Chciałem zakupić farby,gładź itp produkty do malowania i wykończania wnętrza.Pomimo krążenia po sklepie nikt do mnie nie podszedł..człowiek udając się tam do sklepu musi się naprawdę nabiegać za pracownikiem tej że sieci..albo znać się na tym co chce kupić..a nie każdy jest wszechwiedzący...spędziłem dużo czasu w tym sklepie..czytając instrukcje na opakowaniu..jedynym plusem jest duży asortyment i nic po za tym..wydaje mi się ,że problem nie leży w pracownikach tylko w ich wynagradzaniu..bo jaka płaca taka praca
Po wejściu do sklepu panował bałagan...większość rzeczy była porozrzucana po sklepie...pracownicy jak by bardziej zajęci sobą niż klientem....nikt przez ponad 10 minut do mnie nie podszedł i nie pomógł...dopiero gdy sam podszedłem i się zapytałem udzielono mi informacji..zainteresowany byłem drzwiami...sprzedawca jednak nie był do końca poinformowany w danym temacie...nie umiał odpowiedzieć na moje pytania..na koniec podeszła pani kierownik, jeszcze mniej kompetentna od reszty..skąd wy bierzecie takich ludzi??
Tego dnia miałam straszną ochotę na lody więc będąc przy okazji w C.H. Manhattan zaszłam do Grycana. Przede mną w kolejce była tylko pani z dwójką dzieci. Zamówili deser i usiedli przy stoliku. A ja czekałam chyba dobre 20 minut żeby jedna z dwóch łaskawych pań ekspedientek mnie obsłużyła. Ciągle były czymś zajęte, wydały klientce przede mną deser a po pięciu minutach znów podeszły do stolika bo coś im się nie zgadzało. Kompletny brak kompetencji. Ponad to za ladą widać było brudne ekspresy do kawy, także blat bytł brudny, chyba od czekolady. Myślę że nigdy więcej nie wybiorę się do tej cukierni.
Bardziej sklep niż "knajpka". Często wizytuję to miejsce w celu zakupu spraw takich jak wysokiej klasy Yerba Mate, dużej ilości przypraw czy wina innego niż wszystkie. A to wszystko w niskich cenach...
Ale ja nie o tym :).
Skład podzielony jest na dwie części składające się z czterech pomieszczeń. Trzy z nich zajmuje część sklepowa, a jedno (wejściowe) przeznaczone jest na - moim zdaniem - jedną z najlepszych kawiarni/herbaciarni w Łodzi.
KONIEC z nudnym siedzeniem przy stoliku! Pijąc wyborną kawę z kardamonem można przechadzać się wzdłuż półek wypełnionych po sufit najwspanialszymi skarbami orientu... od białego pieprzu, przez cynamon i wanilię po szafran i aromaty, których nie jestem w stanie spamiętać.
Wystrój utrzymany w klimatach arabsko-podróżniczych. Obsługa bardzo miła i pomocna. Jedyną skazą jest zbyt małe menu... przekąsić można jedynie paklawę (rodzaj ciasta z orzechami) i chałwę.
Jedna wizyta w Składzie 'na kawę' owocuje zakupieniem torby przypraw i ogromną inspiracją do gotowania w domu. Jedno z miejsc, które w Łodzi TRZEBA odwiedzić.
Przechodząc z mężem Pasażem całkiem przypadkiem zauważyłam zaczarowane miejsce, całkiem jak z książki "Ania z Zielonego Wzgórza". Takie było moje skojarzenie. Musieliśmy tam zajrzeć. Wnętrze też zaczarowane. Przemiła obsługa, bardzo sympatyczna Pani. Piliśmy smaczną herbatkę, podaną w dzbanuszku. Nastrojowa muzyczka sącząca się w tle. I bardzo ważne dla nas - nie pali się papierosów. Bardzo polecam. Lokal z duszą.Mieliśmy okazję skosztować kawy i czekolady. Czekolada BARDZO słodka :( (z torebki?), kawa... hmmm 8 zł za espresso to stanowczo za dużo, i duży minus za brak doppio w ofercie. Kawa, zwykła czarna, no cóż... rozcieńczone espresso - aromat 5, smak 2. Mimo wszystko polecam każdemu sprawdzić lokal i wyrobić własną opinię. Na pewno nie można obok tego miejsca przejść obojętnie!
