Urząd pracy mieści się w bardzo eleganckim budynku. Miasto zainwestowało mnóstwo pieniędzy w budynek, w którym mona zmienić swoje losy…. Choć niekoniecznie. PUP nazywany jest pałacem pracy. Ogromny budynek cały ze szkła. Mały parking nadzorowany przez osobę z ochrony. Cały budynek jest zielony. Po prawej strony od wejścia kancelaria urzędu oraz informacja po lewej dorady zawodowi plus klub pracy. A pierwszym piętrze rejestracja , dział szkolenia plus dział do obsługi pracodawców i osób niepełnosprawnych. Piętro drugie zajmują boksy do wyrejestrowania, wydające zaświadczenia oraz zasiłki, konkretnie przyjmujące wnioski z numerami kont.
Do Urzędu przyszłam tym razem celem „odhaczenia się: Urząd czynny od godz 9.30. Kolejka ustawia się już ok. godz 7.00. Zasadzie wszystko byłoby w porządku ale nikt z urzędników obsługi urzędu i ochrony nie potrafi zapanować nad tłumem, który jak tabuny dziki koni pędzi po schodach nie szanując ze była jednak kolejka. Sama obsługa osób u pośrednika tez pozostawia wiele do życzenia. Tempo pracy urzędników, część nieczynnych boksów. Panie i panowie znający mniej przepisy niż przeciętny zainteresowany. Cześć chętnie przyznaje Rachele cześć jest oburzona ze śmiem im zwracać uwagę i rzucają nie wybrednymi wyzwiskami w stronę bezrobotnego. Myśle, że ci urzędnicy powinni się na pół roku zamienić z rzesza bezrobotnych miejscami i zobaczyć jak to jest nie mieć pracy.
spora stacja, kilka stanowisk,samoobsługa ale jeśli jest na zewnątrz pracownik to pomaga. Wewnątrz regaliki z towarem, za nimi kasy i barek. Sprawnie obsługujący pracownicy , nie ma prawie kolejki i tu coś strasznego! Przy kasie na rolkowym grlilu różne .....wyroby mięsopodobne! Jak na moją ocenę już dawno za długo się kręcą i oczekują na głodnego jak wilk klienta (inny raczej nie zakupiłby wysuszonej pseudo kiełbaski) aż miałam ochotę zapytać ile czasu już jeżdżą na tej karuzeli ale powiem szczerze nie miałam ochoty wdawać się w dyskusje bo Pani za ladą wydawała się być miłą osobą i nie chciałam ani jej ani sobie popsuć wieczoru
Brak kart do myjni, obsługa każdorazowo musi się fatygować i włączać myjnie. Przez co kolejka się wydłuża a pracownicy nie zawsze na czas zdążają z przyjściem i włączeniem myjni. Często nie działający odkurzacz, jego stan bardzo zły, faktycznie nie odkurza. Na stacji trwają nieustanne rozmowy na tematy nie związane z pracą. Bar - ciężko trafić na białą kiełbasę w hot-dogach.
Wstąpiłam na zakupy do Biedronki w centrum miasta. Wiem, że to sklep z tanimi rzeczami ( spożywcze i przemysłowe) często bywają tu różne promocje. Trochę byłam zaskoczone, że jest tak dużo towaru. Niestety nie mogłam znaleść tego czego szukałam ( orzechów laskowych w czekoladzie). Nie było nikogo z pracowników poza paniami w kasach. Samotnie przeszłam przez sklep, zrobiłam trochę innych zakupów. Mam wrażenie, że gdyby ktokolwiek wykazał zainteresowanie kupującymi obroty tego sklepu byłyby conajmniej 2 razy większe.
Od lat jestem stałym klientem stacji Orlen, nie tylko tej opisywanej. Należy przyznać, że organizacja i poziom obsługi jest porównywalny na wszystkich stacjach.Na stacji przy ulicy Hrubieszowskiej pomimo zmian personelu obsługa jest utrzymywana na wysokim poziomie.Zaczynając od obsługi na poziomie placu, gdzie pracownik zawsze służy pomocą, poprzez obsługę kasową, gdzie zawsze personel poleca dodatkowe produkty lub usługi. Co do utrzymania czystości to nie mozna nic złego powiedzieć.Jestem pod dużum wrażeniem utrzymania tak wysokich standartów obsługi klienta.
