Przychodnia specjalistyczna powiązana ze szpitalem zakaźnym. Dużo się mówi, aby za każdym razem po wyjściu z toalety myć ręce. Jednakże dużo sie mówi a mało robi. Sami taki przykład dają lekarze. W przychodni specjalistycznej (obsługuje np. poradnie nefrologiczne, poradnie wątrobowe i inne) w toaletach brak jest mydla. Może sie czepiam, jednakże skoro lekarze dużo mówią o myciu rąk mydlem za każdym razem jak się wychodzi z toalety to może należy rozpocząć sprawdzać swoje podwórko. Duży nacisk podczas wizyt kontrolnych jest właśnie w przychodniach specjalistycznych. Za każdym razem o tym się przypomina. Wiem coś o tym, gdyż sam jestem pacjentem takiej przychodni i nie raz słyszałem uwagi lekarzy.
W tym tygodniu otrzymałem długo oczekiwany list polecony priorytetowy, który był wysłany dwa tygodnie temu. Nie można było wcześniej zgłosić reklamacji, gdyż nie minął jeszcze okres wyznaczony przez pocztę. Po otrzymaniu listu sprawdziłem pieczątki, gdzie jak zauważyłem, list szedł przez 3 miasta w odstępach 3 dniowych. Jak widać, na poczcie nadal jest cieżko zrozumieć, że skoro klienci wysyłają listy polecone priorytetowe i płacą więcej, to zależy im na tych listach.
Od kilku miesięcy posiadam tę usługę i jestem z niej zadowolony. Aby móc oglądać należy opłacić abonament. Ale jest to zrozumiałe. Problemem jest kontakt z infolinią. Są dwa sposoby - telefon stacjonarny lub też komórka. Jednakże koszty są wysokie, gdyż numery telefonów należą do grupy większej opłaty i należy aktywować u dostawcy telefonu tą grupę. Pewnego dnia nie mogłem włączyć programów HD. Chcąc, nie chcąc byłem zmuszony zadzwonić na infolinię. Po połączeniu okazało się, że opłaty które dokonywalem były księgowane jako opłaty za programy zwykłe a nie HD. Konsultantka poinformowała mnie także, że minął okres promocyjny wraz z zakupem usługi i muszę aktywowac pakiet HD aby móc nadal go oglądać. Jednakże ja odpowiedziałem, że jak aktywowałem kartę to także aktywowałem pakiet HD. No nic. Pakiet został odblokowany a ja mam teraz nadpłatę na parę miesięcy.
Należe do tej spółdzielni już kilka lat i jak do tej pory nie miałem żadnych problemów z administracją. W momencie awarii, lub też w momencie przepalenia się np. żarówek na klatce schodowej to po zgłoszeniu tego w administracji czas reakcji jest bardzo krótki. Problem rozwiązywany jest najpóźniej w dniu następnym. Minusem jest natomiast strona internetowa. Po zalogowaniu się, mieszkaniec może sprawdzić aktualny stan opłat. Jednakże wszelkie informacje są z ubiegłego roku i jak do tej pory nie zostały zaktualizowane. Ponadto odczyty wody są dokonywane teraz 2 razy w roku a nie jak kiedyś co kwartał. Uciążliwe jest to dla osób, które mają niedopłatę i w momencie otrzymania wydruków muszą od razu zapłacić większą kwotę.
Strona internetowa, gdzie dzięki wypełnionym ankietom użytkownik uzyskuje kwoty pieniężne. W momencie uzyskania kwoty 50,00 zł, można wymienić cała kwotę na bon. Jednakże problemem jest czas realizacji zamówienia. Zgodnie z regulaminem, czas dostarczenia do użytkownika portalu wynosi 28 dni, natomiast faktycznie może to być nawet 2 miesiące. Jest to wg mnie niezbyt poważne podejście firmy do użytkowników. Sama wymaga wypełnienia ankiet w dość krótkim czasie a ze swej strony łamie swój regulamin.
Portal stworzony przez NBP, dzięki któremu istnieje możliwość zakupu monet kolekcjonerskich bez konieczności zakupy na np. Allegro, lub też w specjalistycznych sklepach. Aby tego dokonać, należy wziąć udział w licytacji, jednakże najpierw trzeba się zarejestrować i wysłać listem skan dowodu osobistego. Portal podaje cenę wyjściową, natomiast użytkownik podaje cenę, za która jest skłonny kupić dana monetę. Minusem jest konieczność osobistego odbioru wylicytowanych monet w oddziale NBP, gdyż brak jest możliwości dostarczenia monet np. kurierem. Przez to spora ilość osób jest zmuszona korzystać ze sklepów specjalistycznych i płacić większą kwotę, niż kwota podana przez NBP.