Kolejna wizyta- przyjechała kolezanka z tzw wsi i trzeba ja gdzieś zabrać. Pcha się do czekolasdziarni ale widzę, że na przestrzeni miesięcy obsługa się nie poprawiła. Byłam tu dwa razy i za każdym panie kelnerki były powolne, jakby były na wakacjach pod palmą. Najwidoczniej uważają, że ich zadaniem jest przespacerowanie się po sali i położenie karty na stoliku. Szkoda. Co do meritum. Słyszałam legendy n/t czekoladziarni Wedla. I, niestety, zostały one rozwiane już przy pierwszej wizycie. Może i czekolady robią z czekolady, a nie z proszku, ale są bardzo rzadkie, za to bardzo słodkie. A biała, to już nic innego jak ulep. Nie polecam. No chyba, że macie dołek ;). Z deserów spróbowałam maliny z jogurtem. Myślałam, że w takim miejscu dodadzą jakiś swój pierwiastek. Ale się rozczarowałam. Nie rozczarowuje natomiast wnętrze. Eleganckie, przywołuje na myśl pokój dwudziestowiecznej rodzinny inteligenckiej. Naprawdę piękny. Samo ono niestety to za mało, żeby tu wracać. Chyba, że koleżanki będą ciągnąc :).
Punkty Piekarenki wyrastają w mojej okolic- znaczy sie Tweofilów czy też wczesny Teofilów jak grzyby po deszczu. Jeszcze do niedawna po mój ulubiony chleb ruski na zakwasie musieliśmy chodzić przystanek autobusowy dalej. Teraz, mamy ich punkt w zasadzie pod blokiem. Dlatego teraz codziennie przynoszęi do domu wspomniany chleb ruski, super puszysty sernik (jednak ze zbyteczną grubą warstwą cukru pudru na wierzchu), piczesy (ja wolę z farszem kapuściano-pieczarkowym, córka z mięsnym, jednak obie wersje są bardzo wyraźne w smaku, jak to mówią - są "dosmaczone"), muffiny czekoladowe (czekolady się w nim nie uświadczy, jednak mimo to je lubię, bo mają sporo orzechów) i owocowe (z malinami, nieco kwaskowate), czy małe pizze (te są raczej średnie). Jednak o ile przyjemniej by było, gdyby panie z Piekarenek mówiły "proszę", "dziękuję", "słucham", zamiast ograniczania się do "co podać?" albo odburkiwania i wiecznych pretensji?... '/do tego dochadzą oczy wywracane na wszytkie mozliwe strony. kiedyś w tym lokalu była pizzeria. Była super.... teraz moze lokal jest super ale bsługa tragiczna.
Byłam w tej cukierni-kawiarni parę razy. Mają całkiem smaczne, wilgotne pączki wiedeńskie. Lodami, które produkują sami,juz nie raz sie zachwycałam. Moje ulubione to czekoladowe i malinowe. "Najlepsze lody na świecie" w cenie kilkunastu złotych za kulkę mogą się przy nich schować. Ładny, elegancki wystrój. Przypomina prawdziwą kawiarnię sprzed lat.
I tak doszliśmy do największego minusa tego miejsca: obsługi. Byłam tam kilka razy (właśnie po pączka czy loda choć smakołyków mają w bród, np. ręcznie robione praliny :) ) i tylko raz spotkałam się z sympatyczną uśmiechniętą panią za ladą. Największe bęc zaliczyli we wrześniu, kiedy zasiadłyśmy z koleżanką przy stoliku z nadzieją na wypicie kawy. Po kilku minutach oczekiwania na kartę podeszła do nas przez salę młoda kobieta z pytaniem, czy coś podać. Po poinformowaniu, że nie dostaliśmy menu, po chwili dostarczyła nam. Cóż i na tym sie zakonczyła nasza przygoda .
