Nie polecam nikomu tego punktu sprzedaży, ponieważ personel tam pracujący nie jest w ogóle w temacie usług zduna. Pytałem o podstawowe rzeczy, w których ja sam niestety nie jestem ekspertem. Sprzedawca nie potrafił na nie w żaden sposób odpowiedzieć, a z tego co wyczytałem na forach są to podstawowe rzeczy z tego zakresu usług. Nieodpowiedni człowiek na tym stanowisku. Niestety w sklepie nic nie kupiłem, ponieważ nie chciałem mieć nieodpowiedniego artykułu.
Zawsze robię tutaj zakupy, bo wiem że ceny są przystępne i towar zawsze jest świeży. Personel zawsze potrafi doradzić jeśli chodzi o promocje i aż miło robi się zakupy w takim sklepie. Wyjątkowo miły personel jest też powodem większych zakupów ponieważ Panie zawsze polecają jakąś nowość lub super promocję z której warto skorzystać. Pracownice ubrane w czyste fartuszki, używają oczywiście rękawiczek - na co ja bardzo zwracam uwagę.
Zakupy w Biedronce w Bukownie robie w kazda sobote.Wszystko udaje szybko sprawnie i przyjemnie.W sklepie latwo mozna znalezc wszystko co chce sie kupic, artykuly odpowiednio poukladane, opisane.Bardzo czysto zarowno w sklepie jak i na parkingu.Przemila i profesjonalna obsluga.Spory asortyment i konkurencyjne ceny.Polecam ten sklep kazdemu!!!
W grudniu dostałam sporo ofert na e-mail dotyczących tak zwanych "gruponów" czyli ofert o znacznie obniżonej cenie. W okresie przed świątecznym było ich na prawdę sporo, lecz wiele wcale nie było okazjami. Trafiłam jednak dzięki temu na fantastyczną drogerię- sklep internetowy e-kobieca.pl. Pomijając ofertę promocyjną, którą wybrałam dzięki Gruponowi, właściciel sklepu oferuje wiele innych korzystnych obniżek i gratisów. Towar jest markowy i znacznie tańszy niż w normalnym sklepie czy markecie. Koszt wysyłki natomiast to około 8 zł dzięki temu, że e-kobieca.pl korzysta z usług Poczty Polskiej a nie prywatnych kurierów. Czas również mile mnie zaskoczył i z ręką na sercu polecam tę drogerię nie tylko dla pań, ale i dla panów.
Delikatesy Mięsne U Rzeźnika zostały otwarte w Olsztynku już jakiś czas temu, ale ja dopiero niedawno wybrałam się tam po raz pierwsze. To zadziwiające, że nazwę sklepu odkryłam dopiero otwierając drzwi - wcześniej myślałam, że sklep nazywa się po prostu Kindziuk. Myślę, że nazwę sklepu powinno być bardziej widać. W sklepie obsługiwała mnie bardzo sympatyczna pani. Doradziła mi kilka rzeczy i bez problemu odpowiadała na moje pytania. Zauważyłam, że lodówka była trochę wybrakowana, a pani ekspedientka przynosiła towar z zaplecza. Kupiłam kilka rzeczy, za które niestety zapłaciłam dość dużo. I muszę stwierdzić, że wcale nie były zachwycające w smaku. A szkoda.
Będąc w Ostródzie, wybrałam się do Centrum Handlowego, w którym mieści się Carrefour. Strasznie się zawiodłam na tym sklepie. Było dość dużo ludzi, sama nie wiem dlaczego. Sklep nie powala bogactwem asortymentu, a i ceny nie są wcale korzystne. Poza tym w tym supermarkecie było okropnie brudno. Coś rozlanego kleiło się na podłodze, a na półkach panował bałagan. Nie wiem, czy trafiłam na "zły dzień" w sklepie, czy jest tam tak na co dzień. Zakupy nie były ciekawe. Do pani kasjerki nie mam żadnych zastrzeżeń, ale sklepu nie polecam.
