Do Multikina w Forum jeżdżę przynajmniej raz na tydzień na seanse o różnych godzinach.Kasjerzy zawsze są mili i uprzejmi.Gdy są duże kolejki Kasjerzy zachowują zimną krew i zmęczenia po nich nie widać wcale.Bufet prosperuje znakomicie.Wszystko świetnie zorganizowane.Popcorn zawsze świeży.Filmy puszczane są zawsze na czas.Denerwują tylko 10-15 min. reklamy.Przy wejściu czeka zawsze uśmiechnięta pani która sprawdza bilet i kieruje do odpowiedniej sali.Sale są zawsze wysprzątane.Po rozpoczęciu seansu zawsze przechodzi z dołu na górę pracownik kina osobiście nie wiem po co ;).Na koniec seansu przy wyjściu czeka pracownik z wielkim koszem na puste opakowania po coli i popcornie.Innego jedzenia nie można wnosić na teren kina- myślę że to dobre dla zachowania porządku w kinie.Klienci kręcą nosem na ten fakt.Personel ubrany zawsze w firmowe koszulki.Bilety mogłyby być trochę tańsze to jeździłabym tam częściej ;)
W dniu 19.07.2010r. poszedłem do sklepu Groszek przy ulicy Klasztornej po zakupy. Na ogół chodzę do sklepów typu TESCO bądź Biedronka, ale tym razem zależało mi na czasie. W sklepie wybrałem odpowiednie produkty i podążyłem do kasy. Kolejki nie było więc ucieszyłem się. Pani ekspedientka zaczęła liczyć ile muszę zapłacić za zakupy. Dostrzegłem, że na niektórych produktach nie ma cen a Pani jakby znała na pamięć wszystkie ceny artykułów, w które się zaopatrywałem. Zapłaciłem, pożegnałem się grzecznie i wyszedłem. Oceniam sklep na 3, ponieważ nie było wszystkich cen na artykułach a na plus można zaliczyć uprzejmość sprzedającej Pani. Lubię wiedzieć co ile kosztuje a tu niestety było z tym nie najlepiej.
Często tankuję paliwo właśnie na tej stacji i muszę powiedzieć że jestem bardzo zadowolony z obsługi, po wejściu zawsze miła atmosfera i uśmiech do klienta.
Obsługa bardzo kompetentna, na stacji jak i w sklepie zawsze czysto, nawet toalety co jest rzadkością na konkurencyjnych stacjach błyszczą i pachną.
Niestety jedno co jest minusem koncernu Statoil to ceny zarówno paliw jak i artykułów spożywczych dostępnych w sklepie, są bardzo wygórowane. ogólna ocena mimo wszystko dobra, płaci się słono ale za jaką jakość!!
Wczoraj byłam u okulisty, lecz niestety mimo, że jestem ubezpieczona to za wizytę trzeba było zapłacić. Obsługa nie powiem, bardzo miła, poczekalnia i gabinet przepiękne i pachnące świeżością. Pani doktor wie co robi, lekarstwa zapisuje tylko na miesiąc, po miesiącu trzeba przyjść po następną receptę i znów zapłacić za wizytę, i tak w kółko. co miesiąc recepta na miesiąc do przodu i ani dnia dłużej. Leczę się już kilka lat , leki te same, więc mogła by chociaż na dwa miesiące zapisać, lecz Ona wie co robi, dba o swój interes, jesteśmy jej stałymi klientami bez prawa do jakiejkolwiek zniżki. Przykre to , bo ludzi w takiej sytuacji jak ja jest bardzo dużo.
W perfumerii Douglas postanowiłam kupić perfumy. Jako że od dawna obracam się w kręgu tych samych marek, zmieniając ewentualnie tylko od czasu do czasu oferowane w ich ramach zapachy, nie muszę spędzać przed półkami ciągnących się w nieskończoność godzin. Wiem (mniej więcej), po co przychodzę; nie potrzebuję także wątpliwej jakości porad, co najlepiej odda moją złożoną osobowość i zmienne nastroje. Zatrzymałam się na dłuższą chwilę przed standem Gucci. Mój typ – mały flakonik ‘Flora’. Jako że zapach ten występuje w dwu wariantach, chciałam ustalić, który przemawia do mnie bardziej. W tym momencie ‘zaatakowała’ mnie jedna z asystentek sprzedaży (tak je chyba można nazwać). ‘Atak’ najwierniej oddaje moim zdaniem sposób, w jaki zostałam zaczepiona. Tak to w każdym razie odebrałam. Bez zbędnych wstępów, czy życzę sobie pomocy w zakupach, pomoc ta została mi – na siłę – radośnie udzielona. Wysłuchałam wszystkiego, co miała do powiedzenia (trochę to trwało), starając się nie dać po sobie poznać, jak bardzo nie odpowiada mi zaistniała sytuacja. W końcu Pani dała spokój. Kiedy powiedziałam, że raczej wezmę ten flakon, ale chcę jeszcze sprawdzić kilka innych, oddaliła się na bezpieczne 1,5 metra i pozwoliła mi dalej przemieszczać się po perfumerii. Po kilku minutach odwróciłam się i skierowałam w stronę kasy. W tym momencie podeszła do mnie inna dziewczyna, z pytaniem, czy dokonałam wyboru (w dłoni trzymałam perfumy). W tej samej sekundzie zjawiła się przy mnie także ta druga, niemal napadając na tamtą, że ‘ona mnie już obsługuje!’. Sytuacja więcej niż żenująca, a w tym wszystkim najbardziej zażenowany klient – czyli (tutaj) ja. Rozumiem, że kryzys, klientów mniej, ale należałoby się mimo wszystko powstrzymać od tego rodzaju, totalnie pozbawionych klasy, zachowań. Zakupy w perfumerii nie powinny przypominać polowania. Jako że nie chcę się czuć jak zwierzyna łowna, bez dwu zdań pozostanę wierna Sephorze. Tam, przynajmniej na razie, podobne incydenty nie mają miejsca.
