy fajny klimat miejskiego deptaku.Tu na parterze jest też klubo kawiarnia Rewers.Wejść możemy bezpośrednio od ulicy Lipowej lub tak jak wspomniałam przechodząc przez dziedziniec.I od tej strony coś co do miejsca nas bardzo zniechęca.Brudne, pochlapane szyby.Cóż trzeba wsiąść się za porządki.Od ulicy Lipowej tego problemu nie ma gdyż tam okna są zaklejone foto folią firmową na której jest duże logo Litera „R” i jej lustrzane odbicie oraz hasło :ZDROWO—SMACZNIE- SZYBKO-NIEDROGO !!!TAK TYLKO U NAS!!! NAJLEPSZE JEDZENIE W PRZYSTĘPNEJ CENIEMyślę sobie czemu nie.Dobra pora na kolację.Podam menu przetestowaniu.Zobaczymy .W myśl dietetycznej maksymy śniadanie zjedz sam obiadem podziel się z przyjacielem a kolację oddaj wrogowi.Jako że już godzina19 decyduję się na symboliczną porcję gotowanych ziołowych warzyw na parze.Cena 5 PLN .Sporo za wielkość mikro i jakość nie za specjalną.Trochę za miękkie, paćkowate.Nie był to dobry wybór.Ale miejsce jako miejsce mi przypada do gustu choć podniebienie nie koniecznie czuje się usatysfakcjonowane.Duża sala utrzymana w stylu stołówki.Surowy beton ścian, i walcowatych filarów.Na jednej podświetlany panel ze znakami zodiaku i greckim alfabetem.Z sufitu zwieszają się lampy co daje dobre ale ciepłe oświetlenie.Rury i kanały wentylacyjne powyżej też są nie osłonięte i stanowią wątpliwą dekorację.Przy kilku stolikach czerwone kanapy z poduchami.Stoliki mniejsze i większe, czasem zestawione ze sobą.Kwadratowe i sześciokątne.Krzesła na metalowych nogach i takie z ciemnego drewna ,składane.Personel.Grzeczny choć mało zainteresowany nawiązaniem cieplejszej relacji z klientem.Ubrany w czarny t-shirt firmowy.Pan u którego składałam zamówienie miał na głowie zawiązaną kremową bandamkę.Stoliki są sprzątane na bieżąco choć chyba pobieżnie gdyż za pierwszym podejściem nie usiadłam bo blat był zakruszony.Co do zasady naczynia odstawiamy na stojący przy drzwiach wózek.Są krzesełka dla dzieci.Mamy część kulinarną gdzie w podgrzewanych kuwetach mamy dania i jego elementy.Mięska, ziemniaczki( pieczone wody, puree) warzywna.Po przeciwnej stronie kontuar cafe.Obudowany zdjęciami gwiazd i podstacji znanych w minionym wieku.W razi kolejki tam możemy zapłacić za obiad.Pracownik sam nas zaprasza do podejścia.Inaczej z tacą przesuwamy się do gabloty z deserami napojami(mamy mi. kompocik) i za zakrętem kasa gdzie jesteśmy podliczani.W między czasie zaopatrujemy się samoobsługowo w sztuce.Między kuchnią a cafe jest wysepka z barkiem sałatkowym.Ale tak nie koniecznie mi ona pasuje.Bo mało miła jest świadomość tego ze każdy tam chucha i dmucha.Resume.Fajna lokalizacja.Nie tylko dla żaka ale też spacerowicza.Między Krakowskim Przedmieściem a Centrum Nauki Kopernik.Usiąść odpocząć, pogadać….I coś oczywiście zjeść.Dam drugą szanse menu, bo dziś to była porażka.
Personel był miły, choć nie narzucał się. Na pytanie o inny rozmiar bluzy sprzedawca udzielił negatywnej odpowiedzi, lecz wykonał telefon do innej filii (w CH Turzyn) z zapytaniem o dostępność towaru. Po sklepie kręciła się obsługa, która poprawiała towar, sprawiali wrażenie zajętych. Przy kasie nie trzeba było czekać długo w kolejce, kasowanie odbyło się sprawnie i w miłej atmosferze.