Postanowiłam skorzystać z myjni samochodowej Carex. Znajduje się ona zaraz obok stacji BP, na której także jest myjnia samochodowa. Zastanawiam się, jak duża jest konkurencja i wiem, że ja z myjni samochodowej Carex skorzystam jeszcze nie raz. Jestem bardzo zadowolona. Za 20 zł mój samochód pozbył się wreszcie brudu, a co najważniejsze - ja się nie narobiłam ani trochę. Całe mycie trwało mniej więcej 5 minut. Polecam.
Wybrałam się z siostrą na zakupy, celem znalezienia wymarzonych pantofelków na studniówkę, oczywiście jej... Nasz wybór padł najpierw na sklep Boti, bo często tam zaglądam, ze względu na częste przeceny. Sklep znajduje się w pasażu marketu Kaufland i zazwyczaj kręci się tam sporo klientów. Tym razem miałyśmy szczęście, bo w sklepie byłyśmy jedynymi klientkami i szczerze mówiąc miałam nadzieję, że ekspedientka chociaż z nudów nam pomoże. Jednak nasze wejście do sklepu nie zrobiło na niej żadnego wrażenia, dalej spokojnie stała przy ladzie i pisała sobie sms-a. Była jeszcze druga ekspedientka, ale ta była naprawdę zajęta, bo układała buty na półkach. Zaczęłyśmy przeglądać buty wystawione na środku sklepu, bo na półkach nie było nic ciekawego. Same znalazłyśmy sobie odpowiedni rozmiar butów, siostra zaczęła przymierzać, a ekspedientka stojąca przedtem obok lady przeszła spokojnie obok nas i udała się do koleżanki. Potrzebowałyśmy mniejszego numeru buta, ale za nic nie mogłam go znaleźć bo buty były strasznie poprzestawiane i pomieszane, nawet w pudełkach. Tymczasem panie ekspedientki na pełnym luzie relacjonowały sobie wydarzenia z wolnego weekendu... Nie zrażając się ich zachowaniem dalej oglądałyśmy buty i próbowałyśmy wybrać coś konkretnego dla mojej siostry. Z dostępnych jakichś 10 modeli udało nam się wybrać całkiem fajne buty i to w przecenie, za jedyne 79,99 zł. Były jeszcze modele butów w cenie 49,90 zł, ale te akurat nie wpadły nam w oko. Przy kasie pani ekspedientka zachowywała się już trochę lepiej, zaproponowała nawet odpowiednie środki zabezpieczające przeznaczone do tych butów, na które się zdecydowałyśmy. Tak ogólnie sklep nie wyglądał tak źle, wszystkie buty były dość dobrze ustawione na półkach, była czysta podłoga. Tylko ta obsługa mogłaby bardziej się starać, powinna bardziej angażować się w obsługę klienta, szczególnie gdy widać, że ktoś ewidentnie potrzebuje pomocy sprzedawcy.
Delikatesy, część przemysłowa z dobrymi produktami ekologicznymi do prania i czyszczenia. Wybieram saszetki z płynem do odplamiania, są w komplecie, zgrzane po dwie, z przyklejoną jedna ceną 11,50 pln. Mam koszyk pełen zakupów, płacę i wychodzę ze sklepu.W domu sprawdzam odruchowo rachunek, w nim saszetki płynu do odplamiania za 23 pln. Dziwnie drogo.Po kilku dniach zaglądam do Mini Europy z reklamacją zakupu. Rozmowa z kierowniczką jest mało komfortowa: trzeba było od razu zauważyć, już za późno. Czyli przepłaciłam, ale jestem gapa i za rękę nie złapałam. No cóz, deliktatesy, musi być drogo. Zatem radzę wszystkim, sprawdzajcie rachunki przy kasie!!
Delikatesy Piotr i Paweł od pojawienia się na warszawskim Tarchominie miały renomę i duże powodzenie w okolicy.To równiez mój ulubiony sklep na szybkie i dobre zakupy. Niestety drobiazgi psują wizerunek.Wieczorem w połowie grudnia 2011r. zrobiłam szybkie zakupy i zostawiłam przez nieuwagę przy kasie ulubioną wędlinę kupioną na śniadanie. Zauważyłam w domu, ale juz było za późno, aby wrócić do sklepu.Kolejnego dnia podjechałam poprosic o zwrot kosztów pozostawionego zakupu.I tu usłyszałam od kierowniczki kategoryczne <nie i że mogłam wczoraj wrócić i muszę to zrozumieć! I pewnie ktoś zabrał>.
