Będąc w Siedlcach na zakupach, dla ochłody postanowiłam wstąpić na lody do cukierni. Wybrałam Cukiernię Wójcik, ponieważ jest to znana i sprawdzona marka na moim lokalnym rynku. Kolejka w sklepie była dosyć spora, około 6 osób. Miałam więc czas na wybór konkretnego zamówienia. Zdecydowałam się na lody gałkowe. Cukiernia w swojej ofercie posiada również: słodkie pieczywo, ciasta, lody gałkowe, lody włoskie oraz rurki. Ceny są standardowe. Za gałkę lodów zapłaciłam 1,50 zł.
Kasjerka miała na sobie firmowy fartuch i czepek na głowie. Klientka przede mną zamówiła rurki z kremem. Kasjerka przy napełnianiu rurek zabrudziła sobie kremem twarz. Wyglądała komicznie. Obsługiwała ludzi z twarzą w kremowe piegi.
Lokal cukierni jest niewielki. Wewnątrz znajduje się jeden stolik dla klientów. Lody podawane są do specjalnej foremki razem z serwetkami (których jest pod dostatkiem). Lada mimo specyficznego, kruszącego się towaru była czysta bez żadnych okruchów.
Lubię robić zakupy w tym sklepie za względu na dogodną dla mnie lokalizację. Uważam również jest on dobrze zaopatrzony. Zawsze znajduje tam interesujące mnie produkty, w cenach nie raz niższych niż w supermarketach. Jest tam również stoisko z wędlinami. Jest tam bardzo duży wybór, dostawy są codziennie, zaś mięso smaczne i zawsze świeże. Bardzo dużym plusem jest również stoisko z ciastami domowej roboty. Ciasta są wyśmienite i smakiem nie różnią się od domowych wypieków.
Sklep jest zazwyczaj czysty, choć ostatnio zauważyłam sporą ilość paragonów na podłodze niedaleko kas. Również koszyki dla klientów leżą w nieładzie. Ale to też jest duża wina kupujących.
Ważnym aspektem, dla którego wybieram ten sklep są również atrakcyjne promocje. Ostatnio wybierając się na grilla z dużą ilością osób, postanowiłam kupić dwie zgrzewki promocyjnego piwa Perła Export. Kiedy dotaszczyłam ciężkie zgrzewki do kasy okazało się, że z dokonaniem zakupu jest problem. Kasjerka powiedziała, że nie może sprzedać mi takiej ilości piwa. Na moje pytanie skąd ten absurd powiedziała, że jest to zarządzenie kierowniczki. Poprosiłam więc o rozmowę z kierowniczką. Ta naskoczyła na sklepową, że zawraca jej głowę. Była bardzo agresywna wobec pracownicy. Jej stosunek do mnie nie był lepszy. Powiedziała mi, że to nie jest hurtownia i nie mogę kupić tyle piwa na raz. Kazała odłożyć mi jedną zgrzewkę na półkę. Powstrzymałam się, żeby nie wyśmiać jej na głos. Oczywiście nie spełniłam jej polecenia. Znalazłam proste rozwiązanie i ku niezadowoleniu kasjerki zaczęłam kupować piwo na sztuki. Za każdym razem wydawała mi resztę i paragon. W końcu kiedy kierowniczka się oddaliła, kasjerka sprzedała mi resztę na jeden paragon.
Ta wizyta nieco zmieniła mój pogląd na wizerunek sklepu.
Wybrałam się tam ze swoim chłopakiem w poszukiwaniu męskich sandałów. Wybór był tam naprawdę niewielki, około 6 modeli. Buty prawdopodobnie pochodziły z końcówki kolekcji ponieważ miały bardzo obniżone ceny. Chłopak wybrał model za 90 zł przeceniony z 250zł. Kiedy wśród pudełek szukaliśmy rozmiaru 43 podszedł do nas sprzedawca. Był to wysoki mężczyzna około trzydziestki. Zaoferował nam swoją pomoc i razem z nami szukał pożądanego rozmiaru. Niestety nie było tego modelu w tym rozmiarze. Sprzedawca zaproponował nam inne sandały, jednak te nie przypadły nam do gustu.
W sklepie było czysto, jedynym zauważonym przeze mnie mankamentem były wymieszane pudełka z butami. W części z męskim obuwiem znalazło się nawet pudełko z balerinkami dla kobiet.