Kilka dni temu zepsuło mi się żelazko, dlatego jak najszybciej musiałam kupić kolejne. Sugerując się opiniami innych użytkowników wybrałam model, który mnie interesuje i sprawdziłam ofertę cenową w różnych sklepach. Najkorzystniej przedstawiała się ona w Avansie, co było dla mnie szokiem, bo zwykle ceny są tu wyższe niż w innych sklepach ze sprzętem RTV i AGD. Żelazko zamówiłam na stronie internetowej sklepu, a odbiór nastąpił w sklepie. Przez cały czas byłam informowana na jakim etapie jest realizacja zamówienia. Nie wliczając weekendu na sprzęt czekałam 2 dni. Wybrałam się do sklepu i powiedziałam, że chciałabym odebrać żelazko zamówione przez Internet. Ponieważ zamówienie było złożone na moją siostrę, musiałam okazać upoważnienie, które na szczęście posiadałam. Sprzedawczyni wczytała numer zamówienia do komputera i po chwili mogłam odebrać i zapłacić za sprzęt. Ogólnie zostałam obsłużona bardzo miło. Avans posiada dość duży asortyment, często w wyższych cenach niż w innych sklepach ze sprzętem, choć nie zawsze. Można liczyć na fachową obsługę i dobrą poradę, gdy nie wiemy jaki produkt wybrać. Jestem zadowolona z obsługi tego sklepu.
Wchodząc do Empiku zostałam przywitana przez ochroniarza. Powitał mnie słowami "dzień dobry" i lekko się ukłonił. Odpowiedziałam z uśmiechem. Drzwi automatyczne były czyste. Podłoga również. Kiedy weszłam na pierwsze piętro znów zostałam powitana prze sprzedawcę z działu książek. Zapytałam o słownik języka angielskiego dla dzieci. Pan zaprowadził mnie do półki i pokazał kilka pozycji wskazując, która jest najlepsza. Wybrałam jedną z nich i udałam się do kasy. Kasjerka powitała mnie miło i z uśmiechem. Skasowała książkę a ja zapytałam, czy przysługuje mi rabat, ponieważ jestem studentką. Kasjerka odpowiedziała, że nie ma w ogóle żadnych rabatów. Wtedy kasjerka z kasy obok poinformowała mnie, że jeśli mam konto w mBanku to dostanę 20% zniżki. Stwierdziłam, że mam i chcę skorzystać z tej promocji. Choć pierwsza kasjerka była miła to jednak nie przeprosiła za swoją pomyłkę. Zostałam obsłużona szybko i sprawnie. Pani zaproponowała mi reklamówkę. Podziękowałam. Zostałam pożegnana słowami:"Do widzenia".
Kiedy weszłam do sklepu sprzedawczyni powitała mnie słowami "dzień dobry". Uśmiechnęłam się. Odpowiedziałam i również się uśmiechnęłam. Zapytałam czy kupię tutaj patyczki do szaszłyków. Pani odpowiedziała, że tak i podeszła do regału. Podała mi patyczki do ręki informując, że jest ich 150 sztuk w opakowaniu i kosztują 3,30 zł. Podziękowałam i wzięłam produkt. Podeszłam z nim do kasy. Wszędzie panował porządek a kasjerka nadal się uśmiechała. Była bardzo uprzejma. Skasowała patyczki poprosiła o zapłatę. Po chwili resztę i paragon położyła na tacce przy kasie. Podziękowałam i powiedziałam "do widzenia".
Pyszna pizza w bardzo dobrej cenie i to tyle, ponieważ jakość i zachowanie obsługi, która wzajemnie się podrywa na oczach klienta nie zachęca do pozostaniu w lokalu. Menedżer powinien zastanowić się nad strojami pracowników i nad dekoltami barmanki i kelnerki, wprowadzić standaryzacje ubioru i obowiązek spinania włosów. Polecił bym również przeniesienie popielniczki z przed drzwi wejściowych do lokalu w bardziej ustronne miejsce tak aby nowi goście nie musieli przebijać się przez chmarę palaczy (jestem osobą palącą a mimo to uważam, że źle to wygląda przy wejściu).