W sklepie z firmowym obuwiem zakupiłam buty marki Reebok. Po niecałych 3 m-cach użytkowania na butach pojawiły się pęcherzykowate wybrzuszenia. Udałam się więc z butami do reklamacji. Jakie było moje zdziwienie, gdy otrzymałam odmowę uznania reklamacji z uzasadniemiem, że buty były użytkowane niezgodnie z przeznaczeniem...na codzień a nie okazjonalnie i że takie buty stanowią uzupełnienie stylu ubierania. Dopiero po interwencji Rzecznika Praw Konsumentów reklamacja została uznana. Załatwienie tej reklamacji trwało 3 m-ce i tylko dzieki uporowi i determinacji udało się dotrwać do pozytywnego zakończenia sprawy.
Przedstawiciel bankowy zaproponował mi karte kredytową Sephora zapewniając, że zakupy tą kartą pomnażaja punkty w klubie Sephora i można je wykorzystać na zakupy w tychże perfumeriach. Nie była mi potrzeban taka karta, ale ze względu na te korzyści zdecydowałam się. Okazało się, że był to tylko taki chwyt przedstawiciela i celowe wprowadzenie w błąd, bo owszem punkty się uzyskuje, ale tylko za zakupy w perfumeriach SEPHORA. Gdyby przedstawiciel bankowy rzetelnie mnie o tym poinformował, na kartę na pewno nie zdecydowała bym się, ale on pewnie gdyby mówił klientom prawdę - nie zrobiłby swojego planu.
Od momentu wejscia do placówki klient czuje sie jak intruz. Z reguły na obsługę należy poczekać - nawet jak pracownik nie ma aktualnie innego klienta. Na zadane pytania otrzymuje się zdawkowe odpowiedzi, a czasami pracownik nie zna odpowiedzi na zapytanie o konkretny produkt bankowy. Jedyna chyba zaleta tego banku jest sprawnie działająca bankowość internetowa.
Bank na najwyższym poziomie. Podczas wizyty w placówce zarówno podczas zakładania rachunku, jak i udzielania kredytu oraz podczas codziennej obsługi - personel wykazuje sie dużą wiedzą , kompetencją, uprzejmością. Z chęcia i rzeczowo odpowiada na każde pytanie. Pracownicy dokładają wszelkiej staranności, aby każdy klient był zadowolony. Klient naprawdę czuje się dowartościowany. Poza tym wystrój i utrzymanie placówki jest dobra wizytówka banku.
Portal Wakacje.pl nabija ludzi w butelke. Zarezerwowałam u nich na stronie wakacje po bardzo atrakcyjnej cenie(jednej z kilkudziesięciu takich wystawionych). Otrzymałam potwierdzenie rezerwacji, na którym była liczba osób, cena, lotnisko wylotu, wariant wyzywienia i życzenie miłego wypoczynku. W następnym dniu gdy skontaktowałam sie telefonicznie - konsultant poinformował mnie, że mieli błąd systemu i zaproponował mi inna oferte 10-krotnie droższą.
Sprawdzając jakość obsługi banków oraz starając się o kredyt gotówkowy odwiedziłem stronę internetową banku PKO SA (łatwa w obsłudze, przyjemny użytkownikowi interfejs, wszystko umieszczone z rozmysłem i wszystko można łatwo znaleźć). Złożyłem aplikację około godziny 23.00 poprzedniego dnia. Odezwę miałem już dnia następnego o godzinie 8.50! :) Telefon, szybka i sensowna rozmowa i załatwione spotkanie punktualnie na godzinę 13.00 (na tą o której mi pasowało).
Rozmowa wyglądała następująco:
Pani się przedstawiła, powiedziała w jakiej sprawie dzwoni, potwierdziłem chęć wzięcia kredytu gotówkowego, umówiła się ze mną o określonej porze (dostosowanej do mnie - duży plus ;), wytłumaczyła dokładnie jak dojść do banku, po czym jak dokładnie dojść do miejsca w którym zostanę obsłużony, oraz z kim mam się spotkać aby przyjęto mnie "od ręki".