Chciałam opowiedzieć o tym, co spotkało mnie dzisiaj w Tesco. Hipermarket mimo dobrej lokalizacji jest słabo uczęszczany. Sklepy wokoło są zamykane, a by zachęcić ludzi do odwiedziń uruchomiono nawet darmowy autobus. Na razie nie pomaga, ale chyba już wiem dlaczego. Chodzi mianowicie o obsługę i oszukiwanie na promocjach produktów. Przyszłam uzbrojona w aktualną do dzisiaj włącznie gazetkę i według niej zakupiłam kilka produktów reklamowanych jako "dwa w cenie jednego". Były to żele pod prysznic, pasta do zębów i dezodoranty męskie. Przy kasie zdziwiłam się dosyć wysokim rachunkiem. Zauważyłam, że odjęto tylko cenę za żele. Natychmiast skierowałam się do działu obsługi klienta. Tam nikogo nie zastałam. Dopiero po chwili z drugiego pomieszczenia wyszła jedna pani, a potem druga, która wcześniej na terenie sklepu zapewniała mnie, że promocja jeszcze obowiązuje i te ceny są aktualne, bo chciałam się upewnić, czy dotyczy to tylko jednej wersji produktu, czy można obojętnie jaki rodziaj wziąć. Wytłumaczyłam jej teraz, że jako promocję zakwalifikowano tylko jeden z trzech par produktów jakie kupiłam. Wyciągnęłam nawet gazetkę, w której mam przecież jasno je wypisane. Zaraz druga dziewczyna zaczęła, że na pewno mam starą gazetkę i zaczęła pokazywać nową, a ja jej podsunęłam swoją i wskazałam datę, która mówiła "ważna do 30.06.2010." Zrobiła głupią minę i zapadła chwila ciszy. Spytałam, czy będzie dalej milczeć, czy mi wyjaśni, o co tu chodzi. Dlaczego tak się oszukuje klientów i to nie pierwszy raz, jak widzę na paragonie inne ceny niż te na półkach. Zażądałam zwrotu pieniędzy za produkty, które okazały się jednak nie w promocji i je oddaję. Pani pooglądała czy czasem nie pomyliłam się w wyborze między tym, co na półce, a tym, co w gazetce. Pani nieco obrażona zaczęła wypisywać stosowny druczek i zupełnie nie obchodziło ją, co do niej mówię odnośnie takiego oszukiwania klientów. Spuściła głowę i coś tam pisała, więc powiedziałam, że nie życzę sobie, by tak po prostu olewała moje słowa i najlepiej siedzieć sobie w kanciapie zamiast pracować. Dodałam, że często widzę, jak ludzie coś reklamują, więc czemu nie zastanowią się nad swoim postępowaniem (jako sklep) ii pewnie dlatego tracą tylu klientów, że centrum handlowe podupada. Pani w trakcie mojego monologu nawet na mnie nie spojrzała. Odparła tylko, że to nie od niej zależy i nie ona za to odpowiada. "W takim razie rozumiem, że nawet mnie pani nie przeprosi?" - spytałam. Usłyszałam niemal opryskliwe: "Ależ ja nie mam za co przepraszać!" Pożegnałam się i odeszłam.
Sieć Orange oprócz bardzo dobrze funkcjonującej telefonicznej obsługi klienta swoim klientom proponuj również opcję korzystanie ze strony internetowej Orange. Uważam, że strona jest bardzo przejrzysta i bez problemu można znaleźć tam interesujące informacje. Do każdej oferty jest odpowiednia zakładka, która po rozwinięciu przedstawia kolejne opcje. Ciekawym pomysłem jest również możliwość dopasowanie tła strony do swoich gustów.
W celu bezpieczeństwa do zalogowania potrzebne jest potwierdzenie kodem otrzymanym w sms na podany przez użytkownika numer telefonu. Dzięki temu rozwiązaniu niemożliwe jest podszywanie się pod innego użytkownika.
Kiedy zaglądam na stronę Orange, zawsze znajduje ciekawe promocje. Ostatnio podczas doładowania skorzystałam z opcji 9 minut za 2. Gdyby nie odwiedziny na stronie byłabym niedoinformowana i straciłabym szansę na dodatkowe minuty.
Niedawno skorzystałam z zakupu telefonu w ofercie Zetafon. Wszystko odbyło się bez wychodzenia z domu. Wybrałam interesującą mnie opcje, telefon i po kilku dniach u mnie w domu zawitał kurier z przesyłką. wszystko odbyło się w błyskawicznym tempie, bez wychodzenia z domu.
Restaurację Symfonia odwiedziłam po raz pierwszy. Moje wrażenie jakie odniosłam z tego lokalu jest bardzo pozytywne.
W dniu obrony pracy magisterskiej moja grupa postanowiła zamówić obiad dla komisji. Nie chcieliśmy robić tego telefonicznie, więc trzy osobowa delegacja wybrała się do restauracji Symfonia.
