Doskonałe miejsce by zrobić trochę tańsze zakupy. Przekonałem się na własnej skórze, że można trafić na naprawdę tanie rzeczy. Asortyment jest pokaźny i jest w czym wybierać. Wszystkie towary są dobrze poukładane i łatwo odnajdziemy interesującą nas rzecz. Personel jest niewidoczny. Za każdym razem, gdy się zjawiam w tym sklepie, nie mam praktycznie kogo się spytać, czy dostępna jest jakaś rzecz. W kolejkach nie postoimy zbyt długo, bo dużego ruchu nie zauważyłem.
Media Markt ma szeroki asortyment produktów od elektroniki, po książki. Zdarzają się przeceny i promocje, podczas których możemy kupić niekiedy taniej niż w innych miejscach. Oferowane jest także promocja na zakupy bez podatku VAT. Wszystkie artykuły są uporządkowane i do każdego łatwo trafić. W środku jest czysto, choć niekiedy klienci strasznie brudzą, a obsługa sobie wtedy niezbyt dobrze radzi. Personel jest kompetentny i potrafi pomóc znaleźć interesującą nas rzecz. Pracownicy są uśmiechnięci, przez co dobrze się tam czujemy. Nie spotkałem się z dużymi kolejkami, co uważam za duży plus.
Cukiernia "Dybalski" oferuję wyjątkowo smaczne słodkości. Oferowana jest pokaźna ilość wyrobów cukierniczych m.in. serniki, ciasta drożdżowe i biszkoptowe. Wyroby są bardzo smaczne i nie zawierają sztucznych barwników. Gorąco polecam figurki czekoladowe na różne okazje, mnie obdarowano np. czekoladowym żółwiem. Warunki i wystrój na dobrym poziomie. Nie zauważyłem brudu oraz innych nieprzyjemnych rzeczy.Ceny są umiarkowane. Można za naprawdę małe pieniądze kupić porządny słodki przysmak. Obsługa na dobrym poziomie. Panie są miłe i uśmiechnięte. Zawsze doradzą co kupić, a co nie.
Nie mam zastrzeżeń bezpośrednio do placówki. Towary wyłożone prawidłłowo, w logicznym porządku z aktualnymi cenami. Zachowny porządek zarówno na sali sprzedaży, jak i przy wejściu. Drzwi od magazynu są niemalże stale otwarte i tam już widać pewien nieład, chociaż nie ma tragedii i to nie razi. Z ewentualnych wad, to w części z meblami nie bardzo wiadomo jak się poruszać. Przejść nie ma, nie kończą się, lub są za wąskie. Opisy na cenach w części meblowej również nie są do końca zrozumiałe, ponieważ nie mogąc podejść do artykułu (wspomniany już brak dojścia) nie jestem pewien dlaczego np. na łóżku są dwie ceny. Mam dwadzieścia pare lat i dobry wzrok, ponadto jestem uparty, więc cenę sobie mimo wszystko sprawdziłem, ale sądzę że moja babcia, a nawet mama nie dowiedziałaby się, że druga cena jest wyższa i dotyczy łóżka z materacem. Ale prawdziwą solą w oku są pracownicy. W dniu w którym byłem chciałem kupić rolety na okna w odpowiednim kolorze o odpowiedniej szerokości. Potrzebowałem trzech sztuk, natomiast na ekspozycji znajdowała się jedna sztuka. W związku z tym postanowiłem poproscić pracownika o pomoc i tutaj zaczyna się problem. Najpierw poprosiłem Panią, która nieopodal wykładała towar. Była miła, ale mi nie pomogła. Powiedziała, że roletami zajmuje się kolega i muszę podejść do niego, po czym Pani się odwróciła i odeszła. Ruszyłem za nią, żeby przynajmniej dowiedzieć się który kolega, ponieważ pracowników w tym momencie na sali sprzedaży było trzech w tym rzeczona kobieta. No i jeszcze dwie osoby na linii kas. Pani z uśmiechem odpowiedziała, że nie wie gdzie jest kolega i powiedziała, że musze go sobie znaleźć, ale dodała, że przed chwilą składał