Trafiłem bez problemu po uprzednich instrukcjach, a przyznam szczerze, że bez nich mógłbym mieć spory problem, ponieważ oddział jest 3 piętrowy i naprawdę ogromny. Usiadłem wygodnie w poczekalni, której wystrój był naprawdę ciekawy. Sporo zieleni (drzewka i inne roślinki, aż przyjemnie się siedziało), styl bardzo nowoczesny (wszystko zrobione z marmuru, szkła oraz metalu; dominują kolory: ciemny zielony, czerń, złoto, biel), siedzenia wygodne, co kilka siedzeń znajdował się stolik. Piętra zbudowane w formie ogromnych prostokątów, z kwadratową dziurą po środku, winda dla gości aby nie przemęczać się wchodzeniem na wyższe kondygnacje. Bardzo dobrze rozmieszczone informacje gdzie iść i jak się tam dostać. Wszędzie strzałki i tablice informujące którędy podążać. Dobrze oznaczone stanowiska, widoczne z daleka :) Jednak wracając do obsługi.
Przyszedłem 30 min przed wyznaczonym terminem, usiadłem na krzesełku naprzeciw stanowiska do którego zostałem skierowany przez panią z którą rozmawiałem przez telefon. Zmartwiłem się, ponieważ nikogo nie było przy stoisku, a reszta pań była zajęta swoimi klientami. Postanowiłem poczekać, ponieważ to przecież ja za wcześnie przyszedłem. Ku mojemu zdziwieniu, po 2-3 minutach usłyszałem jak jedna pani, która właśnie wyłoniła się zza ściany, zapytała mnie czy to aby nie ze mną się umówiła w sprawie kredytu. Przedstawiając się ponownie i podając mi rękę poprosiła żebym spoczął i natychmiast zaczęła ze mną rozmowę. Na początku zapytała mnie ile posiadam wolnego czasu, co było bardzo miłym zaskoczeniem, ponieważ dzięki temu mogła ona zorganizować dokładnie czas, który spędzi ze swoim klientem oraz jednocześnie przyszłym klientem banku. Powiedziałem co mnie interesuje i ponownie miła niespodzianka, pani natychmiast mnie o wszystkim poinformowała i poleciła najlepsze możliwe rozwiązania oraz decyzje, które powinienem podjąć. Poinformowany dokładnie o wszystkim o czym chciałem, wybrałem interesującą mnie ofertę, oraz podałem swój dowód, książeczkę wojskową oraz zaświadczenie o zarobkach, z których zostały wprowadzone dane do systemu, oraz które pani musiała skserować. Bardzo miłą rzeczą było to, że po tym jak skończyłem rozmawiać z panią o tym po co przyszedłem (czyli o kredycie), zaczęliśmy rozmawiać na sprawach w ogóle nie związanych z pracą. Rozmawialiśmy o wakacjach, ludziach, nawet o własnych zainteresowaniach :) Podczas tej rozmowy pani wciąż uzupełniała dane w komputerze, oraz przygotowywała dokumenty potrzebne do uzyskania kredytu. Jednocześnie nawet od czasu do czasu potrafiła utrzymać kontakt wzrokowy, przez co klient czuje się, że się o niego dba. Pozytywną niespodzianką było to, iż zaproponowano mi kawę! :) Podsumowując obsługę klienta:
Szybka, miła, nie pozwalająca klientowi na nudę, bardzo profesjonalna, aczkolwiek również na średniowiecznej, głośnej klawiaturze. Aby zademonstrować wygląd kart kredytowych pani przekręciła monitor w moją stronę pokazując dostępne wzory.
Pani obsługująca mnie od razu na samym początku rozmowy powiedziała mi, że będzie mi ciężko uzyskać kredyt bez ukończonych 21 lat i również dodała, że jest to głupotą ze strony banków, ponieważ przez to tracą oni masę klientów, ale powiedziała, że postara się żebym go uzyskał.
Kredytu może i nie otrzymałem jednak po odmowie, która przyszła ze strony analityków obsługa była również bardzo profesjonalna. Pani powiedziała, żebym się nie przejmował, zasugerowała mi dostępne możliwości, np. spróbowanie złożenia wniosku o kredyt z poręczycielem. Również była dla mnie bardzo miła i poleciła swój bank na przyszłość. Zaproponowała mi również otwarcie konta w ich banku aby nie stracić klienta. Na pożegnanie podała mi rękę oraz przeprosiła za to, że się nie udało, oraz pocieszyła i zachęciła do skorzystania z usług banku za rok, jak będę miał 21 lat. Muszę niestety dodać, że również ten bank miał najgorszą ofertę odnośnie kredytów gotówkowych, ponieważ był on najwyżej oprocentowany oraz najwięcej płaciło się za jego ubezpieczenie.
Wygląd miejsca obsługi również nie jest idealny:
- toporne, duże fabryczne kamery wiszące pod sufitem nie pasują zupełnie do stylu banku,
- miejsce obsługi klienta oddalone od siedzisk w poczekalni od 3 do maksymalnie 5 metrów przez co człowiek nie czuje się w pełni bezpiecznie oraz spokojnie,
- brak jakiejkolwiek ścianki zasłaniającej plecy klienta, który i tak siedzi blisko osób w poczekalni, przez co z łatwością można go usłyszeć,
- stanowiska obsługi klienta zbyt blisko siebie,
- za mało kas znajdujących się w banku przez co na parterze są gigantyczne kolejki.