W tej restauracji jadłam polędwicę po hiszpańsku (zimny kawał mięsa z grilla - bez smaku, masło ziołowe na nim nie mogło się rozpuścić), do tego frytki (były twarde i zimne) i surówka (da się zjeść). Bardziej polecam polędwicę po andaluzyjsku, przynajmniej ma jakiś smak, choć trochę za słodko się robi pod koniec jedzenia, dobrze, że serwują do niej brokuły, bo ciężko by było dotrwać do końca. Desery- creme brulee - znośny, choć wolę cieplejszy i dobrze by było, żeby szef kuchni zadbał o to, aby na cukrowej skórce nie było gorzkich przypaleń ;(. Flan - ok, choć jak kelnerka powiedziała, że to ciastko, to myślałam, że to będzie pieczone, a to jest taka budyniowa uformowana masa z polewą. Ogólnie oceniam, że menu ma chyba niewiele wspólnego z hiszpańskimi daniami. Kurczak ze szpinakiem - przypomina mi bardziej dania z sieciówki. Trochę tam owoców morza i to wszystko... Lokal wydaje się nieco jazgotliwy. Obsługa miła. Szkoda, że na pietrze stoliki nie są przykryte obrusem, bo jednak jak się je, a nie tylko pije piwo, to taki obrus daje efekt. Jeśli zamysłem właściciela jest, aby ta część lokalu była mniej oficjalna - nie widać jej przez okno z zewnątrz, to przynajmniej wiedząc, jakie kto zamawia dania, można byłoby się pokusić o okazjonalne nakrywanie obrusem. Ceny znośne, ale chyba się nie pokuszę o powtórne odwiedzenie tego lokalu, bo niewiele dokładając można mieć w innych miejscach lepsze jedzenie...
W weekend wybraliśmy się ze znajomymi do restauracji KOLIBA w Zawoji, gdyż chcieliśmy sprawdzić jak ona funkcjonuje. Już przy wejściu zaczepiło nas pięciu podejrzanie wyglądających ludzi żądając opłaty za wejście. Gdy udało nam się dostać do środka okazało się, że zarezerwowanie przez nas stolik jest zajęty. Po kilku minutach zjawiła się pani menedżer przepraszajac nas i tłumacząc, ze pracuje tam od niedawna. Ponadto poinformowała, że zarezerwowanie stolika kosztuje 100 zł, których nie da się wykorzystać. Wyszliśmy z restauracji zniechęceni i na pewno do niej nie wrócimy.
Decyzja o rezygnacji z usług Alior Banku i zamknięciu konta ROR zapadła.
Teraz tylko pozostaje wprowadzić ją w życie. A to nie będzie proste. Na pewno będzie czasochłonne, być może pojawią się inne kłopoty. Ale pokonam to.
Pierwsze to poinformowanie wszystkich zainteresowanych o zmianie banku i numeru konta. Druga rzecz to potwierdzenia przelewów i opłat z tytułów jakie były one dokonywane. Musze je zarchiwizować. Wyraziłam zgodzę by nie otrzymywać tzw. miesięcznych wyciągów w formie papierowej. Zarówno przelewy jak i tranzakcie kratowe są pod jednym tematem „obciążenia”. Na zestawieniach powoduje to chaos.
Wczoraj po 24 chcąc dokonać przelewu okazało się iż jak zwykle w przeciągu ostatnich kilkunastu tygodni konto o tej porze jest wyzerowane. Dla czego? Nie mam pojęcia. Lokatę nocną zlikwidowałam. Okazuje się jednak iż to nie była przyczyna takich działań. Mówiąc wprost- bank nadal kradnie moje pieniądze, bo jakże inaczej takie „samowolne pożyczki” nazwać. Co się dzieje z moimi środkami na koncie kiedy nie mam do nich dostępu? Rano saldo konta ponownie jest takie jakie było i być powinno. Czarę goryczy przelało wczoraj jeszcze jedno. Ostatniego dnia miesiąca są pobierane są opłaty za prowadzenie konta. Regulamin mówi (albo mówił jak znowu się zmienił) iż opłata za kartę wynosi 5 złotych miesięcznie i dodatkowo plus 4 złote, w wypadku gdy na nasze konto nie wpływa wynagrodzenie. Na mój ROR wypływa wynagrodzenie, i tak było też w miesiącu styczniu. Dodatkowo na to konto wpływają środki z umów dodatkowych. Pomimo to z konta zostało pobrane 9 złotych. Dlaczego?
Zmuszona jestem do wizyty w oddziale i podjęcia przynajmniej próby wyjaśnienia tych kwestii. Co do salda rozmawiałam na ten temat z Bankierem, ale ten odesłał mnie na infolinię. Co zaś do opłaty to spodziewam się iż będę proszona o złożenie reklamacji ,której czas rozpatrywania jak wiem z autopsji wynosi około miesiąca i nie wiele wnosi. Ja co do zasady sprawy tym razem nie odpuszczę. Gdy opadną nieco złe emocje podejdę do oddziału banku. A gdy uporam się z zapisem historii swojego ROR konto zamykam. Banków w Polsce jest ponad 30 .A na politykę wobec klienta jaką prezentuje Alior Bank mojej zgody nie ma.