meble. Ok, zaczałem chodzić po sklepie. Nie spotkałem żadnego pracownika, wróciłem do Pani, ale jej też już nie było. Pomyślałem że podejdę zapytać na kasie. Po drodze jednak spotkałem na sali pracownika. Powiedziałem, że mam pytanie odnośnie rolet. Pan pokiwał głową i powiedział, że to nie do niego. To lekko mnie zdenerwowało. Zapytałem zatem do kogo. Odpowiedział niech Pan zapyta na kasie. Na kasie było dwóch pracowników, jeden sprzedawał, drugi właśnie wszedł za lade. Podszedłem do niego i po prostu zapytałem czy może sprawdzić ile jest tych roletek (rolete przezornie nosiłem ze sobą cały czas po sklepie). Przyjaźnie uśmiechnął się, odpowiedział że może i ...na tym kontakt się urwał. Zapytałem zatem czy sprawdzi, odpowiedział, że sekunde, bo mu się komputer zawiesił. Jak się po chwili okazało był w trakcie obsługi klienta, który podszedł po chwili do niego. Ponieważ ten drugi sprzedawca przestał obsługiwać klienta ponowiłem swoje pytanie do niego. Ten wziął roletkę do ręki, pogrzebał w komputerze i powiedział proszę zapytać kolegi, wskazując na pustą sale sprzedaży. Cofnąłem się i zobaczyłem że za rogiem jest tylko ten Pan, od zawieszonego komputera i właśnie rozmawia z klientem. W tym momencie byłem zagotowany. Tylko myśl o tym, że być może będę mógł tam wrócić jako audytor sprawiała, że nie dałem po sobie poznać zdenerwowania. Wróciłem do kasy i zapytałem którego kolegi. Usłyszałem odpowiedź tego tam i Pan pokazał palcem na tego, który właśnie obsługiwał klienta (tego od zawieszonego komputera). Poprosiłem zatem żeby chociaż sprawdził, czy w ogóle one są w systemie, odpowiedział, że już to zrobił. Upewniłem się, czy są, odpowiedział, że są. Stanąłem więc za plecami klientów i grzecznie czekałem, aż Pan skończy ich obsługiwać. Po kilku minutach na szczęście Pan Darek zajął się mną. Rozpoczął wytrwałe poszukiwania. trwało to ok. 20 min. W końcu znalazł rzeczony towar. I mogliśmy zakończyć transakcje. Na plus dla pracowników przemawia tylko uśmiech i względna kompetencja Pana Darka, poza tym wszystko tam jest źle. Na ironię zakrawa fakt, że nie dalej jak dwa miesiące wcześniej byłem w tym sklepie na audycie i z pewnym wysiłkiem wystawiłem ocenę względnie pozytywną.
Bardzo dziękuję za odpowiedzi pod moimi obserwacjami.
Dzięki nim wiem w jakie formie jest realizowane zamówienie w tym wypadku doładowania telefonu.
Dziwi trochę że na elektronicznie zasilenie karty pre-paid trzeba czekać 21 dni.
Pozytywne jest to że wybrano wariant prosty i wygodny.
Co zaś do terminu przedłużenia promocji to podtrzymuję to że nie było terminu do kiedy ona jest przedłużona na stronie.
Dopiero 8 sierpnia wraz z pojawieniem się nowej odsłony nagród data lipcowa zniknęła, nie pamiętam czy została zastąpiona sierpniową czy też nie.
Nie wiem czy to dzięki moim obserwacjom, popartym zapewne e- mailami prywatnymi innych użytkowników w każdym bądź razie 17.08 .2011 chwilę po ich ukazaniu się na stronie dostaję informację że gorąca promocja zostaje bezterminowo przedłużona, wartości punktowe nagród maja pozostać na obecnym poziomie. Taką decyzję również punktuję jako pozytywną .Ale i tu jest zgrzyt.
Cichaczem zwiększono wartość punktową Netbooka , z 750 na 1250 punktów choć nie wiem czy to miało miejsce przed czy podacie kiedy ogłoszono bezterminowość gorącej promocji
Tyle jeżeli chodzi o klub i nagrody z katalogu.