Ogólnie jest bardzo dobrze. Obsługa jest na najwyższym możliwym poziomie, miła, przyjazna obsługa, szybka i sensowna organizacja pracy, widać że bank dba o swoich klientów. Niestety mógłby jeszcze popracować nad ofertą (nawet pracowniczka powiedziała jest słaba, a to coś oznacza), oraz poczuciem bezpieczeństwa swoich klientów.
Tyle ode mnie. To są moje osobiste odczucia, oraz uczucia które mi towarzyszyły. Niczego nie wyolbrzymiałem ani nie upraszczałem. Starałem się jak najprawdziwiej i jak najbardziej realnie opisać obsługę w wybranym dziale oraz jak najprawdziwiej ocenić zakład w którym się znalazłem :) Dziękuję za przeczytanie do końca.
P.S Pamiętajcie! Zadowolony klient przekona kilka osób do waszej firmy, zaś niezadowolony zniechęci do waszej firmy każdego kogo spotka! "Stara prawda hotelarska" ;)
Wybór Otwartego Funduszu Emerytalnego jest obowiązkowy w myśl obowiązującej ustawy emerytalnej.
Ponieważ w 1999 roku miałam konto w PKO BP jako iż przywiązuję się do firmy jako klient to raz, a dwa iż wydawało mi się iż tak duża i stabilna instytucja w tamtym czasie jeszcze 50/ 50 z bankiem Handlowym daje mi maksymalną gwarancje bezpieczeństwa powierzonych im środków postanowiłam podpisać umowę na świadczenie usług z OFE Bankowy.
I choć w rankingach nie zajmuje on czołowych miejsc nadal jestem jego klientką. Po pierwsze nie chcę i się obawiam transferu środków z konta do innego OFE zwłaszcza jeżeli chodzi o ich przekazywanie z ZUS który rozdysponowuje składki emerytalne z drugiej strony jestem pomijając zyski i wzrost inwestycji z tego funduszu zadowolona. Najbardziej mi odpowiada to iż oprócz infolinii mam możliwość wglądu do swojego konta poprzez logowanie w tzw. „Wirtualne Biuro Klienta” Zabezpieczony dostęp jest specjalnym kodem oraz dodatkowo jednorazowym wpisywanym z wyświetlonego obrazka. W czytelnej tabeli mam wyszczególniony okres należnej składki, datę wpływu i jej wysokości. Dostępna jest też zakładka „aplikacja brak składek” pozwalająca mi sprawdzić w którym miesiącu składka wpłynęła a w którym nie i ewentualnie wcześnie interweniować czy to w Zus czy w dalszej kolejności u pracodawcy. O wpłynięciu nowej składki po wybraniu odpowiedniej opcji jesteśmy informowani sms lub e- mailem. Niestety jest wybór tylko jednej opcji powiadamiania. Jeszcze jedno dość przydatne najedzie a mianowicie kalkulator pozwalający nam wyliczyć i porównać jakiej wysokości składka powinna wpłynąć na nasze konto od wygrodzenia brutto.
Z infolinią nie miałam jak do tej pory konieczności się kontaktowania a więc moja ocena tej funkcji nie obejmuje.
Za dobrą komunikację elektroniczną z klientem i za brak nieprawidłowości w prowadzeniu konta ocena dobra. Minus za zyski z inwestycji powierzonych funduszowi składek.
Tak jak już pisałam z oferty a przede wszystkim z poziomu obsługi klienta banku Alior jestem więcej niż nie usatysfakcjonowana. Gdyby nie to iż zamknięcie konta samo w sobie i może nie stanowi problemu to już konsekwencje z tego są dość uciążliwe. Zmiana numeru konta u partnerów zawodowych, odcięcie od bankowości internetowej gdzie mam potwierdzenia przelewów i innych ważnych operacji i konieczność ich ewentualnego wydrukowania (troszkę by tego było) gdyż nie otrzymuję w formie papierowej historii rachunku (opcja możliwa ale dodatkowo płatna).Tak więc klientem banku nadal jestem.
Ostatnia moja wizyta w oddziale trochę po godzinie 16.
Placówka przy ulicy………
Dwóch doradców za biurek zajętych jest właśnie obsługą klienta, przy dwóch stanowiskach kasowych nie ma nikogo (po obu stronach ani pracownika ani klienta).Zostaję zauważona przez pana który siedzi w przeszklonym pomieszczeniu. Wychodzi on z niego po grzecznym standardowym powitaniu pyta mnie o cel wizyty. Przedstawiam mu pokrótce iż chodzi mi o złożenie reklamacji na moim zdaniem przetrzymanie trzydniowe mojej gotówki i zwłokę z jej zaksięgowaniem na moje konto. Poproszona jestem do kasy. Konsultant przechodzi z jej drugiej strony. Po wyszukaniu problematycznego przelewu w systemie pisze mi na Karce dane które mam zawrzeć w piśmie reklamacyjnym.Za mną już zdążyła utworzyć się kilku osobowa kolejka. Odchodzę od kasy i we wskazanym przez pracownika miejscu siadam i zabieram się za pisanie pisma…..