Niestety nie zrozumiałam kategorycznej odmowy, w końcu mam kartę stałego klienta. Czemu P&P podupada wizerunkowo.
Ale były dzisiaj super promocje w Polo. Przed samym wejściem wisiała ogromna reklama informująca o promocjach, dzięki temu dowiedziałam się, że można kupić płyn Fairy 2 razy po 500 ml za jedyne 5 zł. Oczywiście od razu po wejściu na teren sklepu zaczęłam szukać tej promocji. Było trochę trudno znaleźć, bo zostało dosłownie kilka sztuk tego dwupaku, ale pani z obsługi była miła i wskazała mi miejsce na półce, gdzie stały jeszcze ostatnie sztuki płynu do naczyń. Podczas przechadzania się po sklepie ujrzałam kolejna promocję, 2 litry Pepsi za jedyne 3,33 zł. Oczywiście kupiłam bez zastanawiania się, bo zazwyczaj ten napój kosztuje około 5 zł. Przy okazji zaopatrzyłam się w zapas mleka, bo w Polo jest tanie i bardzo dobre. Takie, które zazwyczaj kupuję, czyli 1,5% kosztuje 1,99 zł i nigdy nie ma problemu z zakupem tego towaru, bo sklep jest świetnie zaopatrzony. Tak samo jest z pozostałymi towarami. Ponadto w sklepie zawsze panuje super porządek, produkty są ładnie poustawiane, aczkolwiek jest trochę ciasno, gdyż asortyment jest przeogromny. Obsługa znajdująca się na sklepie nigdy się nie obija tylko naprawdę ciężko pracuje, poza tym potrafi świetnie doradzić. Przy kasie jest podobna sytuacja, panie kasjerki obsługują klientów z uśmiechem i bardzo sprawnie. Kasjerka mile mnie poinformowała, że nie muszę wykładać na taśmę wszystkich dziesięciu paczek mleka tylko wystarczy jedna sztuka.Mając przed soba taką obsługę ma się wrażenie, że pracownicy tego sklepu są wręcz stworzeni do pracy na tych stanowiskach.
Jak co dzień udałam się na codzienne zakupy. Dziś wypadło na POLO MARKET. Jak zawsze zaczynamy zakupy od owoców i warzyw. I nic się nie zmieniło od ostatniej wizyty. Nadal panuje chaos na warzywniaku. Ceni nie widoczne bądź ich też brak. Owoce i jak i warzywa w ogóle nie przebrane. Bany to już się proszą o wywalenie, czarne w całości. Nie wiem na co oni liczą że ktoś to kupi??? To jakiś żart. Pozostały asortyment już lepiej wygląda. Poukładane na półkach, ceny obecne. Na stanowisku z mięsem dwie Panie, które służą swoją pomocną. Jak zawsze przywitanie i zapytanie Co podać... Wszystko pięknie wykonane lecz Panie mogły by trochę więcej być uśmiechnięte a nie ponure jakby za karę tutaj były. Choć wszystko możliwe ;-D. Po zakupie mięsa udałam się do kasy, gdzie choć tam zostałam obsłużona jak należy od deski do deski. Ogólnie oceniam ten market na +3. Troszkę się zawiodłam. Myślałam że lepiej będzie niż ostatnio. Za kilka dni odwiedzę znowu ten market to się podzielę obserwacją z wami. Pozdrawiam
Moja obserwacja dotyczy Nowo Powstałego CPN Stacji Bliska w Krzyżu Wlkp. Ne pierwszy rzut oka przyjaźnie nastawiona stacja do klienta. Wszystko jeszcze nowością czuć, w końcu niedawno otwartą tą stację. Czyściutko na zewnątrz jak i środku. Personel wyszkolony jak należy. Profesjonalne przywitanie, obsługa i pożegnanie. Co najgorsze to ceny, które powinny bić niższe niż w stacji, która już jest na rysku. W końcu to nowo otwarta stacja więc powinny być ceny promocyjne. Szkoda że takiego czegoś tu nie uznają. Ceny praktycznie te same jak i nie wyższe co na nie których produktach w porównaniu do innych stacji. Obsługa dobrze wyszkolona lecz ruchy to mogli by mieć szybsze. Strasznie ociężale im to wszystko szło... Dobrze robili tylko mogliby dwa razy szybciej... Ogólnie oceniam stację na +4, oby tą czystość zachowali na zawsze, a nie na okres gdy stacja jest nowa.