Przynajmniej na tą chwilę.
< NIKA > 21 dni roboczych to maksymalny czas realizacji zamówienia nagrody w Klubie Super Obserwatora. Twoje zamówienie zostało zrealizowane w ciągu 7 dni roboczych. Informacja o przedłużeniu Gorącej Promocji na stronie z katalogiem pojawiła się w tym samym dniu, w którym ogłosiliśmy jej przedłużenie. Netbook to nowa nagroda w katalogu, więc nieprawdą jest, że zwiększyliśmy jej wartość punktową. Pozdrawiamy - zespół portalu.
Jeden z lepszych...
Jeden z lepszych marketów budowlanych w jakich miałem przyjemość robić zakupy (dziesiątki wizyt). Pewne niedociągnięcia się oczywiście pojawiły, typu problem ze znalezieniem doradccy klienta, ale wkoncu po kilku godnitwach dopadłem delikwenta z odpowiedniego działu. Być może jest to spowodowane cięciami kadrowymi - oszczędność firmy za wszelką cenę. Porada za każdym razem fachowa i bez niedomówień. Polecam dla szukających porady.
W sklepie dostępna stolarnia, gdzie można zamówić np. uciętą pod wymiar płytę meblową.
Sporo promocji, dostępne materiały (np. elektronarzędzia, gipsy, kafelki) w różych cenach.
Zgodnie z informacją udzieloną mi telefonicznie na badanie MR głowy (NFZ) mogłam się umówić poprzez przesłanie skanu skierowania. Zeskanowane skierowanie wysłałam mailem na podany adres przed godz. 13.00. Informację zwrotną dostałam już o 15.20. Dodatkowo okazało się, że udało mi się wejść w tzw kolejkę i na badanie będę czekać miesiąc. Jak na naszą służbę zdrowia to niesamowicie szybko. Treść maila zawiera datę, godzinę przybycia do rejestracji i wszelkie informację dotyczące badania, a także przygotowania na nie. Okazało się, że pracownia znajduje się na terenie Szpitala Specjalistycznego nr 1, ale jest to samodzielna jednostka. Szybko i wyczerpująco. Teraz tylko czekać na badanie.
Planowałam zakup żyrandoli do mieszkania. Sklep bardzo dobrze zaopatrzony - duży wybór asortymentu - kupiłam dokładnie to co chciałam. Na hali obsługiwana byłam przez dwie chętne do pomocy osoby. Uzyskałam także pomoc w doborze najodpowiedniejszych żarówek. Niestety mój zapał do zakupów został ostudzony, gdy zobaczyłam kolejkę do kasy. Wspomnę że na cały sklep działały zaledwie dwie kasy. Kolejka posuwała się powoli, ale ostatecznie i ja zostałam obsłużona. W Praktikerze miałam wyrobioną kartę stałego klienta (ponieważ prawdziwa "twarda" karta dopiero miała przyjść do mnie pocztą, posługiwałam się kartą papierową), na którą nabijane były wydane przeze mnie "złotówki" w relacji 1zł=1zł. Niestety pan kasjer (chyba Marcin) ze względu swoją niewiedzę nie nabił mi ponad 400 przysługujących mi "złotówek", twierdząc, że "tak się nie da" i że "działa to inaczej - jak, dowiem się w informacji". Więc udałam się do informacji, gdzie dowiedziałam się, że dzisiejsze "złotówki" należą mi się i na pewno zostały napite na moją kartę, ale nie są jeszcze widoczne, gdyż w systemie widoczne są one dopiero na następny dzień. Jeżeli jednak faktycznie nie zostały nabite to przy następnej okazji powinnam zgłosić się do informacji z paragonem i wtedy "złotówki" zostaną prawidłowo nabite. Jak okazało się tydzień później "złotówki" nie zostały nabite, a w informacji dowiedziałam się, że wstecz "złotówek"nie da się nabić i że ponad 400 zł po prostu przepadło. Bardzo nie miłe doświadczenie. Wygląd sklepu pozostawię bez komentarza, gdyż nie wypada opisywać sklepu z materiałami budowlanymi. Harmider i nieład panuje tam z założenia.