Gdy już jest owo pismo gotowe podchodzę z powrotem do kasy. Chwilę czekam aż bankier skończy obsługę. Podaję mu moją reklamację proszę o jej skopiowanie i potwierdzenie poprzez podstemplowanie iż w tym a w tym dniu wpłynęła ona do oddziału.
Prośba przystawienie imiennej pieczątki na kopi spotyka się z oporem pracownika który twierdzi iż w zasadzie takiej pieczonki postawić mi nie powinien ale po moich naciskach potwierdza kopię swoim podpisem .
Podczas całej konsultacji dowiaduję się iż Pan pracuje tu od „niedawna” bodajże od lutego br. nie orientuje się więc w treści poprzednich regulaminów. Dotyczyło to mojego zapytania o pobraną prowizję za sprawdzenie salda w bankomatach Euronet w miesiącu lutym przy czym opłata została pobrana na dniach.
Dość mętnie również podana mi zostaje przybliżona data rozpatrzenia reklamacji. Teoretycznie czas na jej rozpatrzenie wynosi 30 dni. Teoretycznie gdyż jak mi Pan tłumaczy w z związku z przejęciem portfela klientów innego banku spraw oczekujących na rozpatrzenie jest bardzo dużo i czas ten może się wydłużyć. Zapewnia mnie jednocześnie iż postara się zrobić jak to określa „co w jego mocy” by odpowiedź na moją reklamację była możliwie szybka.
Od wizyty w banku mija miesiąc. Jakiejkolwiek odpowiedzi brak.
Przed skrajnie negatywną oceną powstrzymuje mnie tylko to iż Konsultanta wykazał dużo dobrej woli w udzieleniu mi pomocy, starał się wyczerpująco odpowiadać na moje pytania no i co należało by napisać na początku, niemalże od razu do mnie podszedł po przekroczeniu przeze mnie progów oddziału. Nie zmienia to faktu iż jego wiedza tu gdzież jej braki budziła zastrzeżenia oraz rzecz druga nie pełna obsada kadrowa. No i to trzy dniowe opóźnienie w księgowaniu przelewu które nadal nie wiem z jakiej przyczyny i z czyjej winy miało miejsce…….
Sklepy pod szyldem Tesco są chyba dwa w Garwolinie. Wybieram z córką ten mniejszy w którym asortymentem są głównie produkty pod marką własną sieci. Przed wejściem pod plastikowym zadaszeniem stoją wózki zakupowe. Dużą wygodą jest to iż nie wymagają żetonu czy też monet co czasem jest problematyczne. Najpierw kierujemy się do wyspy z owocami która jest vis - a-vis bramek wejściowych. Wybieramy winogrona kiwi i śliwki. Owoce apetycznie i świeżo wyglądają. Chcemy też kawałek arbuza. Choć jego porcje są na stoisku to jednak i tak dla nas są za duże. Rozglądamy się za pracownikiem, tego jednak nie widzimy. Prosimy o pomoc w jego znalezieniu Pana ochroniarza który akurat przechodzi koło nas. Okazuje się iż znalezienie osoby która by nam arbuza przekroiła nie jest łatwe. Córkę zostawiam przy wyspie i udaje mi się prawie wszystko kupić co było planowane zanim w końcu zostaje ten nasz arbuz przekrojony. Sklep o małej powierzchni i znanym mi rozkładzie podobnym we wszystkich marketach tej sieci. Oczywiście natrafiam na przeszkodę w postaci stojącego wysokiego kosza na kółkach z towarem. Gdy stwierdzamy iż już wszystko zostało kupione ustawiamy się do kasy. Córka do jednej ja do drugiej do każdej z nich kilka osób przed nami. Ostatecznie moje zakupy są podliczone w kasie pierwszej. Miła i komunikatywna kasjerka ubrana w granatową bluzę Tesco sprawnie skanuje towar wyłożony na taśmę .Podaję dwie karty płatniczą i programu lojalnościowego Club Card , choć muszę przyznać iż jego zasady funkcjonowania nie są dla mnie w dalszym ciągu do końca jasne ale jak mam ją akurat przy sobie nie zaszkodzi parę punktów do niej dodać.
I tak mimo problemów z arbuzem i dość sporej kolejki zakupy te nie były nadto męczące. Kupiłyśmy to co nas interesowało po rozsądnej cenie.
I dygresja końcowa iż jako jeszcze jeden z nielicznych Tesco (we wszystkich swoich sklepach plus Savia) do zakupów pozostawia nie ograniczoną ilość reklamówek dla klientów.