W ubiegłym roku w wymienionej instytucji miała miejsce promocja polegająca na wykonaniu określonej liczby transakcji kartą kredytową co w konsekwencji miało skutkować anulowaniem opłaty za używanie karty. Mój partner posiada kartę główną natomiast ja dodatkową. Z uwagi na fakt, iż często korzystamy z kart kredytowych, dokonywanie traksakcji nie stanowiło dla nas przeszkody, a oszczędność w postaci ponad 100zł za jedną kartę to plus w domowym budżecie. Efekt tych działań był taki, że cofnięto opłatę tylko za jedną kartę. Warto zaznaczyć, że opłaty za używanie karty głównej i dodatkowej naliczone były w dwóch różnych dniach. Skierowałam zapytanie w formie maila jaki jest powód anulowania tylko jednej opłaty, mimo że transakcje dokonywane były obiema kartami, a ich ilość odpowiadała warunkom promocji. W odpowiedzi uzyskałam suchą informację, że opłata została anulowana. Nikt nie zadał sobie trudu, aby przeanalizować sprawę, mimo że w swoim zapytaniu pytałam o konkretną opłatę-nieanulowaną, do konkretnej karty, naliczoną konkretnego dnia.
Przygotowałam zatem reklamację, którą skierowałam do mBanku
w formie listownej, gdzie bardzo szczegółowo opisałam całe zdarzenie. Dopiero wówczas ktoś przeczytał (ze zrozumieniem) i właściwie zinterpretował treść, co skutkowało oczywiście anulowaniem drugiej z opłat.
Nie bez powodu zaznaczyłam powyżej w jakiej formie zwracałam się do banku. Nie pierwszy raz zresztą. Zauważyłam bowiem, że na e-maile pracownicy odpowiadają dość szybko, ale schemat odpowiedzi to "monosylaby", szablony, tak jakby osoba zajmująca się danym zapytaniem nie czytała albo nie potrafiła przeczytać go ze zrozumieniem. Kiedy natomiast kieruje się list, otrzymuje się w odpowiedzi pełniejszą wypowiedź, odnoszącą się ściśle do zapytań, ale niestety czas oczekiwania jest delikatnie rzecz ujmując niezadowalający. Blisko 30 dni zajmuje odpowiedź na prostą bądź co bądź kwestię.
Nie było to jedyne zapytanie do mBanku, ale scenariusz jest zawsze taki sam. Maile traktuje się szablonowo i odpowiedź nie współgra z zapytaniem. Obecnie jeszcze jestem klientem tego banku, ale rozważam zakończenie współpracy.
Witam.
Dziękuję serdecznie za zamieszczenie opinii na temat usług świadczonych przez mBank. Jest mi niezmiernie przykro, że jakość obsługi zawiodła Pani oczekiwania. Sytuacja, którą Pani opisała jest dla nas niepokojącym sygnałem i stanowi cenne źródło informacji dla działań naprawczych wprowadzanych w przyszłości. Pani mail dowiódł, że nasze starania, aby każdej sprawie zwłaszcza tej, związanej z uzasadnionym niezadowoleniem Klienta, nadać indywidualny charakter, są na niezadowalającym poziomie.
Jednocześnie w imieniu mBanku przepraszam za wszelkie niedogodności. Być może, jako niewielkie usprawiedliwienie podniosę argument, iż jako jednostka bankowa musimy zadbać o bezpieczeństwo danych naszych Klientów, dlatego tak dużą wagę przykładamy do zabezpieczeń w postaci indywidualnych numerów Klienta i haseł dostępowych; stąd ograniczenia w możliwości przekazywania informacji dotyczących sytuacji finansowej Klienta drogą mailową. Dodatkowo pracownicy udzielający odpowiedzi, z uwagi na ochronę danych osobowych, mają ograniczony dostęp do informacji stanowiących tajemnicę bankową.