Nie tak dawno wybrałem się z całą rodziną na przedstawienie do cyrku. Sam już dawno nie byłem a moje maluchy nie były jeszcze ani razu. Do cyrku trzeba było przyjść dość wcześniej, aby zając lepsze miejsca, gdyż tylko w lożach były miejsca numerowana. Do tych miejsc osoby były odprowadzane przez obsługę. Spektakl rozpoczął się punktualnie. Dzięki programowi, przerwa nastąpiła dość szybko. Podczas przerwy można było np. zrobić zdjęcia z foką- oczywiście płatne. Niestety, ale zaraz po rozpoczęciu drugiej części czas tak szybko płynął, że już się skończył spektakl. Dzieci były bardzo zadowolone i obiecalem, że za rok znowu pójdziemy.
Portal, gdzie można zbierać punkty, które można zamienić na nagrody. Do programu należy wiele firm, np. Allegro, BP, Real. Wiadomo, że nagrody są wycenione o wiele więcej, niż są warte w sklepie, jednakże klienci, którzy często korzystają z usług firm, które biorą udział w programie dość szybko mogą uzbierać punkty na interesującą ich nagrodę. Istnieje także możliwość wykorzystania części punktów a różnicę można dopłacić.
Odwiedziłem ten sklep w okresie zwiększonej ilości kupujących, świętem Wszystkich Świętych. Duża ilość osób doprowadzała do zamieszania wokół zniczy i kwiatów. Pracownicy na bierząco układali znicze do im przypasowanym cenom. Jedyną wadą, która była to wąskie przejścia między paletami zniczy, co mogło doprowadzić do licznych stłuczeń szkła. Czystość i życzliwość pracowników nie doprowadzała do nerwowości wśród klientów.
Poszukiwałam cieni do powiek. Najlepiej w formie płynu.
Zatrzymałam się przy „wyspie” z kosmetykami marki Inglot. Sprzedawczyni, a było ich w sumie dwie ubrana w czarną firmową koszulkę przywitała się ze mną i spytała w czym może mi pomóc. Zaproponowała mi wariant zmieszani sypkiego cienia ze specjalnym płynem który mieli w ofercie ale nie do końca byłam przekonana. Wydawało mi się dość skomplikowane a przede wszystkim nie wygodne. Moją uwagę zwraca natomiast cień w kamieniu w kolorze zbliżonym do tego którego ja szukam. Pytam się drugiej Pani o jego trwałość ta nie potrafi precyzyjnie stwierdzić godzin kolor utrzymuje się na powiekach, ogólnikowo mówi iż jest to najmie trwały kosmetyk w ofercie,
Wszystkie kosmetyki wyeksponowane są na obwodzie prostokąta który tworzy to stoisko zbudowane z czarnego plastiku w komie zestawionych ze sobą zabudowanych blatów.