Obsługująca nas młoda pani była bardzo przyjemna. Pomogła nam dobrać odpowiednie zestawy obiadowe dla komisji. Menu restauracji zawiera typowe dania obiadowe, zarówno zupy jak i drugie dania. Ceny są bardzo przystępne, za trzy obiady zapłaciliśmy jedynie 60 zł. Byliśmy zdziwieni tą niezwykle niską ceną. Zamawiając jedzenie na wynos obawialiśmy się, że restauracja nie zgodzi się na wydanie ich na talerzach. Baliśmy się, że zaproponują nam jedynie plastikowe pojemniki. Kelnerka ku naszemu zaskoczenie zgodziła się na "wypożyczenie" nam zastawu talerzy i sztućców bez dodatkowych opłat. Na zamówienie czekaliśmy bardzo krótko, około 10 minut.
Jeśli chodzi o wystrój restauracji to jest on bardzo gustowny. Wnętrze wygląda estetycznie i schludnie.
Trudno mi ocenić smak przyrządzonym potraw. Mogę jednak zapewnić, że wyglądały bardzo apetycznie i były ładnie podane.
Na przystanku autobusowym byłam już o 8, chociaż mój autobus miał odjazd dopiero o 8.30 i nie była to jego początkowa stacja. Przyjechał około 8.15 czyli kwadrans przed czasem.. Było to miłe zaskoczenie gdyż rzadko zdarza się taka punktualność na PKS.
PKS na trasę Biała Podlaska- Warszawa dał mały mikrobusik. Kiedy wsiadłam do niego w Międzyrzecu Podlaskim był cały zapełniony. Na szczęście znalazło się jedno wolne miejsce obok kierowcy. Jeśli chodzi o ceny biletów PKS to są one znacznie niższe niż na PKP. Przykładowo za bilet na trasie Mdz- Siedlce za pociąg pośpieszny płacę 18 zł, zaś za PKS 7zł. Różnicę widać wyraźnie.
Do Siedlec dotarliśmy również w błyskawicznym tempie około 40 minut. Często tradycyjne duże autobusy jadą tą trasą prawie godzinę.
Wszystko byłoby ok gdyby nie pewien incydent. W Siedlcach na jednej z ulic, na których przebiega trasa autobusu trwa remont. Na tej ulicy znajduje się również przystanek. W związku z remontem kierowca musiał zmienić trasę. Część pasażerów chciała wysiąść właśnie na tym ominiętym przystanku dlatego zwrócili się z prośbą do kierowcy o zatrzymanie się. Kierowca jednak nie zareagował i jechał dalej. Miną nawet inny przystanek, na którym również się nie zatrzymał. W autobusie wywiązała się kłótnia. Jedna z kobiet była bardzo zawzięta i zaczęła obrażać kierowcę. Ten jednak nie dał się sprowokować, tłumaczył się że musi przestrzegać przepisów. Kobieta dalej bluzgała, jednak on był opanowany. W końcu autobus zatrzymał się na dworcu PKS w Siedlcach i z ulgą wyszłam z tego autobusu, w którym ciężko było oddychać od tej gęstej atmosfery.
Nie wiem po czyjej stronie leżała racja z zatrzymaniem się autobusu, jedno jest pewne kierowca zachował się bardzo profesjonalnie i nie dał wciągnąć się w awanturę.
Ze względu na Dni Białej Podlaskiej lokal był czynny nieco dłużej niż zwykle. Pojawiłam się tam około 2 w nocy z wielką ochotą na kebaba. Ceny w lokalu są średnie. Oprócz dań typ fast food można zamówić zestaw obiadowy lub deser w postaci lodów czy gofrów. Jednym słowem dla każdego coś się znajdzie.
Kiedy z grupą znajomych weszliśmy do lokalu nie było kolejki. Kasjerka powiedziała, że musimy poczekać około 10 minut. Zamówienie dotarło do nas wcześniej, dlatego czas obsługi uważam za bardzo sprawny.
Rozpoczęliśmy konsumpcję. Wszyscy zajadali się swoimi kebebami a ja dłubałam w nim widelcem w poszukiwaniu mięsa. Właściwie oprócz kapusty pekińskiej nie było tam nic innego. Zrezygnowana odłożyłam swojego ala kebeba na talerz. Postanowiłam jednak, że nie zostawię tak tej sprawy. Zawołałam do stolika sprzedawczynię. Wytłumaczyłam jej na czym polega mój problem. Ona z kolei przywołała chłopaka z kuchni, który robił mojego kebeba. Przy wszystkich klientach dała mu burę. Moim zdaniem mogła zrobić to nieco dyskretniej, ponieważ wszyscy klienci nie musieli o tym wiedzieć. Chłopak zachował się bardzo przyzwoicie. Szczerze przeprosił mnie za całe zajście i na przeprosiny zrobił mi nowego kebeba. Nowy kebeb miał mnóstwo mięsa, całą masę dodatków i ogólnie był wyśmienity. Sądzę, że sprawa została załatwiona bardzo dobrze, tylko mogło się to odbyć nieco dyskretniej.