Stacja przy obwodnicy miasta - drodze krajowej Opole - Kłodzko. Świetna lokalizacja, niezły zjazd - niestety trochę utrudniony wyjazd w kierunku Nysy.Miejsc parkingowych trochę jest, dodatkowo miejsce to wyczyszczenia auta. Brak myjni samochodów. Jest restauracyjna dostępna na potrzeby podróżnych - czysto i obszernie.
Mam wrażenie, że tego lata uzależniłam się od lodów serwowanych w Mc Donaldzie. Kiedy mam okazję zawsze zamawiam kubek lodów z gorącą czekoladową polewą i to za jedyne 3 zł.
Kiedy weszłam do lokalu okazało się, że panuje tam spory ruch. Niemal wszystkie stoliki były zajęte. Przed kasami stało kilka kolejek. Czynne były wszystkie stanowiska obsługi klienta. Mnie obsługiwała młoda dziewczyna, natomiasy moją koleżankę w kolejce obok osbługiwał chłopak. Nasze zamówienia były identyczne i przyjęte w tym samym czasie, jednak ja zostałam obsłużona znacznie szybciej. Na tyle szybciej, że zanim koleżanka odebrała zamówienie, ja zdąrzyłam zając stolik.
W lokalu było bardzo czysto i nie zauważyłam żadnych niedociągnięć pod tym względem. Jedzenie jak zwykle było smaczne, ale mało wartoiściowe bowiem już po chwili byłam głodna.
Podoba mi się, że na tackach podawanych klientów na odwrotnej stronie ulotki reklamowej jest licznik kalorii wszystkich dań serwowanych w lokalu. Jeszcze pożyteczniejsza jest tabele z alergenami, które zawarte są w poszczególnych pozycjach.
Śmierdzący, odpychający dworzec Centralny i przyległe do niego korytarze w których zlokalizowane są różnorakiej branży sklepy, sklepiki bary i inne dobra śpieszącemu podróżnemu bądź tak jak to jest w moim przypadku osobie która chcąc pokonać skrzyżowanie alej Jerozolimskich i Ulicy Chałubińskiego , przedostać się na przystanek, chciał nie chciał musi do podziemi zejść.
Moją uwagę zwraca zlokalizowany tu sklep obuwniczo galanteryjny Vasco vis-à-vis schodów prowadzących na przystanek tramwajowy w kierunku Mokotowa.
Duży, czytelny szyld przyciąga wzrok.
Otwarte na oścież drzwi zapraszają do wejścia.
Oferta wyeksponowana na półkach pod którymi są kartony nie konicznie jak się okazuje z modelami na wystawie. Te są oznaczone małą naklejką cenową.
Ceny w przewadze 69,90 PLN ale są pary i tańsze i droższe.
Dominują klapki japonki, baleriny ale i sandałki na większe okazje wysadzane kryształkami.
W głębi niski podest również służący za miejsce do zaprezentowania oferty.Za nim ściana i półki.
Tu zgromadzono wszystko co jest do zaoferowania w rozmiarze 41, co potwierdza zapytana Pani sprzedawczyni.
Kalosze, klapki i galanteria….
Towar nie pogrupowany, przemieszany choć wizualnie modele ok. Nie zniszczone, czyste. Fasony co niektóre oryginalne i ciekawe w formie.
Oferta jednak wydaje się być wystawiona bez ładu i składu i spójnej koncepcji jak ją zaprezentować.
Głośna muzyka która nam towarzyszy nie zagłusza rozmowy dwóch pań tam dziś pracujących o zdradach i wioskach damsko męskich.
Dialog ten jest prowadzony otwarcie jak by zapomniano że praca to jednak nie miejsce na prywatne pogaduszki i życiowe rozważania.
Byłam zobaczyłam ale do końca przekonana nie jestem. Ceny zdają się być mimo wszystko nie adekwatnie wysokie w stosunku do jakości, personel no cóż z minimalnym zaangażowaniem raczej typu inkasenta i strażnika niż sprzedawcy w pełni słowa tego znaczeniu.
Plus długie godziny otwarcia ,możliwość płatności kartą.