Będąc o 11 w KFC nie zastałam żadnego klienta i dwie Panie obsługujące kasy.Jedna widać było że się "uczyła".Chcąc zamówić zestaw z pikantną nóżką usłyszałam że jej nie ma i czy nie chcę czasem filecika zamiast niej. Niestety nie chciałam gdy zobaczyłam dosłownie kilka szt."gotowych" filecików stwierdziłam że pójdę do konkurencji <c Donalds. Mimo to pani z kasy krzyczała do mnie mimo to że od stanowiska odeszłam że za 10 min bedzie moja nóżka ;)
Odwiedzilam strone internetową Wittchen. Strona wydala mi sie na pierwszy rzut oka przyjazda. Jej wygląd pasuje do charakteru firmy przeznaczonej dl aosób elaganckich o dobrych gustach. Postanowilam obejrzeć oferte torebek na ten sezon. Strona byla przejrzysta , bez problemu można zorientowac się w jej ułożeniu oraz sprawnie przejrzeć galanterię. Ceny sa widoczne oraz kazdy produk ma opis, ktory zawiera z jakiego materialu oraz jak jest wykonana torebka. wada jest zbyt mala zdjec, wolababym, zeby bylo wiecej np 3-4 , a nie dwa. Na duza pochwale zasluguje powiekszenie zdjecia , istnieje mozliwośc ogladania towaru "pod lupa".
18 czerwca 2010 roku odwiedziłam placówkę szkoły językowej empik school przy ulicy Marszałkowskiej w Warszawie. Moim głównym celem było zdobycie informacji dotyczących wakacyjnych kursów języka angielskiego. Podchodząc do pracownika szybko zauważyłam uśmiech na twarzy i roztaczającą się aurę zadowolenia i chęci pomocy . Sprawnie dowiedziałam się o kursach , godzinach, terminach rozpoczęcia, używanych podręczników, wykfalifikowaniu native speaker'ów, zasad prowadzenia zajęc. Mimo ,iz mogłam sprawiać wrażenie osoby nachalnej i uporczywej w zadawaniu pytań na wszystkie dostałam satysfakcjonującą mnie odpowiedź. Wykfalifikowaie pracownika pozytywnie mnie zaskoczylo, po wypelnieniu testu klasyfikującego zostal on sprawnie sprawdzony , nie musiałam czekać więcej niż 2 minuty. Zachęcająca atmosfera miejsca i zadowolenie z jakości obslugi klienta automatycznie mnie zachęcilo do zapisania się na wybrany prze ze mnie kurs. Zaliczkę wplaciła kilka dni póżniej spotykając ta samą panią, co pierwszy raz, równiez z usmiechem i zyczliwościa mnie przyjęła. Dostałam umowę i relulamin szkoly, co jest ważnym elementem, ponieważ wiedza na temat szkoly i regól kursu jest duzym atutem. Cena kursu jest zadawalająca. Wracając do wyglądu pracownika,nie mam zastrzenień . Pani byla schulnie ubrana, nie miala mocnego makijażu. jedyne zastrzeżenie jakie mogę zamieścić , jest zbyt dlugi czas i objętośc testu klasyfikującego , powienien byc o 30% krótszy.
Oddałam samochód do naprawy ( pod kątem elektryki), gdzieś znikał prąd, akumulator bardzo szybko się rozładowywał, dosłownie po 2 tygodniach mimo codziennej jazdy po mieście. Akumulator był nowy, ten stary też tak robił. Elektromechanik przyjął samochód do naprawy, ustaliliśmy termin góra 4 dni, wymieniliśmy się telefonami i kazał czekać. Minęło 5 dni więc zadzwoniłam z zapytaniem, jak naprawa, pan mechanik powiedział, abym zadzwoniła jutro, więc zadzwoniłam jutro. Niestety, samochód nie był jeszcze naprawiony, kazał dzwonić znowu jutro. Zadzwoniłam jutro i kazano mi przyjść odebrać samochód. Jakież było moje zdziwienie jak na miejscu zostałam poinformowana, że samochód nie jest naprawiony, bo Oni nie wiedzą co mu jest. Pan elektromechanik kazał zapłacić 20 zł i zabrać samochód. Pomyślałam, że oddam samochód do innego zakładu. Odebrałam go więc, ale daleko nie zajechałam, bo samochód zgasł. Została ściągnięta przez kolegę do innego zakładu i tu okazało się, że rozregulowano mu zawory i wyjeżdżono paliwo do końca ( jakieś 8 litrów) . W/g mnie tamten szef powinien mnie przeprosić, że nie umieją wykryć usterki i poinformować mnie, że wyjeżdżono paliwo , a tymczasem firma okazała się jakaś nieudolna i na dodatek nieuczciwa, moja noga tak już nie postanie.
Udałam sie do sklepu w celu zakupu obraczek slubnych. Niestety musze stwierdzic ze bardzo sie rozczarowalam obsluga. Zwarzywszy na to iz firma "APART" ma wyrobiona dobra opinie spodziewalam sie iz bede zadowolona z zakupu. Niestety pierwsze rozczrowanie spotkalo mnie po wejsciu do sklepu gdzie mezczyzna siedzacy za lada nie zwrocil wogole uwagi na to ze weszlam do sklepu i zajmowal sie w dalszym ciagu czytaniem gazety. kolejne rozczarowanie gdy poprosilam go o zaprezentowanie mi obraczek spytal czy kupie ta obraczke ktora chcialam zobaczyc bo w przeciwnym wypadku nie poda mi jej do reki... co za absurd.. jak mam kupic cos czego nie zobaczylam.. dlatego tez zrezygnowalam z zakupu i udalam sie do konkurencji.