Jeśli zaś chodzi o czystość lokalu to oceniam ją jako dobrą. Mimo późnej godziny w lokalu panował porządek. Stoliki były czyste, serwetniki pełne. Jedynym minusem było to, że w trakcie naszej wizyty jeden z pracowników mył podłogę w lokalu. Moim zdaniem powinien wstrzymać się z tym do zamknięcia lokalu.
Do baru wybrałam się ze swoim chłopakiem około 19 w sobotę. Obawialiśmy się, że nie będzie miejsc siedzących przy stolikach. Zostaliśmy jednak pozytywnie zaskoczeni, ponieważ akurat jeden stolik był wolny. Ceny w tym barze są niskie. Jeśli chodzi o pozostały asortyment to serwują jeszcze dania typu fast food.
Obsługiwała nas drobna brunetka. Jej zachowanie było standardowe. Zaś całokształt obsługi można określić jako mechaniczną. Zdania typu: co podać, kwota do zapłaty i dziękuje. Wszystko wypowiedziane w przestrzeń, bez kontaktu wzrokowego. Uważam, że zawód barmanki wymaga większego zaangażowania w obsługę klienta. Często to barmani tworzą klimat lokalu.
Simon’s Pub odwiedziliśmy w celu obejrzenia meczu. Fonia w telewizorze była wyłączona, więc mecz mogliśmy śledzić jedynie wzrokowo. W tle leciała muzyka z szafy grającej. Uważam, że jest to bardzo fajne rozwiązanie w barach. Ponieważ każdy może słuchać muzyki wedle swojego życzenia, oczywiście po wrzuceniu odpowiedniej monety do szafy :)
Kiedy mecz zbliżał się do końca, właściwie w decydujących minutach, zawiesił się dekoder. Obraz zatrzymał się w miejscu. Barmanka mimo próśb klientów, nic z tym nie zrobiła. Mało tego, nawet nie próbowała. Naprawą zajęli się klienci lokalu i na szczęście szybko się z tym uwinęli.
Jeśli chodzi o czystość lokalu, to oceniam ją jako dostateczną. Właściciele już dawno nie inwestowali w zmianę wystroju, dlatego dużo rzeczy jest już podniszczonych. Na przykład obdrapane stoliki. Toaleta również pozostawia wiele do życzenia. Brak papieru toaletowego, brudna podłoga, zapalcowane lustra- to tylko niektóre z mankamentów. Natomiast plusem jest to, że barmanka na bieżąco wycierała stoliki, zabierała puste kufle i czyściła popielniczki.
Wstąpiłam do sklepu Espritt jedynie w celu zakupu rajstop. Przy okazji obejrzałam stroje kąpielowe, które były bardzo dobrze wyeksponowane w sklepie. Ceny były średnie w granicach 40-100zł.
W sklepie panował porządek. Bielizna była rozwieszona na wieszakach. Całość była przejrzysta z widocznymi rozmiarami i cenami. Nawet w koszach z przecenioną bielizną panował ład.
Niestety minusem był bardzo mały wybór rajstop, jak na sklep z bielizną zdecydowanie okrojony. Rajstopy znajdowały się w pudełku na ladzie. Rozmiary były wymieszane, a samych opakowań było około 20. Mimo tego, iż sprzedawczyni znajdowała się przy ladzie, sama wyszukałam interesujący mnie rozmiar.
Na sklepie była tylko jedna sprzedawczyni. Kiedy podeszłam do kasy, aby zapłacić sprzedawczyni metkowała towar na ladzie. Obsługując mnie, nie odsunęła tego na bok. Rajstopy kosztowały 9,90. Podałam 20 zł, zaś sprzedawczyni w roztargnieniu wydała mi jedynie 10 groszy. Musiałam upomnieć się o 10 zł. Oczywiście sprzedawczyni przeprosiła mnie za ten incydent.
Może kierownictwo sklepu powinno pomyśleć o zatrudnieniu dodatkowej osoby do obsługi. Wydaje mi się, że to zajście było spowodowane zaganianiem sprzedawczyni
Weszłam do w/w supermarketu w celu zakupienia wody mineralnej, która akurat była w promocji - zresztą szeroko reklamowana w gazetkach. Podeszłam do regału z wodą i napojami i okazało się, że na półce stoją tylko dwie butelki. Tuż obok pracownica wykładała na półki towar ( soki, napoje ), zapytałam więc, czy to sa już dwie ostatnie butelki tej wody, czy może maja jeszcze. Pracownica - młoda kobieta, ok. 25 lat, długie, bląd włosy, odpowiedziała krótko: " Nie wiem " nie odrywając się nawet od swojej pracy. Po moim odejściu, a byłam już w następnej alejce, usłyszałam sugestię, żeby zobaczyć czy nie stoją te wody jeszcze przy kasach. Przy kasach faktycznie stała poszukiwana przeze mnie woda i to w znacznych ilościach. Brak jakiejkolwiek woli pomocy ze strony pracownicy spowodował, że straciłam jakąkolwiek sympatię do tego sklepu, tym bardziej, ze w czasie mojej wizyty chyba była tylko jedna jeszcze klientka, tak więc wytłumaczeniem takiego podejścia nie mógł być wzmożony ruch.
