Tesco ma bardzo duży parking, nie ma problemu z zaparkowaniem samochodu. Czasami, na zakupy do sklepu przyjeżdżają kierowcy ciężarówek, którzy swoje pojazdy także parkują przed sklepem i nie przeszkadza to nikomu - tyle jest tam miejsca. Sam sklep nie jest bardzo duży, ale nie można powiedzieć, że jest ciasny. W sklepie dość łatwo jest się odnaleźć, nie trzeba bez sensu chodzić od regału do regału, wszystko jest widoczne i przejrzyste. Niestety, nie zawsze można trafić na dobre pieczywo. Tesco, zamiast zainwestować codziennie w te same bułki, to zorganizowało się tak jakoś dziwnie, że jednego dnia są takie bułki, a drugiego zupełnie inne. Poza tym, obsługa jest w porządku, panie kasjerki są miłe.
Ciężko mi jest się odnaleźć w tym sklepie. Towary są jakoś dziwnie porozkładane, nie wiadomo, co będzie na kolejnym regale. Zawiodłam się na dziale z pieczywem, myślałam, że znajdę, coś dobrego i ciekawego, a tymczasem pieczywo było zwyczajne. Ceny niektórych towarów są zatrważające. Obsługa jest w porządku, chociaż panie czasami zbyt nachalnie zachęcają do zakupy jakiegoś produktu, ale nie jest to denerwujące.
Gabinet stomatologiczny mieści się w budynku Gimnazjum w Olsztynku i niestety, żeby się do niego dostać, trzeba przejść przez część szkoły i narazić się na spojrzenia młodocianych brutali. Gabinet można byłoby odnowić, ponieważ nie jest zbyt imponujący i mieści się w starej (brzydszej) części szkoły. Poza tym gabinet jest tak usytuowany, że wiecznie jest w nim gorąco. A jeszcze jak dostanie się znieczulenie, to można zwariować. Pani doktor jest bardzo miłą osobą, stara się być delikatna i leczenie u niej nie sprawia większych kłopotów. Pani asystentka ma różne, dziwne humorki. Czasami jest miła, a czasami nieprzyjemna. Poza tym ogromny minus za kolejki. Ostatnią wizytę miałam w maju, a teraz jestem zapisana dopiero na lipiec. Może Pani doktor powinna pomyśleć, czy jak ktoś jest zapisany na wizytę i ma kilka zębów do leczenia, to warto ciągnąć jego leczenie w przeciągu tygodnia, dwóch i mieć wszystko z głowy? Tak było by o wiele lepiej. Leczenie jest refundowane przez NFZ, ale jak ktoś chce, to może poszaleć i zapłacić i mieć cement na zęby :)
Pizzeria Al Capone to zdecydowanie gratka dla fanów przesławnego filmu Copolli pt: "Ojciec Chrzestny". Jest to miejsce bardzo klimatyczne a jeden z pomysłów dekoratorów, mianowicie umieszczenie gangsterskich scen na ścianach, jest strzałem w dziesiątkę. Jeśli chodzi o kolorystykę to dominuje czerwień i czerń, czyli kolory bardzo wyraziste i nadające pikanterii. Miejsce to charakteryzuje się również dobrym asortymentem ale jak każdy lokal ma pewne minusy. Bez wątpienia jest to zachowanie personelu. Nie wiem czy to tylko i wyłącznie moje osobiste odczucie, ale za każdym razem jak tam jestem, to panie są umiarkowanie miłe. Zamówione rzeczy podają bez uśmiechu na twarzy, jakby praca była dla nich ogromną karą. Możliwe, że trafiałam na gorsze dni obsługi, ale powiem szczerze, że jeśliby tak było to zdarza się to nad wyraz często. Wygląd personelu moim zdaniem bez zastrzeżeń. Jak już wcześniej wspomniałam restauracja ta ma dosyć bogaty asortyment i ceny także są rozsądne. Chociaż spotkałam się z opinią,że ceny pewnych napojów są porównywalne z cenami w dużym mieście. Pizzeria ta oprócz wyśmienitej pizzy oferuje również dosyć szeroki, jak na małe miasto wybór kaw. Osobiście polecam to miejsce również pod tym względem.
Kolejnym punktem, który chciałabym omówić jest organizacja i czas obsługi. Tutaj nie mam większych zastrzeżeń, nie trzeba długo czekać na zamówienie, nigdy nie spotkałam się z pomyłką nawet gdy był bardzo duży ruch.