To miejsce jest cudowne. Uwielbiam lody, obsługa świetna, asortyment urozmaicony zawsze znajdzie się coś nowego, a po za tym ceny również nie są bardzo wygórowane. Kiedy tylko usiadłam przy stoliku podeszła uśmiechnięta kelnerka podając menu i odeszła dając czas do namysłu. Kiedy już się zdecydowałam wystarczyło spojrzeć na kelnerkę, a ona natychmiast podeszła przyjąć zamówienie Złożyłam zamówienie i czekałam. Właśnie czekałam i tutaj jest taki malutki minusik dość długo się oczekuje na zamówienie. Z drugiej strony kiedy się tu nie przyjdzie zawsze większość stolików jest pozajmowanych więc nie ma też się co dziwić. Kiedy kelnerka przyniosła moje zamówienie, życzyła mi smacznego i odeszła, a ja mogłam się rozkoszować jak zawsze wyśmienitym smakiem lodów. Podczas jedzenia zwróciłam uwagę na pracujące dziewczyny, które naprawdę bardzo się starają. Dbają o czystość, są bardzo uprzejme co bardzo wpływa na atmosferę panującą w tym miejscu> Fajnie również, że jest wydzielone miejsce dla osób palących i niepalących. Naprawdę godne polecenia. Świetne miejsce
Ogólnie cały sklep bardzo mi się nie podoba, dlatego że jest albo za mały, albo towar jest bardzo źle porozmieszczany, trzeba się przeciskać między wieszakami, a miejscami nawet chodzić bokiem by przejść. Kiedy znalazłam kilka rzeczy, które chciałam przymierzyć udałam się do przymierzalni. Ekspedientka, która dawała numerki z ilością ubrań nawet na mnie nie zwróciła uwagi gdyż rozmawiała jak podejrzewam z koleżanką. Zapytałam się jej czy mogę wejść pokazując jej, że mam cztery rzeczy, ale i wtedy nie zareagowała więc weszłam bez numerka. Kiedy założyłam pierwszą bluzkę wyszłam po za kabinę, gdyż tam znajdowało się dużo większe lustro, gdy się przeglądałam zauważyłam dziwne spojrzenie sprzedawczyni tej samej, która wcześniej była zajęta rozmową, dziewczyna przewróciła oczami i wydęła usta nie wiem czy dlatego, że się jej nie podobało, czy z zazdrości, a może miała zły dzień? tylko dlaczego to się ma odbijać na klientach?. Resztę rzeczy przymierzyłam już w środku by nie natrafić na niezadowoloną Panią. Zdecydowałam się kupić dwie rzeczy. Wychodząc z przymierzalni chciałam oddać dwie pozostałe bluzki na które się nie zdecydowałam owej Pani, która powinna je ode mnie zabrać!! tego też niestety nie uczyniła więc powiesiłam je na najbliższym wieszaku jaki znalazłam. Kiedy podeszłam do kasy dwie Panie stały oparte o ladę i rozmawiały jak usłyszałam o jakiś wolnych etatach w sklepie obok, zastanawiając się czy tam nie będą miały lepiej. Dopiero po chwili podeszła do kasy inna dziewczyna, której wcześniej nie widziałam i zostałam obsłużona. Jak na taki mały sklep cztery dziewczyny to naprawdę dużo, tak mi się przynajmniej wydaje, gdyż klientów też nie było wielu po za tym obsługa to totalna porażka.
Wizyta na poczcie zawsze kończy się nerwami: standardowo kolejki, w większości to starsze osoby, których załatwianie spraw zajmuje mnóstwo czasu oraz oczywiście tylko jedno otwarte okienko!! Niestety listonosz nie zastał mnie w domu więc wizyta na poczcie była konieczna. Kiedy podchodząc do drzwi zobaczyłam przez szybę pustkę w środku pomyślałam, że zostały zmienione godziny otwarcia, ale nie. Weszłam do środka, przed okienkiem nie było ani jednej osoby! co dziwne otwarte były dwa okienka, aż nie wiedziałam do którego podejść, w końcu jedna z obecnych Pań uśmiechnęła się przywitała mnie i zaprosiła do siebie. Podeszłam podałam jej awizo. Kobieta, która mnie obsługiwała przeprosiła mnie na chwilę i udała się w poszukiwaniu listu. Bardzo szybko wróciła podała mi do podpisania pokwitowania odbioru, które podpisałam, a oddając pokwitowanie uzyskałam w zamian list. Na do widzenia Pani życzyła mi miłego dnia. Zostałam mile zaskoczona obsługa bardzo szybka i bez kolejek.
Niestety nie zdążyłam wcześniej zrobić zakupów, zbliżał się dłuższy wolny weekend więc z strachem szłam do sklepu wiedziałam czego się spodziewałam zobaczyć!! Było tak, jak myślałam market był po brzegi wypełniony ludźmi robiącymi zakupy. Miło tego miło się zaskoczyłam. Kolejki były ogromne, ale kasy wszystkie otwarte. Trudno było się było przedostawać między ludźmi oraz towarem powystawianym na przejściach. Kiedy w końcu udało mi się zapakować wszystkie produkty z listy zakupów udałam się do kasy. Stanęłam w najkrótszej i najszybciej posuwającej się do przodu kolejce. kasjerem był Pan Damian, który mimo natłoku pracy pracował bardzo szybko, a w dodatku był bardzo uprzejmy dla każdego klienta.
Wskutek wypadku kolejowego, nie mogłam na czas przesiąść się w Kutnie na ekspress do Szczecina/jechałam z Łodzi/.Dlatego skorzystałam z noclegu w Hotelu Piast w Kutnie.Byłam mile zaskoczona czystością i funkcjonalnością pomieszczeń, niską ceną i wspaniałym,smacznym śniadankiem.Do tego przemiła obsługa.Polecam!