Mój chłopak szukał sandałów na lato, więc przy okazji sobotnich zakupów postanowiliśmy wstąpić do sklepu Heavy Duty w Rywalu. Sklep mieści się w bardzo małym pomieszczeniu, dlatego łatwo utrzymać go w czystości. Tak było i w tym przypadku, bowiem w sklepie panował porządek. Podłoga była czysta, na półkach nie było śladów kurzu.
Jeśli chodzi o asortyment, nie jestem zbyt przekonana do jakości obuwia HD. Uważam, że cena nie jest adekwatna do wartości sprzedawanych tam butów. Przekonałam się o tym dwukrotnie, kiedy zakupione tam obuwie, nie wytrwało nawet jednego sezonu. Mój chłopak jednak się uparł i wybrał pasujące mu wyglądem sandały.
Podczas naszej obecności w sklepie sprzedawczyni siedziała przy kasie i nie zwracała na nas uwagi. Sami musieliśmy podejść do niej i zapytać o rozmiar 43. Z wielką niechęcią poszła na zaplecze poszukać wybranego rozmiaru. Niestety nie było go już w sprzedaży.
Wyszliśmy więc ze sklepu bez butów z wrażeniem raczej niemiłej obsługi.
Jestem stałą klientką tego sklepu. W związku z niedawno obchodzonymi przeze mnie urodzinami, otrzymałam bon urodzinowy do wykorzystania do końca czerwca w wysokości 20 zł. To bardzo miły gest ze strony firmy Orsay, dzięki temu stali klienci czują się docenieni a imienny bon świadczy o indywidualnym podejściu do klienta.
Oczywiście w sklepie jest niewiele rzeczy za 20 zł, w związku z tym chcąc coś kupić trzeba dopłacić. Jednym słowem korzyść osiąga nie tylko wyjątkowo potraktowany klient, ale i sklep uzyskując dochód ze sprzedaży.
Ja swój bon urodzinowy postanowiłam wykorzystać na jakiś drobny dodatek w postaci biżuterii. Kiedy stałam przy stojakach z biżuterią podeszła do mnie kierowniczka sklepu (jej stanowisko było widoczne na identyfikatorze). Zapytała mnie czy może w czymś pomóc. Doradziła mi zakup ślicznej bransoletki w cenie 24,90. Musiałam więc dopłacić jedynie 4,90.
Co zaś się tyczy wyglądu sklepu i panującego tam porządku, z przykrością muszę stwierdzić, że nie było rewelacji. Ubrania promocyjne były bardzo poupychane na wieszakach. Było bardzo ciężko oglądać te ubrania lub wsadzić z powrotem ubranie na wieszaku. Stanowisko sprzedaży było czyste, nie było tam żadnych paragonów itp.
Przy kasie dopłaciłam do bonu. Bransoletka została zapakowana w firmową reklamówkę Orsay, zaś do środka reklamówki kasjerka włożyła paragon. Obsługa była bardzo miła, kasjerka uśmiechała się, na koniec podziękowała za zakupy i zaprosiła mnie do ponownych zakupów.
Przed pracą wpadłam na chwilę do Biedronki zrobić małe zakupy. W planach miałam jedynie zakup zgrzewki wody niegazowanej. Dział z napojami znajduje się zaraz przy wejściu. Praktycznie świecił pustkami. Może ze względu na upały, woda tam szybko się skończyła. Stały tam jedynie zgrzewki z wodą gazowaną, której nie chciałam. Mojej ulubionej wody niegazowanej Polaris nie było w ogóle. Musiałam kupić wodę Oazę, która przypomina raczej wodę z kranu.
Kiedy szłam przez sklep w kierunku kas zauważyłam spore braki na półkach. Na przykład w majonezach leżało puste pudełko. Na sklepie oprócz ochrony nie było widać żadnych z pracowników. Była czynna jedynie jedna kasa. Kiedy utworzył się sznurek ludzi w kolejce, kasjerka dzwonkiem przywołała kolejną pracownicę.
Jeśli chodzi o zachowanie obsługującej mnie kasjerki, była bardzo uprzejma. Przywitała mnie z uśmiechem mówiąc: "Dzień dobry", podziękowała mi za zakup i pożegnała utrzymując kontakt wzrokowy. Była ubrana w fartuch służbowy, miała włosy związane w kucyk. Ogólnie jej wygląd oceniam jako schludny i nie rzucający się w oczy.
Dużym minusem w sklepach Biedronki jest niemożność płacenia kartą płatniczą. Uważam, że w dzisiejszych czasach jest to spore utrudnienie dla klientów.