Biorąc pod uwagę wszystkie kwestię, że lokal zasłużył na ocenę +3 zważając na ten jeden, jak dla mnie dosyć duży minus. Poza tym nie mam większych zastrzeżeń i myślę, że mogę polecić to miejsce każdemu kto m ochotę na rzadko spotykany rodzaj pizzy czy dobra kawę w klimatycznym miejscu.
Udałam się do Ambulatorium Chirurgicznego z kontuzją stopy. Pan doktor, którego nazwiska nie pamiętam, miał listę pacjentów całą zapełnioną, a jednak był tak miły, że mnie przyjął. Wytłumaczył mi wszystko, czego potrzebowałam, powiedział, co dalej robić i nawet nie chciał, żeby donieść skierowanie od rodzinnego lekarza. Pani asystentka, która siedziała razem z doktorem w gabinecie, wydawała się być oburzona moim wtargnięciem bez zapisu. Poza tym, miły gabinet, w którym panował porządek.
Poczekalnia w gabinecie jest czyściutka i zadbana. Jest mała i niestety zdarza się, że nie ma gdzie usiąść, bo jest tyle pacjentek. Pani w rejestracji jest świetną osobą, umie zażartować i można z nią pogadać. Jest miła i uprzejma. Gabinet lekarski jest też w bardzo dobrym stanie, jest czyściutki i pachnący. Pani doktor jest przemiłą osobą, jest sympatyczna i potrafi rozwiać wiele wątpliwości. Wizyta niestety trochę kosztuje, ale jest to w końcu gabinet prywatny, a poza tym za tak dobrą usługę chyba się należy wygórowana kwota. Polecam!
Może nie zauważyłem tego wcześniej i pewnie to już jest od dłuższego czasu a chodzi mi się o napis, który znajduje się pod wyrazem Obserwacje. Napisane jest, że osoba, która zgłasza opis powinna wykorzystać min. 300 znaków. W związku z powyższym mam pytanie, czy jest możliwość, aby podczas pisania był pokazywany licznik, ile zostało wykorzystanych znaków. Gro osób napewno opisuje obserwacje używając więcej niż 300 znaków. Ale takie małe ułatwienie by pomogło. Ponadto czy istnieje możliwość pokazania jeszcze jednego rankingu - ilość obserwacj dziennej uczestników konkursu. Czytając opinie, można było zauważyć, że niektóre osoby piszą co drugi dzień opinie aby wygrać piłkę i raptownie nie wygrywają, bo ktoś napisał jedną opinię więcej a tak, gdyby był ranking dzienny opinii ty by było łatwiej.
Dziękujemy za kolejną opinię. Myślimy już o kolejnych konkursach i z pewnością wykorzystamy wszystkie otrzymane rady i wnioski. Licznik znaków przy obserwacji to dobry pomysł. Przy okazji gorące pytanie – czy 300 znaków jest w sam raz, czy to za mało / za dużo? Celem wprowadzenia tego minimum było uniknięcie jednozdaniowych obserwacji, które niewiele wnoszą. Czy słusznie?
Cały dzień spędziłam...
Cały dzień spędziłam na poszukiwaniu klasycznych czarnych butów na egzaminy. Inblu to był ostatni odwiedzony przeze mnie sklep. W sklepie znajdowały się dwie sprzedawczynie. Żadna z nich nie zapytała mnie pierwsza o pomoc. Podeszłam do kasy i poprosiłam starszą z pań o pomoc. Powiedziałam jakiego typu butów potrzebuje i w jakim rozmiarze. Sklepowa z wielką niechęcią zaczęła mi pokazywać buty. Czułam się jakbym przeszkodziła jej w jakimś ważnym zajęciu. Jej głos był nieprzyjemny, a na moje zapytania odpowiadała opryskliwie. Spodobał mi się jeden model butów, ale niestety nie było rozmiaru. Na moje pytanie czy w najbliższym czasie będzie dostawa sklepowa odpowiedziała mi, że buty kupuje się przed świętami bo potem nie ma już dostaw. Myślałam, że w dzisiejszych czasach nie ma niedobory towaru po świętach. Wyszłam ze sklepu, zapewne przynosząc ulgę sklepowej, która mogła wrócić do nic nie robienia.