Miałem okazję wracać wraz ze swoimi 3 znajomymi z Sanoka do Rzeszowa busem firmy NEOBUS w sobotę o dość późnej porze, o 23.55.
Cztery godziny wcześniej dokonaliśmy rezerwacji telefonicznej.
Bus przyjechał spóźniony jakieś 5 min. Szybkie ładowanie bagażów do przyczepki i już mieliśmy nadzieję na bezproblemowe ulokowanie się w pojeździe, gdy to grubiańskie i ostentacyjne zachowanie pana kierowca na dobre zniesmaczyło nam podróż.
A było to tak:
Kolega, który pierwszy wsiadał do pojazdu, podał nazwisko rezerwacji oraz pkt docelowy - Rzeszów. Po szybkim sprawdzeniu listy kierowca zaczął dosłownie wykłócać się, iż na to nazwisko rezerwowany był kurs do Warszawy. Kolega zdziwiony, w końcu to on osobiście rezerwacji dokonywał, kategorycznie zaprzeczył i stwierdził, iż widocznie zaszła pomyłka. Kierowca nie dał za wygraną, bronił nieomylności swoich współpracowników, a wszystko to dość nieuprzejmym i lekceważącym tonem.
Ostatecznie udało się nam kupić bilety, gdy to kolega zażądał nazwiska od kierowcy i postawił sprawę jasno - "Wpuści pan nas w końcu czy nie"?
Ja, jako ostatni wsiadający usłyszałem, że "jeżeli tak to ma wyglądać, to następnym razem proszę sobie jechać stopem i zwolnić miejsce prawdziwym pasażerom".
Jak dla mnie - chamstwo.
Na uwagę zasługuje czas przejazdu - 75km w 45min. Po drogach krajowych.
Czystość i estetyka pojazdu, z uwagi na późną porę i zmęczenie, nieocenione. Ale chyba bez większych uchybień.
Zanim opuszczę Galerię Handlową Gocław postanawiam wejść jeszcze do jednego sklepu tam zlokalizowanego. Choć raczej jestem dobrze rozeznana w sklepach odzieżowych marki Takko Fashion nie znam. Wchodzę więc by się rozejrzeć co ta firma proponuje i w jakich cenach. Asortyment utrzymany raczej w sportowym, niezobowiązującym stylu dla Pana i Pani oraz dzieci i młodzieży. Specjalna linia Maxi Blue dla rozmiarów 42-54. Niewielki wybór bielizny. Personelu nie widzę ale słyszę jak wymienia się on jakimiś uwagami. Dziś już jestem za bardzo zmęczona by podejmować próby podjęcia jakichkolwiek decyzji nawet tych dotyczących zakupów. Jednak pobieżne rozeznanie pozwala mi stwierdzić iż jeszcze tu wrócę. Niektóre propozycje są jak mi się wydaje warte rozważenia a i ceny przystępne. Na koniec biorę dostępną przy wejściu gazetkę z ofertą promocyjną która będzie obowiązywała od 4 do 8/11/2010 i coś sobie na pewno wybiorę czy dla siebie czy to też dla córki. Wówczas zawalczę również o uwagę pracowników.
Jeżeli chodzi o obserwacje dotyczące stacji benzynowych to mam ograniczone pole działania i mogę opisać tylko moje wrażenia z wizyty w sklepie do takiej stacji przynależącym, który to traktuję jako kiosk lub lokal gastronomiczny.
I tak było i tym razem. Weszłam na Statoil po papierosy a zanim dotarłam do kas wypatrzyłam wyspę z automatem do kawy i stojącą koło niej szafkę łakociami. Mój wzrok przyciągnęły pączki sygnowane nazwą znanej cukierni Blikle. Nie mogąc znaleźć odpowiedniej rozmiarowo torebki kontynuuję przerwany marsz do kas. Nie ma koleiki.Za kontuarem krząta się trzech pracowników. Wszyscy ubrani w stroje firmowe na które składają się szare charakterystyczne spodnie z pomarańczowymi przeszyciami i koszulowe bluzki w drobną pomarańczowo – biała kratkę. Wszyscy mają również przypięte identyfikatory. Obsługuje mnie kobieta w średnim wieku, szczupła blondynka. Proszę ją o papierosy i jednocześnie mówię iż chciała bym jeszcze kupić pączka ale nie mam go w co go zapakować. Pani podchodzi zemną do ciastek a następnie małą papierową torebkę bierze ze stojaka z pieczywem. Proponuje mi zakup kawy ale tym razem nie korzystam z propozycji. Gdy już zapłacę, co przebiega bez problemowo, sprzedawca ponownie wychodzi na sklep wcześniej biorąc torebki które następnie dokłada w regaliku z ciastkami.