Profesjonalizm w każdym calu. Zamówiony telefon, pomimo że dotarł błyskawicznie, miał… wadę fabryczną. Po zgłoszeniu reklamacji do sklepu, w sposób bardzo rzeczowy i grzeczny Pan z działu serwisu na moje życzenie zamiany towaru na inny model wolny od wad zgodził się bez żadnych problemów. Następnie niezwłocznie kurier odebrał ode mnie uszkodzony sprzęt i po dwóch dniach dostarczył nowy, sprawny taki jak chciałem. Oczywiście bez żadnych dodatkowych kosztów dostawy. Polecam ten sklep. Nazwa "Zadowolenie" odzwierciedla ich działalność.
Z ulicy Malborskiej i sklepu Leroy Merlin udajemy się do drugiej placówki handlowej tej sieci przy ulicy Modlińskiej w Warszawie, w celu zakupu stolików turystycznych. Po telefonie pracownika wiemy że te stoliki tam są i dwie sztuki „na nas czekają”. Z zaparkowaniem nie mamy problemów, wchodzimy pewnie na halę sprzedażową a gdy zauważam dwóch pracowników (panów) ubranych w charakterystyczne firmowe zielone koszulki polo podchodzę do nich i mówię iż około pół godziny temu telefonowano do ich sklepu w sprawie stolika turystycznego „Agat” i podczas tej rozmowy zarezerwowane zostało ich dwie sztuki. Jeden z pracowników robi zdziwioną nieco zaskoczoną minę ale drugi jest zorientowany bardziej w temacie. Informuje nas iż mamy udać się na zewnątrz do zorganizowanego w sezonie wiosenno letnim „stoiska” gdzie poszukiwany artykuł jest. I tak na placu visa vis wejścia do sklepu jest faktycznie ogrodzony siatką fragment powierzchni z artykułami ogrodowymi. Przy wejściu jest drewniana altanka przy której stoi Pani z obsługi plus Pan Ochroniarz. Ponownie mówię czego poszukuję i pokrótce raz jeszcze streszczam że dzwoniono i zarezerwowano przedmiotowe stoliki „Agat”. Pani nic jednak w tym temacie nie wiadomo i mówi abyśmy udali się do sklepu. Ja jej na to iż właśnie z tam tond przychodzimy i jeden z pracowników przysłał nas tu. Pani znika w drewnianej budce po chwili wychodzi i stwierdza iż faktycznie przynajmniej teoretycznie 10 sztuk stolików powinno być. Posiłkując się kartką z opisem zdjęciem którą wcześniej wydrukowałam w domu ze strony internetowej tej sieci sklepów. Odnajdujemy opakowane w folię stoliki. Prawdę powiedziawszy to ja je wypatruję wciśnięte między siatkę a inne artykuły. Pani odchodzi a ja usiłuję je z tej dziury wydobyć. Moja operacja kończy się sukcesem. Rozpakowuję jeden montuję w całość by stwierdzić że jest to o co mi chodziło. Ponownie manewruję by wybrać towar taki który jest w opakowaniu jak najbardziej suchym i nie ubłoconym gdyż po niedawnych ulewach nikt się nie zatroszczył by go osuszyć. Gdy już jestem po wyborze zostawiam rozłożony stolik na podeście a z tym co wybrałam kieruję się ponownie do drewnianej altanki gdzie jest kasa. Zadowolona mówię że wszystko jest ok, a Pani sprzedawca – kasjer dodaje iż najprawdopodobniej stolików nikt nie „wykupił” gdyż nie wiedząc wcześniej o ich bytności w sklepie po prostu nikt ich nie zauważył a i Pani kasjerka jak na początku pisałam miała kłopot z ich odnalezieniem. Koniec końców jednak udaje mi się zrealizować plan zakupu.
Trochę szkoda iż pracownik był zupełnie nie rozeznany w ofercie i próbował automatycznie z cedować na współpracowników odpowiedzialność i pomoc w odnalezieniu asortymentu którym byłam wraz ze znajomym zainteresowana. Stan jaki przedstawiał nie tyle towar co jego opakowanie również nie motywował do jego zakupu. Wystarczyło tylko poświecić chwilę by go przed otwarciem dla kupujących po deszczu oczyścić szmatą i było by już ok. Co zaś do wyeksponowania wzorcowej sztuki to z jednej strony dobrze może i się stało iż tak owej nie był bo dzięki temu stolik nie spotkał się z zainteresowaniem klientów i nie został kupiony zaś z drugiej strony każdy towar powinien mieć zapewnioną odpowiednią ekspozycję.