I uwaga .Zamknięty jest od 14.00 14.30 (przerwa).
To przeczytamy na drzwiach. Naklejka sugerująca akceptację kart płatniczych jest nie przy framudze a na szybie kolejnego panelu odgradzającego sklep od korytarza przejścia.
Mam mieszane odczucia co do tego sklepu.
Potęguje to jeszcze bardziej samo miejsce i okolica.
Bardzo dobra lokalizacja stacji, restauracja i stacja połączone parkingami, miejsce na postój samochodów cieżarowych. Dobrze wyposażona, myjnia, odkurzacze i kompresory dostepne dla klientów. Przez pewien część lodówki były wyłączone co powodowało niezły smrodek, teraz - wkońcu - wstawione nowe i zapaszek zniknął.
Zjazd do stacji w formie pasa przypomina mi drogi w okolicy Sambora na Ukrainie - kartoflisko !
Minus dla obsługi za opryskliwą odpowiedź ws. zacięcia pistoletu dystrybutora numer 6. Jeżeli ktoś nie wie czy pistolet jest dobry lub zły nie wyśmiewa i beszta klienta. PRL i stacje STW to przeszłość, która nie powinna mieć miejsca !
W sklepie zostałam dobrze obsłużona. Obsługa schludna, miła i chętna do pomocy. Wyjątkiem było zachowanie kasjerki (bodajże Ani), gdyż mimo że obsługiwała klientów sprawnie i w miarę sympatycznie, to nie używała przy tym zwrotów grzecznościowych typu proszę, dziękuje. Poza tym obsługa bez zarzutu. Bogata oferta sklepu, szeroki asortyment i wachlarz dostępnych rozmiarów. Do dyspozycji klientów były 4 przymierzalnie, co wystarczało w zupełności. W sklepie panował ład i porządek. Sklep otwarty na klienta i dobrze zaopatrzony.
Wracając z odwiedzin w szpitalu postanowiłam wstąpić na Izbę Przyjęć i dowiedzieć się, co mam dalej robić ze swoim zmiażdżonym paznokciem. Kiedy podeszłam do recepcji znajdowały się tam dwie pielęgniarki. Kobiety rozmawiały ze sobą i nawet nie podniosły na mnie wzroku. Kiedy w końcu postanowiłam przerwać tą miłą pogawędkę kobiety były obruszone. Gdy wytłumaczyłam na czym polega mój problem pielęgniarka powiedziała: a co ja pani poradzę, proszę iść z tym do lekarza. No cóż, tyle wiedziałam wcześniej, ale sądziłam że muszę zgłosić chęć wizyty u lekarza.
Byłam tam przed tygodniem więc doskonale wiedziałam, w którym kierunku mam się udać. Okazało się, że w kolejce czeka kilku "połamańców". Na szczęście mój czas oczekiwania na lekarza nie był zbyt długi i wynosił około 10 minut.
Gdy weszłam do gabinetu powitała mnie miła pani doktor. Pokazałam jej palec i zapytałam czy trzeba ściągnąć chiurgicznie paznokieć. Doktorka odpowiedziała mi, że mam czekać na rozwój wydarzeń i nic nie trzeba zaczepiać. Umotywowała to tym, że długo to trwa i trzeba dać znieczulenie. Jej argumenty mnie nie przekonały i nadal uważam, że paznokieć powinien zostać usunięty bowiem gdy będzie goił się sam nigdy nie odzyskam normalnego kształtu paznokcia.