Jeszcze raz chcę Panią przeprosić za to, że jakość odpowiedzi, jakie Pani uzyskała drogą mailową nie była dla Pani satysfakcjonujące. Mimo wszystko, wyrażam jednak nadzieję, że zdobędziemy ponownie Pani zaufanie i że nie zdecyduje się Pani za zakończenie współpracy.
Mam również nadzieję, że ewentualne kolejne kontakty z mLinią, a przede wszystkim kontakty z mBankiem drogą mailową będą przebiegały w oczekiwany przez Panią sposób. Pozostajemy do Pani dyspozycji również w placówkach naziemnych mBanku.
Pozdrawiam.
Katarzyna Krysiak.
mBank
W niedziele wieczorem...
W niedziele wieczorem wybrałam się z mamą do salonu Apart w Silesii City Center. Fakt, że było już późno, bo była 20.00, ale z tego co mi wiadomo sklepy są czynne do 21.00. Po pierwsze nikt nie powiedział nam dzień dobry, gdy weszłyśmy do salonu. Rozglądałyśmy się dłuższą chwilę jednak nikt do nas nie podszedł. Przechodząc bliżej środka salonu gdzie jest umieszczona lada usłyszałam, że trzeba by było już kasę liczyć.... Sama musiałam zawołać kogoś z obsługi, żeby nas obsłużył. Kupiłyśmy naszyjnik - pewnie ku zaskoczeniu obsługi. Jednak to nie pierwszy raz kiedy tamtejsza obsługa się tak nieprofesjonalnie zachowywała...
Restaurację odwiedziłam w sytuacji nietypowej - zorganizowano tam poczęstunek dla uczestników pogrzebu.
Przy takiej okazji przyjeżdżają ludzie nawet z odległych miejscowości. Pierwsza rzecz jaka zwróciła na siebie uwagę, to brak parkingu. Wchodzę do lokalu, w którym jestem pierwszy raz w życiu, widzę przygotowane stoły, ale nie widzę wieszaka na wierzchnie okrycie. Rozglądam się, szukam, a dwie młode Panie chichoczą za barem nie zwracając uwagi na to, że wchodzą kolejni goście i mają ten sam kłopot, co ja. Kiedy znaleźlismy jakieś metalowe haki na ścianie (czytaj: wieszaki) w kilka osób udaliśmy się do toalety znajdującej się w podpiwniczeniu. Schody ciemne, z poobijanymi płytkami. Trzeba było uważać, żeby się nie potknąć. Drzwi do toalety pamiętaja chyba czasy PRL-u - stare, brzydkie, zacinające się. Tylko jedna kabina, a w niej papier toaletowy postawiony na grzejniku, obskurne stare płytki z potwornie brudnymi fugami. Sedes również niezbyt czysty.W drzwiach niesprawny zamek, chociaż może nie jest konieczny, bo drzwi zacięły się i musiałam użyć dużo siły, żeby je otworzyć. Woda w umywalce tylko zimna, brak mydła i suszarki do rąk.
Sala sprawia wrażenie przytulnej. :Lekki całkiem miły półmrok - mimo słonecznego popołudnia. Na stołach ładne białe serwety. Dość estetyczny wystrój wnetrza.
Posiłek: Rosół gorący, dość smaczny, podany w eleganckich miseczkach, ale serwetki na stole były tylko pod sztućcami. Żadnego serwetnika nie ustawiono. Drugie danie na ładnym owalnym talerzu. Ziemniaki uformowane w ładne zgrabne kuleczki, obok sztuka mięsa i dwa rodzaje surówki. Niestety surówka rzucona byle jak, a sos do mięsa rozlany po wszystkim - po ziemniakach, mięsie i po surówce niestety też.
Ciasto podane w sposób podobny - nikt nie zadbał o to, żeby je choćby odrobinę ułożyć. Nierówne kawałki zostały po prostu rzucone na płaski talerz. Utworzyła się z ciasta jakaś nieregularna pryzma słodkości. Talerzyki do ciasta nie zostały rozstawione na stole. Postawiono je w kilku stosikach w zupełnie przypadkowych miejscach, a to przecież nie był "stół szwedzki".