Małe zakupy. A właściwie ciekawość jakie nowe produkty pojawiły się na pułkach Almy. Są to bowiem delikatesy które sprowadzają towary bezpośrednio poprzez swój wewnętrzny kanał dystrybucyjny, oznaczony często logo „tylko w Almie”. Możemy tu zatem nabyć oprócz artykułów dostępnych powszechnie również takie których w innych sklepach nie znajdziemy.
I nie zawodzę się znajduję gamę czekolad Ritter
Spor z limitowanej zimowej edycji. Wybieram tę o smaku waniliowych rogalików i kremu o tej samej smakowej nucie. Cena do zaakceptowania (4,99 zł za 100g tabliczkę). Biorę jeszcze kilka produktów i udaję się do kasy. Tam znudzona kasjerka ziewa co chwilę i nie zawsze udaje jej się zasłonić usta na czas. Jest to kobieta około 45 letnia, o blond włosach za ramiona, lekko falujących i rozpuszczonych. Ubrana jest w firmowy beżowy, rozpięty polar z wyhaftowanym zieloną nicią napisem Alma na piersi. Ma przypięty identyfikator ale jest on praktycznie niewidoczny, ukryty pod bluzą i widać tylko „żabkę” go przytrzymującą. Nie zaszczyca mnie spojrzeniem, chwile trwa zanim zauważ wyciągniętą w jej kierunku kartę przy pomocy której zamierzam uregulować rachunek. Zwraca się do mnie słowami „zielony pin zielony” nieprzerwanie ziewając. Być może słabe oświetlenie działa na nią tak usypiająco? Na koniec mówię dziękuję i dowidzenia na co w odpowiedzi słyszę apatyczne „dowidzenia”. Zero kontaktu wzrokowego i jakiejkolwiek próby nawiązania przyjaznej relacji. W momencie mojej wizyty obowiązywała promocja nr 22/2010 „Kuchnia Hiszpanii”, której to gazetki dostępne były przy obu wejściach zarówno tym przy punkcie obsługi klienta jak i na drugim końcu linii kas.
Na handlowej mapie warszawy niedawno przybył nowy hipermarket z okalającą go galerią handlową- Tesco Gocław.
Tu czasem przyjeżdżam na zakupy i tak było i dziś. Pierwszym udogodnieniem dla klienta są wózki nie wymagające żetonów. Sama hala również jest zaaranżowana w według najnowszych standardów i może dla tego właśnie rozplanowanie poszczególnych działów jest zupełnie inne niż w innych halach tej firmy.Za bramkami w tzw. Głównej aleji końcówka zniczy zaraz za nią po przeciwnej stronę są już w sprzedaży artykuły bożonarodzeniowe. I choć już od kilku lat z takim handlowym misz maszem mamy do czynienia nie przestaje mnie on dziwić. Na półkach widoczne braki w towarze. Kot musi poczekać na swoje saszetki Felix. Miłe zaskoczenie przy kasie gdyż nie ma praktycznie kolejki. Przede mną dwóch klientów. Kasjerka ubrana w niebieską koszulową bluzkę pod którą ma włożony czarny dopasowany shirt moją radość stopuje gdyż proponuje kartę Club Card Panom którzy jej na nie mają. Zachęca ich iż cała operacji potrwa minutę i przekonuje ich iż warto „ bo kupony można dostać” Ja w tą minutę nie wieżę. Spoglądam w bok i zauważam iż sąsiednia kasa jest wolna. Przenoszę swoje zakupy. Tu kasjerka ubrana jest w czerwoną koszulkę polo z nadrukiem zdjęcia karty programu lojalnościowego Tesco. Jest bardzo wesoła i roześmiana podczas skanowania produktów poklepuje po plecach kolegę który siedzi przy kasie za nią i żartuje z nim. Odchodzę jednocześnie od kasy z Panami którzy wyrabiali kartę.
Suma sumarum można zaliczyć te zakupy do udanych, szybkich i nie uciążliwych.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.