Staram się tak zorganizować sobie planowe zakupy by nie marnować czasu na poszukiwania czy to sklepu który by miał ofertę mnie interesującą czy to też takiego który by poszukiwane artykuły miał w satysfakcjonującej jakości i w atrakcyjnej cenie. Z tego powodu bardzo sobie cenię gdy dana sieć posiada czytelną i funkcjonalną stronę internetową ewentualnie dodatkowo swoją ofertę przedstawia w formie prospektów handlowych. Ostatnio w centrum mojego zainteresowania była gama mebli ogrodowych stoliki krzesła plus Parasole. Ważnym i kluczowym czynnikiem jakim te przedmioty miały się cechować była ich łatwość w transporcie małym samochodem osobowym.
Oczywiście nie bez znaczenia była ich cena.
Po wstępnej analizie sklepów oferujących tego typu asortyment decyduję się pojechać do niedawno otwartego Centrum Metropol, gdzie jednym z najemców jest sklep Jysk.
Już na miejscu możemy zauważyć że klientów jest raczej mało. Przemierzam cały pasaż by dotrzeć na jego końcu do Jysk. Po przeciwnej stronie wejścia jest zaprezentowana ekspozycja mebli sezonowych. Wchodzę do środka .Po chwili zauważam czarne składane krzesełka. Parasolek i podstawek do nich nie widzę a jako że nie mam czasu na szukanie podchodzę do kasy z zamiarem poproszenia o pomoc w ich odnalezieniu. Przy kontuarze stoi jeden pan który akurat wymienia jakiś mały regalik.
Pani kasjerka na moje zapytanie wskazuje gestem ręki na swoją koleżankę która właśnie się pojawiła na halo sprzedażowej i mówi iż ona pomoże mi w zakupach. Pomoc ta okazuje się jednak dość skromna i polega jedynie na pokazaniu miejsca gdzie poszukiwany towar jest dostępny. Podchodzę tam i sama kompletuję zestawy. Należy tu dodać iż jedna z podstawek jest nie kompletna a te które kupuje są ostatnimi sztukami. Przy parasolach widnieje stara cena a więc ponownie będąc przy kasie dopytuję się o ich cenę, ale na szczęście kosztują tyle ile podano w gazetce. Płacę za zakupy i okazuję kartę programu PayBack. Krzesełka mam odebrać z magazynu który jest drugiej strony hali. Pani dość nie precyzyjnie wyjaśnia jak mamy tam dojechać. Trafiamy we właściwe miejsce kierując się własną logiką. Przy drzwiach magazynu siedzi młody mężczyzna i na mój widok pyta się czy przyjechałam po szafę. Odpowiadam że nie , po krzesełka i podaję mu paragon. Odnotowuje na nim odbiór towaru który jest z samego brzegu magazynu więc jego znalezieniem nie ma problemu. Pracownik pomaga mi zanieść kartony do samochodu.
Reasumując kupiła co chciałam w cenie takiej jaka była podana w folderze handlowym. Wszystko przebiegło bez nie miłych niespodzianek. Szkoda iż pracownik wskazany przez kasjerkę nie wykazał się większym zaangażowaniem, a sama kasjerka nie potrafiła dokładnie wytłumaczyć jak dojechać do magazynu. Pracownicy ubrani według dres codu firmy możliwość zapłaty kartą i od niedawna również honorowanie karty PlayBack.
Klub znajduje się w samym centrum miasta. Wybieramy to miejsce na spotkania w gronie znajomych ze względu na standard lokalu jak i bezpieczeństwo jakie może zapewnić. Jest to jeden z najlepszych lokali w mieście. Szczególny nacisk kładzie się na bezpieczeństwo gości bawiących się w klubie. Wstęp dla osób które ukończyły 21 lat sprawia że unikniemy tam towarzystwa ludzi zbyt młodych. Jest to miejsce w którym można porozmawiać a także potańczyć w rytm najlepszych przebojów. Obsługa bardzo miła i sympatyczna, stara się sprawnie realizować zamówienia z uśmiechem na ustach. Ceny adekwatne do standardu lokalu, ogólnie można je uznać za przystępne. Generalnie bardzo fajne miejsce dla osób trochę starszych a także mających ochotę się czasami zabawić.
Po wejściu na rynek w 2008 które poprzedzone zostało szumną kampanią reklamową i wielopoziomowym, sondażowym konkursem poprzez który jak by się wydawało założyciele instytucji chcieli poznać opinie przyszłych klientów o ich wizji banku idealnego a przynajmniej takiego który spełniał by ich oczekiwania w dużym stopniu i wyróżniał go od innych funkcjonujących na rynku mam ogromny niedosyt a po ostatnich kilku miesiącach wręcz czuję się rozczarowana …..