Czy to aby na pewno restauracja? Ja nazwałabym to podrzędną knajpką.
Będąc w dniu dzisiejszym na zakupach w sklepie TESCO przez przypadek rozbiłem słoik z kawą NESCAFE. Podeszła do mnie pani w nienagannie czystym uniformie firmowym pytając czy może mi w czymś pomóc. Byłem dość zaskoczony gdyż tydzień temu w tym samym sklepie tylko za to że mój trzyletni syn podszedł do stoiska z nabiałem i wybierał jogurt została mi zwrócona uwaga aby lepiej pilnować dzieci.Plus dla firmy za to że trafiają się i miłe panie.Minus za różne ceny na cenach przy towarze a tych naliczanych w kasie.
Dwa lata temu przerowadzałam się, zmieniałam mieszkanie w obrębie tego samego miasta. Wraz z przeprowadzką przenosiłam numer telefonu stacjonarnego, zgłosiłam to odpowiednio wcześniej gdyż taki jest wymóg, byłam wtedy zadowolona,że wzięłam się za to odpowiednio wcześnie gdyż zapewniano mnie, że nie będzie wówczas problemu.
Niestety przyszedł termin i nic. Wybrałam sie ponownie do biura pani zapewniała, że jest już umowa wysłana i lada moment dotrze a wraz z nią podłączą telefon. Po tygodniu stukam jeszcze raz do biura, tym razem inna pani sprawdza wytrwale i dokonała odkrycia umowa przepadła, czyli czas mija, ja czekam i nic się nie dzieje. Na szczęście pani była wytrwała i w końcu sie udało.
Niestety podłaczenia było z opóźnieniem znacznym, natomiast faktura za usługę już nie punktualnie jak w zegarku. Musiałam interweniować i składać reklamację, gdyż nie uwzględniono to w rachunku.
Od tej pory baczniej się przyjżałam ofercie na rynku i zmieniłam firmę, teraz jestem zadowolona.
Do tej kawiarni przyszliśmy z rodziną razem 12 osób. Przyszliśmy z innego lokalu niezadowoleni z nadzieją, że tutaj odpoczniemy i wypijemy kawkę a dzieci zjedzą lody.
Obsługa od razu nam zorganizowała duuuży stolik na naszą gromadkę.Przy składaniu zamówienia nie było najmniejszego problemu, nawet niestandardowe zamówienie zostało przyjęte. Przyjemnie się siedziało ponieważ klimatyzacja dawała ten komfort, że nie było ani za gorąco, ani za zimno. Dużo miejsca pozwoliło dzieciom nawet na zabawę.
Desery były pyszne, kawka też.
Przyjemna obsługa i pyszne desery zachęciły mojego syna do zorganizowania spotkania na zbliżającą się następną imprezę.
W tej restauracji wcześniej dokonaliśmy rezerwacji na imprezę rodzinną na 12 osób.Ponieważ większość z nas była pierwszy raz w tym lokalu, byliśmy zaskoczeni mile wystrojem wnętrza, było oryginalne i nawiązywało do czasów z których pochodziły Wały Chrobrego. Po przybyciu wskazano nam miejsce przygotowane dla nas, po czym
składaliśmy zamówienia była przy tym trudność, ponieważ, zamawiając z karty wina dopiero po kilkukrotnym wyborze natrafiliśmy na wino które było, i tak zamiast pólwytrawnego czerwonego było czerowne wytrawne.
Podekscytowani złożyliśmy wreszcie zamówienie i.......hmm, po godzinie zaczęło spływać nasze zamówienie ale niestety, w odstępach dwudziesto minutowych, staliśmy przed wyborem, czekać jeść, czekać...
Nie było to miłe ponieważ po tak długim oczekiwaniu mieliśmy nadzieję przynajmniej na wspólny posiłek. Jeśli chodzi o podane dania to w większości byliśmy zadowoleni, tylko ci którzy jedli kotlety, narzekali że były za twarde, no ale śmialiśmy się, żę kucharz miał pełne ręce roboty i...tak wyszło.