Sklep bardzo dobrze zaopatrzony. Przejrzysty system rabatowy. Niedziela to dzień zakupów w hipermarketach, dlatego kiedy odwiedziłam sklep było sporo klientów. Chciałam kupić jakieś mięso na grilla. Stoisko mięsne był tak oblężone, że nie chciało mi się stać tak długo. Kupiłam mięso paczkowane w dziale z lodówkami. Carrefour jest jednym sklepem w mieście z tak dużym wyborem ryb i owoców morza. Pan stojący przy tym stoisku pomógł mi w wyborze ryby najlepszej do grillowania. Następnie udałam się do działu alkoholowego. Niedawno zaszły tak korzystne zmiany wystroju półek. Alkohole na drewnianych półkach prezentują się znacznie efektywniej. Z zakupami udałam się do kasy. Mimo tego, iż wszystkie kasy były czynne trzeba było odczekać jakieś 10 minut.
W rejestracji w przychodni bardzo często jest tłok. Szczególnie koło godziny 11, kiedy można odbierać recepty na leki. Kolejek potwornych na wizyty nie ma, można np. w poniedziałek zarejestrować się na piątek. Panie rejestratorki biorą nawet numer telefonu do pacjenta, w razie gdyby lekarz wziął urlop itp. Panie z rejestracji są miłe, no może poza jedną panią. Kiedyś owa pani wypisywała mi zwolnienie lekarskie, do okienka podeszła babcia i zaczęła o coś pytać. Pani z rejestracji zaczęła ni z tego, ni z owego krzyczeć, że trzeba poczekać, ze "co pani robi" itd. itp. A przecież starsza pani nie wiedziała, że trzeba poczekać, można było jej to w sposób kulturalny i spokojnie wytłumaczyć. Pani doktor, do której ja chodzę na wizyty (E. G.) jest bardzo, bardzo miła. Jest super lekarzem. Nie tylko dlatego, że umie stawiać diagnozę i przepisywać leki, po których człowiek zdrowieje, ale też umie podnieść pacjenta na duchu, rozmawia z nim i wiele pamięta z jego życia. Potrafi sama z siebie zapytać się np. o pracę czy studia. Poza tym przychodnia jest po remoncie i w końcu panuje w niej ład.
Z uwagi, że mój syn niezbyt dobrze mówi, byłem umówiony na wizytę do logopedy w przychodni przy DSK. Po potwierdzeniu wizyty w rejestracji, udałem się pod wskazany pokój aby poczekać na swoją kolej. Po przyjściu okazało się, że w chwili obecnej nie ma żadnego pacjenta i w związku z powyższym zostaliśmy przyjęci wcześniej. Logopeda na początku sprawdził, jakie postępy zostały wykonane od ostatniej wizyty. Po sprawdzeniu nadszedł kolejny punkt naszej wizyty - ćwiczenie wymowy z logopedą przy lustrze. Syn mój jest niezbyt cierpliwy i byłem pewien, że zaraz będzie się kręcił. Miałem rację. Jednakże logopeda miał wspaniałe podejście do dziecka. Zwracał się do niego ciepło i żartem, dzięki czemu syn przestał się wiercić i zaczął współpracować. Po skończonych ćwiczeniach syn dostał dwa słoneczka, z czego bardzo był dumny. Chciałbym, aby każdy lekarz był taki cierpliwy i ciepły do pacjentów.
Lubię odwiedzać ten bar ze względu na niskie ceny i smaczne dania. Niestety reszta elementów pozostawia wiele do życzenia. Niedawno lokal przeszedł remont więc wystrój jest ok. Wybrałam się tam ostatnio z chłopakiem na późny obiad. Więksość stolików była zajęta. Znaleźliśmy jeden wolny w pierwszym pomieszczeniu. Na stoliku stałe kufle po piwie i brudne talerze. Mój chłopak podszedł do baru i poprosił o sprzątnięcie stolika. Zamówiliśmy jedzenie i po upływie około 10 minut otrzymaliśmy zamówienie. Jedzenie jest smaczne, a porcje ogromne. W związku z tym zawsze połowa jedzenia zostaje na talerzu. Na stoliku nie było serwetek więc musieliśmy poprosić o ich użyczenie ludzi ze stolika obok. Wychodząc postanowiłam skorzystać z toalety. Musiałam przedrzeć się przez drugie pomieszczenie , gdzie nie ma żadnej wentylacji a dym papierosowy aż szczypie w oczy. Toaleta straszna. Zrezygnowałam ze skorzystania z niej. Po wyjściu z lokalu okazało się, że od nas też śmierdzi. Nie papierosami a olejem od smażenia. Wentylacja w lokalu zerowa.