Danie główne, podwójny deser i na koniec kawa.Każda pozycja w innym miejscu w odstępach czasowych.Małe co nieco to sprawdzony zestaw B-smart w KFC Co prawda nie umknął on podwyżce i z 4,99 PLN kosztuje obecnie 5,50 PLN ale jest on moim sprawdzonym sposobem na mojego głoda.Mogę go jeszcze uspokoić powiększoną porcją frytek za dopłatą 1 PLN.Nauczyłam się też że w moim Mini Twisterze nie koniecznie musi być panierowany lekko pikantny ptak i mogę poprosić o mięsko grillowane.W środku dużo zgłodniałej klienteli, ale przy kasie załoga uwija się sprawnie.Kolejki praktycznie nie ma.Przychodzi więc zaraz moja kolej gdy od lady odchodzi klient.On odchodzi ja podchodzę a pracownik w tym momencie obraca się bez słowa na pięcie i znika na kuchni.Cóż zachowanie poniżej krytyki.Przechodzę dwie kasy obok.Tam pracownik już mi nie czmychnął.Przyjął zamówienie, zapytał o powiększenie porcji frytek i czy życzę sobie coś do picia.Pada również pytanie czy B-smart ma być na wynos czy też na miejscu go skonsumuje.Proszę na wynos.A więc szybkie spakowanie do pudełka a pudełka do reklmówki.Pomna znowu doświadczeniom poprzednim upominam się o keczup którego oczywiście mi nie do dano.I tu jest mocno mnie zastanawiająca kwestia.Gdyż zestaw jako taki ma skalkulowaną cenę, a skoro tak , skoro za keczup nie żąda się dopłaty to powinien on być dodawany bez upominania się i dopraszania.Kto nie wie i się nie upomni keczupu nie dostanie.I pół biedy jak zasiadamy do stolika, możemy się po niego wrócić ale jak na wynos to jego brak odkrywamy w poniewczasie.Dla czego tak się dzieje?Oszczędność?AIe ja to nazwę po imieniu i tak jak to widzę - oszustwo.Za dodatkowy sos płacimy 1 PLN.A więc może warto ustalić i jasno określić że keczup ma być i basta jako pełny zestaw.A w ogóle fajnie by było gdyby keczup można było wymienić na sos czosnkowy.A tak to muszę dodatkowo za niego płacić .I nie rozchodzi się o złotówkę czy dwie ale o zasady i uczciwe traktowanie klienta.Może ktoś się w końcu z panów menagerów lub ich zwierzchników nad tematem w końcu się pochyli.Ot taka prośba stałego klienta.Mój zestaw gotowy.Czekając zerkam dookoła.Jest czysto, oświetlenie dość mizerne.Pracownik nr.1 minus za ucieczkę.A ten który przyjął moje zamówienie, młody szczupły chłopak ubrany w czerwoną koszulkę polo z przypiętym identyfikatorem zachowywał się poprawnie i grzecznie.Przywitał się z uśmiechem.Przygotowanie zestawu nie zajęło mu więcej czasu niż potrzeba co w pewnym stopniu jest też zasługą pracownika kuchni.Frytki były usmażone, tortilla w mig zwinięta.Płacę kartą, dostaję paragon.Dowidzenia smacznego zapraszamy ponownie : -)Co do smaku to zdaje mi się że jest coraz gorzej i bliżej jak dalej do bylejakości.Placek jak by nie co surowy, mączny w smaku. Nie ciepły a letni.Temperatura wpływa negatywnie na smak i podkreśla jego mankamenty.Mięska i sałaty w sam raz.Jak do tej pory.Frytki ratują.Są chrupiące, dobrze wysmażone i posolone z solą a bardziej z jej brakiem bywał problem .Ale to akurat uległo poprawie.Nie jest to może wyszukane jedzonko ale jak na sieciówkę masówkę ujdzie.Nie jednak żebym za nim tęskniła i długo pozytywie wspominała.Gdy czas i pośpiech nie pozwala na nic innego , lepszy jednak rydz jak nic.
Kantor zlokalizowany w centrum miasta. Nieco mylący jest adres na ul. Kościuszki, ale wejście znajduje się również od strony ul. Piotrkowskiej. nie było kolejek. Cenę można negocjować. Szybka i sprawna obsługa. Propozycja współpracy przy częstszym korzystaniu z ich uslug była bardzo dobra - lepsza stawka za większe sumy. Plus za pobliski parking i możliwość parkowania przy ulicy (niestety odpłatne).