Dodałabym jeszcze jedną uwagę do tego miejsca, które przez moment mną wstrząsnęło. Lokal był piętrowy i na piętrze było miejsce na scenę dla orkiestry, niestety nie było to miejsce w moim przekonaniu dobrze zabezpieczone, ponieważ kiedy zauwazyłam tam moje dziecko które tam weszło bez trudu i jedynie jedna linka zabezpieczająca, myślałam,że dostanę zawału kiedy biegłam ratować dziecko, na szczęście zdążyłam i nic się nie stało ale już więcej tam nie pójdę, niestety, zbyt wiele mnie to kosztowało nerwów.
Mieliśmy jeszcze zamówić kawę i deser ale zrezygnowaliśmy, zmieniliśmy lokal, ale to już inna historia.
Pewnego marcowego dnia zadzwonił do mnie przedstawiciel firmy AVIVA. Spytał, czy jestem zainteresowana ubezpieczeniem majatkowym. Akurat byłam, więc wyraziłam chęc spotkania z agentem. Ten zadzwonił do mnie po kilku dniach. Spytał o zakres ubezpieczeń i umówiliśmy się na spotkanie. Sądziłam, że skoro pyta o zakres ubezpieczenia, to robi to po to, żeby się dobrze przygotowac do spotkania.Nic bardziej mylnego. Zjawił się w moim mieszkaniu młody człowiek, który nie umiał odpowiedzieć na wiele moich pytań. Gubił się w swoich wypowiedziach, korzystał podczas rozmowy z internetu szukając odpowiedzi na moje pytania. Rozmowa była mało rzeczowa, rozwlekła i nudna, ale przede wszystkim mało satysfakcjonująca dla mnie. Podczas spotkania kilkakrotnie odebrał telefon i prowadził rozmowy. Potem nie bardzo pamiętał na czym zatrzymała się nasza konwersacja. W pewnym momencie zdecydowałam, że spotkanie nalezy zakończyć. Zasugerowałam, że powinniśmy spotkać się jeszcze raz, ale oczywiście oczekuję, że na kolejnym spotkaniu pan odpowie na wszystkie moje pytania dotyczące ubezpieczenia. Po spotkaniu czekałam tydzień, ale agent nie zadzwonił. W związku z tym, że zostawił mi tylko swoje nazwisko (nie miał wizytówek!) znalazłam jego dane na stronie www AVIVY i wysłałam pocztą elektroniczną list przypominający mu o moim zapotrzebowaniu na ubezpieczenie. Odezwał się po kolejnym tygodniu. Przepraszał, że tak późno. Tłumaczył się chorobą. Obiecał, że następnego dnia zadzwoni i ustalimy datę spotkania, bo aktualnie nie ma przy sobie notesu. No i na tym zakończyła się nasza współpraca, bo niestety nie zadzwonił.
Wobec tego udałam się do konkurencji.
Za pośrednictwem formularza na stronie www zw późnych godzinach wieczornych głosiłam zapotrzebowanie na ubezpieczenie majątkowe i OC w życiu prywatnym.
Odzew nastąpił następnego dnia rano - zadzwonił bardzo uprzejmy pan, żeby potwierdzić przyjęcie zgłoszenia i poinformowac mnie o tym, że zostało ono przekazane agentowi, który wkrótce się ze mną skontaktuje. Agent zadzwonił za godzinę. Nie mogłam odebrać telefonu, więc oddzwoniłam po kilkunastu minutach,=. Ku mojemu zaskoczeniu pan zaproponował, żebym się rozłączyła, a on zadzwoni do mnie, żeby mnie nie narażać na koszty. Po nakreśleniu moich oczekiwań odnośnie zakresu ubezpieczenia ustaliliśmy datę i godzinę spotkania. Agent przyjechał punktualnie. Świetnie przygotowany - odpowiedział na każde moje pytanie, wyjaśnił każdą wątpliwość, zasugerował najlepsze rozwiązania.Wykazał się ogromną wiedzą merytoryczną oraz bardzo wysoką kulturą osobistą. Rozmowa była bardzo długa i wyczerpująca - nigdzie się nie spieszył, cierpliwie odpowiadał, wyjaśniał, robił kalkulacje i nie wykazywał nawet cienia zmęczenia czy też zniecierpliwienia w związku z moją dociekliwością. Każdą swoją sugestię popierał jasnymi i zrozumiałymi przykładami.