Restauracja należąca do znanej sieci umiejscowiona jest tuż obok hurtowni Makro i na wylocie na Warszawę. Po zaparkowaniu samochodu można było zauważyć, że na terenie parkingu panuje należyty porządek a także, że jest sporo samochodów osobowych. Kosz na śmieci nie jest przepełniony. Po wejściu do środka zauważyłem duży ruch. Ponad połowa stolików była zajętych. Po ustawieniu się w najkrótszej kolejce zwróciłem uwagę na otoczenie kas. Tu także panował porządek. Gdy nadeszła moja kolej, zostałem przywitany przez pracownika. Po podaniu produktów, na które miałem ochotę poprosiłem pracownika aby cola była bez lodu. Przed rozpoczęciem kompletowania zamówienia dostałem resztę i paragon. Po skompletowaniu zamówienia okazało się, że w coli jest lód. Zwróciłem uwagę pracownikowi, że chciałem bez lodu. Pracownik przeprosił mie i w krótkiej chwili dostałem napój bez lodu. Nie była to duża pomyłka ale wiadomo, że każdy się uczy na swoich błędach.
Ile można czekać na przyjazd Pogotowia Ratunkowego? Człowiek cierpi, leży na podłodze, bo jest zamroczony z bólu, a pani dyspozytorka mówi, że Pogotowie zaraz przyjedzie. Pierwszy telefon był parę minut po godzinie 6 rano, drugi telefon około 6.30, a Pogotowie przyjechało przed 7. Panowie ratownicy dali zastrzyki przeciwbólowe, ale stwierdzili, że chyba nie ma sensu rozkładać noszy i kazali zamroczonemu człowiekowi iść do samochodu. Na pogotowiu pani pielęgniarka podłączyła w kroplówce środki przeciwbólowe i dała pacjentowi czopka, żeby sobie sam włożył. To ona nie potrafi, czy się brzydzi męskiego tyłka? Kiedy ja się pojawiłam i oznajmiłam, że chce się zobaczyć z pacjentem, pani pielęgniarka była oburzona. Wyraziła zgodę, ale zabroniła męczyć pacjenta. Męczyć? Dziwne. Pacjent zwijał się z bólu, leżał zwinięty w kłębek i wymiotował na podłogę, a pani pielęgniarka rzucała w te brudne miejsca jakąś watę czy coś w tym stylu. W końcu kazano pacjentowi iść zwymiotować w łazience, która była oddalona o paręnaście metrów. Pacjent leżał już parę minut pod kroplówką, ale ona nie dawała efektu, bo ból utrzymywał się nadal. Zawołałam panią pielęgniarkę, zapytałam czy może podejść do pacjenta. Na co usłyszałam pytanie: "A czy to coś ważnego?" Nie, chcemy posiedzieć przy kawce i pogadać o pogodzie! W końcu zostałam wyproszona z gabinetu zabiegowego, bo pani pielęgniarka stwierdziła, że będę przeszkadzać pacjentom, którzy będą mieli inhalację. Spędziłam na korytarzu około czterech godzin i przez ten czas nikt nie raczył mnie poinformować, co się do cholery dzieje z moim Mężczyzną. W końcu nie wytrzymałam i zapytałam panią pielęgniarkę (kiedy wyszła na korytarz), czy w zabiegowym są nadal pacjenci, czy może mogłabym wejść. Owa pani spojrzała na mnie, jak na kretynkę i oznajmiła: "taaak, są leżący". Dziwne, żeby w zabiegowym sobie siedzieli, to chyba normalne, że leżą. W Olsztynku powinien być zakaz nagłych chorób, które dopadają człowieka ot tak. Chyba, że ja akurat trafiłam na złą ekipę. Ten dzień na pogotowiu był straszny, wszystko było fatalne!!!