Numerem jeden portali społecznościowych na tę chwilę wydaje się facebook. I choć ja nadal mam ostrożne podejście do tej witryny, to bezsprzecznie wiele firm i instytucji traktuje ja jako kanał komunikacji z klientem. Jest to również pewna forma promocji marki i budowanie jej wizerunku na rynku chociażby poprze opcję klikania w ikonkę „lubię to”.
Wczoraj weszłam na profil firmy telekomunikacyjnej Play. Jest to mój dostawca internetu i operator telefoniczny.
Za poparcie i dołączenie do osób które lubią Play jest przewidziana promocja, polegająca na zwiększeniu kwoty doładowania o 30%.Fajna sprawa. Postanawiam skorzystać. Doładowanie kart pre paid obsługuje PayU S. A., też mi dość dobrze znany pośrednik chociażby dzięki transakcją na Allegro. Bez problemu, w kilku krokach wypełniam krótki formularz zamówienia, poczym jako iż w listingu banków nie ma banku Alior, decyduję się na opłatę przelewem. Zostają wygenerowane dane które należy wpisać w przelewie. Wszystko dobrze do tego momentu szło. Problemem jest Alior bank. Po zalogowaniu do systemu bankowości internetowej okazuje się iż moje saldo ponownie w nocy zostało wyzerowane. Ale to iż temat na kolejną obserwację.
Mam chwilę i jestem w pobliżu wiec pomimo iż jak rano wychodziłam z domu nie miałam jeszcze informacji e-mailowej z księgarni Merlin o dotarciu mojego zamówienia do wskazanego punktu odbioru, to popołudniu liczę na to iż już będzie. Wchodzę do owego punktu przy ulicy Waryńskiego. Chwilę się waham. Zastanawiam się czy skorzystać z dostępnego dla klientów komputera i sprawdzić status zamówienia czy od razu podejść do kasjera i jego się zapytać czy książki są do odbioru. Ponieważ nie ma klientów , podchodzę do Pana za ladą. Po wymianie słów powitania mówię mu w czym rzecz. Szybko sprawdza on iż zamówienie jest gotowe. Odchodzi na chwilę by mi je przynieść.
Płacę kartą. W między czasie rozmawiamy. Wyjaśnia się również kwestia nadpłaty na moim koncie. Okazuje się iż była to akcja firmy ku zachęcie aby ci klienci, co dawno nie składali zamówień zmotywowali się do skorzystania z oferty sklepu Merlin.
Sprzedawca , postawny mężczyzna około lat 30, jest schludnie ubrany, kulturalny, komunikatywny i miły.
Podtrzymywał konwersację przyjaźnie się uśmiechał.
Pozytywny efekt psuje zaschnięta warstewka błota na czerwonym linoleum którym jest pokryta podłoga. Nie za ciekawie wyglądają również puste gabloty sygnowane marką Sony. Nie zadziało się dziś nic co by spowodowało moje zniechęcenie do dokonywania kolejnych zakupów w Merlin. Czas dostawy taki jak podany na stronie przy produkcie, zgodny z opisem.
Odbiór bezproblemowy w sympatycznej atmosferze.
Dla zmęczonego wędrowca po górskiej, zimowej wycieczce nie ma nic lepszego aniżeli dobre jedzenie. Restauracja "Włoski Smak" usytuowana w Jarnołtówku serwuje pyszne dania kuchni włoskiej. Wygląd restauracji nie powala na nogi. Trochę tandetnych obrazków miast włoskich i innych dekoracji stylizowanych na to wszystko co ma się kojarzyć z Włochami. Miejsce jest czyste i schludne. Wystrój mógłby być lepszy, ale w restauracji w końcu nie o estetykę wnętrza chodzi, ale jedzenie... Jedzenie to poezja. Nie wiem co na to tzw. koneserzy kuchni, ale to generalnie mało i mnie i innych ludzi, którzy odwiedzają tę restaurację obchodzi. Dodam, że restauracja cieszy się powodzeniem wśród przyjezdnych z Wrocławia i innych miast dużym powodzeniem. Aczkolwiek nie należy spodziewać się tłumów i może dlatego klimat jest taki fajny. W menu serwowane są różnego rodzaju makarony oraz pizze. Teoretycznie tylko 2 rodzaje dań, ale ich urodzaj jest doprawdy wielki. Godne polecenia jest Gnochetti Broccoli czyli makaron w kształcie muszelek, z brokułami, szynką i sosem śmietanowym oraz QUATTROFORMAGGI - pizza z 4 rodzajami sera na cienkim cieście. Poezja smaku. Trochę gorzej przy rachunku, jednak tragedii nie ma. Uważam, że restauracja dla naprawdę każdego, kto lubi włoskie jedzenie.