Wiele razy planując zakupy w mojej osiedlowej Biedronce szykowałam się na ekstremalne przeżycia: tłumy ludzi, odpakowane produkty, nie zamknięte lodówki, brudna, lepiąca się podłoga. Jednak tym razem było inaczej. Sklep był wysprzątany, produkty równo ustawione na półkach, ceny nad właściwymi produktami, obsługa życzliwie nastawiona. Spodobał mi się szeroki asortyment tego sklepu - kupiłam wszystkie produkty z mojej listy zakupów. Jednak były też pewne niezmienne niedogodności. Przy cenach warzyw i owoców nie dopisano, czy są są one sprzedawane na sztuki, czy na kilogramy. Jednak najgorszą rzeczą jest to, że przy wejściu nie ma małych koszyków. Jeżeli takiego potrzebujesz musisz przepchnąć się przez kolejkę pod samą kasę. Na koniec pochwalę jeszcze sprawność obsługi. Nigdzie nie spotkałam takich szybkich kasjerów jak tam.
Bałagan, chaos, rozgardiasz . W sklepie wyprzedaż, niewielu klientów mimo to duży bałagan. Gdy wchodziłam zadzwoniła bramka, przeszłam jeszcze raz znów zadzwoniła za trzecim i kolejnym razem nie. Najprawdopodobniej jest po prostu zepsuta. Zniechęca do kolejnego odwiedzenia. Co jak będę wychodzić i zadzwoni? Nieprzyjemne doświadczenie na pewno.
Szukając prezentu dla rodzinki zajrzałam do Domu Handlowego Renoma, dawnego PDTu. O maratonie dotarłam do sklepu Solar z myślą, że znajdę tam coś dla mamy wielkie było moje zdziwienie gdy w sklepie, który zawsze kojarzył mi się ze starszymi damami ujrzałam prześliczną tunikę z wełny w pięknym beżowym kolorze. Nie wiem czy to oznaka zmiany wizerunku marki czy to już po prostu mój wiek… Zauroczona od razu chciałam go przymierzyć – pasował idealnie. Spojrzałam na metkę, no cóż cena adekwatna do jakości i wyglądu. Na szczęście przypomniałam sobie ‘gwiazdkowym limicie’ zarezerwowanym dla mnie na karcie kredytowej mojego lubego. Przemiła dziewczyna z obsługi zaproponowała, że może ją dla mnie odłożyć w związku z tym mogę wrócić po nią już z moim facetem i sfinalizować zakup mojego gwiazdkowego prezentu.
Mając już dość towarzyszenia mojej ‘większej połówce’ w przeglądaniu kolejnych gadżetów dla dużych chłopców w Media Markt postanowiłam, że udam się na kawę do Cafe Toffino, które również znajduje się w centrum handlowym Auchan.
Lokal od strony Auchan oddziela szklana ściana. Na wstępie zapytałam jaką kawę serwują i czy jest to arabica, czy jakieś świństewko typu ‘nasza firmowa mieszanka’. Nie spodziewałam się większych rewelacji więc z ulgą przyjęłam informację, że posiadają Lavazzę. Może nie najlepsza ale przyzwoita. Moją uwagę przykuło Tiramisu już miałam ulec pokusie gdy usłyszałam komentarz jednej z klientek, że to tiramisu to jakaś kpina. Zrezygnowana pozostałam przy kawie.
