W sklepie tłum, ale za to winić obsługi nie można. Pomimo to, że po lokalu kręciły się, bo inaczej tego nazwać nie można, cztery pracownice nie mozna było liczyć na pomoc z ich strony. Siostra mierzyła kozaczki tuż przy kasie przy której stały dwie pracownice i ucinały sobie pogawędkę... Kozaki długie, więc pudełka duże i problem z ich wyciagnięciem ogromny Na to ekspedientki nie zareaghowały. Pudełka nieułożone, więc odnalezienie rozmiwaru z interesującego nas wzoru trochę trwało i na to też ekspedientki nie zareagowały. Przy układaniu pudełek na miejscu okazało się, że utrudniają to wystawione buty..., po kilku minutach walki z kartonami pod bokiem sprzedawców i bez żadnej oferty pomocy czy jakiejkolwiek reakcji z ich strony zostawiłyśmy kartony na podłodze i wyszłyśmy, bo skoro obsługa nie wypełnia swoich obowiązków my tego za nie robić nie będziemy. Przeszłysmy w inną część sklepu a kiedy wracałysmy do wyjscia po ok 3 minutach kartony nadal stały w miejscu w którym je zostawiłyśmy a sprzedawczynie nadal gadały.Sklep jest zbyt mały jak na taką ilość towaru i klientów, ale utrzymany w czystości. Pracownice ubrane były w jednakowe bluzki, więc łatwo było wyłonić je z tłumu.
Wczoraj, Święto Zmarłych, wybieramy się z mężem na groby bliskich poza miasto.Wszystko przygotowane, wsiadamy do samochodu i okazuje się, że mamy za mało paliwa!Ogólnie rzecz biorąc tankujemy zawsze na tej samej stacji paliw,więc odpalamy samochód i po paliwo. A tam godzina 9:40, głucha cisza, odbijamy się o drzwi.Trzeba było objechać pół miasta, żeby zatankować auto. Widocznie ktoś doszedł do wniosku, że ta stacja jest zbyt daleko od tras wylotowych z miasta, że ją zamknęli tego dnia.Zaopatrzyliśmy się w paliwo gdzie indziej, odwiedziliśmy nasze groby, po południu jesteśmy w gościach, i okazuje się że stacja została w wyniku monitów klientów do Orlenu otwarta, i około godziny12:30 - 12:45 była pełna klientów.Ktoś w tym momencie nie myśli. Dali ludziom wolny dzień, komfort psychiczny, a tu wygląda na to, że były telefony i ściąganie do pracy. Mało kto wie, że za takie coś należy się dodatkowe wynagrodzenie, za coś w rodzaju dyżuru pod telefonem- nawet jeżeli okazałoby się, że tak zostało wcześniej ustalone. Jeżeli chodzi o odczucia klienta- to beznadzieja! Jak nieczynne, to nieczynne, z wcześniejszą wyraźną informacją dla klienta. Natomiast, jeżeli czynne- to normalnie.Robią z ludzi idiotów.
W Tesco zakupy robię średnio raz w miesiącu. Jest to sklep, który wyberam na większe zakupy i zostawiam w nim ok 250 zł podczas jednej wizyty. Na dużą pochwałę zasługuje bezapelacyjnie zaopatrzenie sklepu, zarówno działów spożywczych jak i chemii gospodarczej. Alejki ułożone są logicznie, a co ważniejsze położenie poszcególnych "działów tematycznych" nie ulega zmianie, dzięki czemu nie trace czasu na poszukiwanie interesujących mnie artykuły.
Duzym sprawdzianem dla sklepu był okres przed Wszyskimi Świętymi. Pomimo tłumu ludzi w sklepie kolejki do kas nie przekraczały 3 osób, więc czas oczekiwania był stosunkowo niedługi. Liczba otwartych kas dostosowana była do ilości klientów. Pani w kasie udzieliła mi wyczerpującej odpowiedzi na temat programu lojalnościowego i obsłużyła nas szybko i z usmiechem. Pomimo dużej ilości ludzi sklep urzymany jest w czystości a osoby wykładające towar poproszone o pomoc chetnie jej udzielały.
W oczekiwaniu na wystawienie faktury postanawiamy wejść do Inmedio Cafe i tam poczekać .Zamawiamy kawę, ja proszę o czarne podwójne expresso , a kolega o cappucino . Siadamy przy małym stoliku, w międzyczasie regulujemy rachunek przy kasie gdzie drugi sprzedawca pochłonięty jest studiowaniem jakieś faktury. Gdy nasze zamówienie jest już gotowe pani przynosi je nam do stolika, poczym zapytawszy się wcześniej o ilość cukru przynosi jego dwie saszetki oraz mieszadełka. Niestety kładzie je bezpośrednio na stoliku, zapomniawszy o doniesieniu serwetek. Wypijamy niespiesznie kawę, w trochę dziwnym prasowym otoczeniu i wzmocnieni z nową energią kontynuujemy nasze zadania na dzień dzisiejszy.
Praktycznie w ostatniej chwili przypominam sobie że mam do wysłania a co jeszcze gorsze do napisania bardzo pilny list, który najpóźniej dziś tj. 30.10.2009 muszę wysłać. Gdy już uporałam się z jego napisaniem wszystkie pobliskie poczty były zamknięte i musiałam pojechać w takiej sytuacji na pocztę główną która mieści się przy ulicy Świętokrzyskiej w Warszawie. Gdy już tam dojechałam i pobrałam właściwy numerek okazało się że przede mną są tylko dwie osoby, co bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Nie zdążyłam praktycznie odejść od automatu gdzie brałam kartkę do kolejki a już na wyświetlaczu był mój numer ze wskazaniem do którego okienka mam podejść. Zanim Pani w okienku zajęła się przyjęciem mojego listu kilka chwil rozmawiała ze swoją koleżanką. Gdy już się do mnie odwróciła bez słowa i bez jakiegokolwiek nawet nieznacznego uśmiechu wzięła list, wyceniła koszt jego nadania i równie milcząco mi go podsunęła powrotem, wraz ze znaczkiem do naklejenia. W milczącej atmosferze podaję jej kopertę, a dostawszy potwierdzenie nadania przesyłki, opuszczam placówkę zadowolona z szybkiej obsługi i lekko zdegustowana postawą pracownik który był nad wyraz niekomunikatywny i nie spytał się nawet czy list mój ma być nadany jako priorytetowy czy ekonomiczny. Widać monopolista nie czuje jeszcze zbyt wielkiej konkurencji która mogła by mu jakoś znacząco zagrozić, a obsługa jest jakby z wielkiej łaski. Mam cichą nadzieję że kiedyś to ulegnie zmianie….
Jako posiadacz konta ROR w Alior Banku mam do niego niespersonalizowaną kartę Maestro której termin ważności wskazany na karcie był do 10/2009.Ponieważ mamy listopad karta ta stała się automatycznie nie ważna. Jednakże już kilka tygodni wcześniej dostałam nową o tym samym profilu i numerze, którą teraz pozostało mi aktywować. Sam proces jest bardzo prosty wystarczy zalogować się w systemie bankowości internetowej Alior Banku, wejść na listę kart przypisanych do rachunku a następnie kliknąć w link ,,aktywacja,,. Po potwierdzeniu kodem przysłanym sms’ em na nasz numer telefonu komórkowego karta jest już aktywna. Jutro zobaczę czy będzie ona sprawna, zwłaszcza że gdy pierwszy raz się logowałam jako aktywna widniała stara karta, ale po kilku czynnościach na koncie system zaktualizował dane i miałam możliwość przeprowadzenia aktywacji tej karty.
Obsługa kina na średnim poziomie, każdy pracownik posiadał inny wygląd (brak koszulek promocyjnych). Brak informacji na temat przyszłego repertuaru. Obsługa ciężko zoorganizowana, małe odstępy pomiędzy seansami przez co są opóźnienia.
Po całym dniu pracy jestem głodna. Godzinna jest już taka że na zakupy nie ma znowu czasu. Szczęście w nieszczęściu że przesiadając się na z metra na autobus, przy skrzyżowaniu ulic Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej jest otwarta restauracja McDonald’s. Jak by to określił mój tata ,,jak się człowiek przepości to się nie wybiera z chleba ości,,. I tak zamawiam pieczone ziemniaczki w stylu amerykańskim z sosem śmietanowym a na deser ciastko z jabłkiem. Nowa przekąska w ofercie zaspakaja mój głód a jej smak jest ciekawy z nutą papryki i wędzonego mięsa. Szybka obsługa i miły kompetentny sprzedawca oraz zadawalająca jakość serwowanych produktów z czystym sumieniem pozwalają mi po dzisiejszej wizycie w restauracji tej sieci postawić ocenę bardzo dobrą.
Razem z mężem sprzedawaliśmy oraz kupowaliśmy samochód. A co za tym idzie, niezbędne ku temu formalności min. obowiązkowe ubezpieczenie OC. Jako ubezpieczyciela wybraliśmy bez żadnego namysłu PZU i to był wielki błąd!
Problem pojawił się na samym początku, przy sprzedaży auta. Samochód sprzedawany był razem z polisą OC, która była jeszcze przez pół roku aktualna. Aby rozwiać nasze wszelkie wątpliwości zadzwoniliśmy na infolinię PZU, aby zasięgnąć informacji na temat kontynuacji OC. Tam pani ani słowem nie wspomniała, że warunkiem koniecznym jest spisanie peselu nowego właściciela. A że na umowie sprzedaży nie było potrzeby o wpisanie peselu, więc niestety myśmy peselu nowego właściciela pojazdu nie posiadali.
Następny problem napotkaliśmy przy obliczeniu dla nas składki nowego OC, po zakupie nowego samochodu. Telefonicznie poinformowano nas, że składka wyniesie ok 550zł na rok, na taką więc kwotę przystaliśmy i byliśmy zainteresowani ubezpieczeniem, dlatego też umówiliśmy się już na konkretny termin. Niestety na spotkaniu okazało się, że powstał błąd przy wyliczeniu składki, i kwota do zapłaty uległa zmianie- wyszło ok 830zł na rok. Na tę kwotę również przystaliśmy, gdyż nie mieliśmy już czasu, by szukać innego ubezpieczyciela. Jednak przy końcowym wypisywaniu wniosku do polisy OC, w komputerze wystąpił komunikat, że składka jest źle obliczona. A więc ubezpieczyciel,po raz trzeci obliczył nam składkę, na kwotę 1030zł, z zapewnieniem, że to już na pewno jest prawidłowe wyliczenie.
Niestety myśmy na taką składkę OC, nie byli przygotowani, podziękowaliśmy i po prostu wyszliśmy.
Także nasza przygoda z PZU skończyła się po wyliczeniu, po raz trzeci stawki za roczne OC i nie chce myśleć , co było by dalej, gdyby pani po raz kolejny pomyliła się przy wyliczeniu stawki.
Ja niestety trafiłam, na grupę personelu zupełnie nie kompetentnego w swoich obowiązkach, dlatego też moja ocena jest najniższa.
Do sklepu wybrałam się z zamiarem kupienia butów. Od razu po wejściu do sklepu Panie ekspedientki zauważyły obecność nowego klienta łapiąc kontakt wzrokowy i mówiąc "Dzień dobry". Po wejściu do sklepu rozejrzałam się dookoła. Na pułkach było pełno asortymentu. Panował porządek. Obuwie było ułożone według stylu, przeznaczenia oraz producentów. Z łatwością można było znaleźć to czego się szuka. Ceny były widoczne dla każdego. Ceny obuwia na tle innych sklepów w mieście są bardzo dobre. Panie ekspedientki rozstawione były po sklepie, tak aby w każdej chwili klient mógł zwrócić się z prośbą o pomoc lub też same oferują jeśli widzą, że dana osoba czegoś szuka np rozmiaru buta tak jak w moim przypadku. Ubrane były schludnie i elegancko. Życzliwie odnosiły się do klienta. Po wybraniu towaru udałam się do kasy, gdzie nie było kolejek. Zapakowano mi buty, ekspedientka wrzuciła paragon do pudełka informując mnie o możliwościach gwarancji. W sklepie są 2 kasy przy jednej płaci się gotówką, przy drugiej miałam możliwość zapłacenia kartą. Jedynym minusem jest mała przestrzeń w sklepie w stosunku do dużej ilości klientów. Ogólnie jestem bardzo pozytywnie przekonana do tego sklepu i mogę powiedzieć, że nie jest to ani pierwszy ani ostatni zakup w Hollybut.
Jedyna księgarnia w całym mieście. Mały osobny budynek w centrum miasta.Księgarnie prowadzi ten sam właściciel ( od 25 lat co najmniej) Male pomieszczenie ale schludnie urzadzone. Dużo ksiażek także podręczników, ksiązek pomocniczych do nauki pisania, czytania, malowanki. W ksiegarni jest także mnostwo innych rzeczy: pisaki, mazaki, kredki , farby. Wlaściciel miły usłużny, chetny do pomocy. Zawsze kiedy nie ma danej pozycji jest w stanie za dwa dni ja sprowadzić. Zna zasady Bon tonu. Ceny mogłyby być ciut niższe.
Jest to jedyny supermarket po tej stronie Koluszek. Jest dobrze zaopatrzony. Towar jest zawsze świeży jeśli chodzi o date przydatności do spożycia i nowości. Twoiar zawsze jest poukladany , nie ma możliwości ,żeby coś było powywaracane. Pudełka nie sa rozrywane przez klientów. Prasa zawsze uporzadkowana. Jedyny minus to kasa. Bardzo często sie zdarza,że kasjerka wbija rzeczy, których klient nie kupił. Poniewaz juz wielkorotnie zwrócilam uwagę na zbyt wysoki paragon. panie doskonale mnie znaja i wiedzą ,że ze mna nie mogą sobie w ten spsób pogrywać. Ogólnie sklep jest czysty przestronny, łatow się w nim manewruje wózkiem.
W sieci Orange posiadam numer telefonu w ofercie Orange POP. Jest to typowa karta SIM na doładowanie.
W zależności od potrzeby mogę zasilić swoje konto kwotą 5 zł,25, 50 zł,100zł oraz 200zł.
Te dwa ostatnie premiowane są dodatkową kwotą 10zł i 30zł.W zależności również od kwoty doładowania przedłużam automatycznie ważność swojego konta od 7 dni do 12 miesięcy. Sporą niewygodą jest konieczność wykorzystania kwoty doładowania w określonym przez firmę czasie. Gdy np. przy doładowaniu kwotą 5 zł nie wykorzystam tego doładowania w ciągu 2 dni, wówczas pozostałe środki są blokowane do momentu kolejnego doładowania. I to jest chyba jedyny mankament tej oferty. Po za tym na uwagę zasługuje funkcjonalna strona internetowa, na której po zalogowaniu mamy dostęp do swojego konta. Możemy tam sprawdzić wykonane połączenia, dokonać ustawień indywidualnych dla naszego numeru i modelu telefonu. Orange jako jeden z nielicznych jak nie jedynych operatorów sieci komórkowych posiada ofertę kredytową oraz SOS.
Ta pierwsza polega na wysłaniu smsa o treści ”kredyt ,, na numer 808 i po jego akceptacji przez system nasze konto zostaje doładowane kwotą 1 złoty która zostaje odjęta przy doładowaniu regularnym.
Gdy nie mamy nic na koncie i wykorzystamy już nasz kredyt w sytuacji awaryjnej możemy wysłać sms z numerem użytkownika sieci z prośbą o kontakt.
Reasumując jest to moim zdaniem jedna z ciekawszych ,choć może nie doskonała, oferta na rynku usług telefonii komórkowej.
Uwzględnia potrzeby różnych grup użytkowników, koszt połączeń również nie jest wysoki, możemy go zredukować korzystając z licznych promocji i okresowych akcji. Szkoda tylko że promocje zazwyczaj obejmują tylko połączenia do sieci Orange i na numery stacjonarne Telekomunikacji Polskiej. I to co najbardziej mi osobiście przeszkadza to krótki stosunkowo okres na wykorzystanie kwoty doładowania. Orange jest również partnerem programu lojalnościowego Payback, co uatrakcyjnia ofertę operatora choć wymagania co do uzyskania punktów w przypadku oferty na kartę są dość wygórowane(doładowanie minimum za 25 zł = 1 punkt).Nie można również na stronie zarejestrować posiadanej karty gdyż wyświetla się informacja o nie prawidłowym jej numerze.
Jestem pod ogromnym wrażeniem tego sklepu. Wszystkim go polecam, którzy pragną znakomicie i na najlepszym poziomie wyposażyć czy dokonać remontu łazienki. W sklepie są zaaranżowane małe łazienki wykorzystując w ten sposób produkty, które mają w sprzedaży, podpowiadając tym samym możliwe aranżacje we wnętrzach domów. Obsługa jest znakomita - sama proponuje pomoc, odznacza się ogromną wiedzą i kompetencją. Poświęca tyle czasu, ile jest tylko potrzebne. Znajomym z którymi byłam ekspedientka poświęciła 3 godziny, gdyż tyle czasu było potrzeba na wybór i wszystkich elementów do remontu łazienki - armatura, kabina, płytki, baterie itp. oraz podliczenie i finalizacja transakcji. Dodatkowo służyła gratisowo radą również pani projektantka - architekt wnętrz zatrudniona w sklepie. Klient wychodzi zadowolony z zakupu. Ceny są oczywiście relatywnie wyższe niż w marketach typu castorama czy leroy merlin, ale za to klient kupuje gwarancje jakości.Ponadto przy większych zakupach można liczyć na co najmniej 10%-owy rabat. Sklep jest nastawiony na jakość produktów i usług a nie na ilość, i z przeświadczeniem wychodzi klient. Sklep gorąco polecam!!
Po krótkim zastanowieniu gdzie mamy pojechać po plastikowe kubeczki postawiamy udać się do supermarketu Simply.
Ostatni raz w tym sklepie byłam ładnych kilka miesięcy temu, jeszcze wtedy nazywał się on ,,Elea,,.
Ponieważ nie znam jego rozplanowania i nie mam za bardzo czasu na poszukiwania potrzebnego mi asortymentu, proszę jednego z pracowników, który właśnie rozkłada towar na półce o pomoc w znalezieniu naczyń jednorazowych. Ten mi mówi że są one po lewej stronie i od niechcenia wskazuje ręką kierunek gdzie mam iść.Za jego radą i według wskazówek idę w tamtą stronę, ale coś mi nie pasuje. Przy regale z nabiałem pytam się po raz drugi o jednorazowe naczynia. Pani która również rozkłada towar każe udać mi się na dział chemiczny. Gdy tam docieram nadal nie widzę tego czego poszukuję. Proszę trzeciego pracownika o pomoc. Młody mężczyzna stwierdza że nie wie gdzie są plastikowe naczynia ale postanawia zemną pójść i pomóc mi je znaleźć.Za drugim razem przechodząc koło tego samego regału okazuje się że kubeczki i talerzyki są. Biorę po dwa komplety zestawów i udaję się do kasy. Kolejka jest bardzo duża. Nie pomaga jak widać nawet podział na kasy obsługujące tylko małe koszyk i te które obsługują większe zakupy.
Po około 30 minutach nareszcie nadchodzi moja kolej do zapłaty. Klientka przede mną wzięła kwiaty w doniczce które nie miały kodu kreskowego. Kasjerka poszła je wymienić, co zajęło jej kilka minut zanim znalazła i przyniosła właściwe w/ w kwiaty.
Przed zeskanowaniem mojego pierwszego produktu, na wszelki wypadek pytam się o możliwość wystawienia faktury. Pani dość obcesowo odpowiada że ona faktury nie wystawia i tak ową dostanę w punkcie obsługi klienta. Nie bez kłopotów wydaje mi resztę z uwagi najprawdopodobniej na deficyt niższych nominałów.
Ostatnim moim etapem wizyty w tym sklepie jest wspomniany powyżej punkt obsługi klienta. Znajduje się on tuż przy wyjściu ze sklepu. Czeka przy nim jedna klientka również po fakturę. Po chwili pojawia się pracownik. W między czasie przyjmuje i wydaje on z depozytu onumerowane prywatne wózki i inne torby pozostawione przez klientów. Przed wystawieniem faktury zostaję zapytana czy już kiedyś brałam na tę firmę fakturę. Odpowiadam że nie. Sprzedawca wzywa przez mikrofon kierownika linii kas, kiedy ten się pojawia prosi o pomoc i tłumaczy że musi pozbierać koszyki, iść na stoisko alkoholowe i dodaje jeszcze że był przez chwilę na obsłudze kasy i po prostu nie ma czasu….Wezwana z biura Pani wystawia mi fakturę i nareszcie mogę wyjść ze sklepu.
Pracownicy choć ubrani w odzież z logo supermarketu zarówno Elea jak i Simply nie mają tych strojów ujednoliconych pod Konem modelu i kroju. Kasjerka która mnie obsługiwała ubrana było w mocno już zniszczoną i spraną czerwoną bluzę dresową.
Dziewczyna która była przy punkcie obsługi klienta miała na sobie granatową, rozpinaną bluzę z polaru. Jej struj był bardzo niechlujny. Na dole z pod tej bluzy wystawała jej bawełniana koszulka, a spodnie w które była ubrana były powyciągane. Całości dopełniały klapki włożone na białe skarpetki. Dodać należy że do bluzy miała przypięty i nieadekwatny do swojego wyglądu znaczek z logo ,,Jakości Obsługi,,. Plakat informujący o pierwszym miejscu zajętym przez sklep w tym programie jest wywieszony również na drzwiach wejściowych od strony parkingu.
Logo i informacja o programie ,, Jakość Obsługi,, jest również podana na ostatniej stronie gazetki reklamowej.
Dzisiejsze zakupy absolutnie nie potwierdzają iż supermarket Simply jest liderem w swojej kategorii. Bardzo duże kolejki, połowa kas zamknięta. Pracownicy w większości nie skłoni do pomocy, nie sympatyczni i burkliwi. Ich wygląd i prezencja również pozostawia wiele do życzenia. Najwidoczniej zmiana szyldu spowodowała jednocześnie drastycznie poziom obsługi klienta w tym sklepie który na dzień dzisiejszy wymaga natychmiastowej poprawy poprzez sprawniejszą obsługę kasową oraz ujednolicenie ubioru pracowników. Warto być może również stworzyć stronę internetową tej sieci lub przynajmniej dodać odnośnik do niej na stronie www.auchan.pl
Który jest właścicielem marki Simply, a poprzednio szyldu Elea, która to de facto zajęła pierwsze miejsce w rankingu Jakoś Obsługi 2008, w kategorii supermarkety.
Jestem bardzo mile zaskoczona obsługą i cenami produktów w sklepie Mega Avans. Zarówno obsługa jest lepsza, milsza i bardziej pomocna niż w konkurencji (Media Markt), jak i ceny konkretnego produktu jakim jest laptop były nieco niższe. Zatem moja ocena Mega Avansu, w stosunku do Media Marktu, jest znacznie wyższa. Obsługa udzielała szczegółowych rad co do modelów laptopa odnosząc do osobistych doświadczeń. Również sprzedawcy przy kasie oraz w punkcie gwarancyjnym byli milsi i uśmiechnięci.
Media Markt jest dla mnie najbliżej położonym sklepem RTV i AGD. Dlatego zawsze udaję się tam najpierw. Tego dnia udałam się tam kupić laptopa. Długo sama oglądałam interesujące mnie modele. Ekspedient odpowiedzialny za ten sektor nie podszedł spytać czy wszystko w porządku i czy pomóc. Sama musiałam poprosić. T zachowanie mnie nie zdziwiło, gdyż nie pierwszy raz tak jest w tym miejscu. Właściwie za każdym razem odnoszę wrażenie, że ekspedienci odpowiedzialni za dany dział są zawsze zajęci czymś innym niż obsługa klienta pojawiającego się w ich sektorze. Zatem należy ich po pierwsze szukać a po drugie prosić o pomoc w wyborze, bo sami8 nie zapytają czy pomóc.
Ponadto w porównaniu do konkurencji - Mega Avans - mieli mniejszy wybór i nieco wyższe ceny. Pewnie trzeba trochę więcej zapłacić, żeby poczuć, że nie jest się idiotą i tym uprzywilejowanym korzystającym z usług Media Marktu.
Moja obserwacja dotyczy obsługi kursu relacji Kołobrzeg - Warszawa w dniu 31/10/2009 na odcinku Toruń (13:05) - Warszawa Zachodnia (17:10).
W pierwszej kolejności chciałbym zwrócić uwagę na kierowcę, który był bardzo kulturalny, potrafił zażartować z pasażerami, jak również zapytany o rozkład kursów podarował ich "rozpiskę". Tak jak większość kierowców PKS BYDGOSZCZ ubrany on był w służbową koszulę, krawat, plus skórzana kamizelka. Całość komponowała się w schludną całość. Kierowca mimo swojego nałogu tytoniowego, palił papierosy jedynie na postojach z dala od wejścia do autobusu.
Jak przystało na kurs pośpieszny, autobus poruszał się z całkiem niezłą prędkością i wymijał tych wolniejszych uczestników ruchu, a komfortowy autobus marki Irizar PB pozwolił rozkoszować się podróżą. Dzięki brakowi opóźnień na trasie, były możliwe krótkie postoje.
Mimo pojedynczej obsady kierowców w autobusie, kierowca za każdym razem wysiadał i wydawał pasażerom bagaże.
Na końcowym przystanku Warszawa Zachodnia, kierowca widząc, że jedna ze starszych pań ma problemy z wyjściem z autobusu, zasugerował, że podjedzie on bliżej krawężnika, co po chwili zrobił. Poprzez to objawiła się wysoka kultura osobista kierowcy tego autobusu.
Całość oceniam na 5, ponieważ w moim odczuciu ocena jest adekwatna do tego co miałem okazję zaobserwować.
Udałam się w raz ze swoim kolegom na zakupy, ze wcześniejszym wskazaniem sklepu Savia.
Wjeżdżamy samochodem do podziemnego parkingu, co nie jest łatwe ponieważ brama jest bardzo wąska, a sam wjazd bardzo stromy.
Zakupy przebiegają według planu, prawie wszystko udaje się kupić za wyjątkiem plastikowych kubeczków, ponieważ oferta naczyń jednorazowych jest bardzo skromna.
Po uregulowaniu należności przy kasie udaję się do punktu obsługi klienta który jest połączony z działem alkoholowym i jednocześnie z tzw. kasą ekspresową. Nie ma tam żadnego pracownika, który po kilku minutach zjawia się na stanowisku. W tym czasie utworzyła się już kilkuosobowa kolejka. Ustawiam się w niej a gdy przychodzi moja kolej proszę sprzedawcę o wystawienie faktury.
Ten bezradnie patrzy na mnie i na kolejkę, ale po moim stwierdzeniu że faktura jest mi potrzebna już i nie mogę po nią przyjść później , przystępuje do jej wystawienia. Oczywiście z kolejki słychać głosy nie zadowolenia a ja jako ,,winowajca,, nie czuję się wcale komfortowo. Gdy już faktura zostaje wydrukowana okazuje się że zawiera ona istotne błędy w danych nabywcy. Zmuszona jestem prosić o jej poprawę.
Nie jest to takie łatwe do zrobienia. Pani mnie obsługująca nie może sama jej poprawić. Prosi o pomoc w obsłudze czekających klientów drugiego pracownika, a sama wzywa najprawdopodobniej kogoś z biura. Pani która z niego przychodzi stwierdza że teraz wszystkie pozycje z paragonu musi wprowadzić ręcznie (?) i jeżeli chcemy tę fakturę dziś to prosi nas o poczekanie około 20 minut. No trudno, nie mamy wyjścia. Dokument jest potrzebny i musimy chcąc nie chcąc czekać.
Wystawienie faktury, wydawało by się ze takie proste i nie skomplikowane przedłużyło nam zakupy o blisko 30 minut. Do samego pracownika nie można mieć raczej pretensji. Jako sam jeden obsługiwał spore stoisko, dodatkowo z funkcją obsługi klienta. Zniecierpliwione osoby w kolejce najprawdopodobniej spowodowały jego pomyłkę przy wpisywaniu danych. Z drugiej strony mógł wcześniej poprosić o pomoc nie czekając do powstania dużego zamieszania i nerwów.
Przesympatyczna, szybka obsługa, konkretny, smaczny i estetycznie podany posiłek, duży wybór, super warunki sanitarne w toalecie. Mankamenty: za głośna muzyka, trochę chłodno w lokalu. Na pewno tam jeszcze wróce.
W celu zapewnienia wyższej jakości usług używamy plików cookies. Kontynuując korzystanie z naszej strony internetowej bez zmiany ustawień prywatności przeglądarki, wyrażasz zgodę na wykorzystywanie ich.