Po wejściu spostrzegłam długą kolejkę (ok.25 osób). Nie zdziwiło mnie to, bo dużą zaletą punktu jest praca w sobotę i chyba pełny asortyment wszelkich badań. Były otwarte wszystkie okienka na recepcji, więc kolejka posuwała się w miarę sprawnie. Otrzymałam numerek, który wyświetlał się na elektronicznej tablicy. Niemniej od wejścia do budynku do momentu pobrania krwi upłynęło 35 minut. W poczekalni jest jednak wiele miejsc, gdzie można poczekać. Nikt nie stał. W pokoju pobrań też znajduje się kilka stanowisk, które usprawniają pracę. Muszę przyznać, że jestem pod dużym wrażeniem Pani, która mnie obsługiwała przez 2 godziny (tyle trwało badanie). Bardzo uprzejma, sympatyczna, profesjonalna. Mimo pomyłek z mojej strony, nie wykazała żadnego zniecierpliwienia, wszystko tłumaczyła i po mnie prostowała. Miałam okazję zaobserwować także rozmowę pracownic z klientką, która wyrażała swoje niezadowolenie (całkowicie niesłuszne). Panie potraktowały ją poważnie i kilkakrotnie na spokojnie tłumaczyły tę samą rzecz. A dlaczego nie daję +5? Oczekując w poczekalni, gdy kolejka się rozluźniła, jedna z pracownic recepcji niestety zbyt głośno komentowała swoją pracę. Wszyscy w poczekalni usłyszeli, że pani nie ma już cierpliwości i nie chce jej się przychodzić do pracy. Ja rozumiem takie rozmowy, ale one nie powinny być przeznaczone dla uszu klientów. Druga rzecz - bardzo brudna i nieprzyjemna łazienka :-(
Po wejściu do sklepu od razu dało się zauważyć, że jest tam czysto i schludnie. Na pierwszym miejscu zostały wyeksponowane artykuły szkolne. SPodobało mi się, że dodatki do dekoracji wnętrz ułożone są kolorystycznie. Szczególnie przypadł mi do gustu stojak na biżuterię w kształcie kobiety.
Celem mojej wizyty był zakup karnetu ślubnego. Sądziłam, że w tym oddziale Pepco, podobnie jak na ulicy Sidorskiej jest stojak z karnetami okolicznościowymi. Przeszłam po całym sklepie i nie spostrzegłam stojaka. Kiedy więc na sali sprzedaży zobaczyłam pracownicę postanowiłam poprosić ją o pomoc. Gdy spytałam pracownicę czy są karnety okolicznościowe, kobieta spojrzała na mnie jakby nie znała języka polskiego. Po chwili zrozumiała moje pytanie i odpowiedziała, że niestety nie mają kartek. Zrezygnowana opuściłam sklep.
Księgarnia przy ulicy Narutowicza powstała dosyć niedawno i dzisiaj po raz pierwszy odwiedziłam to miejsce. Księgarnia ma niewielką powierzchnię, przez co jej asortyment jest nieco okrojony. Kiedy weszłam do księgarni powitały mnie dwie pracownice siedzące za ladą. Kiedy przebywałam na sklepie, żadna z pracownic nie podniosła się, tylko panie kontynuowały swoją rozmowę.
Tuż przy wejściu znajdowały się dwa stojaki z karnetami okolicznościowymi. Pomyślałam, że może znajdę tam karnet na zbliżającą się uroczystość ślubną mojej kuzynki. Niestety wybór karnetrów był niewielki. Na karnetach nie było cen więc zapytałam pracownicę o cenę kartnetu.Okazało się, że w sklepie jest czytnik, więc samodzielnie mogę sprawdzić ową cenę.
Dodam, że w księgarni było czysto. W tle leciała delikatna muzyka. Zauważyłam również kącik dla klienta, gdzie przy stoliku można poczytać sobie książkę. Gdyby nie ignorujące mnie sprzedawczynie, księgarnia w moich oczach wypadłaby całkiem dobrze.
W Biedronce chciałam kupić jedynie ketchup Madero, który bardzo mi smakuje. KIedy weszłam na salę sprzedaży okazało się, że panuje tam spory ruch. Mimo tego do każdej z półki był swobodny dostęp. Przechadzając się po sklepie zauważyłam ochroniarza. Mężczyzna nie wyglądał zbyt życzliwie i wszystkich lustrował podejrzliwym wzrokiem.
Kiedy wziełam ketchup okazało się, że zmienione zostało opakowanie. Uważam, że nowe opakowanie jest poręczniejsze i przyjemniejsze dla oka.
Obsługiwał mnie młody kasjer mający około 27 lat. Mężczyzna miał blond włosy, postawione na żel. Przede mną w kolejce stała koleżanka kasjera. Przez chwilę kasjer toczył z nią prywatną rozmowę, którą kontynuował nawet skanując moje zakupy. Uważam, że było to trochę lekceważące wobec mojej osoby.