Ostatnio znalazłem się w jednym z banków w celu przekonania się, czy reklama z myślą przewodnią "wyższa kultura bankowości" rzeczywiście odnosi się do jakości usług świadczonych w Banku. A więc wchodzę do jednej z placówek, ubrany w garniturze, siadam na krzesełku (b.wygodnym) w korytarzu, praktycznie na środku (miejsce, które widać praktycznie z każdej strony). I tak sobie siedzę i siedzę, mija minuta, dwie, trzy. Minęło dziesięć minut, kilka osób z personelu mija mnie jedynie obserwując i o nic nie pytając. Więc wstaję i zaczynam sam szukać kogoś kto by mnie łaskawie obsłużył. Idę w prawą część budynku (patrząc od wejścia). Wszystkie stanowiska są obsługiwane, a więc zajęte. Więc wracam z powrotem powoli, spokojnie, dalej nikt nie zwraca na mnie uwagi. Wchodzę w lewą część budynku. Obsługa klientów indywidualnych tutaj również zajęta. Zostaje pani, która !UWAGA! siedzi na stanowisku w którym nie ma światła! :) Górne światło wyłączone, lampka również, a owa pani siedzi i patrzy się w komputer. Stanąłem w praktycznie naprzeciw niej i nic. Nie zauważyła mnie (może dlatego, że miałem na sobie czarną koszulę :P). A więc chyba ja muszę zacząć.
- Przepraszam. Chciałbym otworzyć u państwa konto i wziąć kredyt gotówkowy.
Pani zrobiła oczy jak dwie złotówki i tak się zdziwiła, jakbym pierdną na pół banku :)
[Wygląd owej zdziwionej pani: brak jakiegokolwiek makijażu, delikatne podkowy pod oczami, wypisane zmęczenie na twarzy, strój schludny, służbowy].
Pani wielkie oczy odpowiedziała na moje pytanie:
- To nie tutaj :D < Chyba źle dobrała słowa, ponieważ sama się uśmiechnęła :)
Następnie poprosiła abym za nią poszedł. Podążałem za nią bez słowa. Pani WIELKIE OCZY szła jakby poddenerwowana, bardzo sztywno. Gdy doszliśmy do części prawej, aż na sam koniec, pani rozejrzała się i stwierdziła, że tutaj wszyscy są zajęci i nie ma mnie kto obsłużyć (wszystkie stanowiska widać już ze środka obiektu, no ale cóż, może chciała się upewnić). Po takowym stwierdzeniu, zaprowadziła mnie ona do części lewej (z powrotem) gdzie znalazła wolnego pracownika, wypowiedziała jej imię (ponieważ to była kobieta) i dodała: "obsłuż pana". Zaprowadzono mnie do stanowiska: "Klienci zamożni" zamiast "Klienci indywidualni", ale mniejsza o to.
Pani, która miała mnie obsłużyć miała strach w oczach i drżały jej ręce jakby robiła to pierwszy raz. Od razu po tym jak pani wielkie oczy powiedziała, aby ta mnie obsłużyła, wstała i się przedstawiła imieniem i nazwiskiem. Również zrobiłem to samo po czym usiedliśmy (wygląd pani która mnie obsługiwała: również schludnie ubrana, delikatny makijaż, panika w oczach, nieskoordynowane ruchy podczas pracy na komputerze, poddenerwowana/przestraszona, ubiór bardzo schludny: biała koszula na kant, identyfikator, spodnie służbowe).
Usiedliśmy wygodnie na krzesełkach. I tutaj moim zdaniem błąd pracownika: pani nie zaczęła rozmowy z klientem... Takie 10 sekund niezręcznej ciszy dopóki ja sam się nie odezwałem. Specjalnie czekałem czy chociaż zostanę spytany co mnie interesuje albo coś w tym stylu a tutaj klops. Nawiązałem dialog:
- A więc chciałbym otworzyć u państwa konto i wziąć kredyt gotówkowy, który ostatnio reklamujecie.
- Nie ma pan u nas konta? (hahaha :D Powiedziałem, że chcę takowe otworzyć więc moim zdaniem niepotrzebne pytanie)
- Nie. Nie mam.
I teraz się zaczęło :) Kobieta zaczęła panicznie coś robić na komputerze za pomocą myszki. Skończyła po 20 sekundach i znowu cisza. Nie zwlekając rozpocząłem rozmowę ponownie:
- A więc interesuje mnie kredyt gotówkowy w wysokości 4000 zł, który od razu zostałby wpłacony na nowe konto, które u państwa otworzę.
- Na jaki okres?
- 24 miesiące
- Dobrze poproszę dowód.
Poczułem się niedoinformowany. Nie zrobiono analizy, nie poproszono o dochód, zaświadczenie o zarobkach, nic mi nie powiedziano o kredycie, wysokości oprocentowania, wysokości raty, niczego nie zaproponowano. Siedzę i czekam. Pani w ciszy coś panicznie wpisuje do komputera po czym kasuje i znowu wpisuje i tak z 4 razy. Możliwe, że słabo pisała na komputerze, albo dlatego, że się bała :D (tylko czego?)
-Tak po 2-3 minutach, panią, która tak zawzięcie wpisywała coś w ciszy na komputerze "strzelił piorun".
Poderwała ona głowę od monitora i się wyprostowała po czym popatrzyła na mnie i się zapytała:
- A ile pan ma lat?
Dałem tej pani dowód z numerem pesel więc po dwóch pierwszych cyferkach, powinna wiedzieć, w którym roku się urodziłem.
- Odparłem, że dziewiętnaście,
Ku mojemu zdziwieniu usłyszałem coś takiego:
- Niestety nie możemy przyznać panu kredytu.
I cisza.
Troszkę przyznam, że zbaraniałem w tym momencie, bo nie została podana mi przyczyna odmowy.
- Z jakiego powodu?
- Nasz bank udziela kredytu osobom w wieku powyżej 21 roku życia.
Troszkę się zdenerwowałem muszę przyznać, ponieważ nigdzie nie wyczytałem tego, że kredytu udzielają od 21 roku życia, ani nie zostałem wcześniej poinformowany o tym. Natychmiast odparłem:
- Więc nie chce otwierać u państwa konta w banku.
Zestresowałem najprawdopodobniej panią która mnie obsługiwała, ponieważ ta również zrobiła wielkie oczy :) I jakoś tak mechanicznie, jak robot, oddała mi dowód. Zareagowała tak, jakby usłyszała wyrok śmierci, zamiast chociaż zachęcić do otwarcia u nich konta (o którym również nic nie wiem bo nie podano mi o nim żadnych informacji).
Wstałem wsadziłem dowód w kieszeń marynarki i powiedziałem:
- A więc do widzenia.
I ponownie ku mojemu zdziwieniu, zamiast jeszcze w tej ostatniej chwili ratować firmę przed całkowitą utratą klienta, przeprosić, nakłonić, cokolwiek, pani wstała i odparła:
- Do widzenia (nawet nie podając ręki, co wbrew pozorom i opinii ludzi, podświadomie wzbudza zaufanie u klienta).
Wygląd miejsca obsługi:
- Wygodne fotele w poczekalni.
- Zbyt dużo rzucających się w oczy kamer. Zwykłe, toporne, białe, kwadratowe. Znacznie lepiej wyglądałyby czarne półkule schowane pod sufitem.
- Nowe meble co jest plusem.
- Identyczne siedzenia w miejscu obsługi klienta jak w poczekalni (nie przepadam za czymś takim).
- Podczas obsługi siedzi się w "pomieszczeniach" w formie kwadratu, ze słabym wygłuszeniem i niską ścianką. Nie daje to poczucia bezpieczeństwa. Siedzi się z "odsłoniętymi plecami". Wszyscy Cię widzą. Moim zdaniem to też nie sprzyja komfortowi obsługi.
- Toporne klawiatury, nieergonomiczne, głośne podczas pisania. Powinni zainwestować w nowsze, cichsze, podobne do klawiatur umieszczanych w laptopach.
- Ciekawy wystrój, nowoczesny, prosty, aczkolwiek mi się podobał.
- Duża reklama rzucająca się w oczy od razu jak wchodzimy do banku: po co reklamować się we własnym banku (mam na myśli pomieszczenie).
- Nie pamiętam, czy był czy też nie, ale jakiś automat z wodą do picia albo chociaż napojami by się przydał dla klientów :) Jeśli był to bardzo dobrze, naprawdę nie pamiętam :)
- No i to pomieszczenie ze zgaszonym światłem...
Ogólnie moim zdaniem jest źle. Powinni dużo zmienić, ponieważ reklamują się jako bank o wysokiej kulturze, a kultura moim zdaniem jest po prostu przeciętna. Więcej szkoleń dla pracowników, kilka poprawek i byłoby zupełnie inaczej :) Pracownicy powinni być znacznie bardziej otwarci, utrzymywać jakikolwiek kontakt z klientem, już nawet nie wzrokowy jeżeli się wstydzą, a chociaż słowny. Bank powinien dbać o swoich klientów, ponieważ w obecnych czasach jest bardzo duża konkurencja.
Tyle ode mnie. To są moje osobiste odczucia, oraz uczucia które mi towarzyszyły. Niczego nie wyolbrzymiałem ani nie upraszczałem. Starałem się jak najprawdziwiej i jak najbardziej realnie opisać obsługę w wybranym dziale oraz jak najprawdziwiej ocenić zakład w którym się znalazłem :) Dziękuję za przeczytanie do końca.
P.S Pamiętajcie! Zadowolony klient przekona kilka osób do waszej firmy, zaś niezadowolony zniechęci do waszej firmy każdego kogo spotka! "Stara prawda hotelarska" ;)
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.