Na początku roku pierwsza niedogodność to pobieranie opłaty za sprawdzenie salda w bankomacie „Euronet” . Dość często korzystałam z tej możliwości która była bardzo wygodna gdyż nie zawsze mogę saldo sprawdzić przez system bankowości internetowej ewentualnie placówce. Po podsumowaniu miesiąca okazało się że z mojego konta została pobrana dość spora suma właśnie za tę usługę. Dość nie przyjemna nauczka za nie wczytanie się dokładnie w nowy regulamin. Drugi nieprzyjemny epizod jaki mnie ostatnio spotkał to ponad 5 dniowe opóźnienie zaksięgowania przelewu przychodzącego. Czy było to opóźnienie czy inna kwestia i czy zawinił Bank Alior czy też Krajowa Izba Rozliczeniowa, która to obieg przelewów koordynuje tego jeszcze Niewinem, gdyż oczekuję na odpowiedz na złożoną reklamację fakt pozostaje faktem iż wpłata została zamrożona na blisko tydzień co wiązało się z poważnymi dla mnie kłopotami.
Duży minus również za brak klarowność i stabilizacji regulaminów i pobieranych na ich podstawie opłat. Nie potrafię na przykład zrozumieć dla czego pobierana jest wyższa opłata za używanie karty w przypadku gdy na nasze konto nie wpływa wygna za pracę. Czy tak owe wpływy są czy nie wpływa to na fakt częstotliwości używania karty. Moim zdaniem jest to po prostu opłata za konto która została zawarta pod innym opisem tak by konto ROR nadal można była nazwać „darmowym” choć jak napisałam by móc z niego korzystać koszty mniej lub bardziej zakamuflowane musimy ponieść.
Na koniec, również po stronie negatywów umieszczam czas obsługi. Przy wyraźnych brakach personelu jest on dość długi a dodatkowe problemy stwarza niejednokrotnie widoczne niedoinformowanie pracowników.
Godziny otwarcia placówki, w większości do godziny 17 również poważnie utrudnia bezpośredni kontakt z bankiem gdyż często moje obowiązki zawodowe i czas pracy nie pozwalają na dojechanie przed zamknięciem oddziału. To co powyżej opisałam coraz bardziej motywuje mnie do rezygnacji z usług Alior Banku .Jestem rozczarowana i zmęczona ciągłymi problemami jakie wnikają z faku iż jestem jego klientką. Z Firmy która miała wyróżniać się na tle innych w segmencie usług finansowych pozytywnie mam nieodparte wrażenie iż owszem wyróżnia się ale w kontekście negatywnym.
Pierwsze moje zakupy w sklepie pod szyldem „Kaufland”.
Jak do tej pory nie było okazji by w tym właśnie sklepie zrobić zakupy gdyż w pobliżu mojego miejsca zamieszkania go nie ma a profilowo zbliżone dwie „ Biedronki” jeden Lidl oraz mniejsze sklepiki osiedlowe w pełni moje konsumenckie zapotrzebowanie zaspokajają.
Jednak z czystej ciekawości wracając z pracy postanawiam i tu w końcu zajrzeć. Dobre zewnętrzne oznaczenie zewnętrzne sklepu duży parking i dobra komunikacja zarówno samochodowa jak i miejska to pierwsze pozytywne elementy jaki zauważam .Kolejny plus wózki zakupowe przed wejściem w dobrym technicznym stanie i uporządkowane.
Przed wejściem na halę sprzedażową zorganizowany jest punkt obsługi klienta i są dostępne tzw. gazetki reklamowe. Ich koncepcja wykracza poza ramy typowego folderu z ofertą handlową i jest prostą formą magazynu w którym znajdziemy również inne przydatne na co dzień informacje. W środku kolejne działy i alejki również dobrze oznaczone, niestety pewne kłopoty stwarza odnalezienie i przypisanie właściwej ceny do artykułu który nasza interesuje. Spodobała mi się forma tabliczek stawianych na regale w miejscu gdzie powinien stać towar którego obecnie brakuje z informacją o jego planowanej dostawie. Bardzo ciepłe odczucia budzi stoisko z tradycją obsługą z ladą, w głębi sklepu, którego ściany pokryte są foto tapetą z górskimi widokami i pasącymi się u ich podnóża krowami.
Kierując się do kasy ze zdziwieniem stwierdzam że aby do niej dojść muszę obrać konkretny kierunek gdyż sklep jest wyraźnie podzielony na coś w rodzaju strefy wejścia i drugiej kasowej blokiem regałów.
Przy kasie nie ma kolejek, przed podejściem czytam jeszcze informację iż nie ma przy tej kasie słodycz jakoby w trosce o najmłodszych klientów. Szybko zostaję obsłużona towar sprawnie skanuje kasjerka ubrana w czerwony fartuszek z przypiętym identyfikatorem. Płacę kartą .
Ogólne wrażenie po dzisiejszych zakupach jest dobre. Dość zawiłe rozplanowanie regałów dla nowego klienta może stanowić małą trudność jak również fakt iż do kasy możemy dojść poprzez pokonanie przynajmniej części sklepu. Ceny umiarkowane ale w kierunku wysokich w porównaniu do innych znanych mi dyskontów w obrębie podobnego asortymentu. W ofercie jest też gama produktów pod tzw. marką własną.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.