Kolejna wizyta w Tesco i kolejne rozczarowanie. Tak jak kilka dni temu, przed marketem bardzo brudno. Na trawniku i parkingu pełno śmieci, niedopałków, a nawet liści z ubiegłorocznej jesieni. Mimo dość wczsnej pory kosze na śmieci też wypełnione prawie po brzegi. Po wejściu do sklepu podobne pierwsze wrażenie - szarno i nieład. Ulotki reklamowe w nieładzie przy kasach i blisko wejścia. Przy wejście na salę sprzedaży tylko kilka koszyków. Na stoisku owocowo-warzywnym towar dobrze poukładany, ceny widoczne, ale siatek na zakupy brak! Na stoisko nabiałowym kilka pustych miejsc na półkach (być może po artykułach promocyjnych). W pozostałych alejkach towar wyeksponowany dość poprawnie, ceny uwidocznione. największy bałagan panował w ostatniej alejce. Dużo pustego miejsca na pólkach z napojami butelkowanymi, a w koszach z artykułami świątecznymi pomieszanie z poplątaniem. Dawno nie widziałem takiego nieładu. Tam też można było zapomnieć, by zobaczyć ceny wystawionych artykułów. Tylko przy stosiku nabiałowym spotkałem kogoś z obsługi sklepu. Czynne były tylko dwie kasy, przy których po kilka osób. Obsługa kas raczej bezosobowa, jak najmniejszy kontakt z klientem. Ogólne wrażenie po dzisiejszych zakupach raczej nieciekawe, a najbardziej wzburza mnie brud i bałagan prze marketem!
Lokal jest jasny, czysty, przestronny. Asortyment jest uporządkowany, w jednym miejscu można znaleźć wiosenne płaszczyki, kurtki itp., które są umieszczone w widocznym miejscu. Ubrania są poskładane. Obsługa to młode, miłe dziewczyny, które zaraz po wejściu do sklepu pytają, czy w czymś pomóc, jeśli się odmówi, to nie są nachalne i pozostawiają klienta, by ten sam rozejrzała się po lokalu. Z drugiej strony, gdy się poprosi o radę, wskazują wszystkie ubrania, których klient szuka. Następnie, poproszone w przymierzalni o pomoc, doradzają, podają inne rozmiary ubrań itp. Jedno miałam tylko zastrzeżenie - będąc dopiero po raz drugi tego samego dnia w lokalu, znalazłam sama jeden płaszczyk, którego nie wskazała mi obsługa, a który odbiegał bardzo wyglądem od standardowych kurtek i prochowców. Gdybym sama go nie znalazła, pewnie kupiłabym inną rzecz, która by mnie już tak nie zadowalała. W przymierzalni usłyszałam też, jak jedna z dziewczyn z obsługi doradza innej pani, mówiąc: "Trzeba to dobrać do ciuchów w domu i wtedy się dopiero zobaczy". Wyraz ciuchów był tu nie na miejscu, tym bardziej, że klientką była dojrzała kobieta w wieku około 37-40 lat. Po podejściu do kasy, praktycznie od razu zjawiła się przy niej obsługa. Na koniec pani życzyła mi, aby odzież dobrze się nosiła, co było miłym zwieńczeniem udanego zakupu. Pani zaproponowała również wstąpienie do klubu Vero Mody. Asortyment mi się podoba, chociaż niektóre fasony mogłyby być bardziej dopasowane do sylwetki. Razi też przypinanie zabezpieczeń na kieszeniach od płaszczyków, ponieważ to utrudnia ich przymierzenie, na biodrach nie rozkładają się dobrze. Ceny są umiarkowane, można zapłacić za płaszczyk 140 zł i za bardzo podobny 240 zł. Ja zakupiłam płaszczyk za 260 zł, jednak jest on bardzo oryginalny, więc uważam, że cena była słuszna. Nieco jednak lepiej zaopatrzona jest Vero Moda w Gdyni na ul. Świętojańskiej. Zdecydowanie jest tam większy wybór, dlatego wolę tam kupować.