Idąc do fryzjera liczę na fachową pomoc i doradzenie fryzury. Niestety w tym "renomowanym" salonie spotkałam się z niezdecydowaniem i brakiem umiejętności u fryzjerki. Obcinająca mnie fryzjerka była sympatyczna, jednak to nie przekładało się na jej umiejętności. Uważam, że jeśli ktoś jest fryzjerem jego wizytówką jest fryzura na jego własnej głowie. Moja fryzjerka miała przetłuszczone włosny niedbale związane w kucyk. Zostałam obcięte bez jakiejkolwiek koncepcji. Po wysuszeniu moich włosów suszarką pani podziękowała mi mówiąc, że już skończyła. Zapytałam czy nie ułoży mi włosów chociaż na piankę. Ona odpowiedziała, że jej założeniem było naturalne ułożenie moich włosów i że wiatr mi je sam ułoży. Na moją prośbę trochę ujarzmiała mi fryzurę. Zapłaciłam przy recepcji 50 zł, co według mnie było wygórowaną ceną.
W sklepie panował totalny bałagan. Ciężko odnaleźć pożądany towar. Kiedy już się znajdzie trzeba nie lada wysiłku, aby rozszyfrować jego cenę. Chciałam kupić lustro. Znalazłam takie jak chciałam, tylko nie pasowała mi rama. Poszłam zapytać przy kasie czy zamiast złotej dostępne są również srebrne ramy. Pan powiedział, że za chwilę to sprawdzi na magazynie. Takie rzeczy powinno sprawdzać się w komputerze, ale cóż... Czekałam na tego pana dobre 10 minut. W końcu pojawił się znowu niedaleko kasy. Podeszłam do niego i zapytałam co z moim lustrem. Przeprosił mnie i powiedział, że inny klient go zagadał i zapomniała o lustrze. Poszedł znowu na magazyn. Na szczęście tym razem wrócił szybko z informacją, że lustro jest. Zapłaciłam za nie przy kasie i kazano mi udać się na zewnątrz sklepu, gdzie obok magazynu miałam czekać na wydanie lustra. Zajęło to kolejne 20 minut. Gdyby nie to, że zapłaciłam już za towar z pewnością bym z niego zrezygnowała. Jak się okazało akurat przyjechała jakaś dostawa i nie było komu wydać mi tego lustra. Ten jeden zakup zajął mi około godziny. W Jysku raczej nie liczą się z czasem klienta.
Uważam, że Empik jest najlepiej zaopatrzoną księgarnią w Białej Podlaskiej. Oprócz książek oferują szeroki asortyment płyt, upominków, gier. Ostatnio szukałam czegoś na prezent ślubny. Ekspedientka zaproponowała mi kilka pozycji książkowych. Wykazała się fachową wiedzą i była bardzo sympatyczna. Kiedy wybrałam książkę zaproponowała, że może mi ją zapakować. Podczas mojej wizyty w Empiku było sporo klientów. Ochroniarz trochę nachalnie obserwował klientów. Było to dla mnie krępujące.
Top Secret to jeden z moich ulubionych sklepów odzieżowych. W swojej ofercie posiadają zarówno sportowe jak i eleganckie ubrania. Obsługa w tym sklepie jest miła i pomocna. Kiedy byłam tam ostatnio mierzyłam sukienki. Sklepowa pomagała mi proponując różne modele oraz przynosząc do przymierzalni różne rozmiary. W sklepie jest przejrzyście. Ubrania są poukładane, na półkach również panuje porządek. Plusem jest również to, że na bieżącą otrzymuje newsletter drogą mailową. Dzięki temu wiem jakie są promocje i obniżki w Top Secret.
Apteka jest dość mała, a prawie zawsze są w niej kolejki, więc trzeba uzbroić się w cierpliwość. Panie są miłe, jeżeli się ma jakieś pytania, to odpowiedzą i wyjaśnią. W tej aptece jest tanio i warto kupować w niej leki. Niestety, jeżeli za zakupy chce się zapłacić kartą, to trzeba kupić leki za minimum 10 zł. To trochę uciążliwe. W aptece można bezpłatnie zmierzyć sobie ciśnienie, jest też kącik dla dzieci, żeby mogły się pobawić w czasie, kiedy są długie kolejki.
Sklep rodem z czasów PRL. Zarówno pod względem wystroju jak i kadry. Bardzo opieszałe sprzedawczynie. Przy stoisku z warzywami musiałam czekać jakieś 5 minut zanim pani przyszła zważyć mi pomidory. Na stoisku warzywnym leżała sałata nadająca się tylko do wyrzucenia, a nie do sprzedaży i to jeszcze w normalnej cenie. Na regałach mało towaru, niemal puste miejsca na półkach. Chciałam kupić jeszcze brokuł, ale widocznie było to zbyt wyszukane warzywo jak na ten sklep.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.