Posiadał ze sobą drukarkę, a więc bez problemu na miejscu wydrukował umowę ubezpieczenia.
Reasumując - obsługa w pełni profesjonalna.
Jestem częstym klientem stacji paliw Orlen w Przemkowie. Jestem zadowolona z obsługi ponieważ, zawsze są ubrani w stroje firmowe, służą pomocą , z szacunkiem odnoszą się do klienta. Jeszcze nigdy nie spotkałam się zęby pracownik stacji paliw był nie uprzejmi.
W otoczeniu stacji jest zawsze porządek, w warunkach zimowych tez panuje lad i porządek.
Zostałam wezwana telefonicznie aby poprawić moj PIT! Urzędniczka przez telefon była bardzo sympatyczna i miła. W jej głosie słychać było troskę o podatnikai o fakt szybkiego zwrotu podatku. Bardzo lubięten urzad poniewaz wszelkie sprawy sa załatwiane bez problemowoi bez uważania podatnika za ostatniego idiotę. Tak byłotez tym razem Urzędniczka spokojnie wyjaśniła o co jej chodzi i pokazała,gdzie poprawić błędy.O dziwo nie kazała przepisywać pitów! Wyjąsnila tez kiedy orientacjnie otrzymam zwrot podatku -pofatygowała sie z telefonem do księgowości. Nie omieszkałam od razu wydać pozytywną opinię o urzędzie.
Bardzo lubię tę firmę.za jakość produktów,za dodatkowe prezenty przy zakupach i za program lojlnościowy!
Lokal w Porcie Łodż jest nowy,czytsy i jeszcze nie przesiąknietyzapchami perfum z testerów.
mila profesjonalna obsługa. Dwie młode kobietry,wiedzące jakie kosmetyki nadaja sie dla mojej mamy ( 65lat),dlamnie (>30 lat) i mojej córki (10 lat).Mające ogromn cierpliwośc,gdyż do sklepu wrcałam5razy-nie zgadzal mi sie rachunek z tym co kupiłam,potem kosmetyki,potem ilośc otrzymanych punktów. obie panie bez nuty zniecierpliwienia w g;osie zakażdym razem dokładnie wytłumaczyły to samo aż zrozumialam.
Tylko ceny niektórych produktów są zdecydowanie za wysokie.
Sklep mieści się u zbiegu ulica. Piłsudskiego i Kilińskiego. Duży przestronny lokal-rzecz by można centrum handlowe. Zaniedbany parking-brudny. Nie do konca jestem przekonana ze należy do sklepu
II. Rozpoczęcie wizyty:
W sklepie panuje ład i porządek. Nie ma śladów błota lub innych zanieczyszczeń wnoszonych przez klientów. Nawet na stoisku warzywnym nie znajduję na podłodze śladów podeptanych liści czy też samych warzyw.
Towar na półkach jest ładnie i starannie poukładany. Widać też, że jego brak jest na bieżąco uzupełniany bo przy dość dużej liczbie klientów nie zauważamy braków w żadnym asortymencie. Bez problemu, w sposób intuicyjny możemy odnaleźć towar, który nas interesuje.
Interesujące jest fakt ze przy sklepie ,który wzbudza ogromne zainteresowani bogatej części łodzian ceny SA raczej przystępne i czasami nawet niższe niz w innych marketach na terenie Łodzi.Na pewno na uwagę zasługuje różnorodność towarów i ich inność. W sklepie panuje miła atmosfera. Osoby często przemykające po sklepie są doskonale zorientowane gdzie co leży, nawet jesli nie są z danego działu.