Kuchnia japońska to jedna z moich ulubionych, dlatego postanowiłam na obiad udać się do 77 sushi. Lokalizacja jest idealna, dlatego zawsze łatwo i przyjemnie tam dotrzeć, nawet pieszo. Wnętrze przywitało miłą atmosferą, zapachem sushi i uśmiechem kelnerki oraz kelnerów. Po zamknięciu drzwi usłyszałam miłe "dzień-dobry" po czym usiadłam i po około 1 minucie otrzymałam menu oraz propozycję napoju. Obsługa na sali była ubrana w firmowe koszulki i ciemne spodnie oraz zapaski, ich wygląd był bardzo schludny, a uśmiechy sprawiały, że czułam się naprawdę bardzo dobrze. Z pomocą kelnerki, którą poprosiłam o dania lekkie, zamówiłam zupę miso i sałatkę z krewetek i awokado. Postanowiłam odwiedzić toaletę, może nie powinnam o tym wspominać, ale bardzo miło zaskoczyły mnie świece zapachowe, które nawet tam stwarzały prze miły nastrój. Na zupę czekałam 3 minuty, a na sałatkę około 2 po zakończeniu jedzenia zupy. Miso była bardzo dobra, aromatyczna i ciepła, natomiast sałatka z krewetek i awokado,była nie dość, że smaczna to jeszcze pięknie podana; w dwóch wydrążonych połówkach pomarańczy oraz przystrojona; sałatą, kiełkami i kawałkami pomarańczy. Wszystko pyszne w smaku i swierzutkie. Uprzejma kelnerka po zakończeniu przeze mnie posiłków zabrała zbędne naczynia i podała mi rachunek, przyjmując kartę stałego klienta, którą posiadam od niedawna. Po odebraniu pieniędzy podziękowała i pożegnała mnie. Wizyta upłynęła w świetnej atmosferze i przy doskonałym jedzeniu. Czego chcieć więcej? Polecam
W poranek wolny od pracy, postanowiłam odwiedzić znaną mi już kawiarnię. Przywitała mnie baristka, która ubrana w ciemną koszulkę i zapaskę , wyglądała na nieco zaspaną, ale był to ranek, a więc mogę to zrozumieć. Po krótkiej chwili przebywania przy ladzie i rozglądania się dziewczyna grzecznie zapytała" czy w czymś pomóc?" Poprosiłam o kawę i pomoc w wyborze sałatki. Pomoc ta okazała się dość prosta, ponieważ zabrakło sałaty, dlatego doradzono mi tosta wegetariańskiego. Czas oczekiwania blisko 5 minut na całe zamówienie, które niestety nie zostało mi podane. Dziewczyna z za baru powiedziała wzmocnionym tonem: "kawa i tost proszę odebrać". Dziwne zwyczaje, ale pokornie wstałam i odebrałam zamówione posiłki. Kawa jak zwykle bardzo pyszna, a tost raczej przeciętny. Po zakończeniu śniadania udałam się do kasy, zapłaciła, podziękowano mi i zaproszono do ponownych odwiedzin. Cała wizyta przebiegła całkiem przyjemnie, ale w sposób jaki przywołuje się gości kawiarni po odebranie zamówienia, pozostawia wiele do życzenia.
Jakiś czas temu zakupiłam w tej znanej wszystkim marce spodnie, w cenie promocyjnej, jednakże renoma marki zapewniła mnie o ich jakości. Niestety produkt zawiódł i udałam się pełna optymizmu zgłosić reklamację towaru. Przy kasie znajdowała się jedna ekspedientka, ubrana w luźną koszulkę, marynarkę i ciemne spodnie, jak na standardy Zary przystało na jej twarzy widniał dziwny grymas, ale nie chciałam się zniechęcić. Zapytałam czy mogłabym poprosić o pomoc, Pani pisząc coś na klawiaturze , nie zerkając na mnie odpowiedziała "chwileczkę" i tak chwila ta trwała 5 minut. Po tym czasie kobieta wysłuchała problemu i zawołała przez mikrofon koleżankę, mówiąc abym chwilę poczekała. Owa koleżanka, pojawiła się po ok. 8 minutach, przyjęła reklamację i zaproponowała znalezienie zastępczej pary spodni na wymianę. Strój drugiej ekspedientki trochę mnie zdziwił, ponieważ były to dżinsy, ale była miła i rzeczowa, a więc pewne standardy zostały zachowane w tym wypadku. Asortyment zawiódł mnie, wysokie ceny, nieciekawe wzory, zupełnie nieodpowiadająca regułom rozmiarówka, sprawiły, iż poprosiłam o zwrot pieniędzy. Ekspedientka poprosiła mnie o powrót na parter sklepu i" zaczekanie 2 minutki". Niestety po 10 minutach musiałam sama poszukać sprzedawczyni, która podeszła poproszona przeze mnie, zwróciła pieniądze i niestety nie przeprosiła, zaprosiła ani nie podziękowała za odwiedzenie sklepu. Trzeba obiektywnie przyznać, że sklep, po za paroma stosami nieuporządkowanych, przecenionych ubrań, był czysty i zadbany, ale brak szacunku do klienta i zmuszenie go do oczekiwania w sumie ok. 30 minut, pozostawił niesamowicie złe wrażenie.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.