W sobotni ranek postanowiłem troszkę zadbać o kondycję. Postanowiłem więc zweryfikować w praktyce informacje zawarte na stronie internetowej wodnypark.com.plWodny Park,jak głosi strona internetowa, jest podobno najpopularniejszym polskim obiektem o charakterze sportowo - rekreacyjnym, którym zarządza Mokotowska Fundacja Warszawianka - Wodny Park. Obecnie jest jedyną pływalnią z basenem olimpijskim w Warszawie i jedną z niewielu w Polsce. Obiekt mieści się na warszawskim Mokotowie, przy ulicy Merliniego 4, obok Klubu Sportowego Warszawianka. Dogodna lokalizacja, łatwy dojazd, a także jakość oferowanych usług sprawiają, że Klientami Wodnego Parku są mieszkańcy wszystkich dzielnic stolicy. Tyle cytau ze strony, oto co stwierdziłem:Dojazd rzeczywiście jest dogodny, ale parking naziemny wokół obiektu jest mikroskopijny. Z niejakim trudem znalazłem właściwe wejście i udałem się w kierunku recepcji. Tamże uiściłem dosyć wysoką opłatę za wejście (24,-) i zapytałem gdzie dalej. Pracownicy spojrzeli się na mnie jak na idiotę, z pewnym ociąganiem, ale jednak udzielili potrzebnych informacji. Rozumiem, że inni klienci wyssali z mlekiem matki topografię tego obiektu, ale troszkę zrozumienia dla osobnika który pił niewłaściwe mleko. W przebieralni panuje ład, porządek, jest czysto. Udałem się do wybranej szafki, niestety nie poradziłem sobie z jej otwarciem (czyżby znów niewłaściwe mleko?). Widząc moje kłopoty jeden z klientów poinformował mnie, że to się czasem zdarza, trzeba odpowiednio przekręcić i „wuala”. Podziękowałem, rozebrałem i udałem się we wskazanym kierunku. Po wejściu do głównej sali stwierdziłem że pływalnia robi imponujące wrażenie. Jest to gigantyczny obiekt, aż chce się od razu wskoczyć do wody. Tory są długie, bardzo szerokie. Woda jest czysta, przezroczysta. Po przepłynięciu kilkunastu długości udałem się do części rekreacyjnej. Pomoczyłem się trochę w jacuzzi, zjechałem kilka razy z kilku zjeżdżalni i udałem się do wyjścia. Przy wyjściu znów miałem do czynienia z obsługą w recepcji. Oddałem pasek i musiałem dopłacić 8,- zł. Niestety pani nie wydała mi paragonu. Jest to niedopuszczalne i niezgodne z ustawą. Poprosiłem też o katalog, pracownica wydała mi. Zapytałem o najbliższy postój taksówek, pani (o dziwo) zaproponowała, że zamówi mi auto. Owszem zamówiła, ale nie taksówkę tylko podejrzane auto z napisem „Przewóz osób”. Mogę zrozumieć, że pani ma układ z panem z przewozów, ale powinna mnie wcześniej poinformować o swoim zamiarze. Podsumowując, uważam że ceny są zbyt wysokie jak za jakość usług. Obsługa pracowników na niskim, wręcz żenującym poziomie. Nie wydanie paragonu to przestępstwo podatkowe, za które można dostać mandat. Niestety nikomu nie polecam, długo tam się nie pojawię, mimo że pływało mi się nieźle.
w 5 sekund po podjechaniu do dystrybutora podszedł do mnie Pan z obsługi , grzecznie zapytał czy może pomóc , co i za ile wlać. Kiedy tankował , ja poszłam dokonać zapłaty , gdzie spotkałam się z równie miłą obsługą. W środku była niewielka kolejka, ale pracownicy szybko i sprawnie wszystkich obsługiwali , informując przy tym każdego klienta o istniejącej promocji i zachęcając do zakupu innych rzeczy. Zostałam grzecznie i sprawnie obsłużona, wyszłam zadowolona i napewno nie raz tam wrócę.
3 miesiące temu kupiłam w tym sklepie buty ( kozaki zimowe) zapłaciłam za nie ponad 200zł. Podczas ich kupowania Pani ekspedientka w sklepie była bardzo miła i pomocna. Mimo,że przymierzyłam ok. 12 par butów ( w tym 5 razy tę samą parę;)) wykazała się niezwykłą cierpliwością i biegała z poszczególnymi pudełkami w tą i z powrotem,zachowując dzielnie uśmiech na twarzy. Sytuacja wyglądała zupełnie inaczej , kiedy po 3 miesiącach wróciłam z reklamacją , ponieważ buty całkowicie się rozleciały. Tym razem Pani nie poświęciła mi już tyle uwagi, na "odczep się" spisała reklamację przekazując mi przy tym szczątkową informację na temat sposobu i terminu jej rozpatrzenia. Zdążyłam się jednak dowiedzieć,ze o rozpatrzeniu zostanę poinformowana telefonicznie. Niestety tak się nie stało. Buty zostały wysłane na adres spisany z mojego dowodu (który wcale nie jest mim adresem do korespondencji- a o to Pani też nie zapytała). Ja niepokojąc się ,że reklamacja trwa tak długo wybrałam się do sklepu by uzyskać jakiekolwiek informacje , gdzie usłyszałam, że buty firma już wysłała (pod adres znajdujący się 60km od mojego obecnego miejsca zamieszkania) i że reklamacja nie została rozpatrzona pozytywnie.
Nie wiem co bardziej mnie poirytowało, czy to ,że w butach za ponad 200zł chodziłam zaledwie 3 miesiące ( nie codziennie) a firma Dobre Buty całkowicie zignorowała klienta pisząc ,że są to naturalne wady związane ze zwyczajną eksploatacją (co wydaje mi się totalnym absurdem), czy to ,że Pani ekspedientka była dla mnie nie miła, nie miała czasu mnie obsłużyć , a na pytanie :"czy powinnam zgłosić sprawę do rzecznika praw konsumenta" usłyszałam , rzucone od niechcenia: "nie radzę, nie ma sensu " ...
Nie rozumiem jak można tak traktować klienta. Wiem,że to czy reklamacja zostanie rozpatrzona pozytywnie czy negatywnie nie zależy od Pań sprzedających, ale podejście do klienta typu: "aby tylko sprzedać ,a potem niech spada" nie wydaje mi się odpowiednie. Buty są do wyrzucenia , nigdy nie zrobię już zakupów w tym sklepie.
W dniu dzisiejszym miałem przyjemność skorzystać z usług firmy kurierskiej OPEK. Pierwsze zaskoczenie – kurier pojawił się wcześnie rano. Pan przyjechał oznakowanym samochodem, był ubrany w strój firmowy. Po wejściu przedstawił się i przyniósł paczkę. Niestety firma OPEK ma anachroniczny system odbierania przesyłek. Aby odebrać jedną paczkę muszę podpisać się trzy razy. Jest to dosyć denerwujące, gdy przyjeżdża kurier z konkurencyjnej firmy to wymaga tylko jednego podpisu do całości dostawy. Po odebraniu stwierdziłem, że przesyłka była w stanie nienaruszonym, poza tym pracownik OPEK poinformował mnie że jak mam życzenie to mogę ją sprawdzić, a on poczeka. Na szczęście nie było takiej potrzeby, kurier więc kulturalnie się ze mną pożegnał. Po rozpakowaniu przesyłki stwierdziłem z zadowoleniem, że dodana przez nadawcę cena za transport był bardzo niska. Ogólnie oceniając to bardzo duży plus za kulturę osobistą pracowników, jeszcze większy za za błyskawiczne dostawy, plusik także za ceny. Natomiast polecam zmienić system potwierdzeń za przesyłki, jeden podpis w zupełności wystarczy, czasy biurokracj i produkcji ton papierui niech odejdą do lamusa.
Wczoraj późnym popołudniem zajechałem do sklepu Kaufland w Łomży. Ten hipermarket ma doskonałą lokalizację, praktycznie w centrum łomżyńskiego blokowiska. Przy markecie jest gigantyczny parking. Na parkingu są wydzielone miejsca dla rodziców z dzieckiem, skwapliwie więc skorzystałem z tego miejsca. Niestety przy wejściu pojawił się nowe „coś” czyli paczkomat. Urządzenie takie jest zapewne potrzebne, ale niestety lokalizacja wybrana nader nieszczęśliwie, gdyż zajmuje dużą część i tak wąskiego w tym miejscu chodnika. Przed wejściem wózki na zakupy, niestety nie ma małych ręcznych koszyków. Jest to bardzo uciążliwe, gdyż czasem ktoś chce wpaść na drobne zakupy więc nie musiałby ciągnąć ogromnego kontenera ze sobą. Zaraz za wejściem znajduje się informacja, gdzie miła pani chętnie rozmienia pieniądze, aby można było włożyć drobną monetę do wózka. Po wejściu udałem się w kierunku interesującego mnie stoiska z warzywami. Niestety, było mało atrakcyjnych promocji, ale warzywa i owoce świeże, dorodne, zachęcały do zakupów. Przy stoisku kilka dyspenserów z jednorazowymi torbami, szkoda tylko że jednego rozmiaru. Zdecydowałem się na kilka produktów i skierowałem swe kroki ku stoisku z produktami na wagę. Tam poprosiłem miłą panią o zważenie mi pomidorów suszonych. Pani bardzo zręcznie i szybko wykonała życzenie. Następnie udałem się w kierunku kas. W ostatniej alejce stwierdziłem że kilka palet z napojami stało dosłownie pod nogami, towar na nich był porozrzucany, poprzewracany, nie zachęcał do zakupów. Przy kasach były otwarte dwa boksy, ale momentalnie został otwarty także trzeci. Kasjerka bardzo sprawnie policzyła moje zakupy, szkoda tylko że zanim zdążyłem je spakować już były pomieszane z zakupami następnego kupującego. Przydałyby się drewniane rozgraniczniki porządkujące zakupy i pozwalające spokojnie się spakować. Otrzymany paragon był w zasadzie zgodny ze sztuką, ale denerwuje mnie po raz kolejny jak kupuję sałatę, a na paragonie mam dosłownie ”SałaRzymMini”. Myślę, że w dzisiejszych czasach stać firmę Kaufland na urządzenia fiskalne drukujące więcej znaków nazwy. Ogólnie ocena na dwa z plusem.
Dużo można by pisać na temat tych delikatesów, zarówno pozytywów jak i niestety negatywów. Aby zrównoważyć kiedyś już zamieszczona na portalu jakoscobslugi.pl obserwacji skupię się na negatywach, które niestety od dłuższego czasu mnie drażnią.
Otóż w delikatesach panuje trudny do opisania nastrój, który udziela się TYLKO pracownikom. Zachowują się on tak jakby byli nie w pracy, lecz na imprezie czy też wręcz w swoim domu. Oczywiście niesprawiedliwym było by gdybym swoje spostrzeżenie odniósł do całego personelu. Zachowanie, które opisuję charakterystyczne jest dla pracowników działu z pieczywem oraz kas, słowem pracowników, których wiek moim zdaniem nie przekracza 25-30 lat.
Pewnego razu, gdy wybierałem pieczywo, tuż po otwarciu sklepu, pracownicy wspominali, dość głośno, zanosząc się przy tym śmiechem, swoje nocne przeżycia. Nie wspomnę, o jakie przeżycia tu chodzi, lecz napomnę, iż rozmawiały w sposób niesmaczny używając niejednokrotnie słów wulgarnych. Niestety nie był to tylko incydent, gdyż podobne zachowanie zauważam już od dłuższego czasu. Pracownicy nic sobie nie robią z obecności klientów czy też z obecności liderki na sali sprzedaży. Czy takie zachowanie należy tolerować? Odpowiedzmy sobie sami.
Inna sprawą jest ilość pracowników. Zauważyć można, iż niekiedy na jednego klienta przypada aż 2-3 pracowników. Czy jest to ekonomicznie opłacalne? Ale to jet wewnętrzna decyzja sklepu i nie zamierzam jej podważać.
Robiłem robię i będę robił zakupy w tym sklepie gdyż w nim, jako jedynym w okolicy można płacić kartą, co jest niezaprzeczalną zaletą. Jednak odwiedziny w tych delikatesach to dla mnie ciekawe doznanie.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.