"Fantazja - Słodki bar" znajdująca się w Międzyzdrojach w budynku molo oferuje zarówno różnorodne desery, jak i dania typu pizza. Wstąpiłam tam rano właśnie na pizzę i jak się okazało nie było problemu z dostępnością tego dania o tej porze. Pracownice okazały się bardzo miłe, każdą wchodzącą osobę (w tym mnie) witały podając menu, a przy tym nie były natrętne, cierpliwie czekały aż klient wybierze coś z menu i wtedy podchodziły, aby odebrać zamówienie. Nie było też żadnego problemu z tym, żebym poszła do kiosku po gazetę, po powrocie czekała na mnie już część zamówienia, a po krótkiej chwili pojawiła się też pizza. Oferowane dania i napoje są warte swoich cen (biorąc pod uwagę ogólnie dość wysokie ceny w nadmorskich kurortach), byłam zadowolona zarówno z posiłku, jak i z miłej obsługi, która była przyjazna, uśmiechnięta i tworzyła miłą atmosferę. Idealnie wyczuwała moment, kiedy podejść do klienta i przyjąć zamówienie albo zabrać część talerzy. Klientów o tej porze prawie nie było, ale nie czuło się skrępowania tym, że jest się jedyną osobą na sali, ponieważ obsługa miała swoje zajęcia, a kiedy nie miała to patrzyła raczej w kierunku wejścia zamiast na osobę jedynego klienta.
W ośrodku wczasowo-kolonijnym Wega w Kołobrzegu zarezerwowałam telefonicznie pokój na okres 1 tygodnia. Nie było problemu z dostępnością wolnego pokoju począwszy od połowy sierpnia. Po przyjeździe na miejsce okazało się, że wygląd terenu ośrodka jak i pomieszczeń jest zgodny ze zdjęciami przedstawionymi na stronie internetowej. Podwórko jest bardzo zadbane, pokojom (które są wraz z łazienkami) również nie można zbyt wiele zarzucić, ale kilka drobnych rzeczy bym poprawiła (pokrętło prysznica ustawione było tak, że niebieski kolor oznacza gorącą wodę, a nie zimną; lodówka była ustawiona na "3", co drugiej nocy pobytu skutkowało hałasami wydobywającymi się z niej i konieczne było rozmrożenie, a potem ustawienie na niższą temperaturę; poduszki są zużyte, wkłady w nich zgranulowane i twarde). Ponadto w cenie pobytu jest dostęp do mobilnego internetu. Aby móc korzystać z Internetu konieczne jest hasło i niestety pracownicy przebywający w dzień (m.in. pani recepcjonistka) nie są upoważnieni do wygenerowania i udostępnienia takiego hasła. Pierwszego dnia czekałam na wieczorne przyjście szefa ośrodka i jego pracowników aby uzyskać hasło (bo pani w recepcji powiedziała, że "może go złapię"). Pojawił się on i polecił pracownikowi wygenerować hasło. Moim zdaniem powinno być to rozwiązane w taki sposób, że na osobę, która zarezerwowała pokój, czeka już wygenerowane hasło, np. na kartce położonej na stoliku, tak aby można było z Internetu skorzystać od razu po przyjeździe, a nie specjalnie czekać na kompetentną osobę i z tego powodu nie wychodzić z terenu ośrodka. Sam internet nie działał powalająco - siła sygnału była dość niska (pomimo iż pokój nie był gdzieś na uboczu, tylko raczej w centrum terenu ośrodka) i transfer dość wolny, nie udało się wysłać maili zawierających zdjęcia, więc szybko przestałam korzystać z tego dostępu i używałam własnego internetu mobilnego. Obsługa jest miła, przyjazna, chętna do rozmowy a przy tym nienachalna, w dzień dostępna (a jeśli nie jest dostępna, to umieszcza karteczki, że znajduje się w innym pokoju, albo że będzie o godzinie X), służy informacjami na różne tematy. Dodatkowym plusem ośrodka Wega jest darmowy parking i monitorowany teren.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.