Szybka i profesjonał;na obsługa przy kasie i darmowe torebki na zakupy
Silne strony Słabe strony
1. doskonale zaopatrzenie
2.przystepne ceny
3.świetny personel
4.szybka obsługa przy kasach
5. do naprawy miejscaparkingowe
Obserwacja wstępna
Dom Kultury mieści się na małym osiedlu. Znajduje się tu kompleks handlowo usługowy. Znajdują się tutaj: biblioteka, klub emerytów, piekarenka, różnego rodzaju sklepy, cukiernia, fryzjer, punkt ksero, harcówka. Piekarenka zajmuje lokal na parterze. Lokal znajduje się na 1 piętrze i zajmuje tak 1/3całegopiętr.Wewnatrz duża sala widowiskowa i kilkanaście sal do rożnego typu zajęć od plastycznych po muzyczne i taneczne.20marca2010 zostały zorganizowane 10 urodziny mojej córki
II. Rozpoczęcie wizyty:
Urodziny zostały zaplanowane ok5miesiecy wcześniej i uzgodnione wszelkie szczegóły. Pani kierownik zgodziła sie po raz pierwszy na tę formę zabawy. Całość przygotowań :wystrój Sali poczęstunek należał do mnie. Jedna z pań prowadzących całą imprezę dużo pomagała przy ustawianiu stolików. Pomocni byli także panowie odpowiedzialni za obsługę dźwięku. Po przyjściu dzieci pani zajęła się nimi profesjonalnie przez 2 godziny dzieci właściwie same dziewczynki były zajęte zabaw interdyscyplinarną –jedną z tych jaka proponuje dom kultury co 2tygodnie!. Potem był tort i rozdanie prezentów.
III. Analiza SWOT
Silne strony Słabe strony
1. Doskonały pomysł na urodziny dla dzieci
2. Świetny program
3. Marka rozpoznawalna na rynku łódzkim
4. Doświadczenie w działaniu
5. przestronna sala do zabawy dla dzieci
6Profesjonalny personel
7.słaba reklama takiej możliwości organizacji imprezy
W dniu dzisiejszym skontaktowałem się z pracownikiem PZU Życie do którego to dostałem numer po uprzednim telefonie na infolinię.
W sumie aby otrzymać numer telefonu do osoby która zajmuję się likwidacją świadczenia wykonałem około 6 telefonów w tym 3 na infolinię gdzie żadne z pracowników nie był mi w stanie jasno podać podstawowych informacji odnośnie do sposobu realizacji świadczenia, osoby która zajmuje się likwidacją szkód, sposobu składania reklamacji. Jednak po wykonaniu w/w ilości telefonów otrzymałem kontakt do osoby zajmującej się kwestią mnie interesującą. Przez trzy kolejne dni nie mogłem się z tą osobą skontaktować (nikt nie obierał tel. od środy 07-04-2010 do 09-04-2010)
W momencie gdy dzisiaj spróbowałem ponownie usłyszałem w słuchawce miły kobiecy głos. Po przedstawieniu mojej sprawy pani z którą miałem przyjemność rozmawiać stwierdziła, że jeżeli moja komisja lekarska miała miejsce 31-03-2010 to już powinna mieć wszystkie dokumenty u siebie, ale że ich nie ma, że na chwilę obecną nie jest w stanie mi nic konkretnie powiedzieć. Z inicjatywy w/w osoby ustaliliśmy, że w dniu dzisiejszym jak tylko uzyska odpowiedzi na nurtujące mnie pytania skontaktuje się ze mną telefonicznie - do chwili obecnej nie otrzymałem telefonu.
Podsumowując: pomimo faktu, że osoby na infolinii są faktycznie miłe i uprzejme nie są w stanie przekazać żadnej konkretnej odpowiedzi. Czas jaki PZU Życie zakłada jako max realizacji świadczenia na dzień dzisiejszy został przekroczony o 19 dni i wciąż nie mam odpowiedzi. Brak dotrzymywania ustalonych terminów przez pojedynczych pracowników w sposób widoczny przekłada się na nieprofesjonalne rozpatrywanie świadczeń.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.