Zajęłam miejsce na wygodnej kanapie, obserwowałam lokal. Oprócz mnie były jeszcze dwie osoby. Brudne szyby, brudne stoliki. Po chwili poinformowano, że moja kawa jest gotowa. Podwójne espresso w ubrudzonej na zewnątrz filiżance, szklanka z wodą cała pokryta kamieniem z wody. Widać, że kawiarnia oszczędza na środkach do zmywarki. Niechlujnie podana kawa skutecznie zniechęciła mnie do jej wypicia. Zamówiłam sok z świeżych owoców dla mojego lubego, który miał się niebawem zjawić. Zamówiłam pomarańczowo-grejfrutowy otrzymałam pomarańczowy. Cóż – tak to już bywa w sieciowych kawiarniach. Z własnej nieprzymuszonej woli raczej nigdy się tam już nie pojawię. Poziom coffeheaven czyli żaden. Nawet nie starają się stworzyć pozorów
Przy okazji tankowania auta postanowiłam wstąpić do toalety, weszłam do środka sklepu, zostałam miło, lecz nie nachalnie, powitana przez dwie pracownice stojące za ladą. Panie były schludnie ubrane w służbowe stroje, zapytałam o możliwość skorzystania z toalety. Panie uprzejmie poinformowały, gdzie znajduje się toaleta oraz dały klucz. Toaleta była nieskazitelnie czysta, panował w niej ładny zapach. Po powrocie do sklepu oddałam klucz i rozejrzałam się, panował porządek, na półkach nie brakowało towaru, był ładnie, estetycznie wyeksponowany. W sklepie unosił się zachęcający do zakupu zapach podgrzewanych parówek do hot-dogów. Po zapłaceniu i wydrukowaniu faktury panie miło się pożegnały. Jedna z pracownic miała identyfikator z napisem UCZEŃ, mimo to bardzo sprawnie mnie obsłużyła. Otoczenie sklepu również było czyste, przy dystrybutorach panował porządek. Jedynie ceny mogłyby być niższe. Spodziewałam się nieco tańszego paliwa w tej lokalizacji i na tej stacji. Ogólne wrażenia bardzo pozytywne, widać, że pracownicy dbają o porządek i czystość miejsca pracy. Stacja może być wzorem dla konkurencji.
Wybór lotu i zakup biletów na stronie Easy Jet'a nie jest problemem: komunikaty są jasne i zrozumiałe, design przejrzysty, intuicyjny i cieszący oko. Żadnych problemów z transakcją ani odprawą online.
Na bilecie wydrukowanym z systemu online nie było numeru bramki na lotnisku, co dla podróżujących bez bagażu rejestrowego jest ważną informacją.
Obsługa bramki dosyć dobrze (nie rewelacyjnie) mówiła po angielsku, nikt nie mówił po polsku. Z nieznanych mi przyczyn nie przechodziliśmy do samolotu przez rękaw, lecz zostaliśmy zawiezieni do samolotu autobusem. Jest to mój kolejny lot z CDG i taka sytuacja to dla mnie nowość. Osoby, które wykupiły Speedy Boarding zostały w ten sposób praktycznie pozbawione jakichkolwiek przywilejów z tego tytułu.
Sam samolot był czysty i wnętrze było utrzymane w dobrym stanie. Obsługa na pokładzie nie mówiła po polsku, lecz używane były nagrania poleceń w naszym języku. Stewardessa i stewardzi byli schludnie firmowo ubrani, uśmiechnięci i przyjaźnie nastawieni. Angielski w ich wykonaniu był zrozumiały. W siatce każdego fotela dostępne były instrukcje bezpieczeństwa, aktualny katalog Easy Jet, magazyn pokładowy i papierowa torebka dla osób o słabszych żołądkach. Lecieliśmy Airbusem A319 – wyżsi pasażerowie mają problemy z wygodnym ulokowaniem kolan (ciasno), ale luk bagażowy nad głowami jest pojemny i bez problemu mieści walizki i zimowe kurtki.
W trakcie lotu obsługa kilka razy podchodziła do każdego z pasażerów proponując zakupy, omijając wyraźnie śpiących.
Start i lądowanie były komfortowe: nie odczuliśmy niemal ani jednego, ani drugiego manewru. Do Krakowa przylecieliśmy przed czasem.
EasyJet to zawsze mój pierwszy wybór: połączenie na CDG, duży bagaż podręczny i zaangażowana obsługa to dla mnie ich znak rozpoznawczy. Cieszą komunikaty po polsku i nowa, mniej nachalna metoda sprzedaży. Na liście życzeń ciągle pozostaje członek obsługi mówiący po polsku. Nawet niektóre ceny w katalogu pokładowym od września zostały obniżone...
Moja przygoda z Ryanem zaczęła się od ich strony internetowej: niezbyt atrakcyjnej, ale przejrzystej, intuicyjnej i wygodnej w użyciu. Wszystkie informacje zostały prawidłowo przetłumaczone i procedura rezerwacji i opłacenia biletu trwa kilka minut. Wybrałem opcję powiadomień SMS – wiadomość (i maila) dostałem w kilka minut po rezerwacji.
Podczas kilku tygodni oczekiwania na wylot odstałem trzy maile (w tym jeden w całości po angielsku) przypominające o odprawie online i warunkach korzystania z usług RyanAir. Maile były jasne i zrozumiałe, ale nieprawidłowo sformatowane.
W międzyczasie zmieniła się godzina odlotu (o kilka minut), ale nie zostałem o tym poinformowany SMSem ani mailem, zauważyłem to dopiero po odprawie online!
Sam lot zaczął się od kolejki na lotnisku: najwyraźniej tylko jedna z pracownic na bramce mówiła po francusku (samolot leciał do Paryża), pozostałe kaleczyły angielski. Kiedy starsza Francuzka chciała wejść na pokład z kilkoma sztukami nieopłaconego bagażu przy bramce zrobił się korek, a pracownice zaczęły się przekrzykiwać w swoich dialektach...
Lecieliśmy Boeingiem 737-800: w samolocie było czysto, siedzenia były wygodne (więcej miejsca niż w Airbusach), ale luki bagażowe okazały się zbyt małe nawet na bagaże podręczne i kurtki. Kiedy okazało się, że nikt z obsługi nie mówi po Polsku, nikt nie przypomniał pasażerom, że bagaż można położyć pod siedzeniem.
Pracownicy na pokładzie byli schludnie firmowo ubrani, jednak nie mówili po Polsku, słabo też porozumiewali się po Angielsku. Trzej młodzi Brytyjczycy natychmiast uczynili sobie z nich żarty, siląc się na możliwie niezrozumiały akcent i co chwila zaczepiając obsługę. Trwało to przez cały lot, ostatecznie obsługiwał ich steward najlepiej radzący sobie z językiem wyspiarzy (ciągle z problemami). W samolocie nie było nawet nagrań z poleceniami po Polsku. Obsługa bez zaangażowania proponowała pasażerom dodatkowe zakupy.
Nie był to mój pierwszy lot do Paryża, więc po dwóch godzinach zorientowałem się, że coś jest 'nie tak'. Dopiero przy lądowaniu zauważyliśmy, że lądujemy w niesamowitej mgle. Po przyziemieniu bardzo ostro hamowaliśmy, jednak sam moment zetknięcia się kół z płytą lotniska był niemal nieodczuwalny.
RyanAir był i pozostanie dla mnie wyborem awaryjnym. Maleńki dozwolony bagaż podręczny, niekomunikatywna obsługa na lotnisku czy nawet brak polskojęzycznych nagrań na pokładzie czynią ich usługi mniej atrakcyjnymi w porównaniu do ofert konkurencji. Biorąc pod uwagę, że lotniskiem po francuskiej stronie jest Beauvais (a nie CDG) cena również nie jest aż tak atrakcyjna, bo należy do niej doliczyć 15 eur za przejazd do Paryża. Natomiast po raz pierwszy lądowałem w tak gęstej mgle i muszę przyznać, że piloci okazali się profesjonalistami (pasażerowie nie zdążyli się nawet